Krakowska nowa klasa średnia w pułapce

Magdalena Kursa
2010-01-15 , aktualizacja: 15.01.2010 11:57
A A A Drukuj
Niski kapitał społeczny Krakowa wyszedł w sondażu, dlatego że jako wskaźnik przyjęto przynależność do formalnych organizacji. Tymczasem krakowianie są aktywni, ale angażują się w stowarzyszenia nieformalne. Rozmowa z Pawłem Kubickim*
Co się poprawiło, co pogorszyło w Krakowie
Co się poprawiło, co pogorszyło w Krakowie
Co się poprawiło, co pogorszyło w Tarnowie
Co się poprawiło, co pogorszyło w Tarnowie
Magdalena Kursa: Życie w polskich miastach to niemal raj na ziemi - tak przynajmniej wynika z naszego sondażu.

Paweł Kubicki: Ten niezwykle wysoki poziom ogólnego zadowolenia z życia, ocierający się w niektórych miejscach, np. w Gdyni, wręcz o euforię (97 proc. zadowolonych), jest rzeczywiście uderzający. Przecież nawet w tych miastach, które są na samym dole stawki, jak Łódź czy Szczecin, zadowolenie i tak jest duże. Przyczyn tego jest kilka: nasza akcesja do Unii Europejskiej, bogacenie się społeczeństwa wynikające z boomu gospodarczego ostatnich lat, pojawienie się w miastach nowej klasy średniej. Jeśli człowiek porówna szarość PRL-u z obecnym wyglądem miast, musi być optymistą.

Krakowianie oceniają jednak swoje miasto nieco mniej optymistycznie niż mieszkańcy Gdyni czy Wrocławia. Z sondażu wynika, że w najpiękniejszym polskim mieście żyje się równie komfortowo jak w Białymstoku.

- Bo Kraków jest najatrakcyjniejszy dla turystów i przybyszów z zewnątrz. Dla mieszkańców nieco mniej. Moim zdaniem wynika to z negatywnych konsekwencji boomu mieszkaniowego. W ostatniej dekadzie powstało mnóstwo bloków i osiedli, które nie były wpisane w szersze plany urbanistyczne, bez dogodnych dróg dojazdowych, bez odpowiedniej infrastruktury, np. przedszkoli czy sklepów. Tymczasem to właśnie tam mieszka spora część nowej klasy średniej. Ci ludzie wpadli w pułapkę. Kupowali swoje mieszkania w szczycie boomu, przepłacali, skuszeni obietnicami dewelopera, że to modne miejsce, że wkrótce powstanie tam linia szybkiego tramwaju czy nowa droga. Tymczasem dziś okazuje się, że młode małżeństwo, mieszkające np. na osiedlu Europejskim, musi nieraz stracić rano na dojazdy trzy godziny: najpierw wywozi z tej osiedlowej klatki dziecko do przedszkola, potem jedzie do pracy, często w przeciwnym końcu miasta. To wszystko wpływa na niższe wskaźniki zadowolenia z życia w Krakowie.

We Wrocławiu czy w Gdyni też pewno powstają osiedla na peryferiach...

- Oczywiście. Na dodatek Kraków ma jeden z lepszych systemów komunikacyjnych. Ale w kreowaniu optymizmu bardzo ważna jest rola lidera, prezydenta miasta. Mieszkańcy Wrocławia uwierzyli prezydentowi Dutkiewiczowi, że ich miasto jest przykładem sukcesu. Jeśli ktoś o tym nieustannie mówi, ludzie w to wierzą. Inna sprawa to rola ogólnopolskich mediów, które regularnie przedstawiają Wrocław jako miasto bardzo dobrze zarządzane.

Niemal w każdym z miast, bez względu na sukcesy prezydenta, ludzie znacznie bardziej ufają mu niż władzom centralnym.

- I to jest bardzo optymistyczne. Zaufanie do wybranych w wyborach bezpośrednich prezydentów miast to sukces reformy samorządowej. Wrocław to ograny przykład, znacznie ciekawszy jest Rzeszów, gdzie prezydent z SLD cieszy się większym zaufaniem niż Kościół, mimo że Podkarpacie to tradycyjne zagłębie konserwatyzmu. Jacek Majchrowski też ma wysoki wynik zaufania, choć na tle takich gwiazd samorządowych jak Rafał Dutkiewicz czy Wojciech Szczurek z Gdyni wypada blado.

Mówi się, że demokracja tworzy się wraz z korzeniami trawy. Jeśli nauczymy jej się na poziomie lokalnym, być może w przyszłości będziemy też ufać rządowi.

Radnym jednak nie ufamy zbytnio.

- Ponieważ są anonimowi, trudno zaufać komuś, kogo się nie widzi. Nigdy nie potrafili udowodnić, że Kraków to ich partia. Wręcz przeciwnie - ostatnie zamieszanie w radzie o budżet i oddawanie ziemi Kościołowi pokazały, że krakowscy radni wykonują decyzje partyjne. Są emanacją polityki centralnej w wydaniu lokalnym. Powinni to zmienić. I nauczyć się dialogu ze społeczeństwem. Byłem ostatnio na spotkaniu przedstawicieli organizacji pozarządowych na temat konsultacji społecznych. Nie było tam ani jednego radnego.

W sondażu uderza też to, że aż 32,5 proc. krakowian uważa, że nasze władze są skorumpowane. W tym rankingu jesteśmy w krajowej czołówce.

- Przyczyniły się do tego z pewnością ubiegłoroczne afery z politykami i radnymi PO w tle, np. z Pawłem Sularzem, który był zatrudniony w spółce oskarżonej o wyprowadzanie pieniędzy. Potem doszły problemy z budżetem. Ludzie pomyśleli, że skoro jest taki chaos, to coś tu musi być nie w porządku.

Mało optymistyczne dla Krakowa są też dane o naszym niezbyt dużym zaangażowaniu w działalność społeczną.

- Akurat z tymi danymi się nie zgadzam. Niski kapitał społeczny Krakowa wyszedł w sondażu dlatego, że jako wskaźnik przyjęto przynależność do formalnych organizacji pozarządowych czy partii politycznych. Tymczasem z naszych badań wynika, że krakowianie są wyjątkowo aktywni, ale często angażują się w stowarzyszenia nieformalne. Robią np. stronę internetową swojej dzielnicy czy biorą udział w święcie swojej ulicy. Kraków ma najlepiej rozwiniętą tożsamość dzielnic, niemal każda ma kilka portali internetowych. Dobrym wskaźnikiem na aktywność krakowian jest ich potwierdzony sondażowo duży udział we wspólnotach mieszkaniowych, dwa razy większy niż w Tarnowie. To świadczy o zaufaniu do sąsiadów.

W Krakowie jak w każdym mieście akademickim ludzie chętniej działają na rzecz publicznego dobra, choć bez formalnej pieczątki. Dane statystyczne tego nie łapią. To zaangażowanie wpisane jest jednak w etos inteligencki. Jestem więc przekonany, że Kraków ten kapitał społeczny ma, ale nie udało się go w badaniach pokazać.

To doradźmy na koniec, co powinni zrobić rządzący, by ten kapitał społeczny krakowian wykorzystać. By w kolejnych sondażach Krakowem zachwycali się nie tylko turyści...

- Prezydenci Wrocławia czy Gdyni, a także tamtejsi radni, mówią często: to miasto jest naszą partią. Życzyłbym takich polityków Krakowowi. Poza tym powinni bez wątpienia bardziej skupić się na dobrym projektowaniu miasta. To, co się obecnie dzieje, to kompletny chaos. Ludzie topią pieniądze i zadłużają się do końca życia, by kupić mieszkanie w miłym, spokojnym miejscu, po kilku latach zaś okazuje się, że mieszkają w centrum ogromnego osiedla. Czy ktokolwiek z rządzących w Krakowie ma wizję, jak to miasto będzie wyglądać za 20 lat?

* Dr Paweł Kubicki jest socjologiem i antropologiem kultury, wykłada w Instytucie Europeistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. W ramach unijnego grantu wraz z dr. Marcinem Galentem prowadził badania na temat tożsamości miast.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu