A co mi pani zrobi jak sobie dotknę tego popiersia?

Renata Radłowska
2010-09-11 , aktualizacja: 10.09.2010 23:41
A A A Drukuj
Głaskanie arrasów, całowanie portretu króla, zabawa halabardą. Ludzie myślą, że wawelskie komnaty to też muzeum interaktywne. - A wszystko zaczęło się od zniesienia zakazu fotografowania - mówi dyrektor Zamku Królewskiego na Wawelu.
- Publiczność uwielbia muzea interaktywne, w których można dotknąć eksponatów, przesunąć, rozłożyć na części - mówi Michał Niezabitowski, dyrektor MHK. Na zdjęciu zwiedzający Muzeum Narodowe podczas Nocy Muzeów
Fot.Tomasz Wiech / AG
- Publiczność uwielbia muzea interaktywne, w których można dotknąć eksponatów, przesunąć, rozłożyć na części - mówi Michał Niezabitowski, dyrektor MHK. Na zdjęciu zwiedzający Muzeum Narodowe podczas Nocy Muzeów
Na Wawelu stan podwyższonej gotowości. - W ciągu dnia przez wystawy przychodzi dwa i pół tysiąca osób, dziś już wiemy, że jakiś jeden procent z tych zwiedzających odznacza się wielką fantazją w kontemplowaniu zabytków - opowiada prof. Jan Ostrowski, dyrektor Zamku Królewskiego na Wawelu. - Jeżeli więc w ciągu dnia obiekty wystawione w salach będą dotykane przez 25 osób, to proszę sobie wyobrazić, co one przechodzą. My dotykamy ich w rękawiczkach! Nie wspominam już nawet o szkodliwości fotografowania z użyciem flesza.

Pstryk za pstrykiem

W Muzeum Regionalnym im. Dzieci Wrzesińskich we Wrześni wisiała informacja: "Zabrania się fotografowania i filmowania eksponatów oraz sal ekspozycyjnych bez uzyskania pozwolnienia dyrektora Muzeum. Fotografowanie możliwe jest po uzyskaniu zgody i uiszczeniu opłaty". Zapis ten zaskarżył warszawski prawnik Michał Kosiarski i sąd przyznał mu rację: to bezprawne.

Dyrekcja zamku przyjrzała się sprawie, poprosiła o opinię swojego prawnika. Bo skoro niezgodne z prawem jest pobieranie opłat, czy znaczy to również, że można fotografować obiekty zawsze i wszędzie? I jak: z fleszem, bez flesza? Prawnik odpowiedział: - To wewnętrzna sprawa każdego muzeum.

- Postanowiliśmy więc wyjść naprzeciw zwiedzającym i pozwolić im swobodnie fotografować, pod warunkiem jednak, że nie będą używali flesza - tłumaczy prof. Ostrowski.

Intencje były dobre, miało być "dostosowanie się do liberalnych trendów". A tu pułapka - zwiedzający zbiory na Wawelu fotografują, ale rzadko który pamięta o wyłączeniu flesza. Dyrekcja zamku chciała być bardzo wyrozumiała: aparaty fotograficzne są przecież tak zbudowane, że flesz włącza się w nich automatycznie, ludzie mogą nie wiedzieć, jak kasuje się tę funkcję. Więc w komnatach królewskich jest pstryk za pstrykiem - przeszkadza to innym zwiedzającym, obsługa też nie może już tego znieść. Najgorzej jest jednak z eksponatami. Flesz "rozkłada kolory", źle działa na tkaniny. Ale fotografowanie z lampą błyskową to jeszcze nic. - Zniesienie zakazu fotografowania wyzwoliło w naszej publiczności inną twórczość - opowiada dyrektor Ostrowski. - Ludzie uznali, że skoro mogą bez przeszkód fotografować, to wolno im też pozować z eksponatami. Jesteśmy tym przerażeni!

Sesja z halabardą

Piękna kilkusetletnia szafa? Świetnie, ale na potrzeby zdjęcia trzeba się o nią oprzeć, a już najlepiej otworzyć i wejść do środka. Arras mieniący się kolorami? Doskonale. Na zdjęciu trzeba mieć córkę, która głaska arras (bo głaskał go też król). Zbroja rycerza? Wybornie, trzeba hełm zdjąć i pstryknąć fotkę. Prof. Ostrowski: - I tu dochodzimy do halabardy... Skoro stoi w kącie, to dlaczego nie wziąć jej do ręki i nie zapozować? Czasem zdarza się, że rodzice zachęcają małe dzieci od odegrania jakiejś scenki rodzajowej.

Paragrafu za taką zabawę eksponatami nie ma. Co robić? Na razie Wawel apeluje do mądrości zwiedzających: będziecie dotykać, zniszczycie i za 50 lat wasze wnuki niczego już nie zobaczą.

Problem z fleszami ma też Muzeum Historyczne Krakowa. - Mogę pokazać zniszczone przez lampy błyskowe obrazy Wyspiańskiego, Kossaka... - wylicza Michał Niezabitowski, dyrektor MHK. Skąd w ogóle ta fantazja wśród zwiedzających? - zastanawiają się obaj dyrektorzy. Ostrowski mówi o "gombrowiczowskiej niedorosłości", Niezabitowski o modzie na muzea interaktywne - publiczność uwielbia takie, w których można dotknąć, przesunąć, rozłożyć na części. Ale nie wszystkie muzea nadają się do interaktywności.

Ostrowski: - Interaktywność u nas polegałaby na tym, że musielibyśmy zastąpić wszystkie eksponaty kopiami.

Muzealnicy są zdziwieni nie tylko fantazją zwiedzających, lecz także ich asertywnością - kiedy zwracają uwagę, że eksponat tylko się ogląda, słyszą pytanie: "A co mi pani zrobi, jak sobie dotknę tego popiersia?". Pytanie zupełnie zasadne...

Obok tej wystawy nie da się przejść obojętnie - zobacz zdjęcia


Podziel się

  • 63 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu