Punkt informacji miejskiej dla wybranych
05.05.2011
, aktualizacja: 04.05.2011 21:29
Krakowskie Biuro Festiwalowe reklamuje jedną firmę oferującą turystom wycieczki poza Kraków. - Zapłacili, a my zagwarantowaliśmy im wyłączność - wyjaśniają pracownicy KBF. W branży turystycznej zawrzało: - Taka postawa instytucji miejskiej jest niesprawiedliwa
ZOBACZ TAKŻE
- Sopocka plaża w Krakowie, krakowski hejnał w Sopocie (05-05-11, 19:58)
- Płoty znów oszpecają wizytówkę miasta (03-05-11, 22:55)
- Kraków poza turystyczną ekstraklasą (19-04-11, 23:00)
- Kraków w 850 panoramicznych zdjęciach (16-04-11, 05:00)
- Czym teraz Kraków będzie wabił turystów (13-04-11, 07:00)
- Anglicy wrócili do Krakowa. A z nimi problemy (06-04-11, 10:00)
- W podziemnym centrum handel przymiera (06-04-11, 09:00)
Pan Mariusz, właściciel firmy wożący turystów m.in. do byłego nazistowskiego obozu Auschwitz-Birkenau, chciał jak co roku w jednym z punktów Sieci Informacji Miejskiej zostawić ulotki o swych usługach. Przygotował 200 zł - tyle do tej pory płacił za umieszczenie na miesiąc reklam na stojaku. Zostawienie ulotki na ladzie było droższe o 300 zł. - Osłupiałem, kiedy pracownica powiedziała mi, że nie mogę się już u nich reklamować. Dodała, że od tego roku może to robić tylko jedna firma, a powodem zmian miało być "zdezorientowanie turystów mnogością ofert" - mówi.
Punkty informacji miejskiej prowadzi Krakowskie Biuro Festiwalowe, które - jak się okazało - podpisało umowę z jednym touroperatorem na reklamowanie jego usług. - Musimy zarabiać, by utrzymać punkty sieci informacji. Do tej pory nasze przychody nie przekraczały kilku tysięcy złotych, teraz zarabiamy kilkadziesiąt tysięcy. Do negocjacji w sprawie wyłonienia firmy zaprosiliśmy wszystkich touroperatorów, ale jedynie ta firma była otwarta na współpracę. Na dodatek zaproponowała umowę całoroczną i dobre warunki finansowe - mówi Aleksandra Nalepa z biura prasowego KBF.
W umowie z firmą SeeKrakow miejska spółka zobowiązała się zagwarantować jej wyłączność na reklamowanie usług w punktach informacji miejskiej. Ile to kosztowało? KBF odmówiło odpowiedzi, zasłaniając się tajemnicą handlową.
Touroperatorzy - duże firmy nie tylko dowożące turystów do Auschwitz czy Kopalni Soli w Wieliczce, ale też oferujące im swoich przewodników, którzy przystąpili do negocjacji - zrezygnowali z negocjacji, gdy usłyszeli o warunkach finansowych stawianych przez KBF. - Wycofaliśmy się, bo nie byliśmy w stanie sprostać progowi finansowemu, jaki postawiło KBF. Rozmowy nie dotyczyły jakości usług czy różnorodności oferty, ale przede wszystkim pieniędzy - mówi Anna Jędracka z Cracow Tours.
Przeciwko wprowadzeniu tych zmian buntują się też mali przedsiębiorcy. - Żyję z tych wycieczek. Co takiego zaoferowała firma SeeKrakow, że nawet nie chcą ode mnie pieniędzy za wynajem miejsca na stojaku? I czy to jest zgodne z prawem, że tę firmę wyłoniono bez przetargu? - irytuje się pan Mariusz. - Ta firma została wybrana w wieloetapowych negocjacjach w trybie ofert konkurencyjnych - odpowiada Nalepa.
Przedstawiciele SeeKrakow nie kryją, podobnie jak pozostali touroperatorzy, że negocjacje z KBF zaczęły się od twardych żądań finansowych, oraz że zdają sobie sprawę z rozżalenia konkurencji. - Prowadziliśmy wcześniej dwa punkty informacji turystycznej, orientujemy się, ile wycieczek się sprzedaje. Przekalkulowaliśmy ofertę KBF i postanowiliśmy zaryzykować - mówi Piotr Pryszcz, współwłaściciel SeeKrakow.
Czy instytucja miejska, która w statucie ma za zadanie informować mieszkańców i turystów o świadczonych dla nich usługach, powinna forować jedną firmę, kierując się wyłącznie względami komercyjnymi? - To jakieś nieporozumienie. Informacja miejska nie może zamykać się do jednego podmiotu, inaczej zaprzecza swojej egzystencji. Poza tym to nieetyczne. Gdyby nas zaproszono do tych negocjacji, protestowalibyśmy przeciwko takiemu rozwiązaniu - mówi Ryszard Sikora, prezes Małopolskiej Izby Turystyki.
Zaskoczenia nie kryje też Grzegorz Stawowy, przewodniczący klubu Platformy Obywatelskiej w radzie miasta: - Rozumiem, że KBF chce zarabiać, ale nie powinno się to wiązać z monopolem na jednego operatora. Ponadto instytucja miejska powinna się liczyć z interesem miasta, a nie z własnymi zyskami. Taki ruch odbije się na branży turystycznej w Krakowie. Z pewnością trzeba tę sytuację wyjaśnić.
Komentarz: To się nie opłaca
Sukiennice, Wawel, dziesiątki pięknych kościołów! Do tego kopce, zaułki, mosty, parki. Gąszcz zabytków, atrakcji i pokus. Żal mi turystów "zdezorientowanych mnogością ofert". I to wszystko na autoryzowanych przez miasto mapach, w legalnych informatorach. Dlatego sugeruję krakowskiej Sieci Informacji Turystycznej korektę mapek i folderów. Spełniając surowe kryteria przepisów o zamówieniach publicznych, niech wybiorą te zabytki, których zwiedzanie najbardziej będzie się urzędowi opłacać. Niech dyrektor Wawelu i dyrektor Muzeum Narodowego staną do "negocjacji w trybie ofert konkurencyjnych" - o zwycięscy poinformuje miejskie biuro informacji turystycznej, a przegrany nie będzie już dezorientował znudzonych konkurencją turystów. Domyślając się intencji zarządzających miejską informacją turystyczną i czując odpowiedzialność za słowo nie mogę jednak w tym miejscu skończyć. Muszę zaznaczyć: żartowałem. A KBF przeholował - rozumiem dziurę w budżecie, rozumiem przedsiębiorczość, ale turysta, który przychodzi do miejskiej informacji, powinien dostać obiektywną wiedzę o mieście, również o prywatnych firmach - biurach turystycznych, hotelach, przewoźnikach. Komercjalizowanie tej informacji przez miasto to oszukiwanie turystów, którzy szybko to zauważą. Taka polityka się miastu nie opłaca.
Wojciech Pelowski
Punkty informacji miejskiej prowadzi Krakowskie Biuro Festiwalowe, które - jak się okazało - podpisało umowę z jednym touroperatorem na reklamowanie jego usług. - Musimy zarabiać, by utrzymać punkty sieci informacji. Do tej pory nasze przychody nie przekraczały kilku tysięcy złotych, teraz zarabiamy kilkadziesiąt tysięcy. Do negocjacji w sprawie wyłonienia firmy zaprosiliśmy wszystkich touroperatorów, ale jedynie ta firma była otwarta na współpracę. Na dodatek zaproponowała umowę całoroczną i dobre warunki finansowe - mówi Aleksandra Nalepa z biura prasowego KBF.
W umowie z firmą SeeKrakow miejska spółka zobowiązała się zagwarantować jej wyłączność na reklamowanie usług w punktach informacji miejskiej. Ile to kosztowało? KBF odmówiło odpowiedzi, zasłaniając się tajemnicą handlową.
Touroperatorzy - duże firmy nie tylko dowożące turystów do Auschwitz czy Kopalni Soli w Wieliczce, ale też oferujące im swoich przewodników, którzy przystąpili do negocjacji - zrezygnowali z negocjacji, gdy usłyszeli o warunkach finansowych stawianych przez KBF. - Wycofaliśmy się, bo nie byliśmy w stanie sprostać progowi finansowemu, jaki postawiło KBF. Rozmowy nie dotyczyły jakości usług czy różnorodności oferty, ale przede wszystkim pieniędzy - mówi Anna Jędracka z Cracow Tours.
Przeciwko wprowadzeniu tych zmian buntują się też mali przedsiębiorcy. - Żyję z tych wycieczek. Co takiego zaoferowała firma SeeKrakow, że nawet nie chcą ode mnie pieniędzy za wynajem miejsca na stojaku? I czy to jest zgodne z prawem, że tę firmę wyłoniono bez przetargu? - irytuje się pan Mariusz. - Ta firma została wybrana w wieloetapowych negocjacjach w trybie ofert konkurencyjnych - odpowiada Nalepa.
Przedstawiciele SeeKrakow nie kryją, podobnie jak pozostali touroperatorzy, że negocjacje z KBF zaczęły się od twardych żądań finansowych, oraz że zdają sobie sprawę z rozżalenia konkurencji. - Prowadziliśmy wcześniej dwa punkty informacji turystycznej, orientujemy się, ile wycieczek się sprzedaje. Przekalkulowaliśmy ofertę KBF i postanowiliśmy zaryzykować - mówi Piotr Pryszcz, współwłaściciel SeeKrakow.
Czy instytucja miejska, która w statucie ma za zadanie informować mieszkańców i turystów o świadczonych dla nich usługach, powinna forować jedną firmę, kierując się wyłącznie względami komercyjnymi? - To jakieś nieporozumienie. Informacja miejska nie może zamykać się do jednego podmiotu, inaczej zaprzecza swojej egzystencji. Poza tym to nieetyczne. Gdyby nas zaproszono do tych negocjacji, protestowalibyśmy przeciwko takiemu rozwiązaniu - mówi Ryszard Sikora, prezes Małopolskiej Izby Turystyki.
Zaskoczenia nie kryje też Grzegorz Stawowy, przewodniczący klubu Platformy Obywatelskiej w radzie miasta: - Rozumiem, że KBF chce zarabiać, ale nie powinno się to wiązać z monopolem na jednego operatora. Ponadto instytucja miejska powinna się liczyć z interesem miasta, a nie z własnymi zyskami. Taki ruch odbije się na branży turystycznej w Krakowie. Z pewnością trzeba tę sytuację wyjaśnić.
Komentarz: To się nie opłaca
Sukiennice, Wawel, dziesiątki pięknych kościołów! Do tego kopce, zaułki, mosty, parki. Gąszcz zabytków, atrakcji i pokus. Żal mi turystów "zdezorientowanych mnogością ofert". I to wszystko na autoryzowanych przez miasto mapach, w legalnych informatorach. Dlatego sugeruję krakowskiej Sieci Informacji Turystycznej korektę mapek i folderów. Spełniając surowe kryteria przepisów o zamówieniach publicznych, niech wybiorą te zabytki, których zwiedzanie najbardziej będzie się urzędowi opłacać. Niech dyrektor Wawelu i dyrektor Muzeum Narodowego staną do "negocjacji w trybie ofert konkurencyjnych" - o zwycięscy poinformuje miejskie biuro informacji turystycznej, a przegrany nie będzie już dezorientował znudzonych konkurencją turystów. Domyślając się intencji zarządzających miejską informacją turystyczną i czując odpowiedzialność za słowo nie mogę jednak w tym miejscu skończyć. Muszę zaznaczyć: żartowałem. A KBF przeholował - rozumiem dziurę w budżecie, rozumiem przedsiębiorczość, ale turysta, który przychodzi do miejskiej informacji, powinien dostać obiektywną wiedzę o mieście, również o prywatnych firmach - biurach turystycznych, hotelach, przewoźnikach. Komercjalizowanie tej informacji przez miasto to oszukiwanie turystów, którzy szybko to zauważą. Taka polityka się miastu nie opłaca.
Wojciech Pelowski
- 26 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
Nie wolno dezorjętować turystów! To jest zbrodnia!
anteas
05.05.11, 09:15
Dla tego proponuję wybrać jeden zabytek do zwiedzania, a resztę zrównać z ziemią! I nie będą zbrodniczo dezoriętować biednych turystów. A tereny odzyskane po zbędnych zabytkach sprzedać z »
-
Re: Punkt informacji miejskiej dla wybranych
aaanim
05.05.11, 09:41
nie dramatyzujcie, naprawdę robi Wam to jakąś różnicę? interesowało Was wcześniej kto w info. miejskich sprzedawał wycieczki? wszystkie te wyjazdy są takie same, przeznaczone dla »
-
Helbin - i wszystko jasne
oldtime
06.05.11, 23:49
Odkąd Izabela Helbin została szefową KBF, wraz z mężem zamienia tą instytucję powoli w prywatny folwark. A co najlepsze jest nie do ruszenia. Sprawa jest tak oczywista, że nie ma nawet co o »
Najczęściej czytane24 htydzień





