Amstaff pogryzł 5-letnią Włoszkę w restauracji

Jarosław Sidorowicz
2009-08-04 , aktualizacja: 04.08.2009 22:07
A A A Drukuj
Pięcioletnia Włoszka ma 90 szwów na twarzy. Należący do właścicielki restauracji amstaff rzucił się na trójkę goszczących w lokalu dzieci. - Gdyby zaatakował dziewczynkę niżej, w szyję, nie byłoby ratunku - mówią lekarze.
Do tragedii doszło w restauracji Arlecchino przy ul. Grodzkiej. W poniedziałek wieczorem do lokalu przyszła grupa Włochów przebywających akurat na wakacjach w Polsce - cztery osoby dorosłe i trójka dzieci. W pewnym momencie pięcioletnia dziewczynka wraz z dwójką innych dzieci poszła do toalety. To wtedy rozegrał się dramat.

Z ustaleń policji wynika, że z zaplecza wyszły dwa amstaffy. Jeden z nich - 10-miesięczna suka - zaatakował. Dwójce dzieci udało się uciec, ale pięciolatka została dotkliwie pogryziona. Na ratunek dziewczynce rzucił się jej ojciec. - Musiałem rękami otworzyć psu szczękę, by oswobodzić córkę - mówił Telewizji Kraków. Rodzice twierdzili też, że nikt z obsługi im nie pomógł.

Dziewczynka ma rany na policzkach, nosie, brodzie i uszach. Trafiła do szpitala dziecięcego w Prokocimiu. Jeszcze tego samego dnia została zoperowana. - Na szczęście ubytki nie były duże, ale blizny pozostaną. Dziewczynka miała dużo szczęścia, bo gdyby pies zaatakował niżej, w okolicy szyi, mogłoby się to skończyć tragedią - mówi Magdalena Oberc, rzeczniczka Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Prokocimiu. Dziecko jeszcze przez kilka dni zostanie w szpitalu. Dalszy tok leczenia zależy od tego, jak będą się goić rany.

Krakowska prokuratura wczoraj wszczęła w sprawie pogryzienia śledztwo. - Dotyczy spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu dziewczynki. Grozi za to od roku do 10 lat więzienia - mówi prokurator Bogusława Marcinkowska, rzeczniczka krakowskiej prokuratury. Właścicielka amstaffów może dostać zarzuty w tej sprawie. Będzie przesłuchiwana dzisiaj.

Policja bada, w jaki sposób psy znalazły się na zapleczu restauracji i jak się stamtąd wydostały. Wiadomo, że były szczepione, ale nie miały kagańców. - Nie ma wątpliwości, że psów nie powinno tam być - mówi Katarzyna Cisło z biura prasowego małopolskiej policji.

Z właścicielką psów nie udało nam się wczoraj skontaktować. Pracownicy restauracji nie chcieli rozmawiać o zdarzeniu. - Nie możemy udzielić żadnych informacji. A właścicielka w ogóle nie trzyma tu swoich psów - usłyszeliśmy od jednego z nich.

Amstaff, który pogryzł pięcioletnią Włoszkę, został przewieziony do schroniska na obserwację.

Amstaffów nie ma na liście psów ras agresywnych, na posiadanie których wymagane jest pozwolenie. - To nie jest rasa obronna. Przez wiele lat amstaff był psem wystawowym, z natury jest przyjazny człowiekowi - mówi Katarzyna Kordowska z Fundacji AST na rzecz Zwierząt Niechcianych, znawczyni rasy amstaff. - Wiele jednak zależy od tego, w czyich rękach jest ten pies. Często właściciele nie do końca wiedzą, z kim mieszkają i jak należy wychowywać swojego pupila. Poza tym nasuwa się podstawowe pytanie: czy te amstaffy powinny być w restauracji?

Podziel się

  • 174 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

  • Amstaff pogryzł 5-letnią Włoszkę w restauracji krakower 04.08.09, 12:24

    I co? Boicie się podać nazwę knajpy, w której jakaś wariatka hoduje wściekłe psy (na pewno szczają w kuchni za przyzwoleniem Sanepidu)? »

  • te psy niestety jukka2003 04.08.09, 13:05

    nie sa na liscie agresywnych psow. Jest opinia ze te psy sa po prostu niebezpieczne - co sie wlasnie potwierdzilo.Ciekawe co na ty kynolodzy - znowu powtorza "charakter tych psow zalezy od »

  • Amstaff pogryzł 5-letnią Włoszkę w restauracji kati_p 04.08.09, 14:07

    Psy na zapleczu? Ciekawe, co na to sanepid. Redakcja powinna podać nazwęrestauracji!»

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu