Kto na prezydenta? Krakowskie paradoksy przedwyborcze

Wojciech Pelowski
2010-09-11 , aktualizacja: 10.09.2010 13:25
A A A Drukuj
Zapowiadało się ekscytująco, a wyjdzie jak zawsze. Platforma Obywatelska znów wystawiła kandydata, na którego zwycięstwie jej nie zależy, a Prawo i Sprawiedliwość będzie miało kandydata z przyczyn formalnych... Prezydent Jacek Majchrowski może więc spokojnie myśleć o trzeciej kadencji.
Stanisław Kracik
Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta
Stanisław Kracik
Prezydent Krakowa Jacek Majchrowski
Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta
Prezydent Krakowa Jacek Majchrowski
Andrzej Duda
Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta
Andrzej Duda
Joanna Senyszyn
Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta
Joanna Senyszyn
Żyjemy w mieście paradoksów. Krakowianie, uchodzący za konserwatywnych, dwa razy wybrali lewicowego prezydenta. Zarazem nie pomylili się aż tak bardzo, bo naszemu lewicowemu gospodarzowi bardziej po drodze z ultraprawicowym PiS-em niż z centrową Platformą Obywatelską. Platforma jest zresztą najmocniejszą partią w mieście, z czego też wcale nie wynika, że jej kandydat na prezydenta wygra wybory. To poletko egzotycznych uciech dla socjologów, którzy w najbliższej kampanii dostaną jeszcze dodatkową frajdę: europosłankę Joannę Senyszyn. Bo lewicowego prezydenta nie chce tu poprzeć największa polska lewicowa partia. SLD chce wystawić własnego kandydata przeciwko Jackowi Majchrowskiemu, który jest dla nich za mało lewicowy.

Kampania może więc być ciekawa. Może nawet zabawna. Czy emocjonująca? Byłaby taką, gdyby jej wynik pozostawał niewiadomą. Tu jednak trudno o niespodziankę - paradoksy wyborcze krakowian potrafi zrozumieć i rozegrać tylko jeden polityk.

Bez dyskusji o Tupolewie

Jedno w tym startującym właśnie w Krakowie wyścigu może cieszyć: nie będzie tu coraz bardziej przygnębiającej psycho-politycznej analizy kondycji Jarosława Kaczyńskiego, którego stan ducha jest powodem strachu jego partyjnych poddanych oraz tematem rozprawek wszystkich tytułów prasowych, mojego nie wyłączając. Bo PiS w Krakowie to partia bez rozpoznawalnych i zaangażowanych w miasto liderów, a nawet bez fachowców na tym mieście się znających. Dlatego nie ma kandydata mogącego odegrać w wyścigu prezydenckim rolę inną niż służenie fasadą dla partyjnego szyldu, który przy wyborach w dużym mieście pokazać trzeba, będąc partią aspirującą do przejęcia władzy w kraju. Szyld ten w Krakowie ma nieść Andrzej Duda, podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. Szanse na doniesienie go do drugiej tury ma minimalne, tym bardziej że drugiej tury może nie być wcale.

Brak wyraźnego i mocnego kandydata PiS-u daje więc jako taką gwarancję, że nowego prezydenta Krakowa wybierzemy bez dyskutowania o tym, czy zderzenie z brzozą mogło oderwać skrzydło Tupolewa. Jest szansa, że kampania wyborcza nie będzie oderwaną od miasta polityczną pyskówką. To dobrze.

Przyznam jednak, że jeszcze wiosną miałem wobec tej kampanii większe oczekiwania. Spodziewałem się, jeśli nie zmiany prezydenta, to wymuszonej i sprowokowanej dyskusją zmiany stylu jego rządzenia. Dziś, na trzy miesiące przed wyborami samorządowymi (odbędą się one najprawdopodobniej na przełomie listopada i grudnia), nic nie wskazuje, żeby prezydent Jacek Majchrowski musiał cokolwiek zmieniać, by te wybory wygrać. To on rozdaje dziś karty: buduje linie tramwajowe, otwiera dwa stadiony - Wisły i Cracovii - dwa nowoczesne muzea - w Fabryce Schindlera i pod Rynkiem Głównym. Ta wyliczanka może sugerować, że inwestycje są mocną stroną tej prezydentury. Nie. Ich symbolem może być koszmarny i drogi stadion Wisły oraz obiecywana jeszcze przed pierwszą kadencją hala widowiskowo-sportowa, która dziś wciąż nie wyszła poza papier. Ale dziś siłą prezydenta będzie jesienna kumulacja w oddawaniu tego, co powstało.

Polityczna siła Majchrowskiego, polityczna słabość Kracika

Ale nie inwestycjami Jacek Majchrowski zbija swój polityczny kapitał. Rozdaje zgrane karty, ale takimi wygrywa się wybory w Krakowie. Prezydent zrozumiał paradoksy preferencji wyborczych krakowian. Opanował sztukę zagospodarowywania dla siebie każdej, nawet bardzo odległej politycznej przestrzeni. Już podczas pierwszej kampanii deklarował swoją ponadpartyjność, zostawiając legitymację SLD. Deklarował wprawdzie serce po lewej stronie, ale to serce zawsze miał wielkie i do magistratu przygarniał ludzi z wielu środowisk - od SLD, przez Demokratów i Platformę, po LPR. Dziś tworzy cichą koalicje z PiS-em.

Prezydent ma opinię spokojnego, niekłótliwego, kompromisowego. W efekcie sondaże wskazują stałą przewagę Jacka Majchrowskiego nad popieranym przez PO wojewodą Stanisławem Kracikiem, który nie zdyskontował w Krakowie opinii świetnego zarządzającego niedalekimi Niepołomicami. Zaliczył też wpadki, wytykając swojemu konkurentowi w wyborach błędy, które jako wojewoda być może wytykać miał prawo, ale jako kandydat na prezydenta - nie powinien tego robić z taką ostentacją. Przypomnę: odmówił rozliczenia części wydatków magistratu na wawelski pogrzeb prezydenckiej pary, a podczas powodzi zarzucił Majchrowskiemu zaniedbania i zbyt małą troskę o bezpieczeństwo miasta. W obu przypadkach kandydat PO rozminął się z nastrojami krakowian, którzy raczej z podziwem patrzyli i na organizację pogrzebu, i na obronę przed powodzią.

Te wpadki nie są jednak głównym problemem Stanisława Kracika, który jako wojewoda w regionie wyrobił sobie opinię dobrze zarządzającego. Tu mamy kolejny krakowski paradoks. Bo kiedy Jacek Majchrowski bez swojego naturalnego zaplecza politycznego potrafi się obudować środowiskami z każdej strony politycznej sceny, to Stanisław Kracik - jako kandydat PO - nie może liczyć w pełni nawet na swoją partię.

Ten absurd tak wytłumaczył mi jeden z posłów PO: - W Krakowie mamy dwa, trzy mocne środowiska skupione wokół dwóch, trzech liderów. Żadnemu z nich nie zależy na zwycięstwie konkurencyjnej frakcji, dlatego przed laty na sukces wyborczy naszych kandydatów pracowała tylko jedna frakcja. Stanisław Kracik to osoba spoza partii i krakowskich koterii. Nikomu nie zależy, żeby na niego pracować, organizując choćby spotkania w terenie, przekonując do niego nowe środowiska, bo Kracik nikomu nie gwarantuje zapłaty, jeśli te wybory wygra. A jak nie wygra, to za cztery lata znów będą wybory i może wygra ktoś z mojej frakcji? Rozumie pan?

Rozumiem. Rozumiem, że Platforma nie ma swojego kandydata, bo musiałoby ich być dwóch albo trzech... Ale na pewno nie ten.

Granice absurdu

Słówko o bokach. Każde wybory są medialnym spektaklem. Ściągają więc aktorów, którzy, nie wierząc w wygraną i nawet jej nie potrzebując, liczą na rolę w innym widowisku. W tym roku zapowiada się szczególnie interesująco, bo w roli autopromującej się wystąpić może europosłanka Joanna Senyszyn (jestem ciekawy, ile procent w Krakowie można zdobyć na otwartym antyklerykalizmie). SLD poczuło się wystarczająco mocne kilkunastoma procentami jej lidera Grzegorza Napieralskiego w wyborach prezydenckich, aby nie przegapić okazji do samodzielnego pokazania się pod Wawelem. A skoro Jacek Majchrowski legitymacją partyjną rzucił, jest pretekst do wystawienia swojego.

Sojusz się zresztą nieco przez chwilę zagalopował, bo pod hasłem "Majchrowski zapomniał o ludziach SLD" chciał na początku wystawić jako jego konkurenta byłego posła Kazimierza Chrzanowskiego. Tyle że Chrzanowskiemu akurat Majchrowski dał całkiem niezłą posadę w strukturach urzędu, więc - rozumieją Państwo - trochę mu startować nie wypadało. Choć może powinien? Zmieściłby się w granicach politycznych paradoksów tego miasta.

Podziel się

  • 86 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    36 głosów

  • Wyrzućmy obecnych radnych na zbity pysk! urbanizm 11.09.10, 13:48

    Drodzy Krakowianie, największymi szkodnikami w przeciągu ostatnich kilku lat są w Krakowie (niepo)radni, to "dzięki" nim mamy 2 stadiony, z których żaden się na Euro nie nadawał, mamy wielki»

  • Widzę że redaktorom GW żal ze Krecik nie ma szans guru133 11.09.10, 22:53

    z Majchrowskim, ale zwracam uwagę że Kraków to nie Niepołomice a krecik jako wojewoda zupełnie się nie sprawdził, więc dla dobra krolewskiego grodu nie wolno mu powierzyć w nim władzy.»

  • Kto na prezydenta? Krakowskie paradoksy przedwy... aligator.1 12.09.10, 11:51

    A może kard. Dziwisz na prezydenta miasta? Co Wy na to?Ma wprawę w mąceniu w miejskim porządku, mógłby w majestacie swoich urzędów rządzić jak król.»

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu