Zapiski na biletach. Prezydent w tramwaju
25.09.2009
, aktualizacja: 25.09.2009 11:07
To zmienia się już w rytuał: mija Dzień bez Samochodu, a dnia następnego w gazetach oglądamy festiwal utyskiwań i narzekań.
Nie inaczej było i tym razem. "Dziennik Polski" zatytułował krótką notkę słowami "Totalny kataklizm w Dniu bez Samochodu". Również gazeta, na której łamach napinam się co piątek, nie zostawiła na pomyśle suchej nitki. Kierowcom tradycyjnie puściły nerwy. Nastały gigantyczne korki. Znowu zamknięto nie te ulice, co trzeba. Informacje nie dotarły na czas. Jednym słowem - porażka.
Rytualne złorzeczenia pod adresem magistratu w tej sprawie dobrze ilustrują zjawisko ogólnopolskie, dobrze widoczne w badaniach statystycznych, prowadzonych przez Instytut na rzecz Ekorozwoju. 66 proc. Polaków rozumie, że wywieramy bardzo duży wpływ na zjawiska klimatyczne, a 70 proc. deklaruje zrozumienie dla potrzeby poszukiwania proekologicznych rozwiązań. A jednocześnie na konieczność zmiany stylu życia i ograniczenia konsumpcji wskazuje tylko 10 proc. respondentów. Jeśli przełożyć suche statystyki na działania codzienne, otrzymamy prawidłowość następującą: większość z nas zdaje sobie sprawę, że samochodów w mieście jest za dużo. Kiedy jednak przychodzi do konkretnych działań, które dotykają nas bezpośrednio, ekologiczne frazesy zastępujemy złorzeczeniami.
Jaką ulicę powinno zamknąć miasto, by Dzień Bez Samochodu przebiegał komfortowo? Jest kilka takich, na przykład odcinek Smoleńsk między Alejami i Retoryka albo ulica na Łuku (ślepa przecznica od Turniejowej), albo Opty (ślepa uliczka przy Bieżanowskiej). Najlepiej jednak byłoby zamknąć ulicę Bocznica - to fragment miasta zagubiony w rozwidleniu tras kolejowych do Wieliczki i Tarnowa. Gdybyśmy zamknęli ulicę Bocznica, wilk byłby syty i ekolog cały. Przecięłoby się jakąś wstęgę, wygłosiło mowę, dziennikarze po konferencji prasowej zorganizowanej w terenie pojedliby ciastek i paluszków surimi o smaku kraba, po czym wrócili do redakcji samochodami w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. Coś byśmy zrobili, nie robiąc jednocześnie nic.
Magistrat uniknął tej pułapki, za co zbiera cięgi. Zorganizował działanie radykalne, działanie niepopularne, choć jednoznacznie słuszne. Zamknięcie ulic św. Idziego i Podzamcza jest równoznaczne z mocno postawionym pytaniem, czy jesteśmy w stanie choćby na chwilę zrezygnować z naszej wygody. Na takie pytanie czekaliśmy w Krakowie bardzo długo.
Argumenty, że kierowcy nie wiedzieli, że znowu zawiodła informacyjna, można włożyć między bajki. Kraków bierze udział w Europejskim Tygodniu Mobilności od wielu lat. Każdego roku o zmianach w ruchu informują wcześniej wszystkie gazety lokalne, radio i telewizja. Do tego dodajmy setki plakatów w mieście. Lepiej i uczciwej byłoby więc powiedzieć, że kierowcy wyruszyli tego dnia w miasto przekonani, że będzie jak zwykle. Na szczęście nie było.
Coś jednak zmienia się na lepsze. Wśród przekleństw internautów zawsze pojawia się również następujący argument: my, zwyczajni właściciele samochodów, mamy przesiąść się do tramwajów, a magistracka świta wozi się bez przeszkód autami służbowymi. Tym razem pudło! Prezydent Majchrowski przyjechał do pracy tramwajem, również jego zastępcy. Żyją, są cali i zdrowi. A ja ucieszyłem się szczególnie, widząc na ulicy Wiślnej Krzysztofa Globisza, o którym 5 lat temu pisaliśmy w "GW", że Dzień bez Samochodu uważa za pomysł bezsensowny i nierealny. Słynny aktor w minioną środę zmierzał w kierunku zachodnim na pięknym rowerze, gwiżdżąc najwyraźniej na korki.
Zaś wspomniany już "Dziennik Polski" na zdjęciu ilustrującym kataklizm zamazał tablice rejestracyjne samochodów, tak jak zasłania się oczy przestępcom. I to jest - jak mawiał w filmie "Miś" pomocnik reżysera Hochwandera - bardzo dobra koncepcja.
Rytualne złorzeczenia pod adresem magistratu w tej sprawie dobrze ilustrują zjawisko ogólnopolskie, dobrze widoczne w badaniach statystycznych, prowadzonych przez Instytut na rzecz Ekorozwoju. 66 proc. Polaków rozumie, że wywieramy bardzo duży wpływ na zjawiska klimatyczne, a 70 proc. deklaruje zrozumienie dla potrzeby poszukiwania proekologicznych rozwiązań. A jednocześnie na konieczność zmiany stylu życia i ograniczenia konsumpcji wskazuje tylko 10 proc. respondentów. Jeśli przełożyć suche statystyki na działania codzienne, otrzymamy prawidłowość następującą: większość z nas zdaje sobie sprawę, że samochodów w mieście jest za dużo. Kiedy jednak przychodzi do konkretnych działań, które dotykają nas bezpośrednio, ekologiczne frazesy zastępujemy złorzeczeniami.
Jaką ulicę powinno zamknąć miasto, by Dzień Bez Samochodu przebiegał komfortowo? Jest kilka takich, na przykład odcinek Smoleńsk między Alejami i Retoryka albo ulica na Łuku (ślepa przecznica od Turniejowej), albo Opty (ślepa uliczka przy Bieżanowskiej). Najlepiej jednak byłoby zamknąć ulicę Bocznica - to fragment miasta zagubiony w rozwidleniu tras kolejowych do Wieliczki i Tarnowa. Gdybyśmy zamknęli ulicę Bocznica, wilk byłby syty i ekolog cały. Przecięłoby się jakąś wstęgę, wygłosiło mowę, dziennikarze po konferencji prasowej zorganizowanej w terenie pojedliby ciastek i paluszków surimi o smaku kraba, po czym wrócili do redakcji samochodami w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. Coś byśmy zrobili, nie robiąc jednocześnie nic.
Magistrat uniknął tej pułapki, za co zbiera cięgi. Zorganizował działanie radykalne, działanie niepopularne, choć jednoznacznie słuszne. Zamknięcie ulic św. Idziego i Podzamcza jest równoznaczne z mocno postawionym pytaniem, czy jesteśmy w stanie choćby na chwilę zrezygnować z naszej wygody. Na takie pytanie czekaliśmy w Krakowie bardzo długo.
Argumenty, że kierowcy nie wiedzieli, że znowu zawiodła informacyjna, można włożyć między bajki. Kraków bierze udział w Europejskim Tygodniu Mobilności od wielu lat. Każdego roku o zmianach w ruchu informują wcześniej wszystkie gazety lokalne, radio i telewizja. Do tego dodajmy setki plakatów w mieście. Lepiej i uczciwej byłoby więc powiedzieć, że kierowcy wyruszyli tego dnia w miasto przekonani, że będzie jak zwykle. Na szczęście nie było.
Coś jednak zmienia się na lepsze. Wśród przekleństw internautów zawsze pojawia się również następujący argument: my, zwyczajni właściciele samochodów, mamy przesiąść się do tramwajów, a magistracka świta wozi się bez przeszkód autami służbowymi. Tym razem pudło! Prezydent Majchrowski przyjechał do pracy tramwajem, również jego zastępcy. Żyją, są cali i zdrowi. A ja ucieszyłem się szczególnie, widząc na ulicy Wiślnej Krzysztofa Globisza, o którym 5 lat temu pisaliśmy w "GW", że Dzień bez Samochodu uważa za pomysł bezsensowny i nierealny. Słynny aktor w minioną środę zmierzał w kierunku zachodnim na pięknym rowerze, gwiżdżąc najwyraźniej na korki.
Zaś wspomniany już "Dziennik Polski" na zdjęciu ilustrującym kataklizm zamazał tablice rejestracyjne samochodów, tak jak zasłania się oczy przestępcom. I to jest - jak mawiał w filmie "Miś" pomocnik reżysera Hochwandera - bardzo dobra koncepcja.
- 2 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień



