"Daj mi tę noc". Na weselu od disco polo nie uciekniesz
05.05.2012
, aktualizacja: 05.05.2012 22:03
Wokół tańce, śpiewy, alkohol, wyżerka, wożenie pań na krowie, bójki teściowych, strzelaniny... A oni nic. Oni grają, bo kasa leci.
"Szparka sekretarka", "A wszystko to...", "Jesteś szalona", "Daj mi tę noc" - bez tych kawałków nie ma wesela. I to wcale nie tylko takiego w remizie. Czy to jednak nie obciach, bawić ludzi takimi rytmami?
Dla kasy
- Teraz wstydu nie ma. Wiadomo, gra się dla kasy, chałturzy po prostu. To nic takiego. Masa ludzi po szkołach muzycznych tak gra i nikt się temu dziś nie dziwi. Jest ogromna konkurencja, zwalniają z chórów i orkiestr, a przecież trzeba z czegoś żyć - mówi Mirek, połowa duetu Solero.
- Nie ma co ukrywać, wszyscy mamy wyższe wykształcenie muzyczne. No i dorabiamy w ten sposób - potwierdza Paweł z zespołu SoundTruck, który - jak przyznaje - nie wyróżnia się niczym. - Nasza nazwa wzięła się stąd, że wierzymy, że taką muzyczną ciężarówką przywieziemy ludziom zadowolenie i dobrą zabawę. Jesteśmy standardowym sześcioosobowym zespołem weselnym i gramy covery. Dajemy to, co ludzie kupują, co sobie wcześniej zażyczą. Oczywiście za wyjątkiem techno czy trash metalu. Zdarza się czasem, że pannie młodej zamarzy się na własnym weselu jakaś wysoka sztuka. Szybko jej to wybijam z głowy. Na weselach gram od ponad 20 lat i mogę powiedzieć jedno: tu trzeba się kierować pewnymi zasadami. Ślub jest dla państwa młodych, błogosławieństwo dla teściów, a wesele dla gości, i tak to trzeba traktować. Dlatego od pewnego rodzaju muzyki, typowo biesiadnej, disco polo, zwyczajnie się nie ucieknie.
- Nie przepadamy za tym, staramy się trzymać poziom, ale biesiada musi być - zgadza się Krzysztof z Concerto Grosso (oferuje dodatkowo grę na skrzypcach w kościele).
- Poziom i tak jest coraz wyższy, bo pojawiają się wymagania, którym mogą sprostać tylko zawodowcy. Przede wszystkim trzeba radzić sobie w różnych stylach. Coraz częściej więc zespoły składają się z pięciu-sześciu osób oferujących szerokie instrumentarium. Poza tym okazuje się, że różnica w cenie między zawodową kapelą a amatorami wcale nie jest taka wielka - dodaje Piotr z RESTAuRACJA BAND, nagrodzonego między innymi na krakowskich targach ślubnych. Nie ukrywa, że cieszy go ta profesjonalizacja.
Rafał, wokalista Diamond Sound, stara się, jak się da, uciekać od biesiadnych klimatów. - Gramy bardziej rocka, i to głównie dla młodych ludzi. Trzeba jednak iść na kompromisy - przyznaje. - Dlatego artystycznie realizuję się w innym moim zespole. Na weselach zaczęliśmy grać około czterech lat temu, dla kasy oczywiście. Rynek jest ciężki, trudno się przebić. Niby wszyscy ogłaszają się w internecie, ale tak naprawdę najczęściej dostaje się robotę z polecenia.
A teraz panowie
Samo granie to nie wszystko. Ponieważ instytucja weselnego wodzireja praktycznie zanikła, obowiązek podgrzewania atmosfery, organizowania gier i zabawy spada na muzyków. Dla niektórych to dużo gorsze od grania "Białego misia".
- Słyszałam o zabawie, w której panowie układają się na ziemi w słoneczko, między nogi wsadzają banany, które obrać i zjeść mają zgromadzone panie. Na szczęście nigdy tego na żywo nie widziałam - opowiada Dominika z zespołu Carat. - Ale podziać się może także przy typowych weselnych zabawach. Pamiętam, jak przy bieganiu wokół krzeseł jednej z pań złamał się obcas i upadła tak pechowo, że pociągnęła na siebie połowę obrusa z jedzeniem. Przez takie wypadki, wcale nie takie rzadkie, klienci coraz częściej wolą poprzestać na muzyce i tańcach.
- Na szczęście te najbardziej przaśne zwyczaje powoli zanikają. Numerów z balonikiem raczej już nie doświadczymy - potwierdza Piotr. - Zabaw zazwyczaj domaga się rodzina. Najlepiej więc wcześniej ustalić z młodymi dokładny scenariusz.
Ma być jak na filmie
Wszyscy zgodnie zauważają, że wesela się cywilizują. Przede wszystkim wynika to z tego, że klienci ograniczyli spożycie alkoholu.
- My widzieliśmy na weselach praktycznie wszystko. Bywało, że impreza kończyła się tym, że wszyscy byli pijani, łącznie z zespołem, który grał na samych bębnach, w dodatku niespecjalnie rytmicznie. Teraz takie rzeczy prawie się nie zdarzają - zapewnia członek zespół Bolero, w branży od 25 lat.
- Całkowicie zmieniła się struktura przyjęć. Widać, że ludzie mają pieniądze, wystarczy spojrzeć na auta i kiecki. Nie pozwalają sobie już na bijatyki, pijackie szaleństwa. Kiedyś nawet widziałem, jak pobiły się teściowe. Do walki używały pokrywek od garnków. Było tak ostro, że cała zabawa skończyła się po 15-20 minutach - opowiada Paweł z SoundTruck.
- Teraz to mogę powiedzieć, że ludzie się z tym alkoholem po prostu czają, a na prowincji jest czasami większy spokój niż w lokalu w mieście - zauważa Bogusław z Klaxona. On też był świadkiem bójki teściowych. Skończyło się na potarganych włosach, impreza trwała dalej. Choć bardziej zapamiętał wesele, na którym pan młody woził teściową na krowie. Z podkładem muzycznym oczywiście.
Dla kasy
- Teraz wstydu nie ma. Wiadomo, gra się dla kasy, chałturzy po prostu. To nic takiego. Masa ludzi po szkołach muzycznych tak gra i nikt się temu dziś nie dziwi. Jest ogromna konkurencja, zwalniają z chórów i orkiestr, a przecież trzeba z czegoś żyć - mówi Mirek, połowa duetu Solero.
- Nie ma co ukrywać, wszyscy mamy wyższe wykształcenie muzyczne. No i dorabiamy w ten sposób - potwierdza Paweł z zespołu SoundTruck, który - jak przyznaje - nie wyróżnia się niczym. - Nasza nazwa wzięła się stąd, że wierzymy, że taką muzyczną ciężarówką przywieziemy ludziom zadowolenie i dobrą zabawę. Jesteśmy standardowym sześcioosobowym zespołem weselnym i gramy covery. Dajemy to, co ludzie kupują, co sobie wcześniej zażyczą. Oczywiście za wyjątkiem techno czy trash metalu. Zdarza się czasem, że pannie młodej zamarzy się na własnym weselu jakaś wysoka sztuka. Szybko jej to wybijam z głowy. Na weselach gram od ponad 20 lat i mogę powiedzieć jedno: tu trzeba się kierować pewnymi zasadami. Ślub jest dla państwa młodych, błogosławieństwo dla teściów, a wesele dla gości, i tak to trzeba traktować. Dlatego od pewnego rodzaju muzyki, typowo biesiadnej, disco polo, zwyczajnie się nie ucieknie.
- Nie przepadamy za tym, staramy się trzymać poziom, ale biesiada musi być - zgadza się Krzysztof z Concerto Grosso (oferuje dodatkowo grę na skrzypcach w kościele).
- Poziom i tak jest coraz wyższy, bo pojawiają się wymagania, którym mogą sprostać tylko zawodowcy. Przede wszystkim trzeba radzić sobie w różnych stylach. Coraz częściej więc zespoły składają się z pięciu-sześciu osób oferujących szerokie instrumentarium. Poza tym okazuje się, że różnica w cenie między zawodową kapelą a amatorami wcale nie jest taka wielka - dodaje Piotr z RESTAuRACJA BAND, nagrodzonego między innymi na krakowskich targach ślubnych. Nie ukrywa, że cieszy go ta profesjonalizacja.
Rafał, wokalista Diamond Sound, stara się, jak się da, uciekać od biesiadnych klimatów. - Gramy bardziej rocka, i to głównie dla młodych ludzi. Trzeba jednak iść na kompromisy - przyznaje. - Dlatego artystycznie realizuję się w innym moim zespole. Na weselach zaczęliśmy grać około czterech lat temu, dla kasy oczywiście. Rynek jest ciężki, trudno się przebić. Niby wszyscy ogłaszają się w internecie, ale tak naprawdę najczęściej dostaje się robotę z polecenia.
A teraz panowie
Samo granie to nie wszystko. Ponieważ instytucja weselnego wodzireja praktycznie zanikła, obowiązek podgrzewania atmosfery, organizowania gier i zabawy spada na muzyków. Dla niektórych to dużo gorsze od grania "Białego misia".
- Słyszałam o zabawie, w której panowie układają się na ziemi w słoneczko, między nogi wsadzają banany, które obrać i zjeść mają zgromadzone panie. Na szczęście nigdy tego na żywo nie widziałam - opowiada Dominika z zespołu Carat. - Ale podziać się może także przy typowych weselnych zabawach. Pamiętam, jak przy bieganiu wokół krzeseł jednej z pań złamał się obcas i upadła tak pechowo, że pociągnęła na siebie połowę obrusa z jedzeniem. Przez takie wypadki, wcale nie takie rzadkie, klienci coraz częściej wolą poprzestać na muzyce i tańcach.
- Na szczęście te najbardziej przaśne zwyczaje powoli zanikają. Numerów z balonikiem raczej już nie doświadczymy - potwierdza Piotr. - Zabaw zazwyczaj domaga się rodzina. Najlepiej więc wcześniej ustalić z młodymi dokładny scenariusz.
Ma być jak na filmie
Wszyscy zgodnie zauważają, że wesela się cywilizują. Przede wszystkim wynika to z tego, że klienci ograniczyli spożycie alkoholu.
- My widzieliśmy na weselach praktycznie wszystko. Bywało, że impreza kończyła się tym, że wszyscy byli pijani, łącznie z zespołem, który grał na samych bębnach, w dodatku niespecjalnie rytmicznie. Teraz takie rzeczy prawie się nie zdarzają - zapewnia członek zespół Bolero, w branży od 25 lat.
- Całkowicie zmieniła się struktura przyjęć. Widać, że ludzie mają pieniądze, wystarczy spojrzeć na auta i kiecki. Nie pozwalają sobie już na bijatyki, pijackie szaleństwa. Kiedyś nawet widziałem, jak pobiły się teściowe. Do walki używały pokrywek od garnków. Było tak ostro, że cała zabawa skończyła się po 15-20 minutach - opowiada Paweł z SoundTruck.
- Teraz to mogę powiedzieć, że ludzie się z tym alkoholem po prostu czają, a na prowincji jest czasami większy spokój niż w lokalu w mieście - zauważa Bogusław z Klaxona. On też był świadkiem bójki teściowych. Skończyło się na potarganych włosach, impreza trwała dalej. Choć bardziej zapamiętał wesele, na którym pan młody woził teściową na krowie. Z podkładem muzycznym oczywiście.
1
2
następne »
-
"Daj mi tę noc" Na weselu od disco polo nie uci...
chakal85
05.05.12, 22:31
"trash" metal... pffffff»
-
Re: "Daj mi tę noc" Na weselu od disco polo nie u
zewszad_i_znikad
06.05.12, 00:48
Nie wszyscy niepijący to kierowcy. Ja jestem jednocześnie osobą niezmotoryzowaną i zdeklarowaną abstynentką. Alkoholu do ust nie wezmę - po pierwsze moje kubki smakowe nie uznają istnienia »
-
"Daj mi tę noc". Na weselu od disco polo nie uc...
zamiastki
06.05.12, 01:50
Tak się po prostu bawimy i nie ma powodu do wstydu. Nie tylko my. Wystarczy spojrzeć na fenomen polki i country w USA. empiro.blox.pl/2010/03/Oldschool-Dzien-z-zycia-oryginala-1990.html»






![Harcerz wędruje także w wirtualu [WIDEO]](http://bi.gazeta.pl/im/0/11658/z11658280D.jpg)

![Domki z klocków Lego na ulicach Krakowa [ZDJĘCIA]](http://bi.gazeta.pl/im/8/11637/z11637238D.jpg)





