Wystawy są po to, by poddawać je krytyce
2011-02-04
, aktualizacja: 03.02.2011 16:20
Multimedia się bardzo szybko starzeją. Żadne muzeum po pierwsze nie nadąży za tymi zmianami, a po drugie nie ma nic gorszego jak niedziałające urządzenie. Natomiast obrazy zawsze będą, zawsze będziemy mogli zobaczyć Malczewskiego, Grottgera, Matejkę - mówi Zofia Gołubiew, dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie.
ZOBACZ TAKŻE
- Pieniążek do szuflady za dobrą wróżbę (31-01-11, 22:00)
- Cerkiew 38 - wystawa, której nikt nie chce (04-02-11, 12:06)
- Kulturalne Odloty: Kto prowadzi w głosowaniu (31-01-11, 05:00)
- Kulturalne Odloty: Głosowanie na półmetku (22-01-11, 08:00)
- Fundamenty dawnego Krakowa w podziemiach Rynku (31-01-11, 12:00)
- Odlotowa reaktywacja festiwalu Muzyka i Świat (31-01-11, 10:00)
- Fabryka na Zabłociu - klub zapowiedzianej śmierci (29-01-11, 11:00)
- Kulturalne Odloty. Festiwal filmowy na piątkę (28-01-11, 21:00)
- Limboski: Swoje fado gram (26-01-11, 23:00)
- Muse na Coke. Naszym celem było dogonić Europę (26-01-11, 12:25)
- W Fabryce Schindlera chcemy opowiadać (24-01-11, 12:10)
- Kolekcja to czyjaś myśl, którą otrzymujemy w spadku (22-01-11, 12:00)
- Kulturalne Odloty. Kobieca twarz Krakowa (20-01-11, 13:28)
- W napięciu niczego się nie zrobi (18-01-11, 23:50)
- Kulturalne Odloty: Chcemy coś dawać ludziom (17-01-11, 20:15)
- Kulturalne Odloty. Dziewczyna w potarganych rajtuzach (17-01-11, 00:00)
- Kulturalne Odloty: Beethoven ze strażakami (15-01-11, 15:00)
Ponowne oddanie do użytku Sukiennic mieszczących Galerię Sztuki Polskiej XIX wieku (jest oddziałem Muzeum Narodowego w Krakowie) nominowaliśmy w kategorii Wydarzenie tegorocznej edycji naszego plebiscytu Kulturalne Odloty. Zakończyło się już głosowanie w plebiscycie czytelników. Także nasze jury podjęło już decyzję. Tegorocznych laureatów ogłosimy w sobotę, podczas gali w Fortach Kleparz.
Joanna Targoń: Nowe Sukiennice czynne są już od pięciu miesięcy. Z czego jest pani zadowolona, a z czego nie?
Zofia Gołubiew: Jestem szczęśliwa, że one są. Odwiedziło nas już ponad 90 tys. osób, co jak na muzealne krakowskie warunki jest bardzo dobrym wynikiem. Z tego jestem zadowolona, natomiast są rzeczy, które wymagają poprawek. W przyszłym tygodniu będziemy korygować oświetlenie, będzie to robił Robert Rumas. Jak tutaj przychodzę, mam wiele krytycznych uwag. Na przykład tutaj, w westybulu, jest tymczasowy stoliczek, przy którym wypożycza się iphony i audioprzewodniki. A powinno to być profesjonalne stanowisko. Chcę też zmienić sklepik przy wejściu, lepiej wykorzystać tę przestrzeń. Właśnie powstaje nowy projekt. Ale większych usterek nie widzę, i nikt też ich nie zgłasza.
Cała ta technika, która została zresztą sprytnie ukryta, działa?
- Działa. Multimedia są głównie w pomieszczeniach poza galerią - w mediatece i w multitece. W samej galerii są obecne bardzo dyskretnie, by nie były konkurencją dla dzieł sztuki. Są kioski, w których można znaleźć informacje o dziełach i twórcach. Iphony, które jeżeli się skieruje na znaczek pod obrazem, to obraz ożywa na ekraniku, pojawiają się informacje. To gadżety, które mają być atrakcją dla dzieci. Multimedia się bardzo szybko starzeją, wciąż wchodzą nowe. Żadne muzeum po pierwsze nie nadąży za tymi zmianami, a po drugie nie ma nic gorszego jak niedziałające urządzenie. Natomiast obrazy zawsze będą, zawsze będziemy mogli zobaczyć Malczewskiego, Grottgera, Matejkę. Muzea oferują bezpośredni kontakt z dziełami sztuki, i to ich największa wartość. Nie jestem przeciwna multimediom, kilka wystaw zrobiliśmy z ich wykorzystaniem - choćby Wyspiańskiego czy "Amerykański sen", ale powinno się tak robić raczej przy wystawach zmiennych. W galeriach należy je wprowadzać z umiarem.
Jakie były reakcje zwiedzających? Chodzi mi i o reakcje zwykłych ludzi, i muzealników czy historyków sztuki.
- Różne. Większa część - dobrze ponad 90 procent - to reakcje pozytywne. Podoba się przede wszystkim modernizacja galerii. Spotkałam się z krytyką zmiany układu galerii, którą w latach 80. zaprojektował prof. Mieczysław Porębski, początkowo z prof. Andrzejem Pawłowskim, potem z Janem Kolanowskim. Otóż moja odpowiedź jest taka, że po to się robi wystawy, by się poddawać krytyce. I gdy się okaże, że jest rzeczywiście niedobrze, możemy to zmienić. Powieszenie obrazu w innym miejscu nie jest problemem. Natomiast nieprawdą jest, że nie uszanowaliśmy koncepcji prof. Porębskiego, bo galeria zachowała zaproponowany przez niego układ. Największe zmiany nastąpiły w Sali Michałowskiego, do której autorki ekspozycji wprowadziły inne obrazy o tematyce patriotycznej. Historia sztuki się zmienia, i autorki ekspozycji uwzględniły te zmiany, wzięły pod uwagę najnowsze badania. Gdy prof. Porębski tworzył 30 lat temu ekspozycję, była ona nowatorska. Ale w tej chwili trzeba dać młodszym pole do popisu. Nie jestem przeciwna krytyce - uważam, że powinna się toczyć dyskusja na temat tego, czy galeria jest dobrze, czy źle wymyślona. Ale główną moją - i wielu osób - intencją było doprowadzenie do tego, by po prostu było gdzie te obrazy pokazywać. Dodam jeszcze, że jestem szczęśliwa z opinii wielu osób, z których zdaniem się liczę. Pięknego maila z gratulacjami dostałam od Wisławy Szymborskiej. Krystyna i Andrzej Wajdowie wysłali do mnie list z gratulacjami. A wiem, że zwłaszcza dla Andrzeja Wajdy Sukiennice były i są miejscem bardzo ważnym.
Mamy wiele bardzo pozytywnych opinii. Jedną z rzeczy, którą się chwalimy, jest bardzo profesjonalna i nowoczesna pracownia konserwacji. Ludziom się bardzo podoba, że jest tu gdzie usiąść i napić się kawy, choć ta kawiarnia jest bardzo skromna, i że wreszcie otwarliśmy tarasy.
Dla mnie bardzo ważne jest nowe wejście do galerii. Mało kto pamięta dawne wejście, ciemną norę, bo człowiek łatwo przyzwyczaja się do dobrego. Stoczyłam ciężką walkę z miastem o rozszerzenie wejścia o pomieszczenia, które wynajmowało biuro turystyczne. Ale się udało i teraz jest wejście z prawdziwego zdarzenia. Jeszcze wspomnę o jednej sprawie - na szybie przy wejściu mamy e-muzeum - pionierski i wyjątkowy projekt. Można, dotykając szyby-ekranu, zwiedzać nie tylko galerię w Sukiennicach, ale też i w Gmachu Głównym. Jesienią sporo osób z tego korzystało, teraz mniej, bo zimno i ludziom nie chce się stać przed wejściem.
Jakie miejsca w Sukiennicach pani lubi najbardziej?
- Taras, choć musimy chyba wynająć sokoła, żeby wystraszyć gołębie. Z miejsc w galerii - Salę Siemiradzkiego. Od dzieciństwa moim ulubionym obrazem jest "Śmierć Elenai" Jacka Malczewskiego. Lubię też z różnych względów "Pochodnie Nerona", a także portret generała Dembińskiego namalowany przez Rodakowskiego, obrazy Grottgera, które przedtem wisiały w tej sali. Gdy zaczęłam pracować w muzeum, bardzo lubiłam siedzieć w wykuszu obecnej pracowni konserwatorskiej. Szybko się wtedy okazało, że nie mam czasu tam przesiadywać, teraz tym bardziej. Ale to nadal jedno z piękniejszych miejsc.
Joanna Targoń: Nowe Sukiennice czynne są już od pięciu miesięcy. Z czego jest pani zadowolona, a z czego nie?
Zofia Gołubiew: Jestem szczęśliwa, że one są. Odwiedziło nas już ponad 90 tys. osób, co jak na muzealne krakowskie warunki jest bardzo dobrym wynikiem. Z tego jestem zadowolona, natomiast są rzeczy, które wymagają poprawek. W przyszłym tygodniu będziemy korygować oświetlenie, będzie to robił Robert Rumas. Jak tutaj przychodzę, mam wiele krytycznych uwag. Na przykład tutaj, w westybulu, jest tymczasowy stoliczek, przy którym wypożycza się iphony i audioprzewodniki. A powinno to być profesjonalne stanowisko. Chcę też zmienić sklepik przy wejściu, lepiej wykorzystać tę przestrzeń. Właśnie powstaje nowy projekt. Ale większych usterek nie widzę, i nikt też ich nie zgłasza.
Cała ta technika, która została zresztą sprytnie ukryta, działa?
- Działa. Multimedia są głównie w pomieszczeniach poza galerią - w mediatece i w multitece. W samej galerii są obecne bardzo dyskretnie, by nie były konkurencją dla dzieł sztuki. Są kioski, w których można znaleźć informacje o dziełach i twórcach. Iphony, które jeżeli się skieruje na znaczek pod obrazem, to obraz ożywa na ekraniku, pojawiają się informacje. To gadżety, które mają być atrakcją dla dzieci. Multimedia się bardzo szybko starzeją, wciąż wchodzą nowe. Żadne muzeum po pierwsze nie nadąży za tymi zmianami, a po drugie nie ma nic gorszego jak niedziałające urządzenie. Natomiast obrazy zawsze będą, zawsze będziemy mogli zobaczyć Malczewskiego, Grottgera, Matejkę. Muzea oferują bezpośredni kontakt z dziełami sztuki, i to ich największa wartość. Nie jestem przeciwna multimediom, kilka wystaw zrobiliśmy z ich wykorzystaniem - choćby Wyspiańskiego czy "Amerykański sen", ale powinno się tak robić raczej przy wystawach zmiennych. W galeriach należy je wprowadzać z umiarem.
Jakie były reakcje zwiedzających? Chodzi mi i o reakcje zwykłych ludzi, i muzealników czy historyków sztuki.
- Różne. Większa część - dobrze ponad 90 procent - to reakcje pozytywne. Podoba się przede wszystkim modernizacja galerii. Spotkałam się z krytyką zmiany układu galerii, którą w latach 80. zaprojektował prof. Mieczysław Porębski, początkowo z prof. Andrzejem Pawłowskim, potem z Janem Kolanowskim. Otóż moja odpowiedź jest taka, że po to się robi wystawy, by się poddawać krytyce. I gdy się okaże, że jest rzeczywiście niedobrze, możemy to zmienić. Powieszenie obrazu w innym miejscu nie jest problemem. Natomiast nieprawdą jest, że nie uszanowaliśmy koncepcji prof. Porębskiego, bo galeria zachowała zaproponowany przez niego układ. Największe zmiany nastąpiły w Sali Michałowskiego, do której autorki ekspozycji wprowadziły inne obrazy o tematyce patriotycznej. Historia sztuki się zmienia, i autorki ekspozycji uwzględniły te zmiany, wzięły pod uwagę najnowsze badania. Gdy prof. Porębski tworzył 30 lat temu ekspozycję, była ona nowatorska. Ale w tej chwili trzeba dać młodszym pole do popisu. Nie jestem przeciwna krytyce - uważam, że powinna się toczyć dyskusja na temat tego, czy galeria jest dobrze, czy źle wymyślona. Ale główną moją - i wielu osób - intencją było doprowadzenie do tego, by po prostu było gdzie te obrazy pokazywać. Dodam jeszcze, że jestem szczęśliwa z opinii wielu osób, z których zdaniem się liczę. Pięknego maila z gratulacjami dostałam od Wisławy Szymborskiej. Krystyna i Andrzej Wajdowie wysłali do mnie list z gratulacjami. A wiem, że zwłaszcza dla Andrzeja Wajdy Sukiennice były i są miejscem bardzo ważnym.
Mamy wiele bardzo pozytywnych opinii. Jedną z rzeczy, którą się chwalimy, jest bardzo profesjonalna i nowoczesna pracownia konserwacji. Ludziom się bardzo podoba, że jest tu gdzie usiąść i napić się kawy, choć ta kawiarnia jest bardzo skromna, i że wreszcie otwarliśmy tarasy.
Dla mnie bardzo ważne jest nowe wejście do galerii. Mało kto pamięta dawne wejście, ciemną norę, bo człowiek łatwo przyzwyczaja się do dobrego. Stoczyłam ciężką walkę z miastem o rozszerzenie wejścia o pomieszczenia, które wynajmowało biuro turystyczne. Ale się udało i teraz jest wejście z prawdziwego zdarzenia. Jeszcze wspomnę o jednej sprawie - na szybie przy wejściu mamy e-muzeum - pionierski i wyjątkowy projekt. Można, dotykając szyby-ekranu, zwiedzać nie tylko galerię w Sukiennicach, ale też i w Gmachu Głównym. Jesienią sporo osób z tego korzystało, teraz mniej, bo zimno i ludziom nie chce się stać przed wejściem.
Jakie miejsca w Sukiennicach pani lubi najbardziej?
- Taras, choć musimy chyba wynająć sokoła, żeby wystraszyć gołębie. Z miejsc w galerii - Salę Siemiradzkiego. Od dzieciństwa moim ulubionym obrazem jest "Śmierć Elenai" Jacka Malczewskiego. Lubię też z różnych względów "Pochodnie Nerona", a także portret generała Dembińskiego namalowany przez Rodakowskiego, obrazy Grottgera, które przedtem wisiały w tej sali. Gdy zaczęłam pracować w muzeum, bardzo lubiłam siedzieć w wykuszu obecnej pracowni konserwatorskiej. Szybko się wtedy okazało, że nie mam czasu tam przesiadywać, teraz tym bardziej. Ale to nadal jedno z piękniejszych miejsc.
- 3 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
Najczęściej czytane24 htydzień
Reklama

Lata 60. w Nowej Hucie - urbanistyka, architektura i wnętrza
Do 1 lipca 2012 w nowohuckim oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa na os. Słonecznym 16 oglądać można wystawę Nowa przestrzeń. Modernizm w Nowej Hucie.




