Zapiski na biletach: Prawidła

Michał Olszewski, "Tygodnik Powszechny"
08.10.2009 , aktualizacja: 08.10.2009 20:26
A A A Drukuj
Ostatnio w moje ręce trafiła mapa stron rodzinnych. Zapadły już wiążące decyzje, w przyszłym roku ruszy budowa. Z okien wychodzących na północną stronę mieszkania rodziców będę mógł podziwiać obwodnicę.
Patrzę na skrawek papieru i niby nie ma tam żadnych tajemnic. Trasa prowadzi wzdłuż torów, obok tego mitycznego miejsca, gdzie rozgałęziają się szyny na Orzysz i Giżycko, przez nieużytki, ugory, doły, bagienka, opłotkami, koło ogródków działkowych. Dzięki blisko 5-kilometrowemu odcinkowi z mojego miasta rodzinnego powinny zniknąć tiry i ruch tranzytowy. Dwa pasy w jedną, dwa pasy w drugą. Ilość węzłów - 2, ilość estakad - 3, nośność mierzona w kiloniutonach na oś - 15. Korzyści, przyznajmy, jakie wynikają z przecięcia krajobrazu obcym ciałem, są nie do przecenienia.

Ugory, doły, bagienka. Tak się składa, że będą lać asfalt dokładnie tam, gdzie każdego przedwiośnia zbiera się woda, na tyle dużo wody, by wybudować tratwę i pływać po lodowatej wodzie. Dokładnie tam, gdzie każdego roku zbierają się czajki. Przez ten wądół, gdzie gniazduje błotniak. Asfalt popłynie przez zarośnięte plantacje truskawek, drogę do peryferyjnej stacji kolejowej, pola za działkami, resztki pól uprawnych, dzikie wysypiska, wszystkie nie-miejsca o podejrzanym statusie, w których spędziłem słodkie dzieciństwo, przez lichy, dwuznaczny pejzaż podmiejski, niepotrzebny, jałowy i bezużyteczny. Będzie tak jak należy, to znaczy bezpiecznie, szybko i prawdziwie europejsko.

Myślę o tym, jak zmienia się krajobraz, który oglądam i zwiedzam od początku życia. Na początku panowała ciemność, latarnie na osiedlu pojawiły się niedawno, więc przez wiele lat po zmroku mogłem oglądać z północnych okien Wielki Wóz i światła domów kilku podmiejskich badylarzy. Trasą na północ z rzadka przemykały samochody. Potem coś drgnęło w krajobrazie, świateł odrobinę przybyło, spółdzielnia zainstalowała latarnie i Wielki Wóz jakby się nieco oddalił. Na polodowcowych pagórach z lewej strony pojawiła się biała kopuła pęczniejącego w szybkim tempie wysypiska śmieci. A teraz, jeśli dobrze rozszyfrowuję mapę, dokonuje się finał. Tam, gdzie bagienko, dokładnie naprzeciwko okien, wybudują węzeł drogowy, więc pewnie pojawi się stacja benzynowa. Może zbudują duży parking dla tirów, motel i restaurację całodobową, człowiek zarobi. Jeśli ma to być obwodnica co się zowie, konieczne będzie rzęsiste oświetlenie. Może chłopaki będą tam urządzać nocami zawody i w przestrzeni zagnieździ się nowy dźwięk - pisk opon. Przez środek ciemności przejdzie eksterytorialny korytarz neonów.

Jeszcze raz spoglądam na mapę, potem odpadam na chwilę, daleko, do domu rodziców, obserwuję prywatny pejzaż, nieprzydatny i byle jaki. Jeszcze raz wyliczam budy, altanki, ptaki drapieżne i łąkowe, kawał zaoranego pola, linia wysokiego napięcia, działkowiczów z rowerami, spotkania i wtajemniczenia.

Ten świat właśnie ma się ku końcowi i nie ma powodu, by dramatyzować. Takie są podobno prawidła rozwoju. Oto pragmatyczny i nieunikniony koniec prywatnego pejzażu: obwodnica, wysypisko śmieci, stacja benzynowa. Noc nareszcie oswojona.

Podziel się

  • 1 komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu