Przegrała walkę z rakiem. Ale sprawa przed sądem trwa
2011-02-17
, aktualizacja: 16.02.2011 20:40
Rok minął, zanim lekarze wykryli u Janiny Orczyk raka nerki. Kolejny zajęła walka z urzędnikami, między innymi w sądzie z NFZ i Ministerstwem Zdrowia o prawo do skutecznego leczenia. Przedwczoraj kobieta zmarła. - To była urzędnicza eutanazja - mówi bioetyk Małgorzata Jantos.
ZOBACZ TAKŻE
- SMS i e-mail do pacjenta. Kraków przetestuje system (15-03-11, 07:00)
- Mniej sekcji zwłok. Bank zastawek może być pusty (10-03-11, 09:00)
- Komendant: konsekwencje służbowe wobec strażników (27-02-11, 10:00)
- Lekarz przegapił złamany kręgosłup dziecka (23-02-11, 11:00)
- Były więzień obozu zamieszka w DPS-ie (22-02-11, 05:00)
- Kraków: przeprowadzono pionierski zabieg radioterapii (19-02-11, 12:49)
- 21 punktów dzieli pacjenta od skutecznego leku (19-02-11, 09:00)
- Pacjentka chora na raka wygrała batalię z NFZ (12-08-10, 01:00)
- Sąd za samotną walkę pacjentki z rakiem nerki (09-08-10, 20:41)
- Mam raka i dość proszenia o leczenie. Idę do sądu (28-05-10, 06:00)
- Nieskuteczny lek na raka? Za inny nie zapłacimy (23-04-10, 07:30)
- TeleDICOM, czyli diagnoza lekarska na odległość (18-02-11, 11:00)
- Mama zmarła we wtorek. W samo południe, słychać było dzwony w kościele w Czyżynach - opowiada jej córka Monika Kurdziel. Stało się to niemal rok po tym, jak NFZ w Krakowie po raz pierwszy odmówił jej prawa do leczenia raka nerki nowoczesnym lekiem. Już wtedy z przerzutami do płuc.
Janina Orczyk chorować zaczęła w 2009 roku. Kaszlała, lekarz rodzinny przepisywał antybiotyki. Po pół roku dał skierowanie na USG brzucha. Diagnoza była straszna: rak nerki, podejrzenie przerzutów do płuc. Ale dopiero we wrześniu te przerzuty potwierdziła tomografia, mimo że w lipcu kobieta była operowana w krakowskim Centrum Onkologii na raka nerki. Płucami wtedy nikt się jednak nie zajął.
Kolejny, 2010 rok upływa pani Janinie na walce z urzędnikami i pisaniu pism błagających o skuteczne leczenie. Najpierw dostaje interferon - lek nie hamuje choroby, nowotwór zamiast się cofać, postępuje. Prof. Cezary Szczylik, kierownik Kliniki Onkologii w Wojskowym Instytucie Medycznym w Warszawie alarmuje: - Rak nerki nie jest jednolitą chorobą. Jest ich kilka rodzajów, trzeba próbować go leczyć różnymi lekami. Nie pomaga jeden, trzeba próbować innego.
Pod koniec stycznia 2010 roku Centrum Onkologii w Krakowie wysyła wniosek do NFZ o chemioterapię innym preparatem. Ówczesny wicedyrektor funduszu - choć wiadomo, że rak nerki jest agresywny - zgodę na leczenie podpisuje dopiero po miesiącu! Zwleka, choć sam jest lekarzem i wie, że uciekający czas to najgorszy bezlitosny wróg chorego na raka.
2 marca krakowskie centrum prosi fundusz o potwierdzenie zgody na podanie leku. 10 marca NFZ jednak odmawia.
To wszystko dzieje się mimo że od końca 2008 roku polscy onkolodzy alarmują: większość chorych z rozsianym rakiem nerki jest źle leczona. - Brak reakcji na to, co mówimy, to nieformalne przyzwolenie na popełnianie błędów w sztuce lekarskiej - bez ogródek powie prof. Szczylik.
Latem ubiegłego roku pani Janina w końcu dostaje nowy lek. Po jego zażyciu rak nie pustoszy już organizmu w tak zastraszającym tempie jak przy interferonie. Jedzie na wakacje, nad morze. Zbiera siły do walki. Z chorobą i przed sądem. Bo w maju 2010 roku jej pozew przeciwko ministrowi zdrowia i NFZ trafia do krakowskiego sądu. Mecenas Jolanta Budzowska pisze: "Postępowanie wobec pani Janiny narusza jej prawa jako pacjenta. Brak skutecznych procedur umożliwiających dostęp do leczenia w stanach nagłych to naruszenie prawa do życia chronionego art. 2 konwencji i nieludzkie traktowanie zabronione przepisami europejskimi" i zarzuca urzędnikom opieszałe i wadliwe działanie.
- Boże Narodzenie przeżyliśmy szczęśliwie. Mama żyła nadzieją, coś mnie tknęło, żeby zrobić rodzinną fotografię - opowiada Monika. - Ale pod koniec stycznia wdało się zapalenie oskrzeli. Badania pokazały, że są przerzuty do mózgu, wątroby i kości. Ta diagnoza ją zabiła. Umiera 15 lutego.
- Czas skończyć ze strachem przed ostrymi słowami w ocenie takich sytuacji: to była urzędnicza eutanazja - mówi bioetyk Małgorzata Jantos. - Prolongowanie decyzji w przypadku takiej choroby kwalifikuje się, żeby postawić każdego, kto się do tego przyczynił, przed komisją etyki. Lekarzem się jest, a urzędnikiem tylko się bywa. Zaniechanie decyzji w takich przypadkach oznacza skazanie na śmierć.
- Jedyne, czego chciała pani Orczyk, to żeby żaden chory nie musiał przechodzić przez coś takiego jak ona. Działanie zgodne z prawem powinno być moralne, ale w jej przypadku nie było - mówi mecenas Budzowska, która sprawę przed sądem chce prowadzić dalej.
Prof. Szczylik: - Mój Boże, coś z tym w końcu musimy zrobić.
Pogrzeb Janiny Orczyk odbędzie się w poniedziałek o godz. 13 na Cmentarzu Batowickim w Krakowie.
Janina Orczyk chorować zaczęła w 2009 roku. Kaszlała, lekarz rodzinny przepisywał antybiotyki. Po pół roku dał skierowanie na USG brzucha. Diagnoza była straszna: rak nerki, podejrzenie przerzutów do płuc. Ale dopiero we wrześniu te przerzuty potwierdziła tomografia, mimo że w lipcu kobieta była operowana w krakowskim Centrum Onkologii na raka nerki. Płucami wtedy nikt się jednak nie zajął.
Kolejny, 2010 rok upływa pani Janinie na walce z urzędnikami i pisaniu pism błagających o skuteczne leczenie. Najpierw dostaje interferon - lek nie hamuje choroby, nowotwór zamiast się cofać, postępuje. Prof. Cezary Szczylik, kierownik Kliniki Onkologii w Wojskowym Instytucie Medycznym w Warszawie alarmuje: - Rak nerki nie jest jednolitą chorobą. Jest ich kilka rodzajów, trzeba próbować go leczyć różnymi lekami. Nie pomaga jeden, trzeba próbować innego.
Pod koniec stycznia 2010 roku Centrum Onkologii w Krakowie wysyła wniosek do NFZ o chemioterapię innym preparatem. Ówczesny wicedyrektor funduszu - choć wiadomo, że rak nerki jest agresywny - zgodę na leczenie podpisuje dopiero po miesiącu! Zwleka, choć sam jest lekarzem i wie, że uciekający czas to najgorszy bezlitosny wróg chorego na raka.
2 marca krakowskie centrum prosi fundusz o potwierdzenie zgody na podanie leku. 10 marca NFZ jednak odmawia.
To wszystko dzieje się mimo że od końca 2008 roku polscy onkolodzy alarmują: większość chorych z rozsianym rakiem nerki jest źle leczona. - Brak reakcji na to, co mówimy, to nieformalne przyzwolenie na popełnianie błędów w sztuce lekarskiej - bez ogródek powie prof. Szczylik.
Latem ubiegłego roku pani Janina w końcu dostaje nowy lek. Po jego zażyciu rak nie pustoszy już organizmu w tak zastraszającym tempie jak przy interferonie. Jedzie na wakacje, nad morze. Zbiera siły do walki. Z chorobą i przed sądem. Bo w maju 2010 roku jej pozew przeciwko ministrowi zdrowia i NFZ trafia do krakowskiego sądu. Mecenas Jolanta Budzowska pisze: "Postępowanie wobec pani Janiny narusza jej prawa jako pacjenta. Brak skutecznych procedur umożliwiających dostęp do leczenia w stanach nagłych to naruszenie prawa do życia chronionego art. 2 konwencji i nieludzkie traktowanie zabronione przepisami europejskimi" i zarzuca urzędnikom opieszałe i wadliwe działanie.
- Boże Narodzenie przeżyliśmy szczęśliwie. Mama żyła nadzieją, coś mnie tknęło, żeby zrobić rodzinną fotografię - opowiada Monika. - Ale pod koniec stycznia wdało się zapalenie oskrzeli. Badania pokazały, że są przerzuty do mózgu, wątroby i kości. Ta diagnoza ją zabiła. Umiera 15 lutego.
- Czas skończyć ze strachem przed ostrymi słowami w ocenie takich sytuacji: to była urzędnicza eutanazja - mówi bioetyk Małgorzata Jantos. - Prolongowanie decyzji w przypadku takiej choroby kwalifikuje się, żeby postawić każdego, kto się do tego przyczynił, przed komisją etyki. Lekarzem się jest, a urzędnikiem tylko się bywa. Zaniechanie decyzji w takich przypadkach oznacza skazanie na śmierć.
- Jedyne, czego chciała pani Orczyk, to żeby żaden chory nie musiał przechodzić przez coś takiego jak ona. Działanie zgodne z prawem powinno być moralne, ale w jej przypadku nie było - mówi mecenas Budzowska, która sprawę przed sądem chce prowadzić dalej.
Prof. Szczylik: - Mój Boże, coś z tym w końcu musimy zrobić.
Pogrzeb Janiny Orczyk odbędzie się w poniedziałek o godz. 13 na Cmentarzu Batowickim w Krakowie.
- 43 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
54 głosy
-
Kilka detali dla PT Publiczności i Redakcji
turpin
17.02.11, 09:16
Artykuł porusza ważny problem, tzn co się stanie jak biedę pospolitą zmiesza się z równie pospolitą nieudolnością urzędniczą, niemniej porusza jak to zwykle w sposób nieudolny, pomijając »
-
Przegrała walkę z rakiem. Ale sprawa przed sąde...
tuor
17.02.11, 10:07
Apropos walki z rakiem, to polecam bloga:herzogincecilie.wordpress.com»
-
Straszne.
misself
17.02.11, 13:01
Wyrazy współczucia dla rodziny.Życzę wszystkim chorym, żeby dla nich ta sprawa się skończyła lepiej niż dla pani Orczyk.»
Najczęściej czytane24 htydzień
Reklama

Lata 60. w Nowej Hucie - urbanistyka, architektura i wnętrza
Do 1 lipca 2012 w nowohuckim oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa na os. Słonecznym 16 oglądać można wystawę Nowa przestrzeń. Modernizm w Nowej Hucie.







