Zapiski na biletach. Niedziela w Polsce

Michał Olszewski, "Tygodnik Powszechny"
2009-11-13 , aktualizacja: 13.11.2009 11:57
A A A Drukuj
Przy okazji świąt niepodległościowych nabrzmiewa w Polsce jęk. Nie inaczej jest i 11 listopada.
Na przykład w tym roku pięknie zaśpiewał prozaik Marek Nowakowski ("Rzeczpospolita" 10-11 listopada, artykuł "Stan polskiego ducha"). Mówiąc w największym skrócie - rocznica niepodległości jest świetną okazją, by ruszyć w rytualny taniec z okrzykiem "wszystko przegrane". Dla Nowakowskiego sprawa jest oczywista. Pod koniec PRL "coś się zaczęło, ale nie tak miało być". "Zamiast prostej drogi zaczęły się meandry, toczyły się zawiłe gry kompromisów, układów, lawirowanie i elokwentna żonglerka słowem coraz bardziej pokrętnym, kryjącym inne treści". W tej pięknej frazie prozaik w prosty i dobitny sposób opowiada o tęsknotach ludu polskiego. Miało być łatwo, czytelnie, bez zamazań, a tu znowu szarości wkradły się w pejzaż. Zamiast kontrastów błoto, a w błocie tym my. A na Górze znowu jacyś Oni i jedyna nadzieja w Muzeum Powstania Warszawskiego, w rysunku, na którym widać chłopca wpatrzonego w zdjęcie szarżujących powstańców. Chłopiec mówi do ojca "Tatusiu, ja chciałbym tam być z nimi", co Markowi Nowakowskiemu daje nadzieję, że nie wszystko w nowej Polsce stracone.

Wszystko jasne, wszystko prawda. Tak się pięknie zapowiadało, a wyszło nijako. Wszyscy tu żałujemy, wszyscy widzimy te dwadzieścia lat bezbrzeżnych klęsk i porażek, bez głodu, wojny i klęsk co prawda (choć wojna by się może przydała, wszak to czytelna, czarno-biała sytuacja), ze względną stabilizacją, z trudną, ale jednak wolnością, z krajem, w którym każdy może pleść, co mu ślina na język przyniesie. Nowakowskiego i innych bystrych obserwatorów jednak te pozory nie zmylą. Nie tak miało być. Miał być raj, a wyszła afera Rywina. Miało być czarno-biało, latarnie już czekały, a tu znowu zgnilizna moralna i relatywizm. Ech, średnie szerokości, ech, kraju od może do może! Dlaczego tak dużo w tobie tonów i półcieni, dlaczego tak mało przestrzeni dla Marka Nowakowskiego, który świat widzi biblijnie i piękną frazą mówi czytelnikowi "tak, tak, nie, nie"?

Jest ten dyskurs na tyle wciągający, tak łatwo się w nim zadurzyć, że trzeba sięgnąć po sole trzeźwiące. W tym przypadku nie od rzeczy będzie przywołać piękny felieton Stefana Kisielewskiego „Niedziela w Polsce” z roku 1981. Rzecz dzieje się na rubieżach wschodnich, zimą. Autor relacjonuje swoją przechadzkę po mieście wojewódzkim: „Teraz odkryłem nową zagadkę z tego cyklu: co jest najbardziej puste? Odpowiedź: czynny kiosk »Ruchu « w niedzielę w mieście Przemyślu. Oczywiście, otwartego niedzielnego kiosku trzeba się najpierw w mieście Przemyślu mocno naszukać, nawłóczywszy się po pustawych, brudnawych i smutnawych starych uliczkach. A oto jakie pisma figurowały w owym kiosku: »Prezentacje «, »Angielski w radiu «, »Przegląd polonijny «, »Z pola walki «, »Filatelista «, »Ideologia i polityka «, »Zagadnienia wychowawcze «, »Uchodźcy polscy na Węgrzech «”.

Mimo wszystkich klęsk zdarza się po tych 20 latach odzyskanej niepodległości, że niedziela w mieście na rubieżach wygląda inaczej. Gazet jakby więcej, restauracje otwarte, pieniędzy w kieszeniach jakby więcej, Nowakowskiego z jego tęsknotami drukują w pierwszym obiegu. Można wyjechać, internowanych zasadniczo brak. W planie ideowym niczego to oczywiście nie zmienia, w planie ideowym to nieważny element zgniłej układanki, warto jednak mieć w pamięci inne niedziele i inne dni świąteczne, tak głęboko beznadziejne, że bolą nawet wspomnienia o nich. Marek Nowakowski najwyraźniej zapomniał.

Jedyna nadzieja, że znowu odmieni się czas i będzie mógł podawać butelki z benzyną swoim wnukom.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu