Prokuratura przewiezie pseudotaksówkarzy do sądu
04.05.2010
, aktualizacja: 04.05.2010 09:38
Koniec z pobłażaniem dla pseudotaksówkarzy. Krakowska prokuratura chce ukarania Edwarda Z. z ul. Lubicz za oszukiwanie klientów i wyłudzenie zawyżonych opłat. A w kolejce do prokuratora są już kolejni nieuczciwi przewoźnicy
ZOBACZ TAKŻE
- Kolejny pseudotaksówkarz stanął przed sądem (16-08-10, 16:49)
- Pseudotaksówkarz zajechał do sądu - usłyszał zarzuty (29-06-10, 23:00)
- Kant(or) dla turystów kupi euro po 3 zł (23-05-10, 23:00)
- Taksówkarze walczą o zniesienie limitów cenowych (05-05-10, 23:00)
- Pasażer powinien wiedzieć, że jedzie drogą taksówką (30-04-10, 13:52)
- Pseudotaksówkarz pozwał klientów. Teraz sam ma kłopoty (29-04-10, 15:18)
- Pseudotaksówkarze - festiwal niemocy z naciągaczami w tle (27-03-10, 17:00)
Pseudotaksówkarz z ul. Lubicz jest pierwszym, który odpowie przed sądem za swoje praktyki. - Nie mieliśmy jeszcze takiej sprawy - przyznaje Bogusława Marcinkowska, rzeczniczka krakowskiej prokuratury.
Śledczy zajęli się działalnością przewoźnika po skargach od klientów, którym przyszło płacić horrendalne, nawet kilkusetzłotowe rachunki za przejazdy z Edwardem Z. W "Gazecie" od kilku miesięcy opisywaliśmy dramatyczne historie osób przekonanych, że wsiadają do zwykłej taksówki. Ich relacje obiegły prasę i telewizje. Urzędnicy i śledczy jednak bezradnie rozkładali ręce. Do teraz.
Bo taksówki są drogie
Edward Z. łapał klientów niedaleko hotelu Europejskiego. Ustawiał tam swoje audi, na którym napisał "przewóz osób". Za każdy przejechany kilometr żądał kilkudziesięciu złotych.
- Widziałem, jak na liczniku kwota rosła bardzo szybko. Byłem zszokowany - mówił prokuratorowi cudzoziemiec, który nieopatrznie skorzystał z usług Edwarda Z. Po przejeździe na Garncarską usłyszał kwotę 215 zł. Dopiero gdy zdenerwowany turysta zagroził policją, kierowca zgodził się obniżyć rachunek. Innym zszokowanym kosztami podróży pasażerom bez ogródek mówił jednak, że "taksówki w Krakowie są drogie" bądź przekonywał, że "i tak już dał im rabat". A tym, którzy nie płacili, podsuwał do podpisania zaświadczenie o zadłużeniu oraz zobowiązanie do spłaty długu. Za każdy dzień zwłoki liczył 50-procentowe odsetki. Niektórym "długi" urosły w ten sposób nawet do kilkunastu tysięcy złotych. A Edward Z. za ich niepłacenie pozywał do sądu. Procesy toczyły się nawet wtedy, gdy w prokuraturze trwało już śledztwo przeciwko pseudotaksówkarzowi.
W zeszłym tygodniu sąd oddalił wszystkie jego pozwy. Te same osoby które pozwał, zostały przez prokuraturę uznane za pokrzywdzone przez kierowcę.
Bo w zgodzie z przepisami
Zarówno urzędnicy miejscy, jak i Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, choć przyznawali, że można mówić o skandalu, bezradnie rozkładali ręce, twierdząc, że kierowcy tacy jak Edward Z. wykorzystują luki w przepisach umożliwiające przewóz osób. Na kierowcę i jemu podobnych przewoźników bata nie mogła znaleźć też straż miejska. Niewiele dało nękanie ich kontrolami. Sam Edward Z. nawet w śledztwie twardo obstawał, że ma licencję przewoźniczą i "działa zgodnie z przepisami".
Ale prokuratura nie ma wątpliwości: Edward Z. wprowadzał swoich klientów w błąd. - Pasażerowie byli przekonani, iż wsiadają do normalnej taksówki i nie mieli pojęcia o horrendalnych stawkach za przejazd. Widzieli dużą tablicę z napisem "TAXI", charakterystyczne dla sieci taksówkowych szachownice na bokach samochodu - podkreśla prokurator Marcinkowska.
Śledczy ustalili też, że Edward Z. naciągał ludzi, jeszcze gdy był oficjalnie zarejestrowanym taksówkarzem. Od klienta za kurs z Lubicza na ul. Konrada zażądał... 177 zł. Zszokowany mężczyzna próbował tłumaczyć, że doszło do pomyłki. Wcześniej, jadąc inną taksówką, zapłacił bowiem za tę samą trasę 18 zł!
- Mechanizm był prosty: oskarżony notorycznie liczył cenę przejazdu według trzeciej taryfy, najdroższej, choć powinien zgodnie z przepisami stosować taryfę pierwszą bądź drugą - mówi prokurator Marcinkowska.
Bo pseudoTAXI
Prokuratura zebrała dowody wskazujące, że ofiarą pseudotaksówkarza padło kilkanaście osób, w tym cudzoziemcy. Część zapłaciła za kursy i prokuratura oskarża za to kierowcę o oszustwa. Niektórzy nie dali się nabrać, dlatego Edward Z. będzie odpowiadał też za próbę wyłudzenia pieniędzy. Edwardowi Z. grozi do ośmiu lat więzienia, ale wątpliwościami prawnymi się nie przejmuje. W ubiegły wtorek jak gdyby nigdy nic z powrotem na ul. Lubicz zaparkował swoje audi z niebiesko-żółtą tablicą z napisem "TAXI".
Edward Z. nie jest jedynym nieuczciwym przewoźnikiem, za którego zabrali się śledczy. W krowoderskiej prokuraturze zarzuty dostał już bowiem kolejny pseudotaksówkarz Krzysztof R. Chodzi również o oszustwa i wprowadzanie klientów w błąd, że jest taksówkarzem. Podobnie jak Edward Z. nie przyznał się do zarzutów i odmówił składania jakichkolwiek wyjaśnień.
Śledczy zajęli się działalnością przewoźnika po skargach od klientów, którym przyszło płacić horrendalne, nawet kilkusetzłotowe rachunki za przejazdy z Edwardem Z. W "Gazecie" od kilku miesięcy opisywaliśmy dramatyczne historie osób przekonanych, że wsiadają do zwykłej taksówki. Ich relacje obiegły prasę i telewizje. Urzędnicy i śledczy jednak bezradnie rozkładali ręce. Do teraz.
Bo taksówki są drogie
Edward Z. łapał klientów niedaleko hotelu Europejskiego. Ustawiał tam swoje audi, na którym napisał "przewóz osób". Za każdy przejechany kilometr żądał kilkudziesięciu złotych.
- Widziałem, jak na liczniku kwota rosła bardzo szybko. Byłem zszokowany - mówił prokuratorowi cudzoziemiec, który nieopatrznie skorzystał z usług Edwarda Z. Po przejeździe na Garncarską usłyszał kwotę 215 zł. Dopiero gdy zdenerwowany turysta zagroził policją, kierowca zgodził się obniżyć rachunek. Innym zszokowanym kosztami podróży pasażerom bez ogródek mówił jednak, że "taksówki w Krakowie są drogie" bądź przekonywał, że "i tak już dał im rabat". A tym, którzy nie płacili, podsuwał do podpisania zaświadczenie o zadłużeniu oraz zobowiązanie do spłaty długu. Za każdy dzień zwłoki liczył 50-procentowe odsetki. Niektórym "długi" urosły w ten sposób nawet do kilkunastu tysięcy złotych. A Edward Z. za ich niepłacenie pozywał do sądu. Procesy toczyły się nawet wtedy, gdy w prokuraturze trwało już śledztwo przeciwko pseudotaksówkarzowi.
W zeszłym tygodniu sąd oddalił wszystkie jego pozwy. Te same osoby które pozwał, zostały przez prokuraturę uznane za pokrzywdzone przez kierowcę.
Bo w zgodzie z przepisami
Zarówno urzędnicy miejscy, jak i Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, choć przyznawali, że można mówić o skandalu, bezradnie rozkładali ręce, twierdząc, że kierowcy tacy jak Edward Z. wykorzystują luki w przepisach umożliwiające przewóz osób. Na kierowcę i jemu podobnych przewoźników bata nie mogła znaleźć też straż miejska. Niewiele dało nękanie ich kontrolami. Sam Edward Z. nawet w śledztwie twardo obstawał, że ma licencję przewoźniczą i "działa zgodnie z przepisami".
Ale prokuratura nie ma wątpliwości: Edward Z. wprowadzał swoich klientów w błąd. - Pasażerowie byli przekonani, iż wsiadają do normalnej taksówki i nie mieli pojęcia o horrendalnych stawkach za przejazd. Widzieli dużą tablicę z napisem "TAXI", charakterystyczne dla sieci taksówkowych szachownice na bokach samochodu - podkreśla prokurator Marcinkowska.
Śledczy ustalili też, że Edward Z. naciągał ludzi, jeszcze gdy był oficjalnie zarejestrowanym taksówkarzem. Od klienta za kurs z Lubicza na ul. Konrada zażądał... 177 zł. Zszokowany mężczyzna próbował tłumaczyć, że doszło do pomyłki. Wcześniej, jadąc inną taksówką, zapłacił bowiem za tę samą trasę 18 zł!
- Mechanizm był prosty: oskarżony notorycznie liczył cenę przejazdu według trzeciej taryfy, najdroższej, choć powinien zgodnie z przepisami stosować taryfę pierwszą bądź drugą - mówi prokurator Marcinkowska.
Bo pseudoTAXI
Prokuratura zebrała dowody wskazujące, że ofiarą pseudotaksówkarza padło kilkanaście osób, w tym cudzoziemcy. Część zapłaciła za kursy i prokuratura oskarża za to kierowcę o oszustwa. Niektórzy nie dali się nabrać, dlatego Edward Z. będzie odpowiadał też za próbę wyłudzenia pieniędzy. Edwardowi Z. grozi do ośmiu lat więzienia, ale wątpliwościami prawnymi się nie przejmuje. W ubiegły wtorek jak gdyby nigdy nic z powrotem na ul. Lubicz zaparkował swoje audi z niebiesko-żółtą tablicą z napisem "TAXI".
Edward Z. nie jest jedynym nieuczciwym przewoźnikiem, za którego zabrali się śledczy. W krowoderskiej prokuraturze zarzuty dostał już bowiem kolejny pseudotaksówkarz Krzysztof R. Chodzi również o oszustwa i wprowadzanie klientów w błąd, że jest taksówkarzem. Podobnie jak Edward Z. nie przyznał się do zarzutów i odmówił składania jakichkolwiek wyjaśnień.
- 19 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
14 głosów
-
Prokuratura przewiezie pseudotaksówkarzy do sądu
il_pino
04.05.10, 08:49
tam chyba jest strefa - może nasyłać na nich dodatkowo straż miejską żebysprawdziła czy wykupili parkowanie - trzeba oszustom maksymalnie uprzykrzyćżycie »
Najczęściej czytane24 htydzień






