Wisła przegrała z outsiderem!
2010-03-05
, aktualizacja: 05.03.2010 22:31
Mistrzowie Polski po beznadziejnej grze ulegli Arce Gdynia i już w niedzielę mogą stracić fotela lidera. Porażka może też kosztować Macieja Skorżę posadę
ZOBACZ TAKŻE
- Ekstraklasa. Rafał Boguski: Lepiej grać niż gadać (10-03-10, 14:00)
- Wisła Kraków. Senegalski pomocnik ma rozruszać mistrzów Polski (09-03-10, 19:22)
- Po porażce Wisły z Arką 0:1 Skorża w ogromnych opałach (07-03-10, 19:47)
- Ekstraklasa. Czy Brożek pomoże Brożkowi? (07-03-10, 18:53)
- Ekstraklasa. Niewesoła sytuacja Wisły (05-03-10, 23:03)
Szkoleniowiec już kilka razy był w opałach, ale zawsze wychodził z nich obronną ręką. Tak było po odpadnięciu z europejskich pucharów w sierpniu 2008 roku i trzy miesiące później po dwóch porażkach w lidze. Tak było też po kompromitacji w lipcu z Levadią Tallin. Posada Skorży wisiała na włosku, ale dostawał kolejną szansę. Za trzecim razem Bogusław Cupiał może już nie wytrzymać nerwowo.
O ile inauguracyjną porażkę z GKS-em Bełchatów można było jeszcze podciągnąć pod margines wpadek, to przegrana z broniącą się przed spadkiem Arką może już nie ujść mu na sucho. Gdynianie tydzień temu też przegrali, i to aż 0:3, z Ruchem Chorzów. Wczoraj jednak wystarczyło, że do średniej gry dołożyli waleczność, i mistrz Polski był bezradny.
Porażka jest tym boleśniejsza, że wczoraj Skorża miał do dyspozycji niemal optymalny skład. Najważniejszy test czekał jednak ofensywnych zawodników, którzy w ostatnich dwóch meczach nie zdobyli gola. Mistrzowie Polski mogli zaliczyć go już po pół godziny, ale zamiast zdobyć co najmniej dwie bramki, oddali jeden celny strzał!
- Jeśli nie wystarczają trzy lub cztery sytuacje, to musimy ich stworzyć nawet siedem. Byle tylko zdobyć bramkę więcej od przeciwnika - zapowiadał przed spotkaniem Skorża. Wczoraj tych okazji musiałoby być jednak zdecydowanie więcej, a i tak nie wiadomo, czy coś wpadłoby do siatki. Rafał Boguski nie trafił bowiem w piłkę, Paweł Brożek uderzył kilka metrów nad bramką, a Andraż Kirm i Radosław Sobolewski podejmowali złe decyzje.
Wszystkich przebił jednak Mariusz Pawełek. Bramkarz Wisły wyszedł po piłkę za pole karne, chciał ją złapać, ale szybszy był Joel Tshibambie, jednak z ostrego kąta nie trafił o siatki. Sytuacja stała się beznadziejna, gdy błędy zaczęli popełniać środkowi obrońcy. Jesienią Marcelo z Arkadiuszem Głowackim stanowili najlepszy duet w lidze, ale wczoraj dawali się objeżdżać Wojciechowi Wilczyńskiemu i Miroslawowi Bożokowi oraz mylili się w pojedynkach powietrznych.
Katastrofa przyszła pod koniec pierwszej połowy. Marcelo, najlepszy zawodnik Wisły, kopnął piłkę w Tshibambę. Piłkarz z Konga na raty, ale skorzystał z prezentu. W tym momencie gra krakowian się rozsypała. Wcześniej potrafili wymienić góra trzy podania, ale po stracie gola tracili piłkę już na 30. metrze przed bramką Arki. Na boisku nie było chyba wiślaka, do którego pretensji nie miałby Paweł Brożek. Dwukrotny król strzelców ekstraklasy też jest daleki od formy i nie był w stanie zgubić obrońców gdynian. Brożek i tak robił więcej niż Patryk Małecki, który w przerwie zimowej jakby oduczył się przyjmowania piłek.
W przerwie z trybun zniknął Franciszek Smuda. Możliwe, że schował się przed zimnem, ale nie można też wykluczyć, że po prostu nie widział sensu oglądania spotkania.
Po godzinie Skorża postawił wszystko na jedną kartę. Juniora Diaza zastąpił rozgrywającym Tomasem Jirsakiem, a zamiast zmęczonego meczem reprezentacji Kirma wprowadził napastnika Georgi Christowa. Chwilę później Bułgar z dwóch metrów nie potrafił skierować piłki do siatki. Kwadrans przed końcem Skorża dokonał trzeciej zmiany, ale tuż po wejściu na boisko Wojciech Łobodziński zaliczył trzy straty.
Krakowian stać było tylko na bezsensowne dośrodkowania, a gdy w końcu Małecki i Brożek znaleźli się przed bramkarzem, kopali w niego.
WISŁA KRAKÓW 0 (0)
ARKA GDYNIA 1 (1)
Bramka: Tshibamba (35.)
Wisła: Pawełek - Alvarez, Głowacki, Marcelo, Piotr Brożek - Małecki Ż, Diaz (62. Jirsak), Sobolewski, Kirm (62. Christow) - Boguski (74. Łobodziński), Paweł Brożek;
Arka: Bledzewski (46. Witkowski Ż) - Kowalski, Szmatiuk. Siebert, Bednarek - Wilczyński (90. Ljubenow), Budziński, Ława, Bożok - Trytko, Tshibamba.
Sędziował Robert Małek z Zabrza.
Mecz bez udziału publiczności.
O ile inauguracyjną porażkę z GKS-em Bełchatów można było jeszcze podciągnąć pod margines wpadek, to przegrana z broniącą się przed spadkiem Arką może już nie ujść mu na sucho. Gdynianie tydzień temu też przegrali, i to aż 0:3, z Ruchem Chorzów. Wczoraj jednak wystarczyło, że do średniej gry dołożyli waleczność, i mistrz Polski był bezradny.
Porażka jest tym boleśniejsza, że wczoraj Skorża miał do dyspozycji niemal optymalny skład. Najważniejszy test czekał jednak ofensywnych zawodników, którzy w ostatnich dwóch meczach nie zdobyli gola. Mistrzowie Polski mogli zaliczyć go już po pół godziny, ale zamiast zdobyć co najmniej dwie bramki, oddali jeden celny strzał!
- Jeśli nie wystarczają trzy lub cztery sytuacje, to musimy ich stworzyć nawet siedem. Byle tylko zdobyć bramkę więcej od przeciwnika - zapowiadał przed spotkaniem Skorża. Wczoraj tych okazji musiałoby być jednak zdecydowanie więcej, a i tak nie wiadomo, czy coś wpadłoby do siatki. Rafał Boguski nie trafił bowiem w piłkę, Paweł Brożek uderzył kilka metrów nad bramką, a Andraż Kirm i Radosław Sobolewski podejmowali złe decyzje.
Wszystkich przebił jednak Mariusz Pawełek. Bramkarz Wisły wyszedł po piłkę za pole karne, chciał ją złapać, ale szybszy był Joel Tshibambie, jednak z ostrego kąta nie trafił o siatki. Sytuacja stała się beznadziejna, gdy błędy zaczęli popełniać środkowi obrońcy. Jesienią Marcelo z Arkadiuszem Głowackim stanowili najlepszy duet w lidze, ale wczoraj dawali się objeżdżać Wojciechowi Wilczyńskiemu i Miroslawowi Bożokowi oraz mylili się w pojedynkach powietrznych.
Katastrofa przyszła pod koniec pierwszej połowy. Marcelo, najlepszy zawodnik Wisły, kopnął piłkę w Tshibambę. Piłkarz z Konga na raty, ale skorzystał z prezentu. W tym momencie gra krakowian się rozsypała. Wcześniej potrafili wymienić góra trzy podania, ale po stracie gola tracili piłkę już na 30. metrze przed bramką Arki. Na boisku nie było chyba wiślaka, do którego pretensji nie miałby Paweł Brożek. Dwukrotny król strzelców ekstraklasy też jest daleki od formy i nie był w stanie zgubić obrońców gdynian. Brożek i tak robił więcej niż Patryk Małecki, który w przerwie zimowej jakby oduczył się przyjmowania piłek.
W przerwie z trybun zniknął Franciszek Smuda. Możliwe, że schował się przed zimnem, ale nie można też wykluczyć, że po prostu nie widział sensu oglądania spotkania.
Po godzinie Skorża postawił wszystko na jedną kartę. Juniora Diaza zastąpił rozgrywającym Tomasem Jirsakiem, a zamiast zmęczonego meczem reprezentacji Kirma wprowadził napastnika Georgi Christowa. Chwilę później Bułgar z dwóch metrów nie potrafił skierować piłki do siatki. Kwadrans przed końcem Skorża dokonał trzeciej zmiany, ale tuż po wejściu na boisko Wojciech Łobodziński zaliczył trzy straty.
Krakowian stać było tylko na bezsensowne dośrodkowania, a gdy w końcu Małecki i Brożek znaleźli się przed bramkarzem, kopali w niego.
WISŁA KRAKÓW 0 (0)
ARKA GDYNIA 1 (1)
Bramka: Tshibamba (35.)
Wisła: Pawełek - Alvarez, Głowacki, Marcelo, Piotr Brożek - Małecki Ż, Diaz (62. Jirsak), Sobolewski, Kirm (62. Christow) - Boguski (74. Łobodziński), Paweł Brożek;
Arka: Bledzewski (46. Witkowski Ż) - Kowalski, Szmatiuk. Siebert, Bednarek - Wilczyński (90. Ljubenow), Budziński, Ława, Bożok - Trytko, Tshibamba.
Sędziował Robert Małek z Zabrza.
Mecz bez udziału publiczności.
- 13 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
12 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień
Reklama

Lata 60. w Nowej Hucie - urbanistyka, architektura i wnętrza
Do 1 lipca 2012 w nowohuckim oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa na os. Słonecznym 16 oglądać można wystawę Nowa przestrzeń. Modernizm w Nowej Hucie.








