Urlop dla poratowania zdrowia? Po komisji lekarskiej

Olga Szpunar
11.02.2012 , aktualizacja: 10.02.2012 21:32
A A A Drukuj
Z roku na rok rośnie liczba nauczycieli korzystających z płatnych urlopów dla poratowania zdrowia, a co za tym idzie - rosną także koszty ponoszone przez miasto. Gdy kwota sięgnęła 18 milionów złotych rocznie, władze Krakowa powiedziały: basta! Dyrektorzy mają odsyłać pedagogów na komisje lekarskie.
W klasie
Fot. Michal Lepecki / AG
W klasie
Urlop dla poratowania zdrowia gwarantuje Karta nauczyciela. Przysługuje on osobom, które przepracowały w szkole co najmniej siedem lat na pełnym etacie. W ciągu całej kariery zawodowej nauczyciel może pójść na taki urlop trzy razy. W tym czasie otrzymuje wynagrodzenie zasadnicze i dodatek za wysługę lat oraz prawo do innych świadczeń pracowniczych, ale nie może podejmować pracy zarobkowej. Jak jest naprawdę?

"Gazeta" wielokrotnie pisała o przebywających na urlopach nauczycielach pracujących na czarno, np. w londyńskich knajpach, i o takich, którzy brali urlop, by odchować małe dzieci. - Koleżanka nie narzekała na problemy zdrowotne, ale miała dwójkę maluchów, których wychowania nie mogła pogodzić z pracą. Wzięła więc urlop. A ponieważ dostawała tylko gołą pensję bez dodatku motywacyjnego, nadgodzin i zastępstw, dawała korepetycje - opowiadała nam nauczycielka jednego z szacownych liceów w mieście.

Dyrektor wydziału edukacji Anna Korfel-Jasińska potwierdza, że bardzo liczną grupą wśród biorących urlop dla poratowania zdrowia są matki, którym kończy się urlop macierzyński. Takie rozwiązanie pozwala im zostać o rok dłużej z dzieckiem przy jednoczesnym pobieraniu pełnej pensji. Urlop bywa też ucieczką przed utratą pracy.

- Wyobraźmy sobie, że nauczycielowi grozi zwolnienie, bo w szkole jest za mało uczniów. On wie, że kolega za rok odejdzie na emeryturę i będzie mógł wskoczyć na jego miejsce. Roczny urlop dla poratowania zdrowia jest w takiej sytuacji idealnym rozwiązaniem. Nie kryję, że słyszałam o takich przypadkach - mówiła w 2008 roku ówczesna dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 85 Barbara Nowak. Dziś pani dyrektor sama jest na urlopie dla poratowania zdrowia. I jednocześnie miejską radną. Twierdzi, że zasięgnęła opinii prezydenckich prawników, którzy uspokoili ją, że jedno z drugim nie koliduje. Bo bycie radnym to funkcja społeczna, a jego dieta nie jest wynagrodzeniem pobieranym ze stosunku pracy.

- Moja choroba nie polega na tym, że trzeba leżeć w łóżku przez okrągły rok. A że leżenie i odpoczywanie w ogóle nie leży w moim charakterze, to podczas urlopu postanowiłam nadal pracować społecznie - wyjaśnia.

Proszone o komentarz w tej sprawie Ministerstwo Edukacji napisało: "Nauczyciele podczas przebywania na urlopie dla poratowania zdrowia powinni w maksymalnym stopniu korzystać z niezakłóconych warunków regenerowania organizmu".

Czy Barbara Nowak może się regenerować jako radna? Tu MEN nie daje jasnej wykładni i uważa, że decyzję w tej sprawie powinien podjąć dyrektor jej szkoły. "Karta nauczyciela nie definiuje pojęcia 'działalność zarobkowa', stąd przyznający urlop dyrektor szkoły musi indywidualnie rozstrzygnąć, czy działania podejmowane przez nauczyciela w trakcie urlopu są taką działalnością, czy nie" - czytamy w wyjaśnieniu MEN. W przypadku Barbary Nowak dyrektor uznał, że nie są.

Ale miasto postanowiło ukrócić liczbę nauczycielskich urlopów. Zgodnie z przepisami dyrektorzy szkół przyznają je na podstawie orzeczeń lekarza rodzinnego. Jeśli mają co do nich podejrzenia, mogą wnieść od nich odwołanie. Przez lata mało który dyrektor korzystał z takiej możliwości. Pod koniec ub.r. krakowski wydział edukacji zalecił im zaskarżać wszystkie zalecające urlopy orzeczenia lekarskie. W takim wypadku nauczyciel musi stanąć przed komisją lekarską Wojewódzkiego Ośrodka Medycyny Pracy, która sama orzeknie, czy urlop mu się należy. - Wystarczy, by kilka lekarskich orzeczeń zostało podważonych, a już następni lekarze zastanowią się, czy warto wypisywać nauczycielom bezpodstawne zwolnienia, a nauczyciele, czy z takich zwolnień korzystać - mówi Anna Okońska-Walkowicz, wiceprezydent odpowiedzialna za oświatę. Podkreśla, że działania takie są konieczne, ponieważ sytuacja budżetowa miasta jest bardzo trudna, a nauczycielskie urlopy pożerają sporą jego część.

Samorządowcy od lat wnioskują, by za nauczycielskie urlopy dla poratowania zdrowia płacił ZUS, a o ich przydzieleniu decydowała komisja lekarska, a nie lekarz rodzinny. To wymaga jednak zmian w Karcie nauczyciela. Resort nie wyklucza, że te nastąpią, ale obecnie prace nad Kartą zostały wstrzymane do czasu, aż zostaną ogłoszone wyniki badań pracy nauczycieli. A to nastąpi najwcześniej w 2013 r.

W całej Polsce na urlopach dla poratowania zdrowia przebywa ponad 14,5 tys. nauczycieli. Prócz wypłacania im pensji samorządy muszą pokrywać również wynagrodzenie zastępującym je na czas urlopu osobom.

Nauczyciele podkreślają, że w ich zawodzie takie urlopy są konieczne. Nawet jeśli nie wysiada gardło, po jakimś czasie trzeba ratować psychikę. Renata Jarosz, polonistka z VIII LO: - Przypadki nieuczciwych zachowań nie mogą odbijać się na wszystkich. Znam nauczycieli, którzy nie biorą zwolnień lekarskich w trakcie roku, by dzieciom nie przepadały lekcje. Kiedyś leczyć się muszą. Kontrole uczciwości? Mogą doprowadzić do tego, że lekarz nie będzie wystawiał orzeczeń o urlopach, nawet gdy się należą, tylko po to, by nie wchodzić w ewentualne spory z ekspertami komisji.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 15 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów