Dlaczego turyści lekceważą Babią Górę?

Dominika Maciejasz
23.01.2012 , aktualizacja: 23.01.2012 12:46
A A A Drukuj
Zawoja, przełęcz pod Babią Górą fot. Adam Golec / AG Zawoja, przełęcz pod Babią Górą
Chcieli zdobyć najwyższy szczyt w Beskidach Zachodnich. Ale przy słabej widoczności, dwójce w skali zagrożenia lawinowego i huraganowym wietrze nie pomogli doświadczeni przewodnicy i profesjonalny ekwipunek. Gdyby nie wielka akcja goprowców, wyprawa na Babią Górę mogła zakończyć się tragicznie.
Akcję ratunkową relacjonowały podczas minionego weekendu wszystkie media. Zagrożone było życie prawie 30 osób (przeczytaj więcej o akcji ratowniczej). O pułapkach zmienności pogody zimą w górach, kulisach akcji ratowniczej na Babiej i Baraniej Górze rozmawiamy z naczelnikiem grupy beskidzkiej GOPR, Jerzym Siodłakiem.

Dominika Maciejasz: Jak długo trwała akcja ratownicza?

Jerzy Siodłak, naczelnik beskidzkiego GOPR-u: Nasi ludzie pracowali od soboty od godziny 17 do niedzieli do 14. W sumie do akcji zaangażowaliśmy 60 ratowników i sześć skuterów. To są olbrzymie siły i środki.

Z Babiej Góry sprowadziliście 27 osób. Czy w tej grupie były osoby, które koordynowały wycieczkę, miały uprawnienia przewodników?

- Tak. Jedna z osób miała listę uczestników wycieczki. W grupie było też kilku przewodników górskich. Dodam, że uczestnicy wycieczki pochodzą z Bielska-Białej i Żywca. Tym bardziej dziwi, że wykwalifikowane osoby, które znają Beskidy i wiedzą, że to nie są pagórki, po których się spaceruje, postanowiły pokazać góry akurat w takich warunkach.

Jakie warunki panowały w sobotę w Beskidach?

- Trudne. Przyznam, że rzadko się takie zdarzają. Wiał silny, wręcz huraganowy wiatr, intensywnie padał śnieg. Ratownicy, którzy pokonywali odcinek trasy na skuterach, po chwili meldowali mi, że ich ślady całkowicie zawiało. Dodatkowym utrudnieniem była noc i ograniczona widoczność. Śniegu leżało mniej więcej dwa, dwa i pół metra. W zwykłych butach pokonanie tej trasy było niemożliwe, każdy krok kosztował wiele wysiłku.

Czy w takich warunkach powinno się wybierać na szczyt, jakim jest Babia Góra?

- Przy takich warunkach, kiedy zbliża się front, zawsze odradzamy wycieczki, bo są zbyt ryzykowne. Chyba że jest to szlak spacerowy, ale dopiero, kiedy dostaniemy informację, że trasa jest przejezdna. Apelujemy do rozsądku, ale ludzie nie zawsze nas słuchają. Może to nonszalancja, brak wyobraźni, a może z telefonami komórkowymi czują się pewniej? Ale to jest złudne.

Co tak naprawdę wydarzyło się w sobotę na Babiej Górze? Część grupy postanowiła nocować, a część chciała wracać.

- To dopiero będziemy wyjaśniać. Rzeczywiście, panował straszny chaos. Jedni wzywali pomocy, inni próbowali schodzić na własną rękę, jeszcze inni postanowili biwakować mimo warunków ekstremalnych. Do godziny 1.30 w nocy robiliśmy bilans osób, które już zostały sprowadzone w bezpieczne miejsce, a które nie, i ciągle mieliśmy wątpliwości.

Część osób wymagała hospitalizacji.

- Z 27-osobowej grupy najbardziej ucierpiało małżeństwo i oni jako jedyni nie byli uczestnikami tej, nazwijmy to umownie, "zorganizowanej" wycieczki. To osoby w wieku około 40 lat. Byli wyczerpani, nie mogli iść o własnych siłach, zwoziliśmy ich na noszach. W ciężkim stanie była też dziewczyna z trójki słowackich turystów, którzy wyruszyli na Baranią Górę. U niej zaczęły się już odmrożenia. W sumie poważnej pomocy medycznej wymaga pięć osób. Ale najważniejsze, że wszyscy żyją.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 39 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów

  • Najwyższy już czas żeby GOPR i TOPR zaczęły guru133 23.01.12, 17:48

    wystawiać nierozważnym turystom słone rachunki za takie jak ta akcje. A poza tym należało by się zastanowić nad cofnięciem licencji tym przewodnikom, którzy godzą się w takich warunkach »