Majchrowski: To, co robiłem, nie może pójść do kosza

Magdalena Kursa, Wojciech Pelowski
2010-05-14 , aktualizacja: 14.05.2010 21:08
A A A Drukuj
- Wciąż mówimy o rzeczach wizerunkowych, takich, które widać. Nikt nie mówi o sprawach prozaicznych, ale wpływających na jakość życia mieszkańców. Zadaniem prezydenta jest nie tylko rzucanie wielkich haseł, ale też prowadzenie prac fundamentalnych. I one zostały wykonane - mówi Jacek Majchrowski, prezydent Krakowa.
Jacek Majchrowski
Fot. Paweł Piotrowski / AG
Jacek Majchrowski
Kto zasiądzie na fotelu prezydenckim?
Fot. Wojciech Matusik / AG
Kto zasiądzie na fotelu prezydenckim?
GALERIA ZDJĘĆ

Polecamy: Wybór jest prosty - blog wyborczy Stanisława Mancewicza



Magdalena Kursa, Wojciech Pelowski: Panie Prezydencie, kto wygra wybory prezydenckie w Polsce?

Jacek Majchrowski: Moim zdaniem Jarosław Kaczyński.

?

- Nie mówię o swoich preferencjach, ale to, co mi podpowiada ogląd sytuacji. W tej chwili telewizja publiczna funkcjonuje zupełnie inaczej niż do tej pory - wcześniej, owszem, też działała nachalnie, ale teraz doszła do tego gra na emocjach związanych ze śmiercią prezydenta Kaczyńskiego i z jego pogrzebem. To wszystko ma duży wpływ na społeczeństwo. To, że intelektualiści tworzą komitety poparcia wokół Jarosława Kaczyńskiego, świadczy o pewnym przewartościowaniu. Dotychczas niechętnie to robili. Większość z nich, z małymi wyjątkami, np. prof. Legutki czy Nowaka, gromadziło się wokół innych środowisk niż PiS. Moim zdaniem największe predyspozycje do tego, by być prezydentem Polski, ma Andrzej Olechowski.

Pan jest w komitecie poparcia kandydata SLD Grzegorza Napieralskiego.

- Nie jestem. Nikt się do mnie nie zwracał, bym wstąpił do jakiegoś formalnego ciała.

Ale jest Pan wymieniany jako osoba popierająca Grzegorza Napieralskiego.

- Zwrócono się do mnie z prośbą o poparcie dla Grzegorza Napieralskiego. W odpowiedzi wystosowałem list, w którym napisałem, że bardzo się cieszę, że młody i ambitny polityk jest kandydatem na prezydenta. Napisałem to jako Jacek Majchrowski, na swoim prywatnym papierze firmowym. Nie jako prezydent miasta.

Dyplomatycznie.

- Nie, po prostu uważam, że urzędu prezydenta miasta nie należy mieszać do takich rzeczy.

Kto wygra wybory prezydenckie w Krakowie?

- Tu nie mam wątpliwości.

Czyli?

- Gdybym miał wątpliwości, tobym nie startował. Rozumiem, że identycznej odpowiedzi udzielił Stanisław Kracik.

Dlaczego startuje Pan po raz trzeci? Osiem lat to za mało na zmianę Krakowa? A może rządzenie jest takie wciągające?

- Na realizacje koncepcji rozwoju prawie milionowej aglomeracji osiem lat to naprawdę niewiele, ale stanowi zarazem ogromną bazę doświadczeń i wiedzę o zarządzaniu miastem. Znam takich, którzy bywali prezydentami czy burmistrzami i po 18 lat. Jeśli słyszę od mojego kontrkandydata pewne koncepcje, które zamierza realizować, zaczynam się obawiać, że wszystko, co przez te osiem lat robiłem, pójdzie do kosza: hala widowiskowa, centrum kongresowe, spalarnia śmieci. To fundamentalne inwestycje metropolitalne.

Budowy żadnej z wymienionych inwestycji nie udało się Panu przez te osiem lat nawet rozpocząć. Gdyby ich przygotowanie tak się nie wlokło, byłyby już gotowe i nie musiałby się Pan obawiać, że pójdą do kosza.

