Andrzej Szewczuwianiec
2009-06-03
, aktualizacja: 03.06.2009 12:14
Inicjator strajku hutników w 1988 roku. Poderwał ludzi do protestu pod hasłem poprawy warunków pracy. Nikt go dobrze nie znał, nie należał do "Solidarności". Związkowi liderzy obawiali się, że został podstawiony przez bezpiekę, aby rozbić hutniczą "S".
ZOBACZ TAKŻE
- Schyłek PRL-u: strajki, zadymy i Okrągły Stół (03-06-09, 12:36)
RAPORTY
Gdy potwierdziły się informacje, że odsiadywał kilkuletni wyrok za przestępstwo kryminalne (kradzież), odsunęli go od kierowania strajkiem. Kilka miesięcy później zarzucili Szewczuwiańcowi kradzież dużej sumy z kasy związkowej. Nie wierzyli w wyjaśnienia, że został obrabowany. Mało kto dawał też wiarę w jego opowieści, jakoby próbował wysadzić nowohucki pomnik Lenina w 1979 roku, za co potem miał trafić do więzienia pod sfingowanym, kryminalnym zarzutem. Bez większego powodzenia działał w Solidarności 80. Wrócił do rodzinnego Szczecina, imał się różnych zajęć, wylądował w więzieniu za włamanie. Wreszcie ślad po nim zaginął. Szczecińska prokuratura wciąż poszukuje go listami gończymi za nielegalne przekraczanie granicy. Kilka lat temu Ryszard Bocian, były działacz KPN-u, obwieścił, że znalazł dokumenty SB, które świadczą na korzyść Szewczuwiańca: to bezpieka wrobiła niepokornego robotnika w kradzież, bo nie potrafiła udowodnić mu wysadzenia pomnika Lenina. SB miała także zorganizować rabunek związkowych pieniędzy.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień





