Wydawało się, że wielkopowierzchniowe reklamy na stałe wpisały się już w pejzaż Krakowa. Bezskuteczna walka z nimi trwa od lat. Urzędnicy miejscy byli bezsilni. Ani prośbą ani groźbą nie udawało im się przekonać firm, by nie zasłaniały fasad budynków. Potężne płachty rozpięto na największych obiektach w mieście.
Od stojącego przy al. Krasińskiego "Jubilata" reklamy nie odklejały się od lat. Stojący nad Wisłą potężny gmach hotelu Forum tylko od czasu do czasu wyłaniał się spod olbrzymiego banneru z reklamą piwa. Kolorowe płachty przykrywały też budynek "Korony" w Podgórzu. Kilka dni temu wszystkie zdjęto. Dla niektórych mieszkańców Krakowa to prawdziwy szok.
- Mieszkam tu dopiero od niespełna dwóch lat. Nigdy nie widziałem Jubilata w pełnej krasie, na żywo. To bardzo ciekawy budynek. Podobają mi się duże, ciemne przeszklenia i ażurowa elewacja kurtynowa. Ten budynek nie jest może architektonicznym mistrzostwem świata, ale kiedy w całości wygląda zza reklam, prezentuje się całkiem interesująco i bez wątpienia nie razi tak, jak kiedy przykryty jest reklamą - ocenia Paweł, architekt.
Przełom? Nowe, zaostrzone przepisy zmusiły firmy reklamowe do usunięcia bannerów? A może to inicjatywa skruszonych właścicieli budynków, których do działania na rzecz estetyki miasta skłoniły wyrzuty sumienia? Powód jest znacznie bardziej przyziemny. Za wszystkim stoi kryzys, który zmusił firmy do cięcia kosztów.
- Kryzys daje się we znaki wszystkim. W pierwszej kolejności pod nóż idą wydatki na reklamę - potwierdza Renata Żurek, dyrektor krakowskiego oddziału firmy AMS, specjalizującej się w reklamie zewnętrznej. - Ale na mniejszą liczbę reklam może nakładać się jeszcze inny czynnik. Styczeń i luty to dla naszej branży najsłabszy okres. Wydatki na reklamy są wtedy najmniejsze - tłumaczy Żurek.
- Najgorętszy okres dla reklam jest przed świętami Bożego Narodzenia, kiedy ludzie kupują prezenty. Potem nie ma sensu wydawać na nie pieniędzy. Gazety drastycznie chudną, przerwy reklamowe w telewizji zanikają, na billboardach pojawiają się reklamy społeczne, a z budynków znikają megareklamy - zauważa Lech Kaczoń, prezes Izby Gospodarczej Reklamy Zewnętrznej.
Czy wielkie bannery powrócą za kilka miesięcy? - Trudno powiedzieć. Może się okazać, że kryzys uporządkuje sytuację z megareklamami w mieście. Niebawem się o tym przekonamy - dodaje Żurek.
Niestety, pod patchworkową kołderką reklam nadal skrywa się kilka kamienic na Starym Mieście. Wśród nich niezłomnie trwa kamienica pod Murzynami, o której pisaliśmy już na łamach "Gazety". Banner reklamujący jedną z sieci komórkowych wisi tam na rusztowaniu od lat. Pretekstem jest remont elewacji. Ta z kolei wygląda na w pełni ukończoną i aż prosi się o ekspozycję. Tym bardziej, że od wielu miesięcy trudno spotkać tam choć jednego robotnika.
Miasto bez reklam?
W czerwcu 2005 r. dwaj artyści - Christoph Steinbrener i Rainer Dempf, we współpracy z Austriacką Izbą Handlową, w ramach projektu Delete!, na dwa tygodnie zasłonili żółtą folią wszystkie billbordy w Wiedniu. W ten sposób artyści chcieli wywołać dyskusję nad tym, jak wiele reklam jest w stanie pomieścić jedno miasto. Po tygodniu na jednej z folii ktoś wymalował hasło: "Potrzebuję konsumenckiej informacji".
Podobnym tropem poszły władze Sao Paulo. W styczniu 2007 r. wprowadzono tam całkowity zakaz reklamy zewnętrznej. Pomysł wzbudził największe protesty społeczne w historii miasta.
Polecamy: Centrum opanowane przez banki