Dlaczego potrzebujemy spalarni?

Bartosz Piłat
2009-02-06 , aktualizacja: 06.02.2009 11:36
A A A Drukuj
Kiedy piszę ten tekst, nie wiem jeszcze, które miejsce prezydent Jacek Majchrowski wskazał jako lokalizację przyszłej spalarni śmieci, czy też - jak słusznie zaczęli ostatnio mówić urzędnicy - elektrociepłowni opalanej odpadami. Wiem natomiast, że ta inwestycja jest miastu potrzebna.
Marzec 2008: Protest przeciwników spalarni
Fot. Michal Lepecki / AG
Marzec 2008: Protest przeciwników spalarni
Od kilku lat wiadomo, że mamy problem z wysypiskiem odpadów. Śmieci co roku wytwarzamy coraz więcej, tymczasem w błyskawicznym tempie wyczerpuje się pojemność jedynego krakowskiego wysypiska w Baryczy. Za 10 lat Kraków będzie zmuszony na gwałt szukać nowego wysypiska, co wydaje się - przynajmniej z dzisiejszej perspektywy - zadaniem niewykonalnym, skoro od prawie ćwierćwiecza nie udało się znaleźć miejsca na taki obiekt nie tylko w samym Krakowie, ale i w jego okolicy.

Budowa spalarni pozwoli uciec od tego problemu na kilka dekad. Prawda - kiedyś i tak będziemy potrzebować nowego wysypiska, bo popioły ze spalarni, choć zajmują o wiele mniej miejsca niż zwykłe śmieci, w końcu zapełnią Barycz. Można jednak założyć, że za 30-40 lat korzystnie zmienią się warunki technologiczne i społeczne gospodarki odpadami. Na ten moment raczej jednak nie możemy czekać bez spalarni.

* * *

Wbrew temu, co głoszą protestujący przeciw spalarni i wspierający ich ekolodzy, zakład termicznie utylizujący śmieci nie będzie szkodliwy dla środowiska. Filtry, które zostaną zainstalowane w zakładzie, jeśli będą właściwie używane, gwarantują, że do powietrza nie przedostaną się żadne substancje uznawane za szkodliwe. Jeśli zaś w przyszłości okaże się, że istnieją jeszcze lepsze technologie oczyszczania spalin, z pewnością miasto będzie zmuszone ich użyć - czy to ze względu na wymogi krajowe, czy też na stawiane przez Unię Europejską. Na pewno zagrożeń będzie mniej niż w przypadku odkładania odpadków na wysypisku, wymagającego ciągłej kontroli, np. pod kątem możliwych wycieków szkodliwych substancji do gleby.

Uruchomienie spalarni-elektrociepłowni ma również swój wymiar ekonomiczny. Uzyskanie energii cieplnej z odpadów zapewne wprost nie obniży kosztów ogrzewania mieszkań, ale z pewnością doprowadzi do stabilizacji cen ciepłej wody. Śmieci są dziś jedynym paliwem, za które zakład wykorzystujący je w piecach nie musi płacić. Mało tego - za ich przyjęcie będzie pobierał pieniądze!

* * *

Dzięki spalarni Kraków skutecznie ucieknie przed narzuconymi przez Unię Europejską wymogami dotyczącymi ograniczenia ilości składowanych na wysypiskach nieprzetworzonych śmieci. Jeśli bowiem do 2014 roku nie zmniejszymy ilości wywożonych na Barycz śmieci o 30 proc., Unia zacznie nakładać na nas kary, a dokładniej - obniży poziom dotacji, o które będziemy mogli się starać. Dziś jesteśmy w świetnej sytuacji, bo na spełnienie tych wymogów dostajemy 385 mln zł. Jeśli nie wykorzystamy tej szansy, księgowi w Brukseli będą bezlitośni, bo na ochronę środowiska Unia zaczyna kłaść coraz większy nacisk.

Rzecz jasna spalarnia (z czego nikt nie robi tajemnicy, także w krakowskim magistracie) to ostatni punkt gospodarki śmieciowej. Skutecznie zmniejsza ilość składowanych śmieci, ale nie załatwia wszystkich problemów. Musimy nie tylko pozbywać się śmieci, ale również uczyć się ich segregowania i odzyskiwania surowców.

Unia domaga się, by za 11 lat w Polsce odzyskiwano i przetwarzano przynajmniej jedną trzecią produkowanych śmieci. Teraz odzyskujemy surowce z niespełna 5 proc., czyli przed nami spore wyzwanie. Śmieci muszą przechodzić kilka etapów selekcji. Najpierw powinien odbyć się ten domowy. Wszystko wskazuje na to, że w Krakowie będziemy rozdzielali śmieci na te, które mają szansę na powtórne wykorzystanie, i takie, z których ponownego pożytku nie będzie. Potem ktoś musi sprawdzić, ile z wyselekcjonowanych śmieci może trafić do papierni czy do hut szkła, a co trzeba odrzucić, np. do pieca. Gdzieś trzeba też przygotować miejsce, w którym gromadzone będą śmieci wielkogabarytowe: lodówki, telewizory, meble, opony, akumulatory itd. Po rozebraniu ich - część zostanie odzyskana, a część trafi do pieca.

Powiedzmy jasno: tak, budowa spalarni jest tworzeniem systemu gospodarki odpadami od końca. Ale co w tym złego? W Szwecji, którą podaje się za pozytywny przykład stworzenia takiego systemu, trwało to ćwierć wieku. My tyle czasu na tworzenie wszystkich ogniw systemu już nie mamy.

* * *

Powstanie spalarni nie zatrzaśnie drzwi przed nauczeniem nas segregacji śmieci. Więcej: wymusi przyspieszenie wdrożenia tych brakujących elementów gospodarki odpadami! Skąd ta pewność?

Otóż, paradoksalnie, decyzja o budowie spalarni wymusi na władzach lokalnych to, czego nie udało im się zrobić przez dwie poprzednie dekady: stworzenie skutecznego systemu powszechnej segregacji, sięgającego najgłębiej - do poszczególnych gospodarstw. Potrzeba stworzenia takiego programu nie wynika z dobrej woli urzędników, lecz reżimu technologicznego spalarni: aby temperatura w piecu była odpowiednio wysoka, mieszanka śmieciowa musi mieć odpowiedni skład. Nie mogą znaleźć się w niej np. nadmierne ilości metali i szkła. Do pieca nie mogą też trafiać opony czy przedmioty toksyczne, bo filtry nie podołałyby z oczyszczaniem spalin. Doszłoby też do przyspieszonego zużycia urządzeń, a to podniosłoby koszty i obniżyło opłacalność inwestycji.

Aby więc spalarnia mogła działać, nie obejdzie się bez zakrojonych na szeroką skalę działań organizacyjnych i promocyjnych ze strony samorządu, wprowadzających powszechną segregację. Tego, na szczęście, nie da się ominąć ani odłożyć na przyszłą kadencję...

Wszyscy na tym zyskamy.

* * *

Na razie jednak podstawowy problem do rozwiązania dla władz lokalnych to przełamanie oporu społecznego w osiedlach sąsiadujących ze spalarnią. Prawdę mówiąc, w ogóle nie dziwią mnie te protesty. Istnieje aż nadto wiele powodów do nieufności wobec obietnic władz. Ludzie boją się, że znów zostaną wystawieni do wiatru przez polityków. Kilka lat temu prezydent Gołaś obiecał mieszkańcom Mogiły przebudowę ul. Klasztornej. Chciał wtedy budować most Wandy. Mieszkańcy zgodzili się tylko dlatego, że zwiększeniu ruchu samochodowego na ul. Klasztornej miała towarzyszyć jej przebudowa. Most powstał, a Klasztorna została w takim stanie, w jakim była. Ludzie to widzą. Słyszą też opowieści o tym, jak w warszawskiej spalarni pracownicy dla oszczędności wyłączają filtry... Skrzętnie wykorzystują to protestujący, wznosząc okrzyki w rodzaju: "Tu nie Szwecja!".

Trzeba jednak powiedzieć bardzo wyraźnie: taką postawą zamykamy sobie szansę na rozwój, na nowoczesność. Trzeba raczej wykorzystać nadarzającą się szansę i wytargować od władzy jak najwięcej rekompensat. Mało kto z protestujących zwraca uwagę, że chyba po raz pierwszy ma okazję do tak bezpośredniego wpływu na to, co będzie za jego oknem. Być może nowe chodniki i ulice. Być może nowy park. Może basen. To trzeba wynegocjować. A potem konsekwentnie rozliczać rządzących z realizacji złożonych zobowiązań: że spalarnia wcale nie oznacza marnowania surowców, że nie będzie wrzucania do pieców wszystkiego, co popadnie, że będzie czysto, że filtry będą działały przez całą dobę... Tak robi się cywilizowanych krajach.

* * *

Trudno uwierzyć, że za kilka lat Kraków stanie się miejscem, gdzie 100 proc. śmieci domowych będzie wstępnie segregowanych przez mieszkańców. W Szwecji w stworzeniu takiego systemu pomogła tradycyjna dyscyplina społeczna. Nam może pomóc świadomość kar finansowych, które nałoży na nas Bruksela, jeśli nie dotrzymamy wymogów środowiskowych.

A kiedy już opanujemy podstawowe zasady racjonalnego obchodzenia się ze śmieciami, być może przyjdzie czas głębszej refleksji: czy naprawdę potrzebujemy takiej wielkiej sterty opakowań.

Podziel się

  • 12 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu