Bezzałogowy helikopter z Krakowa zdobywa świat
03.03.2010
, aktualizacja: 04.03.2010 12:41
Pierwszy polski helikopter monitorujący wyprzedził technologicznie maszyny dostępne na rynku, a w dodatku jest kilka razy tańszy. Krakowskim wynalazkiem interesują się instytucje w Polsce i za granicą.
ZOBACZ TAKŻE
- Studenci już się bawią. Zepsuli tramwaj linii 4? (07-05-10, 10:24)
- Kobiety na studiach technicznych to prawdziwe rodzynki (23-04-10, 19:32)
- Unijne centrum badań nad energią z AGH na czele (25-06-10, 23:00)
- Wynalazek fizyków z UJ obniży ceny tomografów o połowę (11-05-10, 06:00)
- Studenci urządzają imprezy w tramwajach (01-03-10, 23:40)
- Krakowscy studenci marzną w swoich pokojach (15-02-10, 02:00)
- Studenci biją się o akademiki, kolejki jak za komuny (25-05-10, 09:00)
- Młodzi najchętniej garną się do architektury (29-03-10, 07:00)
- Wolne zawody w Krakowie, kariera w Warszawie (04-03-10, 00:18)
Niewielki helikopter zbudowany na Akademii Górniczo-Hutniczej przez doktoranta Grzegorza Chmaja może obserwować teren nawet w najcięższych warunkach pogodowych. Na patrol może zabrać ponad 6 kg kamer i czujników, odlatując na odległość 10 km od centrum sterowania i przekazując obraz z wysokości nawet 1000 m. To, co robot zobaczy okiem kamery, może być pomocne nie dla wojska, policji czy służb ratowniczych, ale także dla straży przemysłowej na terenie dużych zakładów, wymagających stałego dozoru technicznego. Robot może przesłać także informacje o pożarach czy nieprawidłowo odśnieżonych dachach do odpowiednich służb miejskich.
Operator robota siedzi w naziemnym pomieszczeniu, widząc dokładnie to, co śledzi kamera za pomocą specjalnych okularów, i sterując jej ruchami za pomocą ruchów głowy.
- Robot może mieć wiele zastosowań, wszystko zależy od urządzeń, jakie w nim zostaną zamontowane - mówi prof. Tadeusz Uhl, opiekun merytoryczny projektu. - Największą zaletą aparatu jest to, że sam potrafi wystartować i wylądować, czego dotychczas dostępne konstrukcje nie potrafią. Do tego osoba obsługująca nie musi przechodzić długotrwałego szkolenia z pilotowania śmigłowca. Do obsługi naszego robota wystarczy zwykły komputer i tydzień szkolenia, koszty zaś jednego patrolu są nieporównywalnie niższe w stosunku do przelotu prawdziwego helikoptera patrolującego.
- To jest jedyny w Polsce ukończony i sprawdzony model bezzałogowego robota latającego, który ma formę helikoptera. Jego zbudowanie zajęło mi blisko cztery lata - mówi dr Grzegorz Chmaj z AGH. - W Kanadzie i we Francji odbywałem specjalistyczne szkolenia, a później przez rok doprowadzałem robota do pierwszego startu. Najtrudniejsze, wręcz frustrujące, było opracowanie algorytmów sterujących, bo czasami taki algorytm zawodził i śmigłowiec, który był kilkanaście metrów nad ziemią, myślał, że jest na ziemi i wyłączał silnik - opowiada Chmaj.
Podobne roboty z Izraela, USA czy Japonii są bardziej skomplikowane w obsłudze i dużo droższe, więc po polskiego robota już ustawiają się kolejki nie tylko z Polski, ale także z zagranicy. Obecnie naukowcy pracują nad skonstruowaniem większej wersji urządzenia, z udźwigiem do 15 kg.
Operator robota siedzi w naziemnym pomieszczeniu, widząc dokładnie to, co śledzi kamera za pomocą specjalnych okularów, i sterując jej ruchami za pomocą ruchów głowy.
- Robot może mieć wiele zastosowań, wszystko zależy od urządzeń, jakie w nim zostaną zamontowane - mówi prof. Tadeusz Uhl, opiekun merytoryczny projektu. - Największą zaletą aparatu jest to, że sam potrafi wystartować i wylądować, czego dotychczas dostępne konstrukcje nie potrafią. Do tego osoba obsługująca nie musi przechodzić długotrwałego szkolenia z pilotowania śmigłowca. Do obsługi naszego robota wystarczy zwykły komputer i tydzień szkolenia, koszty zaś jednego patrolu są nieporównywalnie niższe w stosunku do przelotu prawdziwego helikoptera patrolującego.
- To jest jedyny w Polsce ukończony i sprawdzony model bezzałogowego robota latającego, który ma formę helikoptera. Jego zbudowanie zajęło mi blisko cztery lata - mówi dr Grzegorz Chmaj z AGH. - W Kanadzie i we Francji odbywałem specjalistyczne szkolenia, a później przez rok doprowadzałem robota do pierwszego startu. Najtrudniejsze, wręcz frustrujące, było opracowanie algorytmów sterujących, bo czasami taki algorytm zawodził i śmigłowiec, który był kilkanaście metrów nad ziemią, myślał, że jest na ziemi i wyłączał silnik - opowiada Chmaj.
Podobne roboty z Izraela, USA czy Japonii są bardziej skomplikowane w obsłudze i dużo droższe, więc po polskiego robota już ustawiają się kolejki nie tylko z Polski, ale także z zagranicy. Obecnie naukowcy pracują nad skonstruowaniem większej wersji urządzenia, z udźwigiem do 15 kg.
Polecamy także: Dokumenty szpitalne o pacjentach rozrzucone na ulicy oraz inne informacje z Krakowa
- 175 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
238 głosów
-
To pewne ze elyty z S i KORu uwala ten wynalazek
kibic_rudego
04.03.10, 05:30
Kupia od obcych bo bedzie mozna wyjezdzac na delegacje a moze i cos pod stolemkapnie.»
-
boze ratuj przed polskimi wynalazkami
wybitniemadry
04.03.10, 07:04
lecial ale myslal ze jest na ziemi i wylaczal silnik»
-
Kiedy wynalazca ucieknie do cywilizowanego kraju?
placebo99
04.03.10, 11:20
Takiego, co zapewni mu apartament w city, willę nad morzem, Audi Q7, jacht morski i 20k USD pensji miesięcznej?»
Najczęściej czytane24 htydzień






więcej zdjęć