A co w Beskidach?
2010-01-18
, aktualizacja: 18.01.2010 14:50
Już od dawna nie samym Podhalem narciarze żyją... Uświadomił to nam kolega, który zatelefonował do nas z Wierchomli. Oto, co usłyszeliśmy.
ZOBACZ TAKŻE
- Subiektywny przewodnik po narciarskich stokach (18-01-10, 15:01)
RAPORTY
- W Beskidzie Sądeckim jest kilka miejsc, gdzie można dobrze pojeździć na nartach. Jaworzyna Krynicka, Słotwiny, Muszyna-Wierchomla to największe stacje narciarskie. Na pierwsze w tym sezonie zjazdy wybrałem ostatnią. W muszyńskim Szczawniku (ok. 5 km od centrum uzdrowiska) od zeszłego roku kursuje kolejka krzesełkowa i wyciąg na Pustą Wielką. Góra dzieli narciarski ośrodek na dwie części. Cienka pokrywa śnieżna pod szczytem nie pozwala poczuć pełnej frajdy z szusowania. Otwarta jest tylko dolna część trasy obok kolejki. Nie działa talerzyk, którym chciałem dostać się na szczyt Pustej i zjechać łagodną nartostradą na drugą stronę stacji - do Wierchomli.
Po kilku zjazdach w Szczawniku ruszam autem na drugą stronę góry. Podróż do Wierchomli zajmuje niespełna pół godziny. 30-kilometrowa droga wije się m.in. wzdłuż malowniczego przełomu Popradu. Dawna łemkowska wioska wita kamieniołomem, po kilku kilometrach wyłania się luksusowy ośrodek spa. Wzdłuż drogi ciągnie się obszerny, bezpłatny parking. Centrum stacji narciarskiej wygląda jak mały kurort podhalańsko-alpejski z domkami i wyciągami rozsianymi na stokach. Nie brakuje stylowych drewnianych budowli. Karczma w połemkowskiej chałupie serwuje m.in. smakowitą kwaśnicę. Najdłuższa, ponadpółtorakilometrowa kolejka wiezie mnie prawie kwadrans na górę. Nieco przemarznięty kieruję się na główną trasę koło kolejki. Po południu szczególnie w dolnej, stromej części szerokiego stoku roi się od muld. Bardziej niż jazda na nartach kusi wizyta w drewnianej chacie w połowie trasy (nieopodal snowparku). Parę łyków grzańca stawia na nogi. Mgła zasłania panoramę doliny. Wierchomlę opuszczam z niedosytem i mocnym postanowieniem powrotu.
Po kilku zjazdach w Szczawniku ruszam autem na drugą stronę góry. Podróż do Wierchomli zajmuje niespełna pół godziny. 30-kilometrowa droga wije się m.in. wzdłuż malowniczego przełomu Popradu. Dawna łemkowska wioska wita kamieniołomem, po kilku kilometrach wyłania się luksusowy ośrodek spa. Wzdłuż drogi ciągnie się obszerny, bezpłatny parking. Centrum stacji narciarskiej wygląda jak mały kurort podhalańsko-alpejski z domkami i wyciągami rozsianymi na stokach. Nie brakuje stylowych drewnianych budowli. Karczma w połemkowskiej chałupie serwuje m.in. smakowitą kwaśnicę. Najdłuższa, ponadpółtorakilometrowa kolejka wiezie mnie prawie kwadrans na górę. Nieco przemarznięty kieruję się na główną trasę koło kolejki. Po południu szczególnie w dolnej, stromej części szerokiego stoku roi się od muld. Bardziej niż jazda na nartach kusi wizyta w drewnianej chacie w połowie trasy (nieopodal snowparku). Parę łyków grzańca stawia na nogi. Mgła zasłania panoramę doliny. Wierchomlę opuszczam z niedosytem i mocnym postanowieniem powrotu.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień



