Trudniej na medycynę. Uboczny skutek ustawy

Iwona Hajnosz
10.02.2012 , aktualizacja: 10.02.2012 16:55
A A A Drukuj
W tym roku na medycynę będzie się trudniej dostać niż kiedykolwiek wcześniej. UJ już zmniejszył liczbę miejsc na tym kierunku o 20 procent, pozostałe uczelnie mogą postąpić podobnie. To odwrotny do zamierzonego efekt zmienionej ustawy o kształceniu lekarzy, w wyniku której medyków miało nam przybywać!
Collegium Medicum UJ
Fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta
Collegium Medicum UJ
Ministerstwo zdrowia przeforsowało zmianę ustawy o systemie kształcenia lekarzy i dentystów. Od przyszłego roku akademickiego student zaczynający naukę wszystkie egzaminy ma zdać do końca piątego roku. Szósty rok studiów ma spędzić na stażu w klinikach i szpitalach, dzięki czemu nie będzie musiał odbywać go po dyplomie. Uzyskanie prawa wykonywania zawodu tuż po studiach miało pozwolić na szybsze rozpoczęcie specjalizacji. To oznacza więcej specjalistów w krótszym czasie, a w efekcie łatwiejszy dostęp do nich pacjentów. Wszystkie te nowości miały prowadzić do zmniejszenia się "deficytu kadry lekarskiej, zmniejszyć obserwowane zagrożenie związane z tzw. luką pokoleniową, przede wszystkim wśród lekarzy specjalistów" - informowało ministerstwo zdrowia.

Tyle teoria. A jak wygląda praktyka? W ubiegłym roku 240 osób zostało przyjętych na pierwszy rok medycyny w Collegium Medicum UJ. O jedno miejsce biło się 13 osób. W tym roku miejsc na dziennych studiach medycznych ma być przyjętych 200 studentów, czyli mniej 20 procent. Dlaczego? - Musimy to zrobić, bo jeśli skracamy studia o rok, to w trosce o bezpieczeństwo przyszłych pacjentów naszych lekarzy, uczciwie sobie powiedzieliśmy: nie jesteśmy w stanie wykształcić w tak krótkim czasie takiej samej liczby osób, jak przed zmianą - tłumaczy prof. Tomasz Grodzicki, dziekan wydziału lekarskiego CMUJ. - W praktyce wygląda to tak, że jeśli dziś na zajęciach klinicznych w grupie przypada około sześciu studentów na jednego nauczyciela, to po reformie będzie powinno być najwyżej dwóch, trzech. Teraz na moim oddziale mam czterech stażystów, a wiem, że za kilka lat będę musiał przyjąć 24! Uczelnia nie dysponuje wystarczającą liczbą nauczycieli i nie otrzymaliśmy dodatkowych pieniędzy na pensje dla nich czy nadgodziny. Władze liczą się też z tym, że będą musiały zapłacić za praktyki studentów w innych lecznicach w mieście, choć krakowski Szpital Uniwersytecki to największa uczelniana placówka w kraju, to i tak pewnie okaże się zbyt mało przepustowa.

Zdaniem dziekana Grodzickiego, patrząc z perspektywy zapewnienia z jednej strony stabilności finansowej wydziału, a z drugiej odpowiezdzialności za jakość kształcenia przyszłych lekarzy, nie było innego wyjścia, jak ściąć limit przyjęć. Innych dyskusje o limitach przyjęć dopiero czekają. - Jeszcze nie występowaliśmy o nie - przyznaje Wiesława Mickiewcz z Gdańskiej Akademii Medycznej.

Jak twierdzą nasi rozmówcy z różnych uczelni medycznych, o możliwych skutkach - odwrotnych od planowanych - reformy kształcenia lekarzy informowali resort zdrowia już w ubiegłym roku. - Jeśli ta zmiana miała na celu zwiększenie liczby lekarzy, to ministra zdrowia czeka rozczarowanie. Tylko w Krakowie zamiast 240 na pierwszy rok przyjmą tylko 200 osób. Proszę to sobie przemnożyć przez 12, bo tyle mamy wydziałów lekarskich - wylicza jeden z naszych rozmówców.

- Będziemy oczywiście analizować sytuację. Faktem jest, że byliśmy informowani o finansowych skutkach zmian. Zwracaliśmy uwagę innym ministrom, że medycyna to najdroższe studia i trzeba je lepiej finansować, ale bez efektów - komentował wiceminister zdrowia Andrzej Włodarczyk.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 14 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu