Co ja widzę. Z małpiarni do małpiarni

Stanisław Mancewicz
2009-11-10 , aktualizacja: 10.11.2009 13:50
A A A Drukuj
"Dwustu kibiców naśladowało odgłosy wydawane przez małpy" - to zdanie, wczoraj akurat przeczytane, powtarzające się często w prasie polskiej, odkąd prasa ta jest wolna, zawsze mnie zastanawia. Nie, rzecz jasna nie tylko mnie zastanawia, ale i oburza szczerze. No więc i szczerze oburza, ale i trochę zastanawia.
Pomińmy tu kwestię oczywistą, czyli oburzający pomysł naśladowania małpy na widok człowieka czarnoskórego. Pomińmy, bowiem wiemy na ten temat wszystko bądź prawie wszystko. Mamy w tej sprawie swój kulturalny osąd, a sądy prawdziwe mają osąd jurydyczny.

Zostaje do rozważenia coś bardziej ulotnego, specjalnego zgoła do namysłu, gdy widzimy kilkuset obywateli, dobrowolnie zupełnie wydających odgłosy małpie. Publicznie. Oto skłonienie pojedynczego obywatela do naśladowania małpy na ulicy czy w czterech ścianach nawet jest wyzwaniem ryzykownym. To przecież ewidentna próba naciągnięcia wątłej gumy ludzkiej godności, próba zaprzeczenia podmiotowości i namowa do splamienia. To przecież wyłożenie kawy na ławę darwinizmu, koncepcji jakże w naszym pobożnym narodzie nie do przyjęcia. Owa dobrowolność zmałpiania się i zdarwinienia na stadionie bez nijakiego przymusu musi więc frapować. Małpią się zatem na stadionach dobrowolnie mężczyźni w sile wieku, z dorobkiem zawodowym, z rodzinami, z żonami, z dziećmi, synowie dumnego narodu, rycerze i kulturyści. Wydaje się, że rodzina takiego kibica narażona jest na wiele wyzwań i wyrzeczeń. Kibicowanie zobowiązuje, jak mi się wydaje, do wyrzeczeń ostatecznych i te wyrzeczenia mnie - jako niekibica - dziwią. Wszyscyśmy przecież od małp, ale jakże te małpy inne były od siebie. Jakże w jednych małpach słaba małpość była, a w innych jakże mocna, trwająca do dziś. Wypływająca co rusz. Małpość zmałpiająca do cna. Na inność gatunkową znalazłem dowód wczoraj, i też w gazecie. Innej. W "Gazecie Krakowskiej" zamieszczono spory materiał o radnym miejskim Olszówce Dariuszu, dziś działaczu publicznym niezależnym, ale pochodzącym z LPR, partii szczęśliwie wymarłej. "Gazeta Krakowska" podaje, że radny Olszówka Dariusz opisuje na jakimś kibicowskim forum internetowym działania stricte nie kibicowskie, bo budżetowe, swoich kolegów z rady miejskiej. Widać po tym, że ma odziedziczonego od LPR czuja, czuje, że to pomysł skuteczny, bo ludzie opisani przezeń, pochodzący od małp spokojniejszych, mogą się stada pawianów przestraszyć i rozmawiać o budżecie językiem małpim. W tym sposobie Olszówka Dariusz widzi - jak rozumiem - pomysł na finisz swej działalności publicznej i widzi też swą przyszłość. Finisz, bo kadencja samorządowa dobiega końca. Przyszłość, bo to jeszcze rok raptem i potem Bóg da, zobaczymy Olszówkę Dariusza nie w sali obrad rady miasta, a na stadionie. Wśród tak soczyście opisywanych przez wolną prasę osobników. Nie wątpię, że przyjmą go jak swego.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów