Zabierali pamiątki z Auschwitz-Birkenau nieświadomie?

Jarosław Sidorowicz
2010-09-10 , aktualizacja: 10.09.2010 08:07
A A A Drukuj
Dyrekcja Muzeum Auschwitz-Birkenau uważa, że policja i prokuratura niesłusznie nie oskarżyły o przestępstwo Kanadyjczyków, którzy usiłowali zabrać elementy z bocznicy kolejowej byłego obozu. Główny zarzut: nie przesłuchano turystów - świadków zdarzenia.
Brama wjazdowa do obozu koncentracyjnego w Brzezince
fot. Adam Golec / Agencja Gazeta
Brama wjazdowa do obozu koncentracyjnego w Brzezince
RAPORTY
Szpile mocujące szyny do podkładów to oryginalne elementy historycznej rampy w byłym niemieckim obozie Auschwitz II - Birkenau. Tam dokonywano selekcji osób przywożonych do zgładzenia. Takie właśnie szpile w czerwcu usiłowali zabrać dwaj trzydziestoparoletni nauczyciele z Kanady. Zostali zatrzymani niemal na gorącym uczynku przez ochronę muzeum i przekazani policji. Tam obu przesłuchano jako świadków i wypuszczono. Twierdzili, że szpile znaleźli. Trzy dni później policja uznała, że przestępstwa nie było, bo Kanadyjczycy nie byli świadomi, że przedmioty mają wartość muzealną i stanowią dobro o szczególnym znaczeniu dla kultury. Decyzję tę zatwierdziła oświęcimska prokuratura nadzorująca postępowanie, co wywołało burzę w mediach.

Jak wynika z ustaleń "Gazety", śledczy, zanim zdecydowali, że sprawy nie ma, nie przesłuchali postronnych świadków zajścia - turystów zwiedzających wówczas dawny obóz koncentracyjny. To oni zaalarmowali ochronę muzeum o podejrzanym zachowaniu mężczyzn wykręcających jakieś metalowe elementy. Wskazują na to notatki pracowników ochrony muzeum sporządzone z zajścia. Ich treść potwierdził potem jeden z ochroniarzy w trakcie postępowania. Przesłuchanie osób, które zawiadomiły strażników, mogło pomóc w dokładnym ustaleniu przebiegu zdarzenia, a tym samym weryfikacji zeznań Kanadyjczyków. Nie ma co do tego wątpliwości mecenas Jan Jastrzębski, który w imieniu muzeum zaskarżył do sądu korzystną dla sprawców decyzję śledczych. - Jeśli szpile były wyciągane z podkładów, to pokazuje to jednak nieco inne zabarwienie czynu niż gdyby ktoś je znalazł. Co nie zmienia faktu, że osoby te wiedziały, iż znajdują się na terenie muzeum. W takim zaś razie musiały też mieć świadomość, że niczego stamtąd nie wolno zabierać - uważa mecenas Jastrzębski.

Tymczasem zastępca prokuratura rejonowego w Oświęcimiu Mariusz Słomka przekonuje, że nie było możliwości przesłuchania turystów. - Kogo mieliśmy przesłuchać, skoro nie mieliśmy nazwisk tych ludzi, by ich wezwać. Ochrona muzeum, która jako pierwsza wykonywała czynności, nie zrobiła nic w tej kwestii, nawet nie spisała ich danych - tłumaczy.

Mecenas Jastrzębski: - Ochrona to nie policja. W tym momencie istotne było ustalenie, co zostało zabrane i kto to uczynił. I to zostało zrobione.

Zdaniem Jastrzębskiego prokuratura mogła pokusić się o poszukanie świadków, dając np. ogłoszenie w prasie. Tego też nie zrobiła. Dlaczego?

- Sprawa jest już w sądzie i nie widzę sensu gdybać, co moglibyśmy jeszcze zrobić. Sąd to oceni - ucina prokurator Słomka. Przyznaje natomiast, że Kanadyjczykom można było zrobić sprawę o wykroczenie. - Ale prokuratura wykroczeniami się nie zajmuje. Od tego są inne jednostki, np. dbający o ochronę muzeum mogli podjąć w tej sprawie odpowiednie kroki - uważa wiceszef oświęcimskiej prokuratury.

- To kazuistyka i odwracanie kota ogonem - komentuje Jarosław Mensfeld, rzecznik Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau. - Sprawę potraktowano tak, jakby chodziło o kradzież śrub z PKP. Prokuratura nie zadała sobie trudu, by zrozumieć istotę zdarzenia, że te szpile mają wartość historyczną, bo są elementem obozu. W tym miejscu każdy przedmiot ma znaczenie z punku widzenia historii - podkreśla.

Sąd Okręgowy w Krakowie, do którego trafiło zażalenie władz muzeum, jeszcze nie wyznaczył terminu posiedzenia.

Podziel się

  • 1 komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy