Przewoźnik nie dojechał po niepełnosprawnych uczniów
2010-09-09
, aktualizacja: 08.09.2010 20:49
Pierwszego dnia szkoły niepełnosprawne dzieci z gminy Skała bezskutecznie czekały na bus, który zawiezie je na lekcje. Drugiego też nikt po nie nie przyjechał. Przewoźnik zrezygnował, a gmina nie zorganizowała im przewoźnika, więc część z nich do klas nie wróciła do dziś.
ZOBACZ TAKŻE
- Podziel się zeszytem z potrzebującym dzieckiem (13-09-10, 20:24)
- Szkolna wyprawka z maścią na siniaki (08-09-10, 12:00)
- W podstawówce sprawdzą, co potrafi dziesięciolatek (07-09-10, 07:00)
- Nauczyciel szkoły nie kocha, a się jej boi (03-09-10, 07:00)
- Darmowa edukacja online rośnie w siłę (02-09-10, 07:00)
- Czternaście krakowskich szkół przyjaznych sześciolatkom (01-09-10, 19:00)
- Najtańszy przewoźnik nie jest dla dzieci najlepszy (11-06-10, 09:00)
- Prezentacja maturalna w promocji. Kup i zdaj (15-09-10, 08:00)
- Fikcja totalna, czyli pustki na karcianych lekcjach (25-09-10, 08:00)
- Szkoły katolickie oblegane: kolejki na przyszły rok (14-09-10, 08:00)
Drugiego września Elżbieta Osuch (prowadzi rodzinę zastępczą) długo stała w oknie i wypatrywała busu, który miał zabrać trójkę jej niepełnosprawnych podopiecznych do specjalnej szkoły w Krakowie. W oknie stała też Bogusława Nitka, mama chorego na autyzm Konrada. W sumie na szkolny bus w gminie Skała czekało 10 niepełnosprawnych dzieci. Nie przyjechał.
- Dzień wcześniej szef wydziału edukacji zapewniał, że samochód będzie - opowiada Elżbieta Osuch.
O kłopotach z przewozem dzieci niepełnosprawnych w Skale już pisaliśmy. Przewoźnik, Tomasz Drozdowski, potrafił się spóźnić ponad godzinę, czasem w ogóle nie przyjeżdżał. Siedmioletni Kuba z Minogi, który zaczynał lekcje w Krakowie o godz. 11, przez kilka miesięcy musiał jeździć busem o godz. 6.15, bo kierowcy tak było wygodnie. Po Damiana, syna pani Teresy ze Smardzowic, bus nie przyjeżdżał przez pięć dni, bo matka powiedziała kierowcy, żeby nie palił przy dziecku i że powinien pomóc przy wnoszeniu jeżdżącego na wózku chłopca.
Rodzice wielokrotnie zgłaszali problem burmistrzowi Skały Robertowi Jakubkowi oraz szefowi administracji szkół w Skale Waldemarowi Dolińskiemu. Gdy w połowie czerwca sprawę opisała "Gazeta", przewoźnik zadecydował, że... zrywa umowę. - Nie wytrzymał pretensji rodziców. Byliśmy z jego usług zadowoleni. A że były skargi? Rodzice dzieci niepełnosprawnych są specyficzni, wymagający - mówił Wojciech Doliński. Dodał, że gmina będzie musiała zorganizować nowy przetarg na dowozy. Ale przetargu nie było. Radca prawny gminy nie przyjął wypowiedzenia przewoźnika. Od czerwca gmina przerzuca się z nim pismami. A dzieci? Część z nich wożą rodzice. Spóźniają się do pracy, potem wcześniej z niej wychodzą. Jednak nie wszyscy mają takie możliwości. Ośmioletni Kuba z Minogi po wakacjach nie był w szkole. Jego mama Ewelina Madej nie ma samochodu, by go wozić do Krakowa. - W szkole są coraz bardziej zdenerwowani, że Kuby nie ma - przyznaje.
Dlatego w przyszłym tygodniu wsiada z chłopcem do busu, następnie w autobus, a potem w tramwaj. Nie opłaca jej się wracać do Skały, więc będzie czekała na korytarzu, aż mały skończy lekcje. Potem tramwaj, autobus, bus. Trzeba będzie zrezygnować z kursów zawodowych, na które chciała się zapisać, by potem szukać pracy.
Dowóz do szkół dzieciom niepełnosprawnym ma zapewnić gmina. Burmistrz Robert Jakubek tłumaczy, że przewoźnik zaskoczył go swoją rezygnacją. - Za to, że samowolnie zrezygnował z wożenia niepełnosprawnych dzieci, będziemy go karać grzywnami - oznajmia. I zapewnia, że gmina znajdzie innego przewoźnika. Czemu nie zrobiła tego do tej pory? Bo nie ma pieniędzy. - Gdybym miał rezerwę w budżecie, przeznaczyłbym ją na te dojazdy, ale nie mam. W zimie dopadły nas mrozy, w maju podtopienia, wszystko na to poszło - tłumaczy.
Teraz rodzicom niepełnosprawnych dzieci Skała chce dawać 300 zł miesięcznie, by sami wozili dzieci do szkół. To 90 zł mniej, niż dawała przewoźnikowi. - Nie dość, że gmina nie zorganizowała dzieciom dowozu, to jeszcze teraz na tym całym zamieszaniu chce zaoszczędzić - denerwuje się Bogusława Nitka.
Rodzice napisali skargę na gminę do rzecznika praw dziecka oraz małopolskiego kuratorium oświaty.
Komentarz
Czy mam wsiąść w samochód i sam wozić te dzieci? - zapytał mnie burmistrz Skały Robert Jakubek. Tak, panie burmistrzu! Jeśli chce pan uratować honor swój i podległych panu urzędników, niech pan wsiada i ich również zapędzi do roboty!
O tym, że przewoźnik odmówił wożenia niepełnosprawnych dzieci do szkół, wiedzieliście już w czerwcu i nie zrobiliście nic. Można oczywiście przerzucać się z nim pismami i paragrafami. Można, a nawet trzeba straszyć go konsekwencjami, a potem nałożyć na niego karę. Nie można jednak w tym czasie zapominać o chorych dzieciach, które każdego dnia czekają, aż ktoś zawiezie je do szkoły.
- Dzień wcześniej szef wydziału edukacji zapewniał, że samochód będzie - opowiada Elżbieta Osuch.
O kłopotach z przewozem dzieci niepełnosprawnych w Skale już pisaliśmy. Przewoźnik, Tomasz Drozdowski, potrafił się spóźnić ponad godzinę, czasem w ogóle nie przyjeżdżał. Siedmioletni Kuba z Minogi, który zaczynał lekcje w Krakowie o godz. 11, przez kilka miesięcy musiał jeździć busem o godz. 6.15, bo kierowcy tak było wygodnie. Po Damiana, syna pani Teresy ze Smardzowic, bus nie przyjeżdżał przez pięć dni, bo matka powiedziała kierowcy, żeby nie palił przy dziecku i że powinien pomóc przy wnoszeniu jeżdżącego na wózku chłopca.
Rodzice wielokrotnie zgłaszali problem burmistrzowi Skały Robertowi Jakubkowi oraz szefowi administracji szkół w Skale Waldemarowi Dolińskiemu. Gdy w połowie czerwca sprawę opisała "Gazeta", przewoźnik zadecydował, że... zrywa umowę. - Nie wytrzymał pretensji rodziców. Byliśmy z jego usług zadowoleni. A że były skargi? Rodzice dzieci niepełnosprawnych są specyficzni, wymagający - mówił Wojciech Doliński. Dodał, że gmina będzie musiała zorganizować nowy przetarg na dowozy. Ale przetargu nie było. Radca prawny gminy nie przyjął wypowiedzenia przewoźnika. Od czerwca gmina przerzuca się z nim pismami. A dzieci? Część z nich wożą rodzice. Spóźniają się do pracy, potem wcześniej z niej wychodzą. Jednak nie wszyscy mają takie możliwości. Ośmioletni Kuba z Minogi po wakacjach nie był w szkole. Jego mama Ewelina Madej nie ma samochodu, by go wozić do Krakowa. - W szkole są coraz bardziej zdenerwowani, że Kuby nie ma - przyznaje.
Dlatego w przyszłym tygodniu wsiada z chłopcem do busu, następnie w autobus, a potem w tramwaj. Nie opłaca jej się wracać do Skały, więc będzie czekała na korytarzu, aż mały skończy lekcje. Potem tramwaj, autobus, bus. Trzeba będzie zrezygnować z kursów zawodowych, na które chciała się zapisać, by potem szukać pracy.
Dowóz do szkół dzieciom niepełnosprawnym ma zapewnić gmina. Burmistrz Robert Jakubek tłumaczy, że przewoźnik zaskoczył go swoją rezygnacją. - Za to, że samowolnie zrezygnował z wożenia niepełnosprawnych dzieci, będziemy go karać grzywnami - oznajmia. I zapewnia, że gmina znajdzie innego przewoźnika. Czemu nie zrobiła tego do tej pory? Bo nie ma pieniędzy. - Gdybym miał rezerwę w budżecie, przeznaczyłbym ją na te dojazdy, ale nie mam. W zimie dopadły nas mrozy, w maju podtopienia, wszystko na to poszło - tłumaczy.
Teraz rodzicom niepełnosprawnych dzieci Skała chce dawać 300 zł miesięcznie, by sami wozili dzieci do szkół. To 90 zł mniej, niż dawała przewoźnikowi. - Nie dość, że gmina nie zorganizowała dzieciom dowozu, to jeszcze teraz na tym całym zamieszaniu chce zaoszczędzić - denerwuje się Bogusława Nitka.
Rodzice napisali skargę na gminę do rzecznika praw dziecka oraz małopolskiego kuratorium oświaty.
Komentarz
Czy mam wsiąść w samochód i sam wozić te dzieci? - zapytał mnie burmistrz Skały Robert Jakubek. Tak, panie burmistrzu! Jeśli chce pan uratować honor swój i podległych panu urzędników, niech pan wsiada i ich również zapędzi do roboty!
O tym, że przewoźnik odmówił wożenia niepełnosprawnych dzieci do szkół, wiedzieliście już w czerwcu i nie zrobiliście nic. Można oczywiście przerzucać się z nim pismami i paragrafami. Można, a nawet trzeba straszyć go konsekwencjami, a potem nałożyć na niego karę. Nie można jednak w tym czasie zapominać o chorych dzieciach, które każdego dnia czekają, aż ktoś zawiezie je do szkoły.
- 13 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
11 głosów
-
Na całe szczęście już za chwilę mamy wybory !
zderzenie.szarych.komorek
09.09.10, 08:23
i pan burmistrz pewnie się pożegna ze swoim stołkiem. Tak aroganckiego człowieka nikt nie wybierze na kolejną kadencję. Zbyt długo był burmistrzem i zapomniał, że to on ma służyć mieszkańcom»
Najczęściej czytane24 htydzień
Reklama

Lata 60. w Nowej Hucie - urbanistyka, architektura i wnętrza
Do 1 lipca 2012 w nowohuckim oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa na os. Słonecznym 16 oglądać można wystawę Nowa przestrzeń. Modernizm w Nowej Hucie.






