Zapiski na biletach. Po bunkrze
2010-01-22
, aktualizacja: 22.01.2010 12:40
A w Oświęcimiu zaszła wielka zmiana. Wraz z końcem roku z rynku zniknął dom handlowy Tęcza i wojenna tajemnica, jaką w sobie skrywał.
Było tak: w roku 1943 Niemcy w centrum miasteczka Auschwitz zbudowali masywny schron. Na zdjęciach z czasów wojny galicyjski rynek wygląda, jakby w jego sercu wