Deweloper nie płacił, płacą więc jego klienci
2010-11-21
, aktualizacja: 20.11.2010 09:50
Deweloper, który budował luksusowe osiedle w Lusinie, nie płacił nawet za projekty niezbędne do uzyskania pozwolenia na budowę - dowiedziała się "Gazeta". Jego klienci spłacają teraz długi
ZOBACZ TAKŻE
- Minusy Krakowa? Smog, komunikacja i bierni obywatele (11-01-11, 06:00)
- Czy na Wesołą Polanę wrócą narciarze? (27-11-10, 08:00)
- Sądowy finał budowy kortów w Podgórkach Tynieckich (17-12-10, 06:00)
- Zamknęli księgi wieczyste, pieniądze uciekły (04-12-10, 07:00)
- Idzie zima, a powodzianie wciąż żyją w kontenerach (29-10-10, 00:00)
- Niewesoła przyszłość Wesołej Polany (26-11-10, 10:00)
- Klub nocny za ścianą, dyskoteka w mieszkaniu (24-12-10, 07:00)
- Szkodliwe maszty na Bielanach do rozebrania (13-12-10, 08:00)
- Okno wychodzi na parking? Trzeba zamurować (22-10-10, 22:01)
- Architekci złożyli dwadzieścia projektów hali Wisły (29-12-10, 23:00)
- Zakręcony kurek z kasą na nowe inwestycje w Krakowie (28-12-10, 10:00)
SERWISY
- Nie dość, że nie mam domu, to muszę dopłacić do niego ponad 200 tys. zł - mówi jeden z klientów firmy Bud-Mar Investment. - Żeby zapłacić deweloperowi, sprzedałem mieszkanie i zostałem z niczym - bez mieszkania, bez domu, a na karku mam długi Bud-Maru - mężczyzna z trudem ukrywa emocje.
Rodzinne Wzgórze, czyli luksusowe osiedle w podkrakowskiej Lusinie, miało być gotowe w czerwcu ub.r. Plan przewidywał, że staną tam 52 domy w zabudowie bliźniaczej. Głównym źródłem finansowania inwestycji miały być wpłaty od klientów. Deweloper podpisał umowy przedwstępne z 24 osobami.
Prace na budowie przerwano jednak w maju 2008 roku. Zdesperowani klienci, zmęczeni pustymi obietnicami prezes firmy, zawiadomili prokuraturę. Części z nich udało się wywalczyć przejęcie własności niedokończonych budynków. Zrobili to, by banki nie wypowiedziały im kredytów wziętych pod zastaw przyszłych domów.
Jednak dziś okazuje się, że ściągnęło to na nich kolejne kłopoty. Bo jak ustaliła "Gazeta", Bud-Mar nie zapłacił też za większość wykonanych prac. - Co rusz dowiadujemy się, że musimy płacić za zlecenia zrealizowane jeszcze przed początkiem budowy! - opowiada jeden z poszkodowanych, który zainwestował w połowę bliźniaka.
Dotarliśmy do niektórych z podwykonawców. Mimo kłopotów z Bud-Marem nie chcą rozmawiać pod nazwiskiem, ale ich relacje są szokujące. - Projektowałem instalację wewnętrzną w domach. Taki projekt przygotowuje się przed wydaniem pozwolenia na budowę. Nie dostałem za to ani złotówki - mówi jeden z nich.
Konstruktor pracujący dla Bud-Maru: - Trzy lata temu zaczęły się moje problemy z wyegzekwowaniem pieniędzy za pracę w Lusinie. Obniżyłem kwotę na rachunkach o jedną trzecią, prosiłem, żeby dali mi chociaż na zapłacenie podatków. Nie wiem, ile razy byłem już u pani prezes. Często nie chciała nawet ze mną rozmawiać. Z nerwów się rozchorowałem - opowiada mężczyzna.
Jedynym naszym rozmówcą, który otrzymał pieniądze, jest geodeta. - Mapy geodezyjne, potrzebne do zdobycia pozwolenia na budowę, opłacili, bo nauczony doświadczeniem pilnowałem sprawy. Ale i tak nie dostałem nic za podział działek - mówi "Gazecie".
Zatrudnieni przez Bud-Mar podwykonawcy część należnej zapłaty próbują odzyskać na różne sposoby. Konstruktor zdecydował się wytoczyć deweloperowi sprawę w sądzie. - Wygrałem i komornikowi udało się odzyskać część moich pieniędzy.
Jednak walka o pieniądze staje się coraz bardziej bezwzględna. Niektórzy podwykonawcy domagają się ich na drodze sądowej nie bezpośrednio od Bud-Maru, lecz od klientów, którzy przejęli domy. - Wiem, że to nieeleganckie, że za moją pracę zapłacili klienci, którzy kupili domy obciążone długami, ale nie miałem innego wyjścia. Oni mogą jedynie dochodzić zwrotu tych kwot od dewelopera - stwierdza jeden z nich.
- A co możemy uzyskać, jeżeli Bud-Mar nie ma już żadnego majątku? Nie wiadomo, co stało się z naszymi pieniędzmi wpłacanymi na domy. Dzień po wpłaceniu przez nas kolejnej raty od kierownika budowy usłyszałem, że firma budowlana schodzi z placu, bo ekipie nie zapłacono - wyjawia jeden z klientów.
Klienci, na których przepisano własność, rozważali możliwość złożenia wniosku o upadłość dewelopera. - Wtedy część długów u wierzycieli przejąłby syndyk, nie ciążyłyby na nas - opowiada jeden z poszkodowanych klientów. Sęk w tym, że brak majątku powoduje, iż taki wniosek prawdopodobnie zostałby odrzucony ze względu na brak pieniędzy na opłacenie samego postępowania.
Efekt? Ci, którzy zainwestowali w domy w Lusinie, mają na karku kredyt bankowy na zakup domu, czynsz za wynajmowane mieszkanie, finansowanie robót na budowie i jeszcze spłatę długów Bud-Maru. - Jesteśmy strzępkiem nerwów, musimy na gwałt szukać pieniędzy, bo jeżeli nie spłacimy wierzycieli, nie uwolnimy hipotek naszych domów - snują czarne scenariusze.
Krakowska prokuratura od roku szuka dowodów, czy w Lusinie doszło do oszustwa. Śledczy muszą dowieść, że nie była to nietrafiona inwestycja, ale inwestor świadomie naciągnął klientów. Zarzutów na razie nie ma. Śledztwo przeniesiono z prokuratury rejonowej do wydziału przestępczości gospodarczej prokuratury okręgowej. - Powołaliśmy biegłych z zakresu budownictwa i księgowości. Od tych opinii zależeć będzie dalszy bieg postępowania - informuje Bogusława Marcinkowska z Prokuratury Okręgowej w Krakowie. Kiedy ekspertyzy będą gotowe, na razie nie wiadomo.
W piątek próbowaliśmy się wielokrotnie skontaktować z prezes Bud-Maru. Telefon w firmie milczał, nie odbierała też prywatnej komórki.
Rodzinne Wzgórze, czyli luksusowe osiedle w podkrakowskiej Lusinie, miało być gotowe w czerwcu ub.r. Plan przewidywał, że staną tam 52 domy w zabudowie bliźniaczej. Głównym źródłem finansowania inwestycji miały być wpłaty od klientów. Deweloper podpisał umowy przedwstępne z 24 osobami.
Prace na budowie przerwano jednak w maju 2008 roku. Zdesperowani klienci, zmęczeni pustymi obietnicami prezes firmy, zawiadomili prokuraturę. Części z nich udało się wywalczyć przejęcie własności niedokończonych budynków. Zrobili to, by banki nie wypowiedziały im kredytów wziętych pod zastaw przyszłych domów.
Jednak dziś okazuje się, że ściągnęło to na nich kolejne kłopoty. Bo jak ustaliła "Gazeta", Bud-Mar nie zapłacił też za większość wykonanych prac. - Co rusz dowiadujemy się, że musimy płacić za zlecenia zrealizowane jeszcze przed początkiem budowy! - opowiada jeden z poszkodowanych, który zainwestował w połowę bliźniaka.
Dotarliśmy do niektórych z podwykonawców. Mimo kłopotów z Bud-Marem nie chcą rozmawiać pod nazwiskiem, ale ich relacje są szokujące. - Projektowałem instalację wewnętrzną w domach. Taki projekt przygotowuje się przed wydaniem pozwolenia na budowę. Nie dostałem za to ani złotówki - mówi jeden z nich.
Konstruktor pracujący dla Bud-Maru: - Trzy lata temu zaczęły się moje problemy z wyegzekwowaniem pieniędzy za pracę w Lusinie. Obniżyłem kwotę na rachunkach o jedną trzecią, prosiłem, żeby dali mi chociaż na zapłacenie podatków. Nie wiem, ile razy byłem już u pani prezes. Często nie chciała nawet ze mną rozmawiać. Z nerwów się rozchorowałem - opowiada mężczyzna.
Jedynym naszym rozmówcą, który otrzymał pieniądze, jest geodeta. - Mapy geodezyjne, potrzebne do zdobycia pozwolenia na budowę, opłacili, bo nauczony doświadczeniem pilnowałem sprawy. Ale i tak nie dostałem nic za podział działek - mówi "Gazecie".
Zatrudnieni przez Bud-Mar podwykonawcy część należnej zapłaty próbują odzyskać na różne sposoby. Konstruktor zdecydował się wytoczyć deweloperowi sprawę w sądzie. - Wygrałem i komornikowi udało się odzyskać część moich pieniędzy.
Jednak walka o pieniądze staje się coraz bardziej bezwzględna. Niektórzy podwykonawcy domagają się ich na drodze sądowej nie bezpośrednio od Bud-Maru, lecz od klientów, którzy przejęli domy. - Wiem, że to nieeleganckie, że za moją pracę zapłacili klienci, którzy kupili domy obciążone długami, ale nie miałem innego wyjścia. Oni mogą jedynie dochodzić zwrotu tych kwot od dewelopera - stwierdza jeden z nich.
- A co możemy uzyskać, jeżeli Bud-Mar nie ma już żadnego majątku? Nie wiadomo, co stało się z naszymi pieniędzmi wpłacanymi na domy. Dzień po wpłaceniu przez nas kolejnej raty od kierownika budowy usłyszałem, że firma budowlana schodzi z placu, bo ekipie nie zapłacono - wyjawia jeden z klientów.
Klienci, na których przepisano własność, rozważali możliwość złożenia wniosku o upadłość dewelopera. - Wtedy część długów u wierzycieli przejąłby syndyk, nie ciążyłyby na nas - opowiada jeden z poszkodowanych klientów. Sęk w tym, że brak majątku powoduje, iż taki wniosek prawdopodobnie zostałby odrzucony ze względu na brak pieniędzy na opłacenie samego postępowania.
Efekt? Ci, którzy zainwestowali w domy w Lusinie, mają na karku kredyt bankowy na zakup domu, czynsz za wynajmowane mieszkanie, finansowanie robót na budowie i jeszcze spłatę długów Bud-Maru. - Jesteśmy strzępkiem nerwów, musimy na gwałt szukać pieniędzy, bo jeżeli nie spłacimy wierzycieli, nie uwolnimy hipotek naszych domów - snują czarne scenariusze.
Krakowska prokuratura od roku szuka dowodów, czy w Lusinie doszło do oszustwa. Śledczy muszą dowieść, że nie była to nietrafiona inwestycja, ale inwestor świadomie naciągnął klientów. Zarzutów na razie nie ma. Śledztwo przeniesiono z prokuratury rejonowej do wydziału przestępczości gospodarczej prokuratury okręgowej. - Powołaliśmy biegłych z zakresu budownictwa i księgowości. Od tych opinii zależeć będzie dalszy bieg postępowania - informuje Bogusława Marcinkowska z Prokuratury Okręgowej w Krakowie. Kiedy ekspertyzy będą gotowe, na razie nie wiadomo.
W piątek próbowaliśmy się wielokrotnie skontaktować z prezes Bud-Maru. Telefon w firmie milczał, nie odbierała też prywatnej komórki.
Piękny slums rozrasta się przy ulicy Krzywda >>
- 61 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
20 głosów
-
To taki potrzask na niedzwiedzia.. :]]
anx78
21.11.10, 11:05
w dziczy firm - firemek i naciągaczy jeden nieostrożny krok i by sie wydostać trzeba sobie odciąć łapę.. »
-
Deweloper nie płacił, płacą więc jego klienci
geruzja
21.11.10, 14:48
Państwo polskie pozwala okradać swoich obywateli przez różnych cwaniaczków.Trudno przecież uwierzyć,że nie można prawnie chronić ludzi przed choćby takimi deweloperami.Ale państwu musiałoby »
-
Deweloper nie płacił, płacą więc jego klienci
alamakotalive
21.11.10, 17:42
Klienci sa nagminnie nabierani poniewaz chca sobie zapewnic atrakcyjna lokacje, czy tez atrakcyjna cene nie majac wgladu w finanse developera .Szkopul w tym, ze prawo pozwala przedsiebiorcy »
Najczęściej czytane24 htydzień
Reklama

Lata 60. w Nowej Hucie - urbanistyka, architektura i wnętrza
Do 1 lipca 2012 w nowohuckim oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa na os. Słonecznym 16 oglądać można wystawę Nowa przestrzeń. Modernizm w Nowej Hucie.







