Trudniej na medycynę. Uboczny skutek ustawy
10.02.2012
, aktualizacja: 10.02.2012 16:55
W tym roku na medycynę będzie się trudniej dostać niż kiedykolwiek wcześniej. UJ już zmniejszył liczbę miejsc na tym kierunku o 20 procent, pozostałe uczelnie mogą postąpić podobnie. To odwrotny do zamierzonego efekt zmienionej ustawy o kształceniu lekarzy, w wyniku której medyków miało nam przybywać!
ZOBACZ TAKŻE
- Kto będzie rektorem UJ czy AGH? Wybory blisko (06-03-12, 08:00)
- NFZ nie ściga już byłego więźnia obozu (11-02-12, 08:00)
- Nie żyje prof. Andrzej Szczeklik, wybitny lekarz i humanista (03-02-12, 11:27)
- Malczewski z kołtunem na jednej wystawie [WIDEO] (11-01-12, 23:00)
- Kraków wykształci specjalistów od wina (30-10-11, 12:13)
- Absolwenci Collegium Medicum UJ najlepsi w kraju (04-10-11, 14:54)
- Najbardziej oblegane uczelnie i kierunki (14-07-11, 05:00)
- Studencki Nobel dla przyszłego lekarza (27-06-11, 21:00)
- Prof. Nowak z UJ prezydentem chirurgów [WIDEO] (23-12-10, 12:00)
Ministerstwo zdrowia przeforsowało zmianę ustawy o systemie kształcenia lekarzy i dentystów. Od przyszłego roku akademickiego student zaczynający naukę wszystkie egzaminy ma zdać do końca piątego roku. Szósty rok studiów ma spędzić na stażu w klinikach i szpitalach, dzięki czemu nie będzie musiał odbywać go po dyplomie. Uzyskanie prawa wykonywania zawodu tuż po studiach miało pozwolić na szybsze rozpoczęcie specjalizacji. To oznacza więcej specjalistów w krótszym czasie, a w efekcie łatwiejszy dostęp do nich pacjentów. Wszystkie te nowości miały prowadzić do zmniejszenia się "deficytu kadry lekarskiej, zmniejszyć obserwowane zagrożenie związane z tzw. luką pokoleniową, przede wszystkim wśród lekarzy specjalistów" - informowało ministerstwo zdrowia.
Tyle teoria. A jak wygląda praktyka? W ubiegłym roku 240 osób zostało przyjętych na pierwszy rok medycyny w Collegium Medicum UJ. O jedno miejsce biło się 13 osób. W tym roku miejsc na dziennych studiach medycznych ma być przyjętych 200 studentów, czyli mniej 20 procent. Dlaczego? - Musimy to zrobić, bo jeśli skracamy studia o rok, to w trosce o bezpieczeństwo przyszłych pacjentów naszych lekarzy, uczciwie sobie powiedzieliśmy: nie jesteśmy w stanie wykształcić w tak krótkim czasie takiej samej liczby osób, jak przed zmianą - tłumaczy prof. Tomasz Grodzicki, dziekan wydziału lekarskiego CMUJ. - W praktyce wygląda to tak, że jeśli dziś na zajęciach klinicznych w grupie przypada około sześciu studentów na jednego nauczyciela, to po reformie będzie powinno być najwyżej dwóch, trzech. Teraz na moim oddziale mam czterech stażystów, a wiem, że za kilka lat będę musiał przyjąć 24! Uczelnia nie dysponuje wystarczającą liczbą nauczycieli i nie otrzymaliśmy dodatkowych pieniędzy na pensje dla nich czy nadgodziny. Władze liczą się też z tym, że będą musiały zapłacić za praktyki studentów w innych lecznicach w mieście, choć krakowski Szpital Uniwersytecki to największa uczelniana placówka w kraju, to i tak pewnie okaże się zbyt mało przepustowa.
Zdaniem dziekana Grodzickiego, patrząc z perspektywy zapewnienia z jednej strony stabilności finansowej wydziału, a z drugiej odpowiezdzialności za jakość kształcenia przyszłych lekarzy, nie było innego wyjścia, jak ściąć limit przyjęć. Innych dyskusje o limitach przyjęć dopiero czekają. - Jeszcze nie występowaliśmy o nie - przyznaje Wiesława Mickiewcz z Gdańskiej Akademii Medycznej.
Jak twierdzą nasi rozmówcy z różnych uczelni medycznych, o możliwych skutkach - odwrotnych od planowanych - reformy kształcenia lekarzy informowali resort zdrowia już w ubiegłym roku. - Jeśli ta zmiana miała na celu zwiększenie liczby lekarzy, to ministra zdrowia czeka rozczarowanie. Tylko w Krakowie zamiast 240 na pierwszy rok przyjmą tylko 200 osób. Proszę to sobie przemnożyć przez 12, bo tyle mamy wydziałów lekarskich - wylicza jeden z naszych rozmówców.
- Będziemy oczywiście analizować sytuację. Faktem jest, że byliśmy informowani o finansowych skutkach zmian. Zwracaliśmy uwagę innym ministrom, że medycyna to najdroższe studia i trzeba je lepiej finansować, ale bez efektów - komentował wiceminister zdrowia Andrzej Włodarczyk.
Tyle teoria. A jak wygląda praktyka? W ubiegłym roku 240 osób zostało przyjętych na pierwszy rok medycyny w Collegium Medicum UJ. O jedno miejsce biło się 13 osób. W tym roku miejsc na dziennych studiach medycznych ma być przyjętych 200 studentów, czyli mniej 20 procent. Dlaczego? - Musimy to zrobić, bo jeśli skracamy studia o rok, to w trosce o bezpieczeństwo przyszłych pacjentów naszych lekarzy, uczciwie sobie powiedzieliśmy: nie jesteśmy w stanie wykształcić w tak krótkim czasie takiej samej liczby osób, jak przed zmianą - tłumaczy prof. Tomasz Grodzicki, dziekan wydziału lekarskiego CMUJ. - W praktyce wygląda to tak, że jeśli dziś na zajęciach klinicznych w grupie przypada około sześciu studentów na jednego nauczyciela, to po reformie będzie powinno być najwyżej dwóch, trzech. Teraz na moim oddziale mam czterech stażystów, a wiem, że za kilka lat będę musiał przyjąć 24! Uczelnia nie dysponuje wystarczającą liczbą nauczycieli i nie otrzymaliśmy dodatkowych pieniędzy na pensje dla nich czy nadgodziny. Władze liczą się też z tym, że będą musiały zapłacić za praktyki studentów w innych lecznicach w mieście, choć krakowski Szpital Uniwersytecki to największa uczelniana placówka w kraju, to i tak pewnie okaże się zbyt mało przepustowa.
Zdaniem dziekana Grodzickiego, patrząc z perspektywy zapewnienia z jednej strony stabilności finansowej wydziału, a z drugiej odpowiezdzialności za jakość kształcenia przyszłych lekarzy, nie było innego wyjścia, jak ściąć limit przyjęć. Innych dyskusje o limitach przyjęć dopiero czekają. - Jeszcze nie występowaliśmy o nie - przyznaje Wiesława Mickiewcz z Gdańskiej Akademii Medycznej.
Jak twierdzą nasi rozmówcy z różnych uczelni medycznych, o możliwych skutkach - odwrotnych od planowanych - reformy kształcenia lekarzy informowali resort zdrowia już w ubiegłym roku. - Jeśli ta zmiana miała na celu zwiększenie liczby lekarzy, to ministra zdrowia czeka rozczarowanie. Tylko w Krakowie zamiast 240 na pierwszy rok przyjmą tylko 200 osób. Proszę to sobie przemnożyć przez 12, bo tyle mamy wydziałów lekarskich - wylicza jeden z naszych rozmówców.
- Będziemy oczywiście analizować sytuację. Faktem jest, że byliśmy informowani o finansowych skutkach zmian. Zwracaliśmy uwagę innym ministrom, że medycyna to najdroższe studia i trzeba je lepiej finansować, ale bez efektów - komentował wiceminister zdrowia Andrzej Włodarczyk.
- 14 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
7 głosów
-
Trudniej na medycynę. Uboczny skutek ustawy
turpin
10.02.12, 17:45
20%??? Pani Iwono, policzy Pani jeszcze raz.»
Najczęściej czytane24 htydzień






