Dzienni opiekunowie wciąż nieobecni w Krakowie
06.02.2012
, aktualizacja: 05.02.2012 21:16
W styczniu w Krakowie mieli do pracy ruszyć opłacani przez gminę tzw. dzienni opiekunowie. Ich zadanie to zajmowanie się dziećmi, dla których zabrakło miejsc w żłobkach. Nie ruszyli. Tymczasem lista oczekujących na żłobki w mieście liczy około dwóch tysięcy osób.
ZOBACZ TAKŻE
- Małopolanki w pracy gorzej wynagradzane (08-03-12, 16:47)
- Zamiast uczenia mamy szkolną testomanię (17-02-12, 08:00)
- Na wiosnę wyślijcie dzieci do kopalni (07-02-12, 09:44)
- Dzieci wracają do żłobka, który zniszczył wybuch gazu (27-01-12, 15:25)
- Rodzice na wystawę, dzieci do muzealnego żłobka (27-11-11, 19:00)
- W krakowskich żłobkach nie liczą godzin i gryp (27-10-11, 09:00)
- Opłaty za żłobki: prezydent nie składa broni (27-05-11, 06:00)
- Ustawa jest, chętnych do zakładania żłobków brak (23-04-11, 07:00)
- Nasze coraz bardziej drogie krakowskie żłobki (25-03-11, 08:00)
Dziennego opiekuna wymyśliła ustawa żłobkowa, którą w lutym ubiegłego roku podpisał prezydent Bronisław Komorowski. Może on opiekować się dziećmi (góra piątką od 20. tygodnia do trzeciego roku życia) we własnym mieszkaniu. Na umowę-zlecenie zatrudnia go gmina. Ona też ustala wysokość jego wynagrodzenia. By opiekun mógł ruszyć do pracy, najpierw musi przejść specjalny kurs, który sam opłaca (lista uprawnionych do jego prowadzenia ośrodków jest na stronie Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej). Dopiero potem staje do zorganizowanego przez miasto konkursu.
Jeszcze w połowie zeszłego roku krakowscy radni podjęli uchwałę, że nasz opiekun będzie zarabiał 2800 zł brutto i pracował nie mniej niż osiem godzin dziennie. 3,5 zł za każdą godzinę ma płacić mu gmina, 3 zł rodzice. Rodzice płacić mieli też za wyżywienie, którego dzienny koszt to 7 zł. Michał Marszałek, dyrektor biura ds. ochrony zdrowia w krakowskim magistracie, opowiadał "Gazecie". - Opiekunowie pojawią się w Krakowie w styczniu 2012 roku. Na początek miało ich być dwudziestu, co oznaczało opiekę nad setką dzieci. Mamy luty, a opiekunów w Krakowie brak.
Marszałek tłumaczy: - W październiku na miejskich stronach internetowych przeprowadziliśmy ankietę, ile osób zainteresowanych jest pracą w charakterze opiekuna. Zgłosiło się zaledwie 12. Pytaliśmy też rodziców, czy są zainteresowani taką formą opieki nad ich dzieckiem. Ale odzewu w ogóle nie było.
To wyniki tej ankiety spowodowały, że Kraków nie widział potrzeby, by szybko zająć się tematem. Marszałek nie kryje, że wołałby poczekać, aż inne miasta się z tematem uporają, by potem wziąć przykład z wypracowanych rozwiązań. Bo rola gminy jako pośrednika pomiędzy rodzicem a opiekunem rodzi jego zdaniem wiele pytań. Na przykład o podpisywanie umów. Czy rodzice mają podpisywać je z gminą, czy opiekunem? Co z pieniędzmi? Czy rodzice mają je płacić bezpośrednio opiekunowi, czy przesyłać do gminy?
By mieć z głowy takie dylematy, Wrocław na przykład w całości przekazał zorganizowanie pracy opiekunów dziennych wynajętej w tym celu fundacji. To ona ma dopilnować ich szkoleń, konkursów, kontaktów z rodzicami, realizacji umów.
Siedmiu wrocławskich opiekunów ma skończyć szkolenia w lutym. Wtedy miasto wystąpi do rodziców z gotową ofertą ich pracy. - Być może skorzystamy z podobnego rozwiązania - mówi Marszałek. Oby, bo opiekun dzienny to dla rodziców forma tańsza niż prywatny żłobek (w Krakowie kosztuje ok. 1 tys. zł) czy niańka (ok. 1,5 tys. zł za miesiąc). I aż trudno uwierzyć, że w mieście nie ma chętnych na skorzystanie z tej formy.
- Ja jestem - opowiada pan Bartosz, tata półtorarocznego Juliana. Nie zadeklarował swojego zainteresowania dziennym opiekunem dla dziecka, bo nie miał pojęcia o ankiecie wiszącej na stronie internetowej magistratu.
Informacja o niej pojawiła się w gazetkach dzielnicowych. - Proszę wybaczyć, ale ja takich nie czytam. Chciałbym, by powstało biuro, do którego idę, zgłaszam zapotrzebowanie na opiekuna, dostaję na niego namiary i wszelkie wskazówki, jak załatwić całą sprawę - mówi.
Niewykluczone, że pierwszy konkurs na opiekunów w Krakowie zostanie ogłoszony w marcu. Do pracy mogliby ruszyć w maju. To ważne, bo w mieście na liście oczekujących na miejsca w samorządowych żłobkach jest ok. 2 tys. maluchów.
Dla jasności - prowadzenie żłobków w naszym kraju nie jest dla gminy obowiązkowym zadaniem.
W Polsce do publicznych żłobków chodzi zaledwie 2,6 proc. dzieci, co plasuje nas w ogonie Europy. Ustawa żłobkowa miała to zmienić. Zdjęła ze żłobków m.in. wyśrubowane wymagania sanitarne i budowlane, dzięki czemu bez problemu mogą je zakładać osoby fizyczne. Od czasu jej podpisania w Krakowie przybyło sześć prywatnych żłobków i trzy kluby malucha (dzieci mogą tam przebywać góra pięć godzin dziennie pod opieką wykwalifikowanej osoby). W sumie to nowe miejsca dla ok. 140 dzieci. Tyle że płatne - ok. 800 zł od osoby.
By ratować sytuację, Kraków kupił nieruchomość przy ul. Domagały. Ma tam powstać żłobek dla 60 dzieci. Prywatny, ale dla rodziców płatny tak samo jak samorządowy, czyli 350 zł wraz z wyżywieniem. Jak to możliwe? Gmina będzie go współfinansować. Nie wie jeszcze, co zrobi ze zwolnionymi ostatnio pomieszczeniami w żłobkach przy ul. Mazowieckiej i Lekarskiej. Można tam przyjąć 75 maluchów, ale w tym celu trzeba stworzyć etaty dla nauczycieli.
Marszałek analizuje, czy nie bardziej opłaca się, by powstały tam prywatne placówki, do których gmina będzie dopłacać. Ale przy 2 tys. oczekujących na miejsce w żłobku i 20 tys. dzieci w wieku żłobkowym wszystkie te działania to ciągle mało.
W żłobkach, gdzie na listach rezerwowych jest po 150 maluchów, telefony od ich rodziców dzwonią prawie codziennie. Przy ul. Mazowieckiej, gdzie ostatnio zwolniło się 25 miejsc po przebywających tam czasowo dzieciach ze żłobka przy ul. Majora, nieustannie. Kierowniczka Bożena Pawłowska wysłała do magistratu list z prośbą, by jak najszybciej zadecydował, co zrobić ze zwolnionymi miejscami.
Jeszcze w połowie zeszłego roku krakowscy radni podjęli uchwałę, że nasz opiekun będzie zarabiał 2800 zł brutto i pracował nie mniej niż osiem godzin dziennie. 3,5 zł za każdą godzinę ma płacić mu gmina, 3 zł rodzice. Rodzice płacić mieli też za wyżywienie, którego dzienny koszt to 7 zł. Michał Marszałek, dyrektor biura ds. ochrony zdrowia w krakowskim magistracie, opowiadał "Gazecie". - Opiekunowie pojawią się w Krakowie w styczniu 2012 roku. Na początek miało ich być dwudziestu, co oznaczało opiekę nad setką dzieci. Mamy luty, a opiekunów w Krakowie brak.
Marszałek tłumaczy: - W październiku na miejskich stronach internetowych przeprowadziliśmy ankietę, ile osób zainteresowanych jest pracą w charakterze opiekuna. Zgłosiło się zaledwie 12. Pytaliśmy też rodziców, czy są zainteresowani taką formą opieki nad ich dzieckiem. Ale odzewu w ogóle nie było.
To wyniki tej ankiety spowodowały, że Kraków nie widział potrzeby, by szybko zająć się tematem. Marszałek nie kryje, że wołałby poczekać, aż inne miasta się z tematem uporają, by potem wziąć przykład z wypracowanych rozwiązań. Bo rola gminy jako pośrednika pomiędzy rodzicem a opiekunem rodzi jego zdaniem wiele pytań. Na przykład o podpisywanie umów. Czy rodzice mają podpisywać je z gminą, czy opiekunem? Co z pieniędzmi? Czy rodzice mają je płacić bezpośrednio opiekunowi, czy przesyłać do gminy?
By mieć z głowy takie dylematy, Wrocław na przykład w całości przekazał zorganizowanie pracy opiekunów dziennych wynajętej w tym celu fundacji. To ona ma dopilnować ich szkoleń, konkursów, kontaktów z rodzicami, realizacji umów.
Siedmiu wrocławskich opiekunów ma skończyć szkolenia w lutym. Wtedy miasto wystąpi do rodziców z gotową ofertą ich pracy. - Być może skorzystamy z podobnego rozwiązania - mówi Marszałek. Oby, bo opiekun dzienny to dla rodziców forma tańsza niż prywatny żłobek (w Krakowie kosztuje ok. 1 tys. zł) czy niańka (ok. 1,5 tys. zł za miesiąc). I aż trudno uwierzyć, że w mieście nie ma chętnych na skorzystanie z tej formy.
- Ja jestem - opowiada pan Bartosz, tata półtorarocznego Juliana. Nie zadeklarował swojego zainteresowania dziennym opiekunem dla dziecka, bo nie miał pojęcia o ankiecie wiszącej na stronie internetowej magistratu.
Informacja o niej pojawiła się w gazetkach dzielnicowych. - Proszę wybaczyć, ale ja takich nie czytam. Chciałbym, by powstało biuro, do którego idę, zgłaszam zapotrzebowanie na opiekuna, dostaję na niego namiary i wszelkie wskazówki, jak załatwić całą sprawę - mówi.
Niewykluczone, że pierwszy konkurs na opiekunów w Krakowie zostanie ogłoszony w marcu. Do pracy mogliby ruszyć w maju. To ważne, bo w mieście na liście oczekujących na miejsca w samorządowych żłobkach jest ok. 2 tys. maluchów.
Dla jasności - prowadzenie żłobków w naszym kraju nie jest dla gminy obowiązkowym zadaniem.
W Polsce do publicznych żłobków chodzi zaledwie 2,6 proc. dzieci, co plasuje nas w ogonie Europy. Ustawa żłobkowa miała to zmienić. Zdjęła ze żłobków m.in. wyśrubowane wymagania sanitarne i budowlane, dzięki czemu bez problemu mogą je zakładać osoby fizyczne. Od czasu jej podpisania w Krakowie przybyło sześć prywatnych żłobków i trzy kluby malucha (dzieci mogą tam przebywać góra pięć godzin dziennie pod opieką wykwalifikowanej osoby). W sumie to nowe miejsca dla ok. 140 dzieci. Tyle że płatne - ok. 800 zł od osoby.
By ratować sytuację, Kraków kupił nieruchomość przy ul. Domagały. Ma tam powstać żłobek dla 60 dzieci. Prywatny, ale dla rodziców płatny tak samo jak samorządowy, czyli 350 zł wraz z wyżywieniem. Jak to możliwe? Gmina będzie go współfinansować. Nie wie jeszcze, co zrobi ze zwolnionymi ostatnio pomieszczeniami w żłobkach przy ul. Mazowieckiej i Lekarskiej. Można tam przyjąć 75 maluchów, ale w tym celu trzeba stworzyć etaty dla nauczycieli.
Marszałek analizuje, czy nie bardziej opłaca się, by powstały tam prywatne placówki, do których gmina będzie dopłacać. Ale przy 2 tys. oczekujących na miejsce w żłobku i 20 tys. dzieci w wieku żłobkowym wszystkie te działania to ciągle mało.
W żłobkach, gdzie na listach rezerwowych jest po 150 maluchów, telefony od ich rodziców dzwonią prawie codziennie. Przy ul. Mazowieckiej, gdzie ostatnio zwolniło się 25 miejsc po przebywających tam czasowo dzieciach ze żłobka przy ul. Majora, nieustannie. Kierowniczka Bożena Pawłowska wysłała do magistratu list z prośbą, by jak najszybciej zadecydował, co zrobić ze zwolnionymi miejscami.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień






