Wtedy to Tajster jako dyrektor Krakowskiego Zarządu Dróg zawarł umowę z ZU Południe na obsługę strefy na cztery lata. Miesiąc wcześniej ogłaszał zaś przetarg na kupno parkomatów. Gdy "Gazeta" poprosiła go o wytłumaczenie tego absurdu 18 stycznia 2007 roku, powiedział jedynie: - Umowa została dobrze zawarta. Proszę przeczytać ją uważnie.
Przeczytaliśmy uważnie. Umowy nie da się zerwać z powodu zainstalowania parkomatów. Powód do zerwania musi być nieprzewidziany. Teraz Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu staje tylko w tym roku na głowie, by choć zmienić jej treść, bo pieniędzy uratować się już nie da.
Tydzień temu prezydent Jacek Majchrowski zarządził wielkie cięcie kosztów w krakowskim magistracie. Każdy wydział musi obciąć wydatki średnio o 10 proc. Drogowcy być może będą musieli zrezygnować z remontów. Za 2 mln zł stracone na umowie z ZU Południe tylko w tym roku można byłoby wyremontować choć jedną ulicę. Te same pieniądze byłyby też jak znalazł dla Krakowskiego Biura Festiwalowego; brakuje mu mniej więcej tyle, by domknąć tegoroczny budżet na wydarzenia kulturalne. Krakowianie stracą pewnie z tego powodu okazję do hucznego świętowania sylwestra.
Dziś nie pozostaje więc nic innego, niż wezwać prezydenta Krakowa do weryfikacji słuszności tej umowy i być może kilku innych, które Jan Tajster podpisywał. Warto to zrobić, nim w gminnych papierach zacznie buszować prokuratura, dla której sporządzenie oskarżenia o niegospodarność i utratę 7 mln zł z miejskiej kasy nie powinno być tu wielkim kłopotem.
Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków