Zbadają, czy podpaleń można było uniknąć

Dominika Maciejasz, Bogdan Wróblewski
2010-09-08 , aktualizacja: 08.09.2010 19:51
A A A Drukuj
Krakowska prokuratura i policja sprawdzą, czy funkcjonariusze mogli pomóc Jerzemu Fiszebrandtowi, przedsiębiorcy nękanemu przez podpalaczy. Śledczy wrócą też do umorzonych spraw
Fiszebrandt: - Co jeszcze musi się stać, żeby ktoś mi pomógł?
Fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta
Fiszebrandt: - Co jeszcze musi się stać, żeby ktoś mi pomógł?
Wczoraj opisaliśmy historię Fiszebrandta, przedsiębiorcy z południa Polski, który zmaga się z podpaleniami i włamaniami do sieci hurtowni papierosów, których jest właścicielem. Magazyny jego firmy płonęły kilkanaście razy, biznesmenowi wielokrotnie grożono śmiercią. Mężczyzna, który podejrzewa, że za sprawą stoi jego były pracownik podejrzany o przestępstwa finansowe, od czterech lat prosi o pomoc policję i prokuraturę. Bezskutecznie. "Gazeta" ujawniła także, że policja umorzyła część postępowań bez ich dokładnego zbadania.

Wczoraj rano nasz artykuł "Podpalony w majestacie prawa" znalazł się na biurku prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta. Po lekturze prokurator generalny polecił, by Prokuratura Apelacyjna w Krakowie przeanalizowała wszystkie umorzone sprawy, w których Fiszebrandt był pokrzywdzonym. Łącznie z tą, która dotyczy przywłaszczenia pieniędzy bądź oszustwa na jego szkodę, o co podejrzany jest dawny pracownik Krzysztof K.

- Chodzi o to, by sprawdzić, czy tych spraw nie można poprowadzić wspólnie albo przynajmniej objąć nadzorem. A jeśli nie jest to z formalnych przyczyn możliwe, to zadaniem nadrzędnej prokuratury będzie sprawdzenie, czy umorzonych spraw nie można kontynuować - wyjaśnia prok. Maciej Kujawski z Prokuratury Generalnej.

- Dokładną analizę akt tych spraw robi już wydział kontroli Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie - mówi Dariusz Nowak, rzecznik małopolskiej policji. Tę kontrolę polecił komendant wojewódzki.

Co jest sprawdzane? Przed wszystkim to, "czy w poszczególnych dochodzeniach można było zrobić coś więcej", oraz to, czy były podstawy, by tę serię zdarzeń badać w jednym postępowaniu. - Od kilku dni w tę sprawę włączył się też wydział kryminalny - dodaje Nowak.

To wydział operacyjny, a nie śledczy, więc o tajnych działaniach Nowak nie chce powiedzieć.

Także wczoraj prokurator rejonowy w Wadowicach Jerzy Utrata polecił andrychowskiej policji przekazanie zgromadzonego materiału dowodowego. - Policjanci umorzyli postępowania w trybie rejestrowym, czyli bez naszego udziału. Dlatego chcę się zapoznać z tymi sprawami i sprawdzić, czy zrobiono wszystko, by wykryć sprawców. Być może zapis z kamery monitoringu pozwoli na wykonanie rysopisu jednego z podpalaczy. Sprawdzimy też kanister i inne ślady zabezpieczone przez policjantów - mówi Utrata.

Chodzi o ostatnią próbę podłożenia ognia w andrychowskiej hurtowni w marcu. Ujawniliśmy, że kamera z monitoringu zarejestrowała wtedy sprawcę, który poparzył się podczas podkładania ognia. Mimo to policjanci nie sprawdzili okolicznych szpitali, czy trafił do nich ranny mężczyzna. Nie sprawdzono też śladów zostawionych na ogrodzeniu przez podpalacza. Mimo że przestępcy kilka razy grozili zniszczeniem firmy Fiszebrandta, policja nie zorganizowała na nich zasadzki.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Reklama

Lata 60. w Nowej Hucie - urbanistyka, architektura i wnętrza

Do 1 lipca 2012 w nowohuckim oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa na os. Słonecznym 16 oglądać można wystawę Nowa przestrzeń. Modernizm w Nowej Hucie.