Świąteczny czas: świat na opak
23.12.2008
, aktualizacja: 23.12.2008 00:00
Jak wyglądały dawne zwyczaje i obrzędy bożonarodzeniowe w Małopolsce? Czym różni się "bombka" od "bańki" choinkowej? Dlaczego kolędnicy chodzą z turoniem? - opowiada etnograf Grażyna Pyla*
RAPORTY
Ireneusz Dańko: Współczesna wieczerza wigilijna zawsze zaczyna się od dzielenia opłatkiem. W dawnej Małopolsce opłatek spełniał jednak także inną rolę podczas świąt Bożego Narodzenia?
Grażyna Pyla: Jeszcze w okresie międzywojennym zdobiono nim wiele małopolskich domów. Najczęściej miał kulistą formę, zwaną "światem", choć zdarzały się też bardziej skomplikowane, wielosegmentowe, spotykane np. na ziemi sądeckiej. Oskar Kolberg pod koniec XIX w. wspomina "świat" z różnokolorowych opłatków z dodatkowo podwieszoną pod nim kolebeczką.
Opłatkowy "świat" miał jakieś religijne znaczenie?
- Oczywiście. W tradycji katolickiej takie ozdoby symbolizowały Chrystusa - Pana Wszechświata. Robiono je zarówno w domach wiejskich, jak i mieszczańskich. Zazwyczaj wisiały u powały przed świętymi obrazami, ale bywało też, że zdobiły drzewka, jak w Krakowie i okolicach mówiło się na choinkę.
Trudno tworzyło się "światy"?
- Nie. Wystarczyło wyciąć z opłatka krążki, a następnie skleić je po prostu śliną. Sama kiedyś ubrałam swoją choinkę w takie maleńkie "światy". Ostatnio też, dzięki warsztatom, które organizujemy w muzeum, powoli wraca się do tej tradycji w Krakowie.
Sam opłatek dawno pojawił się na wieczerzy wigilijnej?
- W obecnej formie do obrzędów religijnych wprowadzony został już ok. X w., ale w tradycji domowej pojawił się dopiero na przełomie XVIII i XX w. To rdzennie polski zwyczaj. Prawdopodobnie łamanie się opłatkiem nawiązuje do wczesnochrześcijańskiej tradycji dzielenia się niekonsekrowanym chlebem ofiarnym. Wyznawcy religii prawosławnej do dziś łamią się w cerkwi prosforą, czyli małą bułeczką wypieczoną na zakwasie. W naszym muzeum posiadamy ogromną kolekcję opłatków. Zachowały się również żelazne szczypce do ich wypieku. Zwiedzających dziwią czasem odległe daty odciśnięte na opłatkach. Nie oznacza to jednak, że opłatek pochodzi z XVII czy XVIII w., lecz że wypieczony został w szczypcach pochodzących z tego czasu.
Przez wieku zmieniał się przepis na opłatek?
- To niemożliwe. Jest zbyt prosty. Wystarczy mąka pszenna i woda, aby zrobić ciasto, z którego wypieka się opłatki. Jedyna różnica polega na tym, że dziś produkuje się je masowo, a kiedyś zajmował się tym kościelny lub ktoś z parafialnej służby.
Niezmienne pozostają także obrazki na opłatkach?
- Wielu to zdziwi, ale te najstarsze znane nam sceny z opłatków przedstawiają ukrzyżowanie i symbole Męki Pańskiej. Później dopiero pojawiały się na nich sceny bożonarodzeniowe, przedstawienia maryjne czy wizerunki miejsc kultu, jak np. Jasnej Góry.
Znamy starsze zwyczaje bożonarodzeniowe niż dzielenie się opłatkiem?
- Na takie pytanie nie ma prostej odpowiedzi. Zacznijmy od tego, że sam przełom starego i nowego roku jeszcze w czasach przedchrześcijańskich był wyjątkowym czasem, kiedy to ludzie wykonywali liczne zabiegi, które miały odnawiać siły witalne, zapewniać urodzaj i dostatek. Mało kto zdaje sobie sprawę, że wiele współczesnych zwyczajów sięga swoim rodowodem w bardzo odległą przeszłość. Dopiero z czasem na dawne zwyczaje nałożyła się obrzędowość chrześcijańska. Na krakowskiej wsi jeszcze w latach 30. minionego wieku umieszczano w Wigilię w domach ogromne ilości słomy. Słoma w tradycji ludowej oznaczała bowiem plenność i urodzaj. Jej obecność w izbie podczas świąt miała zapewnić dostatni byt rodzinie. Robiono z niej ozdoby w postaci krzyży, gwiazd i kop, czyli wiązek, które wtykano za obrazy święte. Wierzono, że tyle, ile będzie kop słomy w domu, tyle zbierze się zboża w żniwa. Z tego też powodu słomę po świętach wynoszono i rozsypywano na pole orne.
Jakie jeszcze przedchrześcijańskie zwyczaje przyswoiła sobie bożonarodzeniowa tradycja?
- Trudno wszystkie wymienić. Symbolika stawianego drzewka, a wcześniej wieszanej podłaźniczki swoim rodowodem wywodzi się jeszcze z przedchrześcijańskich czasów. Podłaźniczka to najczęściej wierzchołek iglastego drzewa podwieszony u powały lub pod sufitem. W Krakowie i okolicach nazywano je "sadami". Wieszanie zielonych gałęzi nawiązywało do starej, rodzimej tradycji wiecznie zielonego "drzewa życia", które symbolizuje odradzanie przyrody oraz sił witalnych w ludziach na przełomie starego i nowego roku.
Stawianie i strojenie choinki to zwyczaj importowany z Niemiec.
- Rzeczywiście, ta tradycja dotarła do nas z Niemiec, a pierwsza zapisana wzmianka o niej pochodzi z Alzacji z 1605 r. Na ziemiach polskich choinki pojawiły się dopiero na przełomie XVIII i XIX w., najpierw w domach zamożnych mieszczan. Polska wieś przyswoiła je sobie bardzo późno. Na Podkarpaciu jeszcze w latach 60. XX w. częściej widywano w domach podłaźniczki niż choinki. Bywało też, że w rogu izby stała choinka, a u sufitu wisiała podłaźniczka.
Od początku wieszano u nas bańki na choinkach?
- Cieszę się bardzo, że mówi pan "bańki", a nie "bombki". W dawnej Galicji tak właśnie nazywano szklane ozdoby choinkowe. Nazwa "bombki" występowała raczej na terenach dawnej Kongresówki. Początkowo importowano je z Niemiec, a za kolebkę ich wytwórczości uchodzi Lauscha w Turyngii. Pierwsze były dość duże, z grubego szkła dmuchanego, posrebrzane w środku i zatykane korkiem lub kapslem. Być może w takiej formie dotarły do Kongresówki i dlatego skojarzyły się jej mieszkańcom z bombkami. Być może w Małopolsce pojawiły się później, kiedy zmieniła się już technologia produkcji, co pozwoliło wytwarzać ozdoby z bardzo cienkiego szkła, kojarzące się z lekkimi, delikatnymi bańkami mydlanymi. Tak przypuszczam.
Grażyna Pyla: Jeszcze w okresie międzywojennym zdobiono nim wiele małopolskich domów. Najczęściej miał kulistą formę, zwaną "światem", choć zdarzały się też bardziej skomplikowane, wielosegmentowe, spotykane np. na ziemi sądeckiej. Oskar Kolberg pod koniec XIX w. wspomina "świat" z różnokolorowych opłatków z dodatkowo podwieszoną pod nim kolebeczką.
Opłatkowy "świat" miał jakieś religijne znaczenie?
- Oczywiście. W tradycji katolickiej takie ozdoby symbolizowały Chrystusa - Pana Wszechświata. Robiono je zarówno w domach wiejskich, jak i mieszczańskich. Zazwyczaj wisiały u powały przed świętymi obrazami, ale bywało też, że zdobiły drzewka, jak w Krakowie i okolicach mówiło się na choinkę.
Trudno tworzyło się "światy"?
- Nie. Wystarczyło wyciąć z opłatka krążki, a następnie skleić je po prostu śliną. Sama kiedyś ubrałam swoją choinkę w takie maleńkie "światy". Ostatnio też, dzięki warsztatom, które organizujemy w muzeum, powoli wraca się do tej tradycji w Krakowie.
Sam opłatek dawno pojawił się na wieczerzy wigilijnej?
- W obecnej formie do obrzędów religijnych wprowadzony został już ok. X w., ale w tradycji domowej pojawił się dopiero na przełomie XVIII i XX w. To rdzennie polski zwyczaj. Prawdopodobnie łamanie się opłatkiem nawiązuje do wczesnochrześcijańskiej tradycji dzielenia się niekonsekrowanym chlebem ofiarnym. Wyznawcy religii prawosławnej do dziś łamią się w cerkwi prosforą, czyli małą bułeczką wypieczoną na zakwasie. W naszym muzeum posiadamy ogromną kolekcję opłatków. Zachowały się również żelazne szczypce do ich wypieku. Zwiedzających dziwią czasem odległe daty odciśnięte na opłatkach. Nie oznacza to jednak, że opłatek pochodzi z XVII czy XVIII w., lecz że wypieczony został w szczypcach pochodzących z tego czasu.
Przez wieku zmieniał się przepis na opłatek?
- To niemożliwe. Jest zbyt prosty. Wystarczy mąka pszenna i woda, aby zrobić ciasto, z którego wypieka się opłatki. Jedyna różnica polega na tym, że dziś produkuje się je masowo, a kiedyś zajmował się tym kościelny lub ktoś z parafialnej służby.
Niezmienne pozostają także obrazki na opłatkach?
- Wielu to zdziwi, ale te najstarsze znane nam sceny z opłatków przedstawiają ukrzyżowanie i symbole Męki Pańskiej. Później dopiero pojawiały się na nich sceny bożonarodzeniowe, przedstawienia maryjne czy wizerunki miejsc kultu, jak np. Jasnej Góry.
Znamy starsze zwyczaje bożonarodzeniowe niż dzielenie się opłatkiem?
- Na takie pytanie nie ma prostej odpowiedzi. Zacznijmy od tego, że sam przełom starego i nowego roku jeszcze w czasach przedchrześcijańskich był wyjątkowym czasem, kiedy to ludzie wykonywali liczne zabiegi, które miały odnawiać siły witalne, zapewniać urodzaj i dostatek. Mało kto zdaje sobie sprawę, że wiele współczesnych zwyczajów sięga swoim rodowodem w bardzo odległą przeszłość. Dopiero z czasem na dawne zwyczaje nałożyła się obrzędowość chrześcijańska. Na krakowskiej wsi jeszcze w latach 30. minionego wieku umieszczano w Wigilię w domach ogromne ilości słomy. Słoma w tradycji ludowej oznaczała bowiem plenność i urodzaj. Jej obecność w izbie podczas świąt miała zapewnić dostatni byt rodzinie. Robiono z niej ozdoby w postaci krzyży, gwiazd i kop, czyli wiązek, które wtykano za obrazy święte. Wierzono, że tyle, ile będzie kop słomy w domu, tyle zbierze się zboża w żniwa. Z tego też powodu słomę po świętach wynoszono i rozsypywano na pole orne.
Jakie jeszcze przedchrześcijańskie zwyczaje przyswoiła sobie bożonarodzeniowa tradycja?
- Trudno wszystkie wymienić. Symbolika stawianego drzewka, a wcześniej wieszanej podłaźniczki swoim rodowodem wywodzi się jeszcze z przedchrześcijańskich czasów. Podłaźniczka to najczęściej wierzchołek iglastego drzewa podwieszony u powały lub pod sufitem. W Krakowie i okolicach nazywano je "sadami". Wieszanie zielonych gałęzi nawiązywało do starej, rodzimej tradycji wiecznie zielonego "drzewa życia", które symbolizuje odradzanie przyrody oraz sił witalnych w ludziach na przełomie starego i nowego roku.
Stawianie i strojenie choinki to zwyczaj importowany z Niemiec.
- Rzeczywiście, ta tradycja dotarła do nas z Niemiec, a pierwsza zapisana wzmianka o niej pochodzi z Alzacji z 1605 r. Na ziemiach polskich choinki pojawiły się dopiero na przełomie XVIII i XIX w., najpierw w domach zamożnych mieszczan. Polska wieś przyswoiła je sobie bardzo późno. Na Podkarpaciu jeszcze w latach 60. XX w. częściej widywano w domach podłaźniczki niż choinki. Bywało też, że w rogu izby stała choinka, a u sufitu wisiała podłaźniczka.
Od początku wieszano u nas bańki na choinkach?
- Cieszę się bardzo, że mówi pan "bańki", a nie "bombki". W dawnej Galicji tak właśnie nazywano szklane ozdoby choinkowe. Nazwa "bombki" występowała raczej na terenach dawnej Kongresówki. Początkowo importowano je z Niemiec, a za kolebkę ich wytwórczości uchodzi Lauscha w Turyngii. Pierwsze były dość duże, z grubego szkła dmuchanego, posrebrzane w środku i zatykane korkiem lub kapslem. Być może w takiej formie dotarły do Kongresówki i dlatego skojarzyły się jej mieszkańcom z bombkami. Być może w Małopolsce pojawiły się później, kiedy zmieniła się już technologia produkcji, co pozwoliło wytwarzać ozdoby z bardzo cienkiego szkła, kojarzące się z lekkimi, delikatnymi bańkami mydlanymi. Tak przypuszczam.
1
2
następne »
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień





