Koniec dyktatu wzrokowców w szkołach

Olga Szpunar
2009-03-27 , aktualizacja: 27.03.2009 14:03
A A A Drukuj
Jaki rodzaj inteligencji ma twoje dziecko? Językową, muzyczną, a może ruchową? Jeśli tę ostatnią, alfabetu najszybciej nauczy się w ruchu, np. układając literki z porozrzucanych woreczków
W domu Danuty i Zbigniewa Borys
Fot. Stanisław Rozpędzik / AG
W domu Danuty i Zbigniewa Borys
SERWISY
Krzysiek Borys (lat 12) gra na organach. Ostatnio zaczął nawet komponować. A jeszcze rok temu pani od fortepianu nie dawała mu szans. - On nie czyta nut - powiedziała matce. Mama zaczęła go więc uczyć gry metodą suzuki (polega na zapamiętywaniu akordów). Okazało się, że ma słuch harmoniczny. - Jest dotykowcem, a szkoła takich ignoruje. Jest wyłącznie dla wzrokowców. Cała reszta kiepsko w niej sobie radzi, chociaż jest zdolna, tyle, że nie w klasycznym, szkolnym rozumieniu - uważa mama Krzyśka. Zabrała go z podstawówki, uczy sama w domu.

Czy jest szansa, że szkolna rzeczywistość się zmieni?

W kwietniu w 2,7 tys. szkół całej Polski rusza gigantyczna operacja za 46 mln zł (finansowanie unijne). Ok. 130 tys. pierwszaków pod okiem 8 tys. przeszkolonych nauczycieli zacznie się uczyć wg słynnej teorii amerykańskiego psychologa Howarda Gardnera.

Uważał on, że człowiek nie ma jednego rodzaju inteligencji, ale wiele ich rodzajów m.in.: językową, matematyczno-logiczną, wizualno-przestrzenną, muzyczną, przyrodniczą, ruchową, interpersonalną...

- Chodzi o to, by nauczyciele potrafili określić rodzaj inteligencji dziecka i dostosować do nich indywidualne metody pracy - mówi Aldona Kopik, pedagog wczesnoszkolny, współautorka projektu, który nazywa się "Pierwsze uczniowskie doświadczenie drogą do wiedzy".

Przykład? - Jeśli dziecko ma inteligencję ruchową, uczmy go poprzez ruch. Każmy pozbierać mu porozrzucane na ziemi woreczki i utworzyć mu z nich literę "P". Potem poprośmy, by policzyło, ile zużyło do tego celu woreczków. Możemy też rzucać mu piłkę, by liczył każde złapanie. Pozwalamy mu robić to, co lubi, a jednocześnie rozwijamy w nim umiejętności matematyczne i językowe. Bo o tym, co robimy możemy też rozmawiać. To pokazuje jak położenie nacisku na najbardziej rozwinięty rodzaj inteligencji, może rozwijać te mniej rozwinięte - tłumaczy Kopik.

Jak w kilkunastoosobowej klasie pracować w ten sposób z uczniami?

Kopik: - Ależ założeniem pedagogiki wczesnoszkolnej jest indywidualizacja! Tyle, że mało który nauczyciel o tym pamięta i realizuje jeden temat jednym sposobem dla różnych uczniów. Tymczasem można podzielić ich na grupy i pozwolić opracowywać zagadnienie poprzez najbardziej odpowiadające im formy działania.

Do projektu zostały włączone szkoły sześciu województw (lubelskiego, łódzkiego, małopolskiego, podkarpackiego, śląskiego i świętokrzyskiego) W każdym z województw do projektu wylosowanych zostało 40 proc. szkół. W każdej jedna klasa pierwsza. Projekt będzie trwał trzy lata.

- Mogę się tylko cieszyć, że się nam udało. Jesteśmy otwarci na nowości i mamy nadzieję, że przyniosą efekty - mówi Anna Kalafar, dyrektor SP nr 7 w Krakowie (w całej Małopolsce wylosowano 630 podstawówek).

Każda szkoła dostanie pomoce dydaktyczne za ok. 8 tys. zł. Nauczyciele, którzy prócz prowadzenia nowatorskich lekcji, mają poświęcić pierwszakom dodatkowych 50 godzin, dostaną za to dodatkowe pieniądze (40 zł brutto za każdą).

Projekt zakłada, pracę z uczniami pierwszych klas, ale jego autorzy zauważają, że nic nie stoi na przeszkodzie, by przeszkoleni nauczyciele kontynuowali pracę w klasach drugich i trzecich.

Co potem? - Dzieci prowadzone metodą Gardnera dojdą do czwartej klasy silniejsze. Będą miały świadomość swoich mocnych stron. Porażki wynikające z tego, że w czymś są słabsze, nie będą ich załamywały - uważa Kopik.

Nad projektem czuwa MEN oraz pracownicy Instytutu Pedagogiki UJ.

Polecamy: Co trzeci uczeń nie przeczytał w ciągu roku żadnej książki



Podziel się

  • 21 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów