Zapiski na biletach. Road to Hel

Michał Olszewski, Tygodnik Powszechny
18.09.2009 , aktualizacja: 18.09.2009 11:13
A A A Drukuj
Jeszcze chwilę pozostanę przy wydarzeniach wakacyjnych, niektóre z nich wżerają się w pamięć tak głęboko, że przychodzi z nimi żyć przez całe lata.
Już to kiedyś widziałem, pod Koszalinem. Rozpoczęła się ulewa, akurat musieliśmy dojechać samochodem na dworzec kolejowy. Okazało się, że opady deszczu czynią trasę Mielno-Koszalin nieprzejezdną, nie z powodu lokalnych podtopień jednak. Zasada jest inna: jeśli pada, tysiące turystów z Mielna i okolic pakują się w samochody i jadą na południe, korkując trasę w sposób absolutny. Bądźmy brutalni: Koszalin to nie jest mekka turystyczna, choć gotyku ceglanego można mu pozazdrościć. Obstawiam jednak, że nie z chęci obejrzenia "Domku Kata", ani kaplicy św. Gertrudy przemieszcza się w deszczu polski turysta nadmorski. Również stadion Gwardii Koszalin nie stanowi tu wytłumaczenia. Obstawiam więc, że w Koszalinie są jakieś sklepy wielkopowierzchniowe, w których nigdy nie pada deszcz. Tam czysto, morze nie wdziera się nachalnie w mózg, nogi nie grzęzną w mokrym piachu, można pozwiedzać sklepy, a dziecko puścić do klatki z piłkami albo po prostu wsadzić do wózka sklepowego. Czas przyjemnie mija, wszyscy mają frajdę, polskie morze dostaje pstryczka w swój bury nos.

W tym roku sytuacja się powtórzyła. W Jastrzębiej Górze zaczęło lać i nagle, jakby wszyscy się zmówili, droga w kierunku Helu i Trójmiasta zapełniła się samochodami. Postanowiliśmy uciekać i my, pozostawiając na chwilę widok tajemniczej latarni na Rozewiu, w której być może nigdy nie było Żeromskiego. Uciekaliśmy w kierunku Helu prowokacyjnym autobusem linii 666, a z nami w tym samym korku uciekały tysiące turystów. Może na Hel do fokarium, może oglądać organy w Oliwie, może zrobić zakupy. Jakie by nie były intencje, dystans 10 km pokonaliśmy w godzinę. Inni w tym autobusie jechali dalej, do fok, co pożerają złotówki wrzucane przez znudzonych widzów. Jedna poważna pani, słysząc nasze klasyczne znaki zapytania, odwróciła się i rzekła: "Ja już tym autobusem jechałam w ubiegłym roku na Hel. 5 godzin jechałam". Po czym powróciła, jak gdyby nigdy nic, do kłótni ze swoją matką, a myśmy wysiedli w Cetniewie ze smutną refleksją, że w ubiegłym roku również zdarzały się nad polskim morzem deszczowe dni. I postanowiliśmy poznać Władysławowo, które jest bardzo klasycznym, a przez to jakże interesującym, polskim miastem nadmorskim, można tam nawet kupić śledzia sprzedawanego matołkom jako sielawa. Do sklepu z szyldem "Wszystko najtańsze na świecie" jednak woleliśmy nie wstępować. Raz padało, a raz nie, kłębiły się chmury i trwał sztorm, raz sielawie śmierć, powiedzieliśmy sobie, wracamy do naszej kwatery cu fus. I to był dobry wybór, na piechotę zawsze warto chodzić, czy Hel, czy Koszalin, z okien autobusu tego nie ujrzysz. Zwiedziliśmy ośrodek przygotowań olimpijskich w Cetniewie, kto by przypuszczał, że kwatery naszych olimpijczyków obite są sajdingiem, a jeszcze ktoś pobudował na dachach wieżyczki, co za pomysłowość. A jeszcze później zdarzyło się usłyszeć słowa, które jako ten sztandar powiewać powinny nad polskim wybrzeżem, a może i całym krajem, słowa-klucz, wyjaśniające wszystko i wszystko sprowadzające do właściwych proporcji. W Chłapowie jest na plaży buda, a w tej budzie serwują podobno rybę. Zapytaliśmy więc o rybę, a chłopak, który zapamiętale czyścił kuchenkę, rzucił tylko, że ryba jest, ale nie może nam jej sprzedać. Dlaczego, zapytaliśmy po chamsku, skoro kuchenka, mintaj, flądra, piwo, pijany rybak za budą rozplątuje sieci, deszcz padał niedawno, korek straszny, a my głodni i nie chcemy za darmo. Może jednak? Dlaczego nie?

- Nic z tego - odpowiedział chłopak. - Musi być czysto, bo do szefa jutro sanepid przychodzi. Do jutra kuchenki nie używamy.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu