Kulturalne Odloty. Festiwal filmowy na piątkę

Rozmawiał Jerzy Armata
2011-01-28 , aktualizacja: 28.01.2011 19:28
A A A Drukuj
Krzysztof Gierat, Patrycja Czarny, Barbara Orlicz-Szczypuła, Katarzyna Wilk, Zofia Ścigłowska Fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta Krzysztof Gierat, Patrycja Czarny, Barbara Orlicz-Szczypuła, Katarzyna Wilk, Zofia Ścigłowska
Nie chcemy być festiwalem laureatów. Dokonujemy własnych wyborów, chcemy być odkrywcami talentów - rozmowa z Krzysztofem Gieratem i ekipą Krakowskiego Festiwalu Filmowego. Festiwal, mimo swego zaawansowanego wieku (w ubiegłym roku odbyła się jego 50. edycja) otrzymał nominację w kategorii wydarzenie w naszym plebiscycie "Kulturalne Odloty".
Jerzy Armata: Krakowski Festiwal Filmowy obchodził w ubiegłym roku swe 50. urodziny. Mimo sędziwego wieku trzyma się znakomicie, imponuje formą wręcz młodzieńczą, czego dowodem jest nominacja w naszym plebiscycie "Kulturalne Odloty". Na czym waszym zdaniem polega odlotowość?

Krzysztof Gierat i jego ekipa*: Filmy, które w ramach festiwalu pokazujemy, kierujemy do młodych ludzi, starszych też, ale młodych duchem. Nasz program zawsze jest trochę zwariowany. Co roku staramy się wzbogacać go o nowe pomysły, nie tylko filmowe. Kilka lat temu wprowadziliśmy dokumenty muzyczne i od tego czasu sekcja „Dźwięki muzyki” stanowi jedną z największych atrakcji imprezy. Festiwal jest odlotowy, bo nie stoi w miejscu i ciągle odlatuje. Gdybyśmy tak nie robili, szybko stalibyśmy się zaśniedziali, pokryłaby nas rdza. Trzeba uciekać, ale uciekać do przodu. A poza tym gonią nas. Gonią nas festiwale zagraniczne, gonią krajowe. Dawniej nie było takiej konkurencji, w kraju byliśmy jedyni. Dlatego staramy się nasz program wypełnić odlotowymi filmami o odlotowych ludziach, nawet jeśli często są oni szarzy, zwyczajni, normalni, bo codzienność także może być atrakcyjna i pełna dramatów. Od 10 lat staramy się zmieniać i rozszerzać formułę festiwalu. Dawniej pokazywano w Krakowie filmy o różnych bulwersujących wydarzeniach z pierwszych stron gazet, o konfliktach, które trapią nasz glob, stąd zresztą dawne festiwalowe motto „Nasz wiek XX”. Nas bardziej interesuje konkretny człowiek, jego codzienne problemy, opowieści uniwersalne i ponadczasowe, a przez do bardziej intrygujące dla naszej międzynarodowej publiczności.

Sensacje dnia codziennego stały się domeną telewizji, tabloidów i internetu. W tej sytuacji w kinie można pielęgnować sztukę, także dokumentu, którą trudno znaleźć, posługując się pilotem czy komputerową myszką.

- Okazało się, że taki właśnie dokument - nie doraźna interwencja, a uniwersalna opowieść - jest niezwykle atrakcyjny. Częstym motywem filmów, które pokazujemy, są relacje rodzice - dzieci. Prekursorem tego nurtu - teraz to sobie uświadomiłem - był na naszym festiwalu Marcin Koszałka, który już w swym debiucie skierował kamerę na swoich rodziców.

Subiektywność spojrzenia powoduje, że te filmy stają się wypowiedziami autorskimi. Publiczność woli rozmawiać z kimś konkretnym, niż biernie oglądać relacje obiektywnego rejestratora, którym jest - a właściwie którym powinna być - telewizja.

- Właśnie takie intymne wypowiedzi, często o sprawach podstawowych, wywołują emocje naszej publiczności.

Krakowski Festiwal Filmowy kiedyś był imprezą poświęconą wyłącznie krótkim dokumentom, fabułom i animacjom. Rozszerzyliście jego formułę, zwłaszcza w dokumencie, organizując od kilku lat konkurs średnio - i pełnometrażowych filmów dokumentalnych.

- Takie są trendy światowe. Coraz więcej realizuje się długich dokumentów i coraz więcej wchodzi ich na ekrany filmowe, ostatnio także u nas. Telewizje też je pokazują, bardziej zachodnie niż nasze. Ludzie chcą oglądać takie filmy, co niezmiernie nas cieszy. Konkurs długich dokumentów, który wprowadziliśmy do programu przed czterema laty, bardzo ożywił festiwal. Udaje nam się w nim umieszczać naprawdę fantastyczne filmy, często zresztą któryś z nich dostaje nagrodę publiczności.

Czy ten dokumentalny przechył w programie nie spowodował osłabienia zainteresowania krótkimi fabułami czy animacjami, z których zawsze słynął krakowski festiwal?

- Wydaje się, że nie. Wśród filmów nadsyłanych do selekcji największą część - znacznie ponad połowę - stanowią krótkie fabuły. Niektóre z nich mają na koncie wiele prestiżowych nagród. Bywa, że ich pochód po nagrody rozpoczyna się właśnie w Krakowie. Podobnie z krótkimi animacjami. To wynika zresztą z naszej obecności na wielu znaczących festiwalach i bliskiej z nimi współpracy.

Ile filmów otrzymujecie co roku do konkursowej selekcji?

- Około 2,5 tys., ale nie ograniczamy się do oglądania tego, co nam przysyłają. Dużo podróżujemy i staramy się wyłuskać z programów innych festiwali jakieś perełki. Nie jest naszym celem mieć wszystko to, co tam zostało uznane za najlepsze. Nie chcemy być festiwalem laureatów. Dokonujemy własnych wyborów, chcemy być odkrywcami talentów.

Fajnie jest odkrywać. Takimi krakowskimi odkryciami ostatnich lat są Marcin Koszałka czy Tomasz Wolski, w tej chwili nasi czołowi dokumentaliści, którzy pozostają wierni waszemu festiwalowi. Dobrze mieć taką własną stajnię wiernych sobie artystów.

- To także identyfikuje festiwal, podwyższa jego rangę. Krakowianie Koszałka, Wolski czy prof. Jerzy Kucia oraz jego studenci i wychowankowie. Podobnie jest z twórcami zagranicznymi. Zawsze możemy liczyć na braci Quay, Siergieja Łoźnicę czy Daniela Malloya. Te nazwiska, natychmiast rozpoznawalne w całym filmowym świecie, w jakimś stopniu wzbogacają nasz festiwal. My ich wynajdujemy, odkrywamy, nagradzamy, a potem oni - niejako w rewanżu - nas nobilitują.

Od kilku lat przyznajecie statuetkę Smoka Smoków za całokształt twórczości. Z ich zdobywców można by już stworzyć niezły poczet mistrzów kina: Bogdan Kosiński, Jan Lenica, Raymond Depardon, Jan Svankmajer, Werner Herzog, Stephen i Timothy Quay, Albert Maysles, Jurij Norstein, Kazimierz Karabasz, Raoul Servais, Allan King, Jerzy Kucia, Jonas Mekas.

- To był pomysł naszych poprzedników, konkretnie Bogusława Zmudzińskiego. Staramy się go wypełniać mistrzowskimi nazwiskami. To znakomita okazja do wizyty w Krakowie artystów wręcz legendarnych, a także do bliższego zapoznania się z ich twórczością, bo wręczeniu nagrody zawsze towarzyszy retrospektywa laureata.

W ostatnich latach przyjeżdża do nas coraz więcej znaczących osób ze świata: artystów, producentów, dystrybutorów, dyrektorów i programatorów innych festiwali.

- Staliśmy się dla nich niezwykle atrakcyjnym miejscem w poszukiwaniu interesujących filmów. Tu znajdują filmy na swoje festiwale, nie tylko polskie zresztą.

Krakowska Fundacja Filmowa organizuje festiwal, ale zajmuje się także promocją polskich filmów za granicą, i to ze znakomitym skutkiem, czego potwierdzeniem jest nagroda Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej.

- To wszystko zaczęło się właśnie od festiwalu. Zauważyliśmy ogromne zainteresowanie naszymi filmami i bezradność naszych gości, którzy nie za bardzo wiedzieli, do kogo się zwrócić, z kim rozmawiać, skąd te filmy brać. Postanowiliśmy te sprawy nieco scentralizować, tzn. wziąć w swoje ręce. Dostaliśmy wsparcie PISF-u. No i udało się. Nasza agencja promocji działa bardzo prężnie. W naszej bazie mamy około 300 filmów, które w ostatnich dwóch latach pod naszą opieką zdobyły blisko 100 nagród i wyróżnień na całym świecie. W 2009 roku dostaliśmy nagrodę główną na IDFF (International Documentary Film Festival) w Amsterdamie za film "Sześć tygodni" Marcina Krawczyka. To bardzo prestiżowy laur. W roku ubiegłym Europejską Nagrodę Filmową dostało "Hanoi - Warszawa" Katarzyny Klimkiewicz, wcześniej "Poste restante" Marcela Łozińskiego. Przed kilkoma dniami Tomek Wolski wygrał "Szczęściarzami" festiwal w Sydney. Natomiast film "Poza zasięgiem" Jakuba Stożka, nasz ubiegłoroczny zdobywca Złotego Smoka, został wyróżniony w Sundance. Nasze filmy wysyłamy rocznie na ponad 200 festiwali na całym świecie, więc 100 nagród to chyba niezłe osiągnięcie. Poza tym organizujemy liczne przeglądy, retrospektywy, stoiska na filmowych targach...

I targi towarzyszące krakowskiemu festiwalowi, które w filmowej branży zyskały bardzo wysoką ocenę.

- Bardzo nam się te targi, które organizujemy od sześciu lat, rozwinęły. Byliśmy pierwsi wśród krajów środkowoeuropejskich z cyfrową wideoteką. U nas uczyli się, jak organizować targi, inni: Czesi, Portugalczycy, a nawet Kanadyjczycy czy przedstawiciele festiwalu amsterdamskiego. To bardzo miłe. Staramy się, by na naszych targach były filmy najlepsze i najnowsze. Nie bierzemy jak dawniej wszystkiego, co się nam oferuje, prowadzimy ostrą selekcję. Niektórzy pewno z tego powodu się obrażają, ale patrząc bardziej przyszłościowo, to popłaca, podwyższając poziom jakościowy naszej imprezy.

Jakie będą główne atrakcje tegorocznej edycji festiwalu?

- Przede wszystkim „Spojrzenie na Holandię” - - wielka retrospektywa kolejnej (po izraelskiej, którą prezentowaliśmy w roku ubiegłym) niezwykle interesującej kinematografii. No i Smok Smoków, ale tu nazwiska laureata jeszcze nie możemy zdradzić. I stałe cykle, m.in. filmy muzyczne, krakowskie premiery dokumentalne, laureaci festiwali, a także koncerty, wystawy oraz oczywiście trzy konkursy, a w nich około 100 filmów wybranych z ponad 3 tys. Pamiętamy, że festiwal odbywa się w przepięknym mieście, toteż nie tylko rozszerzamy obszar kinowy, ale anektujemy coraz to nowe lokalizacje, by pokazać Kraków naszym gościom.

Ile osób przygotowuje Krakowski Festiwal Filmowy, nie licząc wolontariuszy oraz tzw. pracowników sezonowych, czyli angażowanych na czas samej imprezy.

- Pięć osób. Oczywiście z ogromną pomocą wielu naszych przyjaciół oraz Rady Programowej Krakowskiej Fundacji Filmowej z prof. Tadeuszem Lubelskim na czele.

Przedstawcie się zatem.

- * Krzysztof Gierat - dyrektor festiwalu, Barbara Orlicz-Szczypuła - dyrektor biura programowego, Patrycja Czarny - biuro programowe, Katarzyna Wilk, Zofia Ścisłowska - Industry Zone, Agencja Promocji Filmów.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Reklama

Lata 60. w Nowej Hucie - urbanistyka, architektura i wnętrza

Do 1 lipca 2012 w nowohuckim oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa na os. Słonecznym 16 oglądać można wystawę Nowa przestrzeń. Modernizm w Nowej Hucie.