Wycieczki szkolne w Tatrach bez przewodnika

Barbara Suchy
10.12.2011 , aktualizacja: 09.12.2011 22:51
A A A Drukuj
Turyści nad Morskim Okiem Fot. Marek Podmokły /AG Turyści nad Morskim Okiem
W styczniu z przepisów zniknie obowiązek wynajmowania przewodnika przez szkolne wycieczki ruszające w góry. - Ucierpi na tym bezpieczeństwo dzieci i przyroda - twierdzi Paweł Skawiński, dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego. Porządek w Tatrach musi przywrócić własnym zarządzeniem.
W maju i czerwcu droga do Morskiego Oka pęka w szwach. To w tym okresie w Tatry ruszają tłumnie szkolne wycieczki. Większość ogranicza się do tego wyasfaltowanego kawałka naszych gór, ale są też ambitniejsi, którzy wybierają się na Giewont albo Kościelec.

Do tej pory oprócz opiekuna grupie musiał towarzyszyć przewodnik tatrzański (na terenach górskich parków narodowych i terenach powyżej 1000 m n.p.m.). Taki obowiązek wynikał z wprowadzonego w 1997 roku rozporządzenia do Ustawy o kulturze fizycznej. W styczniu w miejsce tych przepisów wejdzie nowa Ustawa o bezpieczeństwie i ratownictwie w górach. Z tego dokumentu zapis o obowiązkowych przewodnikach dla grup jednak zniknął. Taki obowiązek nie pojawia się też w znowelizowanej Ustawie o usługach turystycznych. - Do tej pory zapis mówił o wszystkich grupach zorganizowanych, ale nigdy nie zdarzyło się nam sprawdzać wycieczki dorosłych. Jednak w przypadku grup młodzieżowych mieliśmy możliwość reagowania. Przeważnie nie musieliśmy karać mandatami, wystarczyła skarga do kuratorium na nauczyciela albo do kurii na księdza, którzy nie przestrzegali zasad. To działało najlepiej - mówi Paweł Skawiński, dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego.

Teraz w takich przypadkach nie będzie mógł reagować, dlatego chce przywrócić obowiązek w Tatrach swoim zarządzeniem. - Nowa ustawa mówi, że za bezpieczeństwo odpowiada organizator terenu, czyli dyrektor parku. Jeśli zdarzy się wypadek, mogę zostać pociągnięty do odpowiedzialności - mówi Skawiński. Obowiązek wynajęcia przewodnika miałby dotyczyć grup poniżej pewnej granicy wiekowej i objąć cały teren TPN.

Dotąd gdy w najgorętszym sezonie szkolnych wycieczek przewodników zaczynało brakować, w góry ruszali tylko ci, którym udało się zarezerwować miejsce w grafiku jednego z nich.

- Jeśli teraz w Polskę pójdzie informacja, że nauczyciel może sam opiekować się grupą młodzieży, na drogę do Morskiego Oka czy na Kalatówki nie będzie się dało wejść, bo będą tak zatłoczone - podkreśla Skawiński.

Przewodnicy dodają, że nawet nie wychodząc wysoko, można się dużo o górach nauczyć. - Po to przez dwa lata się szkolimy, żeby umieć zwrócić uwagę uczestników na ciekawostki dotyczące natury i topografii. W ten sposób chronimy też przyrodę. W Tatry co roku wybiera się kilka milionów turystów, muszą być jakieś ograniczenia, tak jak na autostradzie obowiązuje określona prędkość i znaki. Ten sposób regulowania ruchu turystycznego jest najsubtelniejszy - zaznacza Jakub Brzosko, przewodnik tatrzański.

Dlaczego zapis nie pojawił się w nowej ustawie? Tu zdania są podzielone. - Podczas prac nad ustawą wywiązała się burzliwa dyskusja. Odpowiedzialność za bezpieczeństwo spada na organizatora terenu i organizatora wycieczki, choć nie nakłada na nich żadnego obowiązku. Moim zdaniem takie rozwiązanie nie sprzyja bezpieczeństwu, ale przeforsowali je ratownicy TOPR - mówi Piotr Van der Coghen, poseł PO, przewodniczący podkomisji, która pracowała nad ustawą.

Jan Krzysztof, naczelnik TOPR, tłumaczy: - Im wyżej w góry, tym mniej powinno być twardego prawa. Tę kwestię można uregulować zarządzeniem dyrektora TPN. Tak było kiedyś, zanim weszło w życie rozporządzenie.

Problem w tym, że nie ma pewności, jak takie rozporządzenie sformułować. - Sprawdzamy tę kwestię, żeby nie stworzyć bubla prawnego - mówi Skawiński.

Są też tacy, którzy uważają, że obowiązek korzystania z pomocy przewodników powinien zostać całkowicie zniesiony. Swoje działania połączyli w ramach akcji społecznej "Wolne Przewodnictwo". Nakaz wynajmowania przewodnika przez grupy zorganizowane nazywają zabronioną, nieuczciwą praktyką rynkową i nierównym traktowaniem turystów. Według nich takie przepisy szkodzą też samym przewodnikom. "Świadczenia (przewodników) są postrzegane wyłącznie jako utrudnienie i niechciany administracyjny przymus, a nie urozmaicenie wizyty w Parku. (...) Powinny być jedynie informacje zachęcające do dobrowolnego korzystania z ich usług" - pisze Maciej Zimowski, koordynator akcji, w otwartym liście do dyrektora TPN. "Jeżeli istnieją problemy z nadmierną liczbą i niestosownym zachowaniem zwiedzających, można stymulować ich ruch, np. poprzez zwiększenie opłat, zamykanie części szlaków, zaostrzenie kontroli" - dodaje.

Tragedia w 2003 roku

Zwolennicy utrzymania obowiązku wynajmowania przewodnika przez szkolne wycieczki przywołują najtragiczniejszy wypadek, jaki zdarzył się po polskiej stronie Tatr. W styczniu 2003 roku na grupę licealistów w drodze na Rysy zeszła lawina. Ośmioro zginęło wciśniętych przez masy śniegu do Czarnego Stawu. Uczniowie (w wieku od 16 do 18 lat) liceum w Tychach w góry poszli pod opieką nauczyciela geografii i założyciela klubu Pion - Mirosława Szumnego. Choć w późniejszym procesie sąd uznał, że lawina zeszła samoistnie, to Szumny został skazany na dwa lata więzienia. - Nie wiemy, co by się stało, gdyby z grupą był przewodnik. Lawiny by nie zatrzymał, ale być może w pewnym momencie stwierdziłby, że trzeba zawrócić - uważa Jakub Brzosko, przewodnik tatrzański. Dodaje, że w takich sytuacjach to przewodnik bierze odpowiedzialność za bezpieczeństwo nieletnich uczestników wyprawy.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 30 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

  • Wycieczki szkolne w Tatrach bez przewodnika poborowy102 11.12.11, 02:50

    szlaki w Tatrach powinny być zabezpieczone lub lepiej zabezpieczone (bo niektóre są, ale kiepsko). To nie może być tak, ze ktoś się tylko potknie i traci życie.»