Likwidacja szkół: będą demonstrować pod magistratem
07.02.2012
, aktualizacja: 06.02.2012 21:31
Przed magistratem demonstrować dziś będą nauczyciele, rodzice, uczniowie i... anarchiści. Nauczycielska "Solidarność" oflaguje szkoły.
Sześć szkół i jedno przedszkole - tak przedstawia się lista placówek, które miasto chce zlikwidować. Powody? Niż demograficzny i kryzys finansowy. Odpowiedzialna za edukację wiceprezydent Anna Okońska-Walkowicz przekonuje też, że utrzymywanie szkół z na poły pustymi salami jest marnotrawieniem publicznych pieniędzy.
Ale mało kto tego słucha. Rodzice z planowanych do zamknięcia placówek założyli właśnie grupę "Porozumienie szkół". Wczoraj w knajpce na Kazimierzu malowali transparenty, z którymi dziś po południu przyjdą pod magistrat, by zademonstrować swoje niezadowolenie wobec planów miasta. Chcą też wręczyć Okońskiej-Walkowicz swoje postulaty.
"Sprzeciwiamy się ogólnopolskiemu zjawisku komercjalizacji sektora edukacji publicznej. Jesteśmy zwolennikami racjonalizacji kosztów, ale nie likwidacji państwowych placówek. Szkoła to nie przestrzeń ekonomiczna, dziecko nie może traktowane być jak klient. Domagamy się dostępu do rzetelnych i szczegółowych informacji dotyczących likwidacji ośrodków edukacyjno-wychowawczych. Żądamy społecznych konsultacji. Chcemy mieć realny wpływ na podejmowane względem szkół decyzje" - czytamy w przygotowanym przez nich dokumencie. Jest w nim też żądanie ujawnienia listy placówek, które miasto planuje likwidować w ciągu trzech kolejnych lat.
Aleksandra Kułakowska, mama uczennicy z przeznaczonego do zamknięcia Gimnazjum nr 3: - Naszym dzieciom miasto proponuje przenosiny do Gimnazjum nr 6, tymczasem już słyszymy z różnych źródeł, że i ono w najbliższej przyszłości ma być zlikwidowane. Planując zmiany, urzędnicy w najmniejszym stopniu nie starają się zabezpieczyć interesu uczniów. Tak nie może być.
Dzisiaj rodzice będą demonstrować przy wsparciu krakowskiej Federacji Anarchistycznej. Jej przedstawiciel Artur Juszczyk tłumaczy, że w tak słusznej sprawie jak walka o zamykane szkoły federacja nie mogła pozostać obojętna. Zapewnia, że rozumie konieczność racjonalizacji wydatków, ale według niego oszczędności należy szukać poza edukacją. - Do subwencji oświatowej Kraków dokłada rocznie 468 mln zł. Okońska-Walkowicz wielokrotnie podkreślała, że to kwota zbyt duża, tymczasem pensje magistrackich urzędników wynoszą 1,2 mld zł. W tym roku prezydent przeznaczył na nagrody dla nich 2 mln zł. Tu wypadałoby oszczędzić, a nie w szkołach - uważa.
Prócz cięć urzędniczych pensji innych pomysłów na racjonalizację wydatków w oświacie nie ma. Okońska-Walkowicz ma zamiar wyjść do protestujących. Ostateczne decyzje o likwidacjach podejmą jednak w środę radni.
W środowisku oświatowym emocje jeszcze większe niż te związane z zamykaniem szkół wywołało tymczasem anulowanie zarządzenia prezydenta, które do tej pory regulowało liczbę pracowników szkolnej administracji w stosunku do liczby uczniów i powierzchni szkoły. Po jego zniesieniu to dyrektorzy sami mają decydować, ile zatrudniają sprzątaczek, kucharek, woźnych, sekretarek. Ponieważ ich budżety są mniejsze co najmniej o 10 proc. niż w ubiegłym roku, konieczne będą zwolnienia. A to według - dyrektorów placówek - obniży jakość funkcjonowania szkół. Alarmują, że podrożeją uczniowskie obiady (po zwolnieniu kucharek stołówki trzeba będzie oddać w ajencje), a w szkołach będzie panował brud. Mówią też o zrzuceniu na nich odpowiedzialności za konsekwencje zmian.
Wczoraj nauczycielska "Solidarność" zaapelowała do szkół, by oflagowały się do odwołania na znak protestu przeciw polityce oświatowej miasta. Uważa, że oszczędności, które szkołom proponuje przeprowadzić miasto, "bazują na granicy bezpiecznego funkcjonowania placówek". Postulują też "niezwłoczne podjęcie rozmów na temat finansowania i poprawy funkcjonowania krakowskiej oświaty".
Okońska-Walkowicz zapowiada, że do rozmów chętnie usiądzie. Nie zamierza jednak zmieniać decyzji o odwołaniu prezydenckiego rozporządzenia.
Ale mało kto tego słucha. Rodzice z planowanych do zamknięcia placówek założyli właśnie grupę "Porozumienie szkół". Wczoraj w knajpce na Kazimierzu malowali transparenty, z którymi dziś po południu przyjdą pod magistrat, by zademonstrować swoje niezadowolenie wobec planów miasta. Chcą też wręczyć Okońskiej-Walkowicz swoje postulaty.
"Sprzeciwiamy się ogólnopolskiemu zjawisku komercjalizacji sektora edukacji publicznej. Jesteśmy zwolennikami racjonalizacji kosztów, ale nie likwidacji państwowych placówek. Szkoła to nie przestrzeń ekonomiczna, dziecko nie może traktowane być jak klient. Domagamy się dostępu do rzetelnych i szczegółowych informacji dotyczących likwidacji ośrodków edukacyjno-wychowawczych. Żądamy społecznych konsultacji. Chcemy mieć realny wpływ na podejmowane względem szkół decyzje" - czytamy w przygotowanym przez nich dokumencie. Jest w nim też żądanie ujawnienia listy placówek, które miasto planuje likwidować w ciągu trzech kolejnych lat.
Aleksandra Kułakowska, mama uczennicy z przeznaczonego do zamknięcia Gimnazjum nr 3: - Naszym dzieciom miasto proponuje przenosiny do Gimnazjum nr 6, tymczasem już słyszymy z różnych źródeł, że i ono w najbliższej przyszłości ma być zlikwidowane. Planując zmiany, urzędnicy w najmniejszym stopniu nie starają się zabezpieczyć interesu uczniów. Tak nie może być.
Dzisiaj rodzice będą demonstrować przy wsparciu krakowskiej Federacji Anarchistycznej. Jej przedstawiciel Artur Juszczyk tłumaczy, że w tak słusznej sprawie jak walka o zamykane szkoły federacja nie mogła pozostać obojętna. Zapewnia, że rozumie konieczność racjonalizacji wydatków, ale według niego oszczędności należy szukać poza edukacją. - Do subwencji oświatowej Kraków dokłada rocznie 468 mln zł. Okońska-Walkowicz wielokrotnie podkreślała, że to kwota zbyt duża, tymczasem pensje magistrackich urzędników wynoszą 1,2 mld zł. W tym roku prezydent przeznaczył na nagrody dla nich 2 mln zł. Tu wypadałoby oszczędzić, a nie w szkołach - uważa.
Prócz cięć urzędniczych pensji innych pomysłów na racjonalizację wydatków w oświacie nie ma. Okońska-Walkowicz ma zamiar wyjść do protestujących. Ostateczne decyzje o likwidacjach podejmą jednak w środę radni.
W środowisku oświatowym emocje jeszcze większe niż te związane z zamykaniem szkół wywołało tymczasem anulowanie zarządzenia prezydenta, które do tej pory regulowało liczbę pracowników szkolnej administracji w stosunku do liczby uczniów i powierzchni szkoły. Po jego zniesieniu to dyrektorzy sami mają decydować, ile zatrudniają sprzątaczek, kucharek, woźnych, sekretarek. Ponieważ ich budżety są mniejsze co najmniej o 10 proc. niż w ubiegłym roku, konieczne będą zwolnienia. A to według - dyrektorów placówek - obniży jakość funkcjonowania szkół. Alarmują, że podrożeją uczniowskie obiady (po zwolnieniu kucharek stołówki trzeba będzie oddać w ajencje), a w szkołach będzie panował brud. Mówią też o zrzuceniu na nich odpowiedzialności za konsekwencje zmian.
Wczoraj nauczycielska "Solidarność" zaapelowała do szkół, by oflagowały się do odwołania na znak protestu przeciw polityce oświatowej miasta. Uważa, że oszczędności, które szkołom proponuje przeprowadzić miasto, "bazują na granicy bezpiecznego funkcjonowania placówek". Postulują też "niezwłoczne podjęcie rozmów na temat finansowania i poprawy funkcjonowania krakowskiej oświaty".
Okońska-Walkowicz zapowiada, że do rozmów chętnie usiądzie. Nie zamierza jednak zmieniać decyzji o odwołaniu prezydenckiego rozporządzenia.
- 11 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień
Reklama

Lata 60. w Nowej Hucie - urbanistyka, architektura i wnętrza
Do 1 lipca 2012 w nowohuckim oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa na os. Słonecznym 16 oglądać można wystawę Nowa przestrzeń. Modernizm w Nowej Hucie.