- Państwo patrzycie na to z punktu widzenia dziennikarzy. Tymczasem trzeba brać pod uwagę, jak to wygląda od strony prawnej, finansowej i technicznej. Samo przygotowanie projektu wykonawczego centrum kongresowego to prawie dwa lata pracy. Wprowadzony przez Unię Europejska wymóg konsultacji społecznych znacznie spowalnia proces inwestycyjny, np. na ponad dwa lata zahamował realizację najważniejszej miejskiej inwestycji - spalarni.

Wojewoda Kracik twierdzi, że centrum kongresowego nie powinno się budować za miejskie pieniądze, bo są inwestorzy, którzy chcą je budować.

- Niech mi pokaże takich! Przez dwa lata prowadziliśmy negocjacje z prywatnymi inwestorami i każdy mi mówił, że on wybuduje centrum kongresowe, ale tylko wtedy, jeśli miasto albo się zobowiąże, że będzie mu systematycznie dopłacać do centrum, albo on połączy tę inwestycję z hipermarketem. Jeżeli mamy mówić o poważnej instytucji kultury, centrum koncertowo-kongresowym, to ja, przepraszam, nie będę tego łączyć ze sklepem spożywczym. Ale przypomnę, że centrum budowane jest nie tylko za pieniądze miejskie. Do tej inwestycji dopłaca również Unia Europejska.

No dobrze, ale nie startuje Pan po raz trzeci tylko dlatego, że pojawił się kontrkandydat Stanisław Kracik, który chce zepsuć to, co Pan robi.

- Jeśli już jesteśmy przy centrum kongresowym. Całą jego ideę zacząłem budować, jak byłem wojewodą, wtedy agencja rozwoju wykupiła grunty przy rondzie Grunwaldzkim. Jak odchodziłem ze stanowiska, zostawiłem pieniądze na kontynuowanie tego dzieła. Pierwszą decyzją mojego następcy było rozdysponowanie tych pieniędzy pomiędzy różne instytucje kultury. I na parę lat koncepcja centrum upadła. To nie może się powtórzyć. Chciałbym mieć pewność, że wszystko, co zaplanowałem i włożyłem w to już mnóstwo pracy i pieniędzy miejskich, np. budowa hali widowiskowo-sportowej, program "Woda dla wszystkich", program poprawy komunikacji, w tym obwodnica Krakowa, program budownictwa komunalnego, będzie zrealizowane.

Kiedy ruszy budowa hali widowiskowo-sportowej? I czy miasto w ogóle stać na tę inwestycję? Dług za nią będziemy spłacać przez wiele lat.

- Jeśli zrealizowane zostaną wszystkie przetargi, budowa hali powinna ruszyć na przełomie lipca i sierpnia. Czy nas na to stać? Od państwa słyszałem wielokrotnie, że taka hala jest miastu potrzebna, że to ważne dla metropolitarnej funkcji Krakowa. Teraz narzeka się na długi. Owszem, będziemy je spłacać, trudno. Jak się bierze samochód na kredyt, to też się spłaca raty.

Po ośmiu latach rządzenia nie zostawia Pan tak spektakularnych inwestycji jak np. mosty Andrzeja Gołasia. Wyjątkiem są inwestycje muzealne i te w estetykę miasta, np. remont Rynku Głównego czy placu Szczepańskiego.

- A byliście państwo w Nowej Hucie w centrum sportu ComComZone? To nic? A połączenie kolejowe miasta z lotniskiem? A najdłuższy w Polsce tunel tramwajowy? To też nic? A rondo Mogilskie? I Grzegórzeckie? A stadiony Wisły i Cracovii? Rozumiem, że zdaniem dziennikarzy to mało znaczące inwestycje.

Stadiony to kontrowersyjna inwestycja wymuszona na Panu przez radnych poprzedniej kadencji.

- Radni wymusili jedynie to, że są dwa stadiony. Pomysł był mój, ale ja chciałem zbudować jeden. Zapomniałbym o pięknym, nowoczesnym, multimedialnym muzeum w podziemiach rynku, a także muzeum sztuki współczesnej na Zabłociu.

Te inwestycje będzie Pan otwierał pod koniec kadencji. Gdzie jeszcze będzie Pan przecinał wstęgi w najbliższych miesiącach? Nie pytamy złośliwe - to normalna praktyka, że kończąc kadencję, zamyka się też pewne inwestycje.

- W przyszłym tygodniu będziemy oddawać po remoncie plac Szczepański, jeszcze przed wakacjami otwarte zostanie muzeum w Fabryce Schindlera, na początku września - muzeum pod Rynkiem. Stadiony będą gotowe jesienią, podobnie tunel pod rondem Ofiar Katynia w kierunku Olkusza, estakada nad ulicą Nowohucką i tramwaj do Golikówki. Ostatnią rzeczą, którą będę otwierać w tej kadencji, będzie muzeum sztuki współczesnej.

Zadowolony jest Pan z tych ośmiu lat?

- Tak! Nigdy tyle nie zrobiono.

Znamienne jest to, że wszystkie inwestycje, które Pan wyliczył, powstają dzięki pieniądzom miasta, podobnie zresztą jak mosty prezydenta Gołasia.

- Nie zgadzam się z tym. W ciągu dwóch moich kadencji zdobyliśmy prawie 2 miliardy złotych z Unii Europejskiej, które współfinansowały inwestycje. W partnerstwie prywatno-publicznym wybudowany został parking na Groblach.

Stoi pusty.

- W dużej mierze dlatego, że na tym terenie trwają jeszcze prace budowlane. Powstaje tam Centrum Obsługi Turysty. Ceny na parkingu wcale nie są przerażające, godzina kosztuje tam mniej niż na niejednym parkingu zewnętrznym.

Rządził Pan w czasach prosperity. Może można było coś publicznego zbudować w Krakowie za prywatne pieniądze?

- Przez wiele lat obowiązywała ustawa, której nikt nie chciał tknąć. Mówiono o niej "ustawa cztery p", czyli o partnerstwie publiczno-prywatno-prokuratorskim. Nie było w Polsce przypadku, by zrealizowano w oparciu o nią jakąś inwestycję. Jako pierwsi w Polsce przy okazji parkingu podziemnego wprowadziliśmy koncepcję koncesji budowlanej, teraz wiele miast prosi nas o podzielenie się tym doświadczeniem. Nowa ustawa o partnerstwie publiczno-prywatnym, która daje większe możliwości, obowiązuje dopiero od niedawna. Chcemy wybudować na tej zasadzie ratusz przy ulicy Centralnej, czyli centrum obsługi inwestora. Chcemy, by prywatny inwestor wybudował budynek, jesteśmy już po konkursie architektonicznym. Część kosztów tej inwestycji spłacimy od razu ze sprzedaży budynków, które do tej pory zajmowały rozproszone urzędy, resztę będziemy spłacać w czynszu. Podobnie chcemy zrealizować urząd stanu cywilnego z pałacem ślubów i kontynuować program budowy parkingów podziemnych. Jeśli myślimy o partnerstwie, musimy mieć też drugą stronę, tę, która chce wyłożyć pieniądze.

Inwestorzy nie chcą wydawać pieniędzy w Krakowie?

- A jakich widzicie inwestorów w Krakowie gotowych inwestować w obiekty publiczne?

A to, że ich nie ma, nie jest Pana porażką?

- To proszę mi pokazać w Polsce takich inwestorów, którzy budują miasta.

Ale Kraków wygrywa rankingi atrakcyjności pod wieloma względami. Może trzeba inwestorom pomóc, pojeździć po świecie?

- Przepraszam, ale nie bardzo widzę taką możliwość. Jeździmy na wszystkie targi, gdzie pojawiają się inwestorzy. Zachęcamy ich do przyjazdu do Krakowa. Nie ma jednak zwyczaju indywidualnego jeżdżenia do inwestorów, to pachnie dziwnymi układami. Ale oddzielmy tu inwestycje o charakterze publicznym od inwestycji komercyjnych. Tych ostatnich powstało w Krakowie, dzięki nowej promocji i specjalnej ścieżce w postępowaniu administracyjnym, bardzo dużo. Myślę tu o biurowcach z siedzibami nowych firm, inwestycjach w budownictwie mieszkaniowym, ale i o hotelach oraz inwestycjach w turystyce i gastronomii. Kraków stworzył dobre warunki dla inwestorów, i oni z tego korzystają. Jesteśmy niekwestionowanym europejskim liderem w outsourcingu. Kraków zajmuje w tej dziedzinie czwarte miejsce na świecie.

Kandydat PO mówi, że startuje dlatego, by obudzić Kraków, bo Pan uśpił to miasto.

- Naczytał się "Gazety Wyborczej".

Tylko "Gazeta Wyborcza" tak uważa?

- Model uśpionego prezydenta jest modelem "Gazety Wyborczej".

Za Pana rządów Kraków przeżył boom developerski, powstały dziesiątki nowych bloków i osiedli. Nie ma Pan wrażenia, że miasto rozwija się chaotycznie. Na tych osiedlach brakuje szkół, przedszkoli, infrastruktury, która pomaga ludziom żyć.

- Problem polega na tym, że przepisy są takie, że jeżeli ktoś zgłosi wniosek o "wuzetkę" czy o pozwolenie na budowę i spełni wszystkie wymagania, miasto nie ma prawa odmówić mu wydania decyzji, warunkując ją np. budową przedszkola.

Gdyby Kraków miał plany przestrzenne, miasto miałoby większy wpływ na kształtowanie swego rozwoju, a magistrat nie musiałby wydawać "wuzetek".

- Chcę przypomnieć, że zastałem miasto, którego powierzchnia tylko w 1,4 proc. powierzchni była pokryta planami. Teraz 30 proc. miasta ma gotowe plany.

Zostaje 70 proc. powierzchni Krakowa.

- Każdy plan to liczne konflikty interesów, które trzeba jakoś rozwiązać. Praktyka pokazuje, że nie da się tych procesów znacznie przyspieszyć. Tworzymy plany w takim tempie jak inne miasta. Na każdy trzeba około dwóch lat. Dla przykładu tylko powiem, że do jednego z tworzonych obecnie planów zgłoszono 2800 uwag.

Może warto stanąć na głowie i przyśpieszyć prace nad planami, by ukrócić korupcjogenne "wuzetki"?

- Z przeprowadzonych badań w kraju wynika, że najbardziej korupcjogennym procesem jest tworzenie przepisów planistycznych. Lepiej więc go nie przyspieszać.

Na łamach "Gazety" wielokrotnie pojawiały się opinie, że rozwój tkanki miejskiej Krakowa zatrzymał się w dniu wybuchu II wojny światowej. Od tego czasu, poza centrum Nowej Huty, w mieście nie zrealizowano żadnego spójnego założenia urbanistycznego. Zabudowa Ruczaju to antyprzykład. Czy prezydent naprawdę nie ma żadnego wpływu na rozwój miasta i ukierunkowania potoku inwestycji?

- W naszym systemie prawnym mogą to regulować tylko plany zagospodarowania przestrzennego, ale jedynie częściowo. Możemy ograniczyć się do stwierdzenia, że tu będzie zabudowa jednorodzinna, a tu budynki wielorodzinne do odpowiedniej wysokości. Przykład Górki Narodowej, zbudowanej na planie obowiązującym do 2002 roku pokazuje, że plan nie jest wystarczającym instrumentem regulującym zabudowę. Potrzebne są zmiany systemowe dające możliwość wpływania na inwestorów. Teraz nie możemy powiedzieć, że tędy ma biec ulica równoległa do poprzedniej.

Jak to nie! Można, i tak się robi, wytyczyć drogę, plac czy np. przebieg kanału i określić charakter zabudowy na okolicznych działkach.

- Myślałem tutaj o wewnętrznych ulicach osiedli. W planie zagospodarowania wskazywane są drogi publiczne, które planiści starają się poprowadzić po terenach miejskich. Tymczasem miasto Kraków jest właścicielem bardzo niewielu działek. To, co mamy, to głównie tereny pod wodą płynącą i stojącą. Niemal wszystko inne jest prywatne. By cokolwiek zrobić, trzeba kupić teren od prywatnego właściciela, który owszem, może go sprzedać, ale z reguły każe sobie słono zapłacić. Tak było, gdy chcieliśmy poszerzyć park Dębnicki. Nie stać nas jednak było na wydanie ponad 30 milionów złotych za hektar ziemi. Pozytywnym przykładem spójnego urbanistyczno-architektonicznego zagospodarowania terenu w Krakowie jest budowa III Kampusu UJ.

Przyjęcie nowego studium zagospodarowania Krakowa, które rozstrzygnie m.in. o tym, czy w Krakowie zostawiać miejsce pod metro i czy budować wysokościowce, przełożył Pan na kolejną kadencję.

- Nauczyły mnie tego doświadczenia prezydenta Gołasia, który w ostatnim momencie kadencji dał radnym dwa projekty studium i oba upadły. To zbyt gorący czas politycznie, by dawać radnym pod rozwagę trudne i ważne projekty.

Może Pan więc bez obaw powiedzieć, jak widzi Pan to studium. Można budować w mieście wysokościowce?

- Ideą było, by sporządził je ktoś spoza Krakowa, kto z zewnątrz, ktoś, kto w świeży sposób spojrzy na miasto. Narzekano, że ciągle ci sami ludzi przygotowują plany. Ci jednak, którzy mnie wówczas do tego namawiali, teraz uważają, że to był zły pomysł prezydenta. Z autorem studium spotykam się regularnie co trzy miesiące. Jeśli chodzi o wysokościowce, nie popieram zakazu ich budowy w całym Krakowie. Trzeba przed nimi chronić śródmieście.

A metro w Krakowie?

- By w mieście powstało metro, muszą być spełnione pewne warunki. Nie tylko geologiczne, nie tylko archeologiczne, ale i ekonomiczne. Kraków ich na razie nie spełnia.

Teraz nie, ale może za 20 lat.

- Z upływem lat Kraków spełnia te warunki coraz mniej. W latach 70. opłacalna była budowa linii do kombinatu nowohuckiego. Teraz nawet ona się nie opłaca. Był u mnie burmistrz Sewilli - miasta wielkościowo podobnego do Krakowa, też ze Starówką. Rok temu uruchomiono tam metro. Burmistrz przyznał, że to był jego najgorszy pomysł, więc jak w Krakowie mogłaby się opłacać budowa metra, skoro dopłaca się nawet do tramwajów. Każdy chciałby mieć tani bilet i szybko jeździć. Owszem, powinno się w Krakowie za jakiś czas zacząć badania nad opłacalnością metra, ale pamiętajmy, że przed laty zdecydowaliśmy, że alternatywą dla metra ma być szybki tramwaj. Zrealizujmy więc najpierw jedną ideę i zobaczmy, jak się sprawdza.

Jeśli wygra Pan wybory, to następna kadencja będzie kontynuacją dotychczasowych prac czy też chce Pan zaskoczyć krakowian czymś zupełnie nowym?

- Wciąż mówimy o rzeczach wizerunkowych, takich, które widać. Nikt natomiast nie mówi o sprawach prozaicznych, ale wpływających na jakość życia mieszkańców. Zadaniem prezydenta jest nie tylko rzucanie wielkich haseł i budowanie spektakularnych rzeczy, ale też prowadzenie prac fundamentalnych. I one zostały wykonane. Program "Woda dla wszystkich" spowodował, że w zasadzie w całym Krakowie jest woda, wcześniej 30 tys. krakowian nie miało wody w kranach, ci ludzie chodzili po wodę z wiadrami. Jesteśmy jedynym dużym miastem w Polsce, które ma systemowo rozwiązane: gospodarkę wodno-ściekową, odpadami komunalnymi i zaopatrzenia w ciepło oraz najlepiej rozwinięty system transportu publicznego (dziewiąte miejsce na świecie).

Cały czas wykupujemy ziemię pod kolejne trasy komunikacyjne i przygotowujemy ich projekty. Chciałbym zrealizować koncepcję ringu krakowskiego (IV obwodnica), ale przede wszystkim usprawnić transport w mieście poprzez realizację III obwodnicy Krakowa (Trasy Łagiewnicka, Pychowicka i Zwierzyniecka). I najczęściej jest tak: wszystkim się to podoba, wszyscy akceptują i napływa coraz więcej protestów.

A nie może Pan walnąć pięścią w stół i powiedzieć: buduję.

- Ale ja buduję, bez walenia pięścią.

Co jeszcze chce Pan zrobić w kolejnej kadencji?

- Chciałbym, w ciągu dwóch, trzech lat rozwiązać problemy dotyczące szpitali, domów pomocy społecznej, szkół, przedszkoli, dostosować je do wymogów unijnych. Tę kadencję trzeba będzie też poświęcić dzielnicom obrzeżnym, zwłaszcza nowohuckim, choć tam też dużo już zostało zrobione.

Dzielnic nie jest za dużo? Spełniają funkcję dekoracyjną, dysponują niewielkimi pieniędzmi, nie mają prawa do ważnych decyzji.

- I tak, i nie. Ich zadaniem miało być opiniowanie. Radni dzielnicowi wiedzą, co w danym regionie jest potrzebne. Gdybyśmy dali im pewne kompetencje, byłoby to stworzenie kolejnego szczebla samorządu. Z tym miała duży problem Warszawa. Uważam, że dzielnice w dzisiejszym kształcie są potrzebne, bo aktywizują mieszkańców, stanowią forum wymiany i kształtowania opinii.

Nadchodząca kampania będzie dla Pana trudna. Miasto ma trudną sytuację finansową, duże zadłużenie. Przeciwnicy polityczni wyciągnęli Panu niekorzystne dla miasta przewalutowanie kredytu.

- To była czysto księgowa operacja. Bez realnych pieniędzy w grze.

Ale realne pieniądze płacimy w obsłudze tego długu.

- Miasto na tym nie straciło, skarbnik to już wyjaśniał. Niech pewną analogią będzie tu spór co do sposobu liczenia rezerw dewizowych między rządem a NBP.

Ma Pan już hasło wyborcze na kampanię?

- Jeszcze jej nie rozpocząłem, więc nie mam.

Katastrofa pod Smoleńskiem wpłynie na kampanię samorządową?

- Nie sądzę. Pierwszym terminem, kiedy mogą się odbyć wybory, jest listopad, ostatnim początek stycznia. Gdyby wybory na Prezydenta RP odbywały się w zaplanowanym wcześniej terminie, obie kampanie zachodziłyby na siebie. Teraz nie ma takiego niebezpieczeństwa.

Boi się Pan kampanii w Krakowie? Będzie ostra?

- Jestem przyzwyczajony.

Współpracował Pan podczas uroczystości pogrzebowych pary prezydenckiej z wojewodą Kracikiem, swoim konkurentem w wyborach. Jak układała się współpraca?

- Współpracowały głównie służby, te miejskie wykonywały 90 proc. pracy wraz z policją i biurem ochrony rządu.

Kandydat PO może Panu poważnie zagrozić?

- A panowie Lassota, Rokita czy Ziobro realnie mi nie zagrażali? W kampanii przed ośmioma laty to oni byli głównymi kandydatami, ja pozostawałem w tle.

PiS wystawi teraz kogoś? Może prezydenta Majchrowskiego, ma z nim w końcu koalicję w radzie? Przesunęło się Panu serce na prawo?

- Nie, serce mam zawsze w tym samym miejscu. Zastanawiałem się, kto może być kandydatem PiS. Nie wiem, czy dobrze wymyśliłem, ale wyszło mi, że minister Andrzej Duda z Kancelarii Prezydenta RP. Jeśli mamy teraz ocieplenie wizerunku PiS, to nie może być nikt z bojowników.

Skoro da się ocieplić wizerunek Jarosława Kaczyńskiego, to może w Krakowie dałoby się to zrobić w przypadku Zbigniewa Ziobry i go wystawić.

- Nie bardzo sobie wyobrażam "ciepłego" Ziobrę.

Będzie Pan ponownie apolitycznym kandydatem z szerokim poparciem z lewa i prawa?

- Na pewno nie będzie w moim komitecie żadnej polityki. Zależy mi natomiast na zbudowaniu w przyszłej kadencji zaplecza w radzie. Ale listy do rady będą układane dopiero pod koniec wakacji.

Otoczy się Pan w przyszłej kadencji tymi samymi wiceprezydentami czy ma Pan w zanadrzu nowych ludzi? Pokaże ich Pan w kampanii?

- Nigdy nie używałem wiceprezydentów jako twarzy do wyborów. Do rady miasta startował tylko prezydent Tadeusz Trzmiel. Reszta do polityki się nie mieszała. By mówić o moim otoczeniu w przyszłej kadencji, muszę najpierw wygrać wybory.

Jak zareagował Pan na pomysł pochowania pary prezydenckiej na Wawelu?

- Przyjąłem decyzję księdza kardynała z pokorą, pamiętając, że w identycznej sytuacji ksiądz biskup Sapieha powiedział Wieniawie, kiedy ten przyjechał w sprawie pochówku Piłsudskiego na Wawelu, takie ładne zdanie: "Lepiej wyrazić zgodę, niż przymuszonym ulec".

Przeczytaj także: Wywiad z Stanisławem Kracikiem



Podziel się

  • 39 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    14 głosów

Reklama

Lata 60. w Nowej Hucie - urbanistyka, architektura i wnętrza

Do 1 lipca 2012 w nowohuckim oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa na os. Słonecznym 16 oglądać można wystawę Nowa przestrzeń. Modernizm w Nowej Hucie.