Jak Zakopane nawarzyło sobie piwa
2009-08-08
, aktualizacja: 07.08.2009 23:04
Już niedługo turyści mogą mieć kłopot ze znalezieniem na zakopiańskich Krupówkach lokalu, w którym napiją się piwa. Strefą wolną od pijaństwa - jak mówią złośliwie górale - może stać się także Gubałówka.
ZOBACZ TAKŻE
- Tygodnik się rodzi, Podhale truchleje (26-12-09, 15:00)
- Chcą nam zabetonować Dunajec! (10-10-09, 07:00)
- Zakopane: turystów dużo, dutków mało (26-07-09, 22:07)
- Fasiongi dotarły z Krakowa pod Tatry (19-07-09, 22:20)
SERWISY
W Zakopanem trwają gorączkowe prace nad nową uchwałą regulującą zasady sprzedaży alkoholu. Utrzymanie obecnych przepisów może się skończyć wprowadzeniem prohibicji w najpopularniejszej części miasta.
- Ośmieszamy się w całej Polsce. Jaka prohibicja w Zakopanem?! Nigdy jej nie było i nikt jej tu nie chce - denerwuje się zakopiański radny Jerzy Zacharko, były wiceburmistrz miasta, kiedy pytamy go o absurdalne miejskie przepisy, których egzekucja grozi odebraniem koncesji na sprzedaż alkoholu ponad 20 przedsiębiorcom z okolic Krupówek. - Tę uchwałę trzeba zmienić. Burmistrz Janusz Majcher nie zapanował nad sytuacją i dał Samborowi i Figlowi pole do popisu - mówi radny.
Odnosi się do działalności swoich kolegów z zakopiańskiej rady miasta. Józef Figiel i Piotr Sambor (redaktor naczelny radia Alex) toczą od lat wojnę z pijaństwem w stolicy Tatr. To oni byli głównymi orędownikami zaostrzenia przepisów dotyczących licencji na sprzedaż alkoholu. Uchwała, którą przeforsowali w ub.r., przewiduje, że alkoholu nie można sprzedawać w odległości mniejszej niż 100 m od dworców, kościołów, szkół, przedszkoli oraz schronisk młodzieżowych, internatów i świetlic. Zmienił się także sposób mierzenia odległości. Dawniej liczył się pomiar od drzwi do drzwi, dziś od granicy działki do granicy drugiej. W ten sposób w "strefie wolnej od pijaństwa" - jak złośliwie komentują górale - znalazło się nieoczekiwanie ponad 20 lokali z okolic Krupówek.
Ograniczenia mogą dotknąć m.in. ponadstuletniej Karczmy u Wnuka, hotelu Sabała albo Gazdowej Kuźni u wylotu Krupówek. Większość licencji na alkohol zacznie wygasać pod koniec roku, a obecnie obowiązujące przepisy nie pozwolą ich przedłużyć. - Dla większości takich miejsc oznacza to śmierć - twierdzą zgodnie właściciele knajp.
Restauratorzy o restrykcyjnej uchwale wyrażają się ostro: - To absurd i porażka władz miasta. Na całym świecie nie ma kurortu, który miałby tak ostre przepisy antyalkoholowe - denerwuje się jeden z nich. - Radni kopią sobie dołek, do którego wpadną w następnych wyborach samorządowych. Co to za gospodarze, którzy pozbawiają swoje miasto jednego z głównych źródeł dochodów? - dodaje inny.
Ci, których prohibicja ominie, cieszą się, że przepisy nie są bardziej restrykcyjne. - Był pomysł, żeby to nieszczęsne 100 m liczyć również od gabinetów lekarskich czy stomatologicznych. Gdyby rada rzeczywiście wprowadziła je w życie, musiałbym zwijać interes - mówi właściciel klubu w centrum miasta.
Sytuacja wielu lokali poza Krupówkami nie jest jednak lepsza. Interpretacja prawna feralnej uchwały za dworce uznaje również przystanki na ulicy oraz stacje wyciągów narciarskich. - W ten sposób trzeba by zlikwidować sprzedaż alkoholu na Gubałówce - wzdycha Janusz Majcher, burmistrz Zakopanego.
Majcher nie jest jednak bez winy - tak przynajmniej twierdzi Jerzy Zacharko. - Od 1995 r. obowiązywała uchwała, która nikomu nie wadziła. W każdym z zagrożonych dziś lokali można było sprzedawać alkohol. No i w 2005 r. się zaczęło - mówi Zacharko. Janusz Majcher był wtedy radnym i jednocześnie właścicielem lokalu (odkąd jest burmistrzem Zakopanego pozbył się udziałów w firmie), który znajdował się zbyt blisko kościoła. Licencji nie mógł więc dostać. - Zgłosił propozycję zmiany uchwały. Ale pomysł wtedy nie przeszedł - wspomina Zacharko. - Po ostatnich wyborach Majcher został burmistrzem, z większością w radzie. Spróbował więc jeszcze raz zmienić uchwałę o licencjach na alkohol - na bardziej liberalną. Wyszło jednak odwrotnie niż chciał, uchwała została zaostrzona - opowiada Zacharko.
Majcher przyznaje, że jego próby skończyły się pogorszeniem sytuacji. Zapewnia jednak, że poradzi sobie z problemem. - Przygotowujemy nowe przepisy wzorowane na rozwiązaniach z Częstochowy i Krakowa. Tam jest mnóstwo kościołów i wiele lokali. Jakoś sobie z tą kwestią poradzono. Mam nadzieję, że jesienią uda się nową uchwałę wprowadzić w życie - obiecuje Majcher. W Krakowie ograniczenie odległości od kościołów czy szkół nie obowiązuje w obrębie Plant, a poza nimi nie dotyczy przedsiębiorców, którzy prowadzili sprzedaż alkoholu przed powstaniem instytucji wymienionych w uchwale.
- Zagłosuję za. Ale przepisy muszą być rozsądne - zastrzega Zacharko.
- Ośmieszamy się w całej Polsce. Jaka prohibicja w Zakopanem?! Nigdy jej nie było i nikt jej tu nie chce - denerwuje się zakopiański radny Jerzy Zacharko, były wiceburmistrz miasta, kiedy pytamy go o absurdalne miejskie przepisy, których egzekucja grozi odebraniem koncesji na sprzedaż alkoholu ponad 20 przedsiębiorcom z okolic Krupówek. - Tę uchwałę trzeba zmienić. Burmistrz Janusz Majcher nie zapanował nad sytuacją i dał Samborowi i Figlowi pole do popisu - mówi radny.
Odnosi się do działalności swoich kolegów z zakopiańskiej rady miasta. Józef Figiel i Piotr Sambor (redaktor naczelny radia Alex) toczą od lat wojnę z pijaństwem w stolicy Tatr. To oni byli głównymi orędownikami zaostrzenia przepisów dotyczących licencji na sprzedaż alkoholu. Uchwała, którą przeforsowali w ub.r., przewiduje, że alkoholu nie można sprzedawać w odległości mniejszej niż 100 m od dworców, kościołów, szkół, przedszkoli oraz schronisk młodzieżowych, internatów i świetlic. Zmienił się także sposób mierzenia odległości. Dawniej liczył się pomiar od drzwi do drzwi, dziś od granicy działki do granicy drugiej. W ten sposób w "strefie wolnej od pijaństwa" - jak złośliwie komentują górale - znalazło się nieoczekiwanie ponad 20 lokali z okolic Krupówek.
Ograniczenia mogą dotknąć m.in. ponadstuletniej Karczmy u Wnuka, hotelu Sabała albo Gazdowej Kuźni u wylotu Krupówek. Większość licencji na alkohol zacznie wygasać pod koniec roku, a obecnie obowiązujące przepisy nie pozwolą ich przedłużyć. - Dla większości takich miejsc oznacza to śmierć - twierdzą zgodnie właściciele knajp.
Restauratorzy o restrykcyjnej uchwale wyrażają się ostro: - To absurd i porażka władz miasta. Na całym świecie nie ma kurortu, który miałby tak ostre przepisy antyalkoholowe - denerwuje się jeden z nich. - Radni kopią sobie dołek, do którego wpadną w następnych wyborach samorządowych. Co to za gospodarze, którzy pozbawiają swoje miasto jednego z głównych źródeł dochodów? - dodaje inny.
Ci, których prohibicja ominie, cieszą się, że przepisy nie są bardziej restrykcyjne. - Był pomysł, żeby to nieszczęsne 100 m liczyć również od gabinetów lekarskich czy stomatologicznych. Gdyby rada rzeczywiście wprowadziła je w życie, musiałbym zwijać interes - mówi właściciel klubu w centrum miasta.
Sytuacja wielu lokali poza Krupówkami nie jest jednak lepsza. Interpretacja prawna feralnej uchwały za dworce uznaje również przystanki na ulicy oraz stacje wyciągów narciarskich. - W ten sposób trzeba by zlikwidować sprzedaż alkoholu na Gubałówce - wzdycha Janusz Majcher, burmistrz Zakopanego.
Majcher nie jest jednak bez winy - tak przynajmniej twierdzi Jerzy Zacharko. - Od 1995 r. obowiązywała uchwała, która nikomu nie wadziła. W każdym z zagrożonych dziś lokali można było sprzedawać alkohol. No i w 2005 r. się zaczęło - mówi Zacharko. Janusz Majcher był wtedy radnym i jednocześnie właścicielem lokalu (odkąd jest burmistrzem Zakopanego pozbył się udziałów w firmie), który znajdował się zbyt blisko kościoła. Licencji nie mógł więc dostać. - Zgłosił propozycję zmiany uchwały. Ale pomysł wtedy nie przeszedł - wspomina Zacharko. - Po ostatnich wyborach Majcher został burmistrzem, z większością w radzie. Spróbował więc jeszcze raz zmienić uchwałę o licencjach na alkohol - na bardziej liberalną. Wyszło jednak odwrotnie niż chciał, uchwała została zaostrzona - opowiada Zacharko.
Majcher przyznaje, że jego próby skończyły się pogorszeniem sytuacji. Zapewnia jednak, że poradzi sobie z problemem. - Przygotowujemy nowe przepisy wzorowane na rozwiązaniach z Częstochowy i Krakowa. Tam jest mnóstwo kościołów i wiele lokali. Jakoś sobie z tą kwestią poradzono. Mam nadzieję, że jesienią uda się nową uchwałę wprowadzić w życie - obiecuje Majcher. W Krakowie ograniczenie odległości od kościołów czy szkół nie obowiązuje w obrębie Plant, a poza nimi nie dotyczy przedsiębiorców, którzy prowadzili sprzedaż alkoholu przed powstaniem instytucji wymienionych w uchwale.
- Zagłosuję za. Ale przepisy muszą być rozsądne - zastrzega Zacharko.
- 56 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
12 głosów
-
Jak Zakopane nawarzyło sobie piwa
ramboost
08.08.09, 13:34
Uchwała jest dobra. Ludzie przestaną przyjeżdżać do Zakopanego i ceny spadną.Wtedy uchwałę zniosą i wszystko wróci do normy. Tyle, że z innymi radnymi.»
-
No to siup - inną uchwałę!
j-50
08.08.09, 16:51
Zlikwidować tam świetlice, przedszkola, szkoły i kościoły lub przenieść je do lasu. I sprawa się sama ureguluje.»
-
polskie goje nie będą miały
don-vito-corleone
09.08.09, 02:08
się gdzie nawalić? »
Najczęściej czytane24 htydzień
Reklama

Lata 60. w Nowej Hucie - urbanistyka, architektura i wnętrza
Do 1 lipca 2012 w nowohuckim oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa na os. Słonecznym 16 oglądać można wystawę Nowa przestrzeń. Modernizm w Nowej Hucie.





