http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Kraków >  Komunikacja

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum krakow.gazeta.pl/komunikacja

14 tysięcy za 2,5 km przejechane taksówką

Dominika Wantuch
2010-02-09, ostatnia aktualizacja 2010-02-08 20:12

Napis Taxi na maluchu
Napis Taxi na maluchu
Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta

162 zł za kurs z ul. Lubicz na al. Mickiewicza zażądał od klienta pseudotaksówkarz. Mężczyzna nie miał przy sobie takiej sumy, podsunął mu więc do podpisania zobowiązanie do spłaty długu i 50 proc. odsetek za każdy dzień zwłoki. Choć było to niezgodne z prawem, kierowca upomina się o pieniądze w sądzie

10 września rachunek za kurs opiewał jeszcze na 162 zł
Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta
10 września rachunek za kurs opiewał jeszcze na 162 zł
8 października dług urósł do 2187 zł
Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta
8 października dług urósł do 2187 zł
Piotr przyjechał do Krakowa we wrześniu ubiegłego roku. Właśnie został studentem pierwszego roku, miasta nie znał, był tu dopiero drugi raz. - Wyszedłem z dworca i spieszyłem się na uczelnię. Na kładce na ul. Lubicz zobaczyłem wielką tablicę z napisem "TAXI". Poszedłem tam i zapytałem kierowców, czy są taksówkarzami. Jeden z nich odpowiedział, że tak. Wsiadłem, więc i poprosiłem o podjechanie pod AGH - opowiada Piotr.

Na miejscu, po przejechaniu około 2,5 km, kierowca zażądał od niego 162 zł za kurs. - Byłem zaskoczony i zapytałem, czy aby kierowca się nie pomylił. Ten jednak bardzo pewnie wyjaśnił mi, że to są normalne ceny taksówek w Krakowie. Nie miałem tylu pieniędzy przy sobie, ale taksówkarz był na to przygotowany - od razu kazał mi pokazać dowód osobisty i podpisać poświadczenie o zadłużeniu. Przestraszony i przyparty do mury podpisałem je - przyznaje Piotr.

Na kartce, poza żądaną przez taksówkarza ceną za kurs, numerem jego konta i dwudniowym terminem zapłaty, znalazł się też dopisek: "w przypadku niedotrzymania terminu oddania pieniędzy będą naliczane odsetki w wysokości 50 proc. za każdy dzień opóźnienia, na co wyrażam zgodę".

- To są niedopuszczalne żądania. Kodeks cywilny nie dopuszcza takich lichwiarskich odsetek - nie ma wątpliwości mecenas Maciej Pietrzykowski.

Piotr postanowił, że nie zapłaci taksówkarzowi żądanej kwoty. - Zostałem oszukany. Złożyłem skargę w Wydziale Ewidencji Pojazdów i Kierowców Urzędu Miasta Krakowa.

- Żądanie 162 zł za 2,5 km kurs jest niezgodne z prawem. Ten kierowca posiadał licencję taksówkarską, więc naruszał tym samym uchwałę o maksymalnych urzędowych cenach za przewóz taksówkami - tłumaczy Wiesław Szanduła z WEPiK.

Piotr napisał wypowiedzenie umowy usługi przewozowej taksówką i wpłacił na konto kierowcy 14 zł - czyli tyle, ile powinna wynosić cena zgodnie z przepisami miejscowymi w sprawie cen za przewozy taksówką.

Po miesiącu od zajścia Piotr dostał jednak od taksówkarza wezwanie do zapłaty. - Żądał 2187 zł i groził, że jeśli nie zapłacę, pozwie mnie do sądu - opowiada. Kiedy taksówkarz pieniędzy nie dostał, w grudniu faktycznie złożył pozew do sądu, żądając 162 zł plus odsetki.

W tym samym czasie WEPiK złożył w prokuraturze zawiadomienie o popełnieniu przez kierowcę taksówki przestępstwa. - Już wcześniej udzieliliśmy mu pisemnego ostrzeżenia za zawyżanie należności za przewozy, wszczęliśmy postępowanie o cofnięcie licencji i skierowaliśmy dwa wnioski do sądu o ukaranie za wykroczenia przeciwko interesom konsumentów - wyjaśnia Szanduła i dodaje: - To zuchwałe, aby działając niezgodnie z prawem, jeszcze domagać się pieniędzy w sądzie.

Rozprawa odbędzie się 3 marca. Jak wyliczyliśmy, tego dnia wysokość odsetek żądanych przez kierowcę taksówki osiągnie 14 013 zł (plus oczywiście 162 zł za kurs).

- Takie powództwo zasługuje na oddalenie, bo podstaw do oddalenia jest kilka - przekonuje mecenas Pietrzykowski i dodaje: - Z prawnego punktu widzenia możemy mówić o nadużyciu uprawnień przez taksówkarza, z czysto ludzkiego punktu widzenia myślę, że jest to skandal.

Policja namawia, by każdy, kto znajdzie się w podobnej sytuacji, od razu wzywał patrol. - Policjanci przyjadą na miejsce, sprawdzą, czy doszło do przestępstwa, zapytają, na jakiej podstawie taksówkarz nalicza taką kwotę i pomogą wyjaśnić sprawę - radzi Dariusz Nowak, rzecznik małopolskiej policji.

Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

4.6

88 głosów