Fikcja totalna, czyli pustki na karcianych lekcjach
2010-09-25
, aktualizacja: 24.09.2010 22:17
Totalna fikcja - tak o dwudziestej godzinie lekcyjnej, która we wrześniu weszła do podstawówek i gimnazjów, mówi co trzeci nauczyciel. Z dodatkowej darmowej pracy z uczniami zadowolony jest zaledwie co trzynasty.
ZOBACZ TAKŻE
- Pobił czy nie? Szkoła skasowała zapis z monitoringu (18-10-10, 08:00)
- Nauczyciele garną się do szkół zawodowych (16-10-10, 11:00)
- Nauczyciele: darmowe lekcje do Trybunału (07-10-10, 19:44)
- Suchy wynik z próbnej matury z matematyki (03-11-10, 07:00)
- Szkoła na Salwatorze zdjęła krzyże ze ścian (21-10-10, 08:00)
- Krakowski nos, czyli z katarem do przedszkola (28-09-10, 07:00)
- Koło Limanowej zbudują świetlicę dla Romów (21-09-10, 07:00)
- Cegły, bagnety i kajdanki w tornistrze? Norma (10-09-10, 08:00)
- Przewoźnik nie dojechał po niepełnosprawnych uczniów (09-09-10, 08:00)
- Szkolna wyprawka z maścią na siniaki (08-09-10, 12:00)
- Nauczyciel szkoły nie kocha, a się jej boi (03-09-10, 07:00)
- Prezentacja maturalna w promocji. Kup i zdaj (15-09-10, 08:00)
- MEN o handlu maturalnymi prezentacjami (22-09-10, 23:00)
- Niż demograficzny połączy krakowskie szkoły (22-09-10, 09:00)
- Badania: 90 procent uczniów akceptuje przemoc (16-09-10, 22:01)
- Szkoły katolickie oblegane: kolejki na przyszły rok (14-09-10, 08:00)
W ubiegłym roku resort edukacji zobowiązał nauczycieli do pracy z uczniami o jedną godzinę dłużej w tygodniu. Nie mogli jej poświęcić na normalne lekcje, mogli za to w jej ramach prowadzić kursy wyrównawcze, kółka dla najzdolniejszych lub zaproponować dzieciom coś, czego do tej pory szkoła im nie proponowała - np. kurs tańca.
Ponieważ za dodatkową godziną nie szły dodatkowe pieniądze, w szkołach zaczęła ona funkcjonować pod potoczną nazwą "darmocha". Czasem mówiono o niej "karciana" (jest zapisana w Karcie nauczyciela), czasem "dziewiętnasta" (wcześniej nauczyciel pracował z dziećmi osiemnaście godzin w tygodniu). Wraz z początkiem tego roku szkolnego w podstawówkach i gimnazjach do dziewiętnastej doszła dwudziesta. Jak radzą sobie z nią nauczyciele? Z ankiety przeprowadzonej w internecie przez tygodnik "Głos Nauczycielski" wynika, że kiepsko. - To totalna fikcja - mówi o dwudziestej co trzeci głosujący. Co szósty przyznaje, że kompletnie sobie z nią nie radzi, a zadowolony jest zaledwie co trzynasty.
Pomijając niezadowolenie nauczycieli z tego, że za dodatkową pracę nie dostają pieniędzy, problem tkwi również w tym, że mają oni obowiązek prowadzić dodatkowe zajęcia, ale uczniowie nie muszą na nie chodzić.
O tym, że wielu pedagogów siedzi w pustych salach, pisaliśmy w listopadzie. Ponieważ resort edukacji wymaga, by temat dodatkowych zajęć i obecność uczniów wpisywać do osobnych dzienników, nauczyciele chodzili po korytarzach i prosili dzieci, by do nich przyszły (tak było w SP nr 78). A niektórzy - na przykład w podstawówce nr 82 - za obecność na ich "darmosze" obiecywali uczniom dobre oceny z przedmiotu, którego uczą na co dzień.
Gdy do dziewiętnastej doszła dwudziesta, szkołom w ciągu roku przybyło nawet do trzech tysięcy dodatkowych godzin, które nauczyciele powinni spędzić z uczniami! Co robić, gdy uczniowie nie chcą?
Irena Pawlik, dyrektorka Gimnazjum nr 4, przyznaje, że w chodzeniu na dziewiętnastą i dwudziestą jej gimnazjaliści mają "mało dobrowolności". Szkoła, realizując nakaz MEN, postawiła przede wszystkim na zajęcia wyrównawcze. Nauczyciele prowadzący "douczanie" w ramach "darmochy" wymagają od słabszych uczniów, by na zajęcia chodzili. - O takiej konieczności informują też rodziców - nie kryje Pawlik. Mimo to zdarza się, że na dodatkowych lekcjach zjawia się tylko dwóch uczniów.
Piotr Igar-Makowski, dyrektor XXXI LO, opowiada, że najtrudniej przyciągnąć na dodatkowe lekcje młodzież z pierwszych i drugich klas. By ułatwić życie ich nauczycielom, jako dodatkowe godziny pracy z uczniami wlicza im... dni spędzone na szkolnych obozach integracyjnych. - Na takich wyjazdach są z młodzieżą całą dobę. To znacznie dłużej niż dwie godziny tygodniowo, które narzuciło im ministerstwo - tłumaczy.
Tomasz Malicki, dyrektor I LO w Krakowie, opowiada o jeszcze innym problemie związanych z "darmochą". Do "jedynki" uczniowie chodzą na dwie zmiany. Lekcje kończą się o 18.30 i dopiero wtedy 70 nauczycieli może zacząć realizować pomysł MEN. - Trudno się pomieścić i trudno wymagać od uczniów, by wieczorami siedzieli w szkole - mówi.
Mimo głosów krytyki z zewsząd MEN z nauczycielskiej "darmochy" nie zamierza się wycofać. Uważa, że małe zainteresowanie uczniów tymi lekcjami to wina nauczycieli, którzy w ich ramach nie potrafią zaoferować uczniom nic ciekawego.
Na początku tego roku Towarzystwo Nauczycieli Szkół Polskich pod apelem do MEN o wycofanie się z pomysłu zebrało ponad dwa tysiące podpisów. Bez rezultatu.
Ponieważ za dodatkową godziną nie szły dodatkowe pieniądze, w szkołach zaczęła ona funkcjonować pod potoczną nazwą "darmocha". Czasem mówiono o niej "karciana" (jest zapisana w Karcie nauczyciela), czasem "dziewiętnasta" (wcześniej nauczyciel pracował z dziećmi osiemnaście godzin w tygodniu). Wraz z początkiem tego roku szkolnego w podstawówkach i gimnazjach do dziewiętnastej doszła dwudziesta. Jak radzą sobie z nią nauczyciele? Z ankiety przeprowadzonej w internecie przez tygodnik "Głos Nauczycielski" wynika, że kiepsko. - To totalna fikcja - mówi o dwudziestej co trzeci głosujący. Co szósty przyznaje, że kompletnie sobie z nią nie radzi, a zadowolony jest zaledwie co trzynasty.
Pomijając niezadowolenie nauczycieli z tego, że za dodatkową pracę nie dostają pieniędzy, problem tkwi również w tym, że mają oni obowiązek prowadzić dodatkowe zajęcia, ale uczniowie nie muszą na nie chodzić.
O tym, że wielu pedagogów siedzi w pustych salach, pisaliśmy w listopadzie. Ponieważ resort edukacji wymaga, by temat dodatkowych zajęć i obecność uczniów wpisywać do osobnych dzienników, nauczyciele chodzili po korytarzach i prosili dzieci, by do nich przyszły (tak było w SP nr 78). A niektórzy - na przykład w podstawówce nr 82 - za obecność na ich "darmosze" obiecywali uczniom dobre oceny z przedmiotu, którego uczą na co dzień.
Gdy do dziewiętnastej doszła dwudziesta, szkołom w ciągu roku przybyło nawet do trzech tysięcy dodatkowych godzin, które nauczyciele powinni spędzić z uczniami! Co robić, gdy uczniowie nie chcą?
Irena Pawlik, dyrektorka Gimnazjum nr 4, przyznaje, że w chodzeniu na dziewiętnastą i dwudziestą jej gimnazjaliści mają "mało dobrowolności". Szkoła, realizując nakaz MEN, postawiła przede wszystkim na zajęcia wyrównawcze. Nauczyciele prowadzący "douczanie" w ramach "darmochy" wymagają od słabszych uczniów, by na zajęcia chodzili. - O takiej konieczności informują też rodziców - nie kryje Pawlik. Mimo to zdarza się, że na dodatkowych lekcjach zjawia się tylko dwóch uczniów.
Piotr Igar-Makowski, dyrektor XXXI LO, opowiada, że najtrudniej przyciągnąć na dodatkowe lekcje młodzież z pierwszych i drugich klas. By ułatwić życie ich nauczycielom, jako dodatkowe godziny pracy z uczniami wlicza im... dni spędzone na szkolnych obozach integracyjnych. - Na takich wyjazdach są z młodzieżą całą dobę. To znacznie dłużej niż dwie godziny tygodniowo, które narzuciło im ministerstwo - tłumaczy.
Tomasz Malicki, dyrektor I LO w Krakowie, opowiada o jeszcze innym problemie związanych z "darmochą". Do "jedynki" uczniowie chodzą na dwie zmiany. Lekcje kończą się o 18.30 i dopiero wtedy 70 nauczycieli może zacząć realizować pomysł MEN. - Trudno się pomieścić i trudno wymagać od uczniów, by wieczorami siedzieli w szkole - mówi.
Mimo głosów krytyki z zewsząd MEN z nauczycielskiej "darmochy" nie zamierza się wycofać. Uważa, że małe zainteresowanie uczniów tymi lekcjami to wina nauczycieli, którzy w ich ramach nie potrafią zaoferować uczniom nic ciekawego.
Na początku tego roku Towarzystwo Nauczycieli Szkół Polskich pod apelem do MEN o wycofanie się z pomysłu zebrało ponad dwa tysiące podpisów. Bez rezultatu.
- 59 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
-
Fikcja totalna, czyli pustki na karcianych lekc...
anteas
25.09.10, 08:52
w MEN siedzą same cioty nie mające pojęcia o życiu i wymyślają swoje durne pomysły o niczym.»
-
Fikcja totalna, czyli pustki na karcianych lekc...
as2324
25.09.10, 09:01
Może gdy dyrektorzy zaczną w swoich sprawozdaniach wysyłanych do kuratoriów pisać prawdę to do ministerstwa coś dotrze. Nie ma gdzie robić tych zajęć bo brakuje sal. Żeby zajęcia były »
-
Fikcja totalna, czyli pustki na karcianych lekc...
wezyronly
22.10.10, 22:21
Dobrych nauczycieli w szkole się zwalnia. Przykład: gazetapraca.pl/gazetapraca/1,90439,8204621,Gilotyna_na_nauczycieli.html.Zostają tylko tchórze i miernoty bez odrobiny cywilnej odwagi. ci»
Najczęściej czytane24 htydzień
Reklama

Lata 60. w Nowej Hucie - urbanistyka, architektura i wnętrza
Do 1 lipca 2012 w nowohuckim oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa na os. Słonecznym 16 oglądać można wystawę Nowa przestrzeń. Modernizm w Nowej Hucie.






