Fikcja totalna, czyli pustki na karcianych lekcjach

Olga Szpunar
2010-09-25 , aktualizacja: 24.09.2010 22:17
A A A Drukuj
Totalna fikcja - tak o dwudziestej godzinie lekcyjnej, która we wrześniu weszła do podstawówek i gimnazjów, mówi co trzeci nauczyciel. Z dodatkowej darmowej pracy z uczniami zadowolony jest zaledwie co trzynasty.
Na szkolnym korytarzu
Fot.Tomasz Wiech / AG
Na szkolnym korytarzu
W ubiegłym roku resort edukacji zobowiązał nauczycieli do pracy z uczniami o jedną godzinę dłużej w tygodniu. Nie mogli jej poświęcić na normalne lekcje, mogli za to w jej ramach prowadzić kursy wyrównawcze, kółka dla najzdolniejszych lub zaproponować dzieciom coś, czego do tej pory szkoła im nie proponowała - np. kurs tańca.

Ponieważ za dodatkową godziną nie szły dodatkowe pieniądze, w szkołach zaczęła ona funkcjonować pod potoczną nazwą "darmocha". Czasem mówiono o niej "karciana" (jest zapisana w Karcie nauczyciela), czasem "dziewiętnasta" (wcześniej nauczyciel pracował z dziećmi osiemnaście godzin w tygodniu). Wraz z początkiem tego roku szkolnego w podstawówkach i gimnazjach do dziewiętnastej doszła dwudziesta. Jak radzą sobie z nią nauczyciele? Z ankiety przeprowadzonej w internecie przez tygodnik "Głos Nauczycielski" wynika, że kiepsko. - To totalna fikcja - mówi o dwudziestej co trzeci głosujący. Co szósty przyznaje, że kompletnie sobie z nią nie radzi, a zadowolony jest zaledwie co trzynasty.

Pomijając niezadowolenie nauczycieli z tego, że za dodatkową pracę nie dostają pieniędzy, problem tkwi również w tym, że mają oni obowiązek prowadzić dodatkowe zajęcia, ale uczniowie nie muszą na nie chodzić.

O tym, że wielu pedagogów siedzi w pustych salach, pisaliśmy w listopadzie. Ponieważ resort edukacji wymaga, by temat dodatkowych zajęć i obecność uczniów wpisywać do osobnych dzienników, nauczyciele chodzili po korytarzach i prosili dzieci, by do nich przyszły (tak było w SP nr 78). A niektórzy - na przykład w podstawówce nr 82 - za obecność na ich "darmosze" obiecywali uczniom dobre oceny z przedmiotu, którego uczą na co dzień.

Gdy do dziewiętnastej doszła dwudziesta, szkołom w ciągu roku przybyło nawet do trzech tysięcy dodatkowych godzin, które nauczyciele powinni spędzić z uczniami! Co robić, gdy uczniowie nie chcą?

Irena Pawlik, dyrektorka Gimnazjum nr 4, przyznaje, że w chodzeniu na dziewiętnastą i dwudziestą jej gimnazjaliści mają "mało dobrowolności". Szkoła, realizując nakaz MEN, postawiła przede wszystkim na zajęcia wyrównawcze. Nauczyciele prowadzący "douczanie" w ramach "darmochy" wymagają od słabszych uczniów, by na zajęcia chodzili. - O takiej konieczności informują też rodziców - nie kryje Pawlik. Mimo to zdarza się, że na dodatkowych lekcjach zjawia się tylko dwóch uczniów.

Piotr Igar-Makowski, dyrektor XXXI LO, opowiada, że najtrudniej przyciągnąć na dodatkowe lekcje młodzież z pierwszych i drugich klas. By ułatwić życie ich nauczycielom, jako dodatkowe godziny pracy z uczniami wlicza im... dni spędzone na szkolnych obozach integracyjnych. - Na takich wyjazdach są z młodzieżą całą dobę. To znacznie dłużej niż dwie godziny tygodniowo, które narzuciło im ministerstwo - tłumaczy.

Tomasz Malicki, dyrektor I LO w Krakowie, opowiada o jeszcze innym problemie związanych z "darmochą". Do "jedynki" uczniowie chodzą na dwie zmiany. Lekcje kończą się o 18.30 i dopiero wtedy 70 nauczycieli może zacząć realizować pomysł MEN. - Trudno się pomieścić i trudno wymagać od uczniów, by wieczorami siedzieli w szkole - mówi.

Mimo głosów krytyki z zewsząd MEN z nauczycielskiej "darmochy" nie zamierza się wycofać. Uważa, że małe zainteresowanie uczniów tymi lekcjami to wina nauczycieli, którzy w ich ramach nie potrafią zaoferować uczniom nic ciekawego.

Na początku tego roku Towarzystwo Nauczycieli Szkół Polskich pod apelem do MEN o wycofanie się z pomysłu zebrało ponad dwa tysiące podpisów. Bez rezultatu.

Podziel się

  • 59 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Lata 60. w Nowej Hucie - urbanistyka, architektura i wnętrza

Do 1 lipca 2012 w nowohuckim oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa na os. Słonecznym 16 oglądać można wystawę Nowa przestrzeń. Modernizm w Nowej Hucie.

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu