Wiślacy nadal nie trafiają

Andrzej Klemba
2010-03-17 , aktualizacja: 17.03.2010 22:10
A A A Drukuj
1932 dni minęły od ostatniego meczu, w którym Henryk Kasperczak prowadził Wisłę. Powrót na ławkę trenerską nie był dla niego udany - krakowianie znów nie zdobyli gola

Fot. Dominik Werner / Agencja Gazeta
Kasperczak został zwolniony pod koniec 2004 roku. Ostatni raz drużyna zagrała pod jego wodzą 1 grudnia. Wtedy wiślacy w Pucharze Polski rozbili 4:0 Koszarawę Żywiec. Tamto spotkanie z obecnych piłkarzy może pamiętać tylko Arkadiusz Głowacki.

Tak się złożyło, że powrót Kasperczaka na ławkę trenerską przypadł także w Pucharze Polski. Tym razem rywal był dużo silniejszy. 64-letni szkoleniowiec mógł jednak liczyć na sympatię publiczności, bo kibice obu drużyn są zaprzyjaźnieni. Nie miał wiele czasu, by zapoznać się z drużyną - objął ją w poniedziałek, a we wtorek wyjechali już do Gdańska. Za to dobrze pozna Lechię, z którą wiślacy w ciągu tygodnia zmierzą się trzy razy. Zdecydował się jednak na kilka zmian - w wyjściowej jedenastce zabrakło Issy Ba i Patryka Małeckiego. Ich miejsce zajęli Tomas Jirsak i Georgij Christow. Na lewej stronie pozycjami zamienił Piotra Brożka i Juniora Diaza. Kostarykańczyka cofnął do obrony, a Polaka przesunął do pomocy. Tak właśnie Brożek grał podczas pierwszej pracy Kasperczaka w Wiśle.

Krakowianie pod wodzą nowego trenera mieli grać ofensywnie i przede wszystkim wreszcie strzelić gola, co nie udało im się od 11 grudnia. Pierwszą okazję mieli po półgodzinie gry, ale strzał Piotra Brożka odbił Paweł Kapsa, a poprawkę Pawła Brożka zablokowali obrońcy. Król strzelców mógł tuż przed przerwą przerwać niemoc, ale niepotrzebnie podawał.

W drugiej połowie trwała strzelecka niemoc wiślaków. Przed nowym trenerem najbardziej chcieli pokazać się bracia Brożkowie, których Kasperczak niezbyt cenił. Kilka razy zagrażali bramce Kapsy, ale bez efektów.

W końcówce Wisła mogła przegrać po szkolnym błędzie Mariusza Pawełka. Bramkarz mistrzów Polski złapał w polu karnym piłkę zagraną przez Marcelo. Skończyło się na strachu, bo ekswiślak Tomasz Dawidowski trafił w mur.

- Akceptuję grę w pierwszej połowie, ale w drugiej już nie. Gramy co trzy dni, a to nie jest sprzyjający okres, by coś poprawić, ale trzeba próbować - przyznał Kasperczak.

Wisła pozostaje wiosną bez gola. - Problemem jest skuteczność i nad tym trzeba pracować. Paweł Brożek za dużo myśli nad tym, że musi się przełamać. Był sam na sam i gdyby miał więcej zaufania do siebie, toby strzelał, a nie zagrywał - uważa Kasperczak. - Trzeba też pamiętać, że część ważnych zawodników nie przepracowała całego okresu przygotowawczego ze względu na kontuzje.

Lechia - Wisła 0:0

Lechia: Kapsa - Bąk, Wołąkiewicz, Kozans, Kosznik - Piątek (70. Nowak), Surma, Laizans (80. Pietrowski), Kaczmarek (76. Buzała) - Dawidowski, Lukjanovs.

Wisła: Pawełek - Alvarez, Marcelo, Głowacki, Diaz - Kirm (46. Łobodziński), Sobolewski, Jirsak (75. Mączyński), Piotr Brożek - Christow (66. Boguski), Paweł Brożek.

Podziel się

  • 3 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu