Parkomaty: włosko-krakowski szyk
2009-07-03
, aktualizacja: 02.07.2009 23:25
Instalowane w Krakowie nowoczesne parkomaty na trwałe zmieniają pejzaż miasta. Ale wreszcie, wzorem wielu topowych metropolii globu, możemy pochwalić się eleganckim, wysmakowanym i designerskim tzw. meblem miejskim. I to w 215, a później i więcej egzemplarzach.
ZOBACZ TAKŻE
- Za parkowanie w centrum zapłacimy SMS-em (13-07-09, 20:30)
- Komentarz. Parkomaty na pół gwizdka (04-07-09, 08:00)
SONDAŻ
Srebrno-granatowe, połyskujące metalem, z ergonomicznymi przyciskami, lekko owalne, niewysokie, z dyskretną, ułożoną ze skosa na czubku baterią słoneczną (zgodnie z kierunkiem padania promieni słońca) - tak prezentuje się każdy z 215 nowych "mebli miejskich", czyli systemu parkomatów do zapłaty za miejsca parkingowe w centrum Krakowa. I choć mieszkańcy miasta i turyści zdążyli się już do nich przez kilkanaście dni instalacji i testów przyzwyczaić, warto zdać sobie sprawę, że tym samym krakowskie ulice zyskały nowy, masowy element wystroju. Towarzyszyć im one będą przez wiele lat, bodaj do instalacji jeszcze nowocześniejszego systemu.
Parkomaty "a la KRK" zaprojektowali Włosi. I tak jak meble wg włoskiego designu robią od lat zasłużoną karierę w świecie, tak inicjatorów zorganizowania przetargu, który wygrała włoska firma Solari di Udine, warto pochwalić za finalną decyzję. Krakowskie maszynki do pobierania opłat są po prostu charakterystyczne, ładne, intrygujące i zasłużenie zbierają od użytkowników sporo komplementów. Być może w przyszłości osiągną status tak rozpoznawalnych "mebli miejskich", jak charakterystyczne logotypy stacji metra ("Underground" w Londynie, "Subway" w Nowym Jorku "S + U Bahn" w Berlinie") czy właśnie parkomatowe systemy, za których instalowanie wzięły się bodaj wszystkie większe miasta nie tylko Europy, ale i całego rozwiniętego świata. Również Warszawy, która choć własny system pobierania opłat za parkowanie uruchomiła dobrych kilka lat temu, teraz dysponuje siecią zbyt pokracznych, przestarzałych i z pewnością za dużych maszyn, aby móc mówić o wysmakowanej ingerencji w miejską przestrzeń publiczną.
Solaryczne maszynki, jakimi zainfekowano śródmiejskie przestrzenie Krakowa, już teraz zdają się harmonijnie "zlewać" z otoczeniem. Wystarczy poczytać opinie w internecie lub porozmawiać z przechodniami. Problemów właścicielom okolicznych posesji czy parkujących tuż obok samochodom nie sprawiają, nieco gorzej jest jeszcze z funkcjonalnością, do której ich użytkownicy muszą się po prostu przyzwyczaić. Główny zarzut to ten, że płacąc np. monetą pięciozłotową, dostaje się tylko godzinę parkowania za 3,10 zł, bez minut "dobijających" do wrzuconej kwoty oraz to, że automaty nie wydają reszty. Sęk w tym, że w przeważającej większości tego typu systemów działających w świecie wygląda to identycznie. Włosko-krakowskie "meble miejskie" umożliwiają dodatkowo płatność kartą miejską. I to również rzecz szeroko stosowana w świecie, tak jak praktyka pobierania opłat kartą kredytową.
Na razie innych narzekań nie słychać. Napędzane energią słoneczną automaty zainstalowano w tak ważnych dla zabytkowego Krakowa miejscach, jak otoczenie Wawelu, okolice Plant, piękne przestrzenie staromiejskich kamienic w rejonie Karmelickiej, Westerplatte, Zwierzynieckiej czy Piłsudskiego. I trudno się nie zgodzić, że sprawdzają się w niemal każdej lokalizacji. Warto więc już teraz zgłosić krakowski system do iluś tam światowych konkursów na najlepsze, designerskie pomysły na funkcjonalne urozmaicenie przestrzeni miejskiej. Zaczynając od tych, jak warszawskie Bramy Kraju, gdzie w listopadzie Kraków triumfował m.in. bardzo udanym unowocześnieniem placu Wszystkich Świętych oraz przebudową placu Czartoryskich.
Pamiętajmy również, że to nie koniec parkomatowej rewolucji na ulicach starego Krakowa. Do końca roku w mieście ma pojawić się jeszcze dodatkowo sto takich urządzeń.
Parkomaty "a la KRK" zaprojektowali Włosi. I tak jak meble wg włoskiego designu robią od lat zasłużoną karierę w świecie, tak inicjatorów zorganizowania przetargu, który wygrała włoska firma Solari di Udine, warto pochwalić za finalną decyzję. Krakowskie maszynki do pobierania opłat są po prostu charakterystyczne, ładne, intrygujące i zasłużenie zbierają od użytkowników sporo komplementów. Być może w przyszłości osiągną status tak rozpoznawalnych "mebli miejskich", jak charakterystyczne logotypy stacji metra ("Underground" w Londynie, "Subway" w Nowym Jorku "S + U Bahn" w Berlinie") czy właśnie parkomatowe systemy, za których instalowanie wzięły się bodaj wszystkie większe miasta nie tylko Europy, ale i całego rozwiniętego świata. Również Warszawy, która choć własny system pobierania opłat za parkowanie uruchomiła dobrych kilka lat temu, teraz dysponuje siecią zbyt pokracznych, przestarzałych i z pewnością za dużych maszyn, aby móc mówić o wysmakowanej ingerencji w miejską przestrzeń publiczną.
Solaryczne maszynki, jakimi zainfekowano śródmiejskie przestrzenie Krakowa, już teraz zdają się harmonijnie "zlewać" z otoczeniem. Wystarczy poczytać opinie w internecie lub porozmawiać z przechodniami. Problemów właścicielom okolicznych posesji czy parkujących tuż obok samochodom nie sprawiają, nieco gorzej jest jeszcze z funkcjonalnością, do której ich użytkownicy muszą się po prostu przyzwyczaić. Główny zarzut to ten, że płacąc np. monetą pięciozłotową, dostaje się tylko godzinę parkowania za 3,10 zł, bez minut "dobijających" do wrzuconej kwoty oraz to, że automaty nie wydają reszty. Sęk w tym, że w przeważającej większości tego typu systemów działających w świecie wygląda to identycznie. Włosko-krakowskie "meble miejskie" umożliwiają dodatkowo płatność kartą miejską. I to również rzecz szeroko stosowana w świecie, tak jak praktyka pobierania opłat kartą kredytową.
Na razie innych narzekań nie słychać. Napędzane energią słoneczną automaty zainstalowano w tak ważnych dla zabytkowego Krakowa miejscach, jak otoczenie Wawelu, okolice Plant, piękne przestrzenie staromiejskich kamienic w rejonie Karmelickiej, Westerplatte, Zwierzynieckiej czy Piłsudskiego. I trudno się nie zgodzić, że sprawdzają się w niemal każdej lokalizacji. Warto więc już teraz zgłosić krakowski system do iluś tam światowych konkursów na najlepsze, designerskie pomysły na funkcjonalne urozmaicenie przestrzeni miejskiej. Zaczynając od tych, jak warszawskie Bramy Kraju, gdzie w listopadzie Kraków triumfował m.in. bardzo udanym unowocześnieniem placu Wszystkich Świętych oraz przebudową placu Czartoryskich.
Pamiętajmy również, że to nie koniec parkomatowej rewolucji na ulicach starego Krakowa. Do końca roku w mieście ma pojawić się jeszcze dodatkowo sto takich urządzeń.
- 33 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
10 głosów
-
Natepny przetarg bedzie na parkomaty...
sarka.farka
03.07.09, 11:42
... wydające resztę i akceptujące karty.»
-
Parkomaty: włosko-krakowski szyk
mondokane
03.07.09, 14:16
Dobra dobra, ale co na to Janczykowski? Przecież te bankomaty raza swoja nowoczesnoscia!!!»
-
Parkomaty: włosko-krakowski szyk
kitty
03.07.09, 21:30
Ale przeciez niedaleczko, w Nowym Sączu maja tez parkometry, co nie połykaja 5zeta, a nawet doliczaja każde 10 gr do czasu parkowania, np za 70 gr mozeszstać 42 minuty (cena za godz 1 zeta).»
Najczęściej czytane24 htydzień







