Recepta na antybiotyk? Po dodatkowym badaniu
26.01.2012
, aktualizacja: 25.01.2012 22:34
Lekarze wolą odesłać pacjenta do domu bez refundowanego antybiotyku nawet gdy są pewni, że powinien go brać, niż narazić się na kary NFZ. Dla pacjentów oznacza to tyle, że prawdziwe problemy z lekami z dopłatą zamiast się skończyć, dopiero się zaczynają.
ZOBACZ TAKŻE
- Przepisują antybiotyk bez zniżki, bo obawiają się kar (04-04-12, 10:00)
- Urzędniczki NFZ pozwane za wypowiedzi o kontrakcie (02-04-12, 07:00)
- Hospicjum wyręczy rodziców w kryzysie (18-02-12, 15:00)
- Coraz więcej bezdomnych w szpitalach (16-02-12, 06:00)
- NFZ nie ściga już byłego więźnia obozu (11-02-12, 08:00)
- Bardzo wczesna kolacja w szpitalu. Już o 16 (30-01-12, 09:00)
- Listy. A czy choroba jest nadal przewlekła? (27-01-12, 08:00)
- Audytorzy w szpitalach sposobem na tańsze polisy (20-01-12, 08:00)
- Szpitale kontra polisy. Będzie bojkot ustawy? (16-01-12, 07:00)
- Ceny szpitalnych polis o sto procent w górę (13-01-12, 07:00)
- Oblężone gabinety specjalistów, kolejki po recepty (09-01-12, 08:00)
- Lekarze boją się kar za wystawianie recept (04-01-12, 06:00)
- Rekompensaty za błąd lekarza u wojewody (02-01-12, 23:00)
- Proszą o dowód ubezpieczenia lub odsyłają do lekarzy (02-01-12, 14:30)
- Co dla pacjenta oznacza: refundacja do decyzji NFZ (31-12-11, 09:00)
Ufni w dobre intencje lekarzy pacjenci początkowo z entuzjazmem witali niewypisywanie antybiotyków. Pani Kinga wspomina: - Gardło leczyłam przez trzy tygodnie. Antybiotyk dostałam dopiero na trzeciej wizycie. Początkowo byłam pod wielkim wrażeniem lekarki. - Jak dobrze, że lekarze nie faszerują od razu antybiotykiem, tylko próbują siłami organizmu zwalczyć infekcję - pochwaliłam się mamie. Mama z aprobatą pokiwała głową i zauważyła, że pewno zmieniły się metody leczenia. Ból gardła jednak mi nie minął. Druga wizyta u lekarza zrobiła na mnie jeszcze lepsze wrażenie. Antybiotyku znów na gardło nie dostałam, ale wróciłam do domu ze zwolnieniem lekarskim z pracy. Lekarz kazał leżeć, odpoczywać, dbać o siebie. Marzenie. Problem w tym, że nawet wypoczynek w domu nie przegnał choroby, a gardło bolało tak bardzo, że w nocy zaczynałam się dusić. Podczas trzeciej wizyty powiedziałam lekarzowi, zgodnie z prawdą, że siostra ma ślub i teraz muszę się wreszcie wyleczyć. Dostałam receptę na antybiotyk. Zapłaciłam 30 zł za trzy tabletki. Szybka kuracja szybko pomogła, choć tania nie była.
Takich osób jak pani Kinga, które z gabinetów wychodzą bez recept albo z receptami wyłącznie na pełnopłatne leki, przybywa z każdym dniem. Krakowska lekarka rodzinna wyjaśnia, skąd to się bierze: - Do tej pory, gdy chory zgłaszał się do mnie z bólem gardła i gorączką, wystarczyło, że zajrzałam do gardła i jeśli doświadczenie mówiło mi: "to angina", wypisywałam antybiotyk. Od 1 stycznia receptę na refundowany antybiotyk mogę dać tylko wtedy, gdy jestem pewna, że piszę lek zgodnie z zarejestrowanymi przez jego producenta wskazaniami, czyli wykazem bakterii, które niszczy. I tu zaczyna się problem. Żeby wiedzieć, jaki szczep bakterii wywołał ból gardła, muszę zrobić pacjentowi antybiogram.
To badanie wrażliwości danego drobnoustroju na lek. W Krakowie kosztuje od 40 do 50 zł. Na wyniki trzeba kilka dni czekać. - Jeśli nie zlecę antybiogramu, narażę się na zarzut przepisania leku niezgodnie ze wskazaniami rejestracyjnymi. W razie kontroli z NFZ będę musiała zwrócić refundację i jeszcze zapłacić karę. Różnica w cenie antybiotyku dla chorego to ok. 14 zł z refundacją i ponad 20 bez niej. Jeśli dziennie przyjmuję do 30 pacjentów, to narażam się na kary idące w setki złotych - dodaje lekarka.
Specjaliści z Medycyny Praktycznej podają inne przykłady popularnych antybiotyków, których lekarze boją się przepisywać. Tak jest np. z zinnatem - bez badania bakteriologicznego i antybiogramu tylko z pełną odpłatnością, bo producent wymienił rodzaje bakterii, na które można go stosować. Z kolei przy ciprinolu producent zastrzegł, że bakterie muszą być wrażliwe na cyprofloksacynę. A więc najpierw badanie, potem refundacja.
- To, co się dzieje, wynika z tego durnego przepisu, że refundacja leków jest ograniczona tylko do zarejestrowanych przez producenta wskazań. To prowadzi do sytuacji, że chcąc wyleczyć anginę antybiotykiem z refundacją, chyba będę musiał prosić pacjenta o zgodę na eksperyment medyczny - sprowadza sytuację do absurdu Krzysztof Bukiel, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy. - Wnioskowaliśmy, żeby ten przepis zmienić, ale nikt nas nie słuchał. Dlatego antybiotyki piszemy na sto procent i powoli to staje się problemem nie nas, lekarzy, tylko pacjentów.
Przeciwko tym zapisom protestują też prezesi wszystkich w Polsce towarzystw lekarskich. Chcą, by zmienić go na taki, w którym recepty będzie można pisać, opierając się na aktualnej wiedzy medycznej, za którą urzędnicze rejestry po prostu nie nadążają.
Pani Kinga chore gardło nieskutecznie leczyła przez dwa tygodnie. Przez kilkanaście dni była na zwolnieniu. Potem i tak musiała wziąć antybiotyk. Może i na refundacji leku dla niej budżet zaoszczędził 10 zł, tylko czy per saldo komukolwiek to się opłaciło?
Takich osób jak pani Kinga, które z gabinetów wychodzą bez recept albo z receptami wyłącznie na pełnopłatne leki, przybywa z każdym dniem. Krakowska lekarka rodzinna wyjaśnia, skąd to się bierze: - Do tej pory, gdy chory zgłaszał się do mnie z bólem gardła i gorączką, wystarczyło, że zajrzałam do gardła i jeśli doświadczenie mówiło mi: "to angina", wypisywałam antybiotyk. Od 1 stycznia receptę na refundowany antybiotyk mogę dać tylko wtedy, gdy jestem pewna, że piszę lek zgodnie z zarejestrowanymi przez jego producenta wskazaniami, czyli wykazem bakterii, które niszczy. I tu zaczyna się problem. Żeby wiedzieć, jaki szczep bakterii wywołał ból gardła, muszę zrobić pacjentowi antybiogram.
To badanie wrażliwości danego drobnoustroju na lek. W Krakowie kosztuje od 40 do 50 zł. Na wyniki trzeba kilka dni czekać. - Jeśli nie zlecę antybiogramu, narażę się na zarzut przepisania leku niezgodnie ze wskazaniami rejestracyjnymi. W razie kontroli z NFZ będę musiała zwrócić refundację i jeszcze zapłacić karę. Różnica w cenie antybiotyku dla chorego to ok. 14 zł z refundacją i ponad 20 bez niej. Jeśli dziennie przyjmuję do 30 pacjentów, to narażam się na kary idące w setki złotych - dodaje lekarka.
Specjaliści z Medycyny Praktycznej podają inne przykłady popularnych antybiotyków, których lekarze boją się przepisywać. Tak jest np. z zinnatem - bez badania bakteriologicznego i antybiogramu tylko z pełną odpłatnością, bo producent wymienił rodzaje bakterii, na które można go stosować. Z kolei przy ciprinolu producent zastrzegł, że bakterie muszą być wrażliwe na cyprofloksacynę. A więc najpierw badanie, potem refundacja.
- To, co się dzieje, wynika z tego durnego przepisu, że refundacja leków jest ograniczona tylko do zarejestrowanych przez producenta wskazań. To prowadzi do sytuacji, że chcąc wyleczyć anginę antybiotykiem z refundacją, chyba będę musiał prosić pacjenta o zgodę na eksperyment medyczny - sprowadza sytuację do absurdu Krzysztof Bukiel, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy. - Wnioskowaliśmy, żeby ten przepis zmienić, ale nikt nas nie słuchał. Dlatego antybiotyki piszemy na sto procent i powoli to staje się problemem nie nas, lekarzy, tylko pacjentów.
Przeciwko tym zapisom protestują też prezesi wszystkich w Polsce towarzystw lekarskich. Chcą, by zmienić go na taki, w którym recepty będzie można pisać, opierając się na aktualnej wiedzy medycznej, za którą urzędnicze rejestry po prostu nie nadążają.
Pani Kinga chore gardło nieskutecznie leczyła przez dwa tygodnie. Przez kilkanaście dni była na zwolnieniu. Potem i tak musiała wziąć antybiotyk. Może i na refundacji leku dla niej budżet zaoszczędził 10 zł, tylko czy per saldo komukolwiek to się opłaciło?
- 18 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
9 głosów
-
Recepta na antybiotyk? Po dodatkowym badaniu
alkaseltser
26.01.12, 10:39
Wyjatkowo glupi artykul, ktory nie wiedziec dlaczego nie interesuje sie dobrem spoleczenstwa w masie ani pacjenta jako jednostki a wylacznie lenistwem lekarza. Dla wszystkich lepiej jest aby»
-
W Niemczech piknieciem w palec sie to sprawdza...
4.vice-prezes
26.01.12, 13:36
... na miejscu u lekarza przed wypisaniem przez nia/niego antybiotyku. Po prostu internisci musza sie doposazyc lub dac skierowanie a nie na czuja... W PL jest antybiotykomania, ktora »
Najczęściej czytane24 htydzień






