Zaraz po ogłoszeniu decyzji Wilczek nie odbierał telefonu, a następnie go wyłączył. Komentarza nie uzyskaliśmy również od Tomasza Turzyńskiego, szefa rady nadzorczej klubu. Z kolei Adrian Ochalik, rzecznik prasowy, odsyłał do komunikatu zamieszczonego na stronie klubowej. - Przypuszczam, że większość ludzi w Wiśle nie bardzo wie, o co chodzi. Może to początek jakiejś nowej strategii? - mówi nam jeden z byłych pracowników klubu. Mistrzowie Polski nie podali oficjalnych powodów zmiany prezesa, ale mogło być ich kilka. Wszystkie związane są z pieniędzmi.
Dwa dobre lata i tarapaty
Wilczek, przedstawiany jako fachowiec od finansów, zaryzykował i w budżecie Wisły przewidział premię za awans co najmniej do Ligi Europejskiej. Zespół przegrał jednak ze słabą Levadią Tallin i za grę w europejskich pucharach nie dostał ani grosza. - To dla mnie najtrudniejszy moment w dwuletniej kadencji prezesa. Straciliśmy co najmniej milion lub dwa miliony euro. Musimy zweryfikować plany budżetowe - mówił jeszcze w Tallinie Wilczek.
Porażka wpędziła klub w tarapaty, jakich w erze Bogusława Cupiała jeszcze nie było. Wściekły właściciel zapowiedział, że do estońskiej katastrofy nie dołoży ani grosza, z kolei prezes nie zdołał załatać dziury. Co więcej, nie potrafił zaradzić też kolejnym wydarzeniom, które uszczuplały kasę.
Gdy trzy lata temu Cupiał zatrudniał Wilczka, liczył, że były naczelnik Urzędu Skarbowego Krakowa Krowodrzy poprawi relacje klubu z magistratem. Tymczasem prezes nie potrafił wymóc na prezydencie Jacku Majchrowskim szybkiej decyzji w sprawie rozpoczęcia modernizacji obiektu Hutnika i z tego powodu mistrzowie Polski musieli jesienią grać w Sosnowcu, co przyniosło kolejnych kilka milionów złotych straty. Co więcej, nie jest nawet pewne, że wiosną mistrzowie Polski zagrają na Suchych Stawach. Wilczek z ramienia Wisły miał też nadzorować modernizację stadionu przy ul. Reymonta, która obecnie jest opóźniona.
Wilczek nie radził sobie z kibolami, którzy również uszczuplali kasę Wisły. Tylko w tym sezonie pseudokibice Wisły podczas derbów ugodzili nożami dwóch ochroniarzy, za co klub otrzymał aż 50 tys. zł kary i dwa mecze przy pustych trybunach. Kilka tygodni wcześniej kibole mistrzów Polski wznosili haniebne okrzyki na stadionie Korony Kielce, za co klub musiał zapłacić 20 tys. zł. Mimo tych zachowań Wilczek nie poczynił żadnych kroków, tylko zapewniał, że będzie rozmawiał z kibicami.
Prezes podpadł Cupiałowi także na początku roku, gdy dopuścił do publikacji "Listu otwartego do premiera i posłów RP" związanego z aferą hazardową. Właściciel wówczas nie zdecydował się na zwolnienie Wilczka, tylko kazał ukarać go oficjalną naganą. Z pracą pożegnali się za to pracownicy działu marketingu, którym następców prezes nie znalazł do dziś.
Mimo kilku pomyłek Wilczek przez większość czasu kierował klubem bez zarzutu. Za jego kadencji Wisła zdobyła dwa mistrzostwa Polski, pozyskała sponsora strategicznego i dziś jest liderem ekstraklasy. Były prezes unikał także bliskich kontaktów z menedżerami, co często było wadą jego poprzedników.
Na jego konto należy wpisać także wszystkie transfery. Jego podpis widniał zarówno pod umowami wartościowych piłkarzy (m.in. Marcelo i Juniora Diaza), jaki i słabych (Beto, Radosław Matusiak).
Szef szefów
Wilczek zostaje w klubie, ale będzie pełnił inną funkcję. Wiśle może jeszcze wiele pomóc, bo obecnie jest prezesem rady nadzorczej Ekstraklasy SA. Jednak jego poprzednik Mariusz Heler po odwołaniu z funkcji prezesa także sprawował inną rolę (był dyrektorem wykonawczym), ale szybko został zwolniony.
Nowym, ale tymczasowym prezesem mistrzów Polski został 51-letni Reszczyński, szef zarządu Telefoniki, która jest właścicielem mistrzów Polski. Wcześniej kierował również KGHM-em.
Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków