NFZ nie ściga już byłego więźnia obozu

Iwona Hajnosz
11.02.2012 , aktualizacja: 10.02.2012 21:36
A A A Drukuj
Po ponad roku protestu NFZ zrezygnował z żądania zwrotu prawie 86 tys. zł za leki, które lekarz Wiktor Krzyżanowski, były więzień obozu koncentracyjnego, wypisywał na recepty innym byłym więźniom.
Przepisy NFZ uniemożliwiają leczenie m.in. z powody zbyt dużej wagi
Fot. Piotr Żytnicki / AG
Przepisy NFZ uniemożliwiają leczenie m.in. z powody zbyt dużej wagi
Chirurg doktor Wiktor Krzyżanowski to były więzień obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie. Całe życie - 59 lat - przepracował w Szpitalu Uniwersyteckim. Był lekarzem byłych więźniów obozów koncentracyjnych. W przyszpitalnej przychodni badał, leczył, pisał recepty - głównie na darmowe leki, do których mają prawo byli więźniowie. Na prowadzenie skrupulatnej dokumentacji medycznej brakowało czasu, dlatego wolał wypisywać je na siebie.

W 2011 r. jego działalnością zainteresowali się kontrolerzy NFZ, którzy uznali, że dopuścił się złamania prawa. Ustalili, że dr Krzyżanowski od 2005 r. wystawił 1222 recepty na darmowe leki. - NFZ stoi na stanowisku, że każda ordynacja lekarska, każda recepta powinny znaleźć odzwierciedlenie w dokumentacji medycznej pacjenta, gdyż jest podstawą do wydatkowania publicznych pieniędzy. Szpital Uniwersytecki inaczej jednak interpretuje istniejące przepisy i dlatego zwróciliśmy się do SU o zwrot refundacji - tłumaczyła Jolanta Pulchna, rzeczniczka małopolskiego NFZ.

Opinie w tej sprawie były sprzeczne. Ministerstwo Zdrowia uważało, że lekarz wypisujący recepty na siebie lub swoją rodzinę nie musi wprowadzać ich do dokumentacji. Ale małopolski NFZ twardo domagał się zwrotu pieniędzy. Gdyby szpital je oddał, powinien żądać ich zwrotu od doktora. - Wiemy, kogo leczył, i dlatego podtrzymujemy nasz sprzeciw wobec decyzji kontrolerów z funduszu. Nawet gdyby NFZ obstawał przy swoim i mielibyśmy jednak zwracać te pieniądze, to do doktora Krzyżanowskiego ręki nie wyciągniemy nawet po jeden grosz. Nie uchodzi - tłumaczył stanowisko placówki dyrektor szpitala Andrzej Kulig.

Pomimo takiego stanowiska szpitala rodzina bała się żądań zwrotu pieniędzy. - Skąd tu nagle wziąć 86 tys. zł? - pytał syn doktora Marcin Krzyżanowski. I opowiada o ojcu: - Skończył po wojnie medycynę, choć w więzieniach gestapo w Biarritz i Bordeaux był tak torturowany i bity, że częściowo stracił słuch, ma sparaliżowaną część twarzy i uszkodzone prawe oko.

Po licznych odwołaniach decyzja w sprawie zwrotu pieniędzy za refundowane leki oparła się o prezesa NFZ Jacka Paszkiewicza. W lutym tego roku w końcu uznał on, że nie ma podstaw do karania szpitala i lekarza. "Przepisy prawa nie nakładają jednoznacznego obowiązku odnotowywania przez lekarza w dokumentacji medycznej faktu wystawiania recept na siebie i rodzinę" - czytamy w piśmie skierowanym do SU. Dlatego: "cofam decyzję wydaną przez dyrektora małopolskiego oddziału NFZ i umarzam zobowiązanie Szpitala Uniwersyteckiego w całości".

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 11 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

  • NFZ nie ściga już byłego więźnia obozu olowek_na_stole 11.02.12, 14:18

    ja przepraszam, ale czegoś nie rozumiem. to znaczy że każdy lekarz ma obowiązek prowadzić dokumentację, ale ten jeden nie musi, tak? bo inni lekarze czas na to mają a on nie? no coś tu jest »

  • NFZ nie ściga już byłego więźnia obozu artur737 12.02.12, 22:24

    Srodowisko ma zla opinie o Jacku Paszkiewiczu, ze gnida etc, a tu prosze jaki ludzki Pan. A moze sie jednak tylko przestraszyl wrzawy wokol tematu. »

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu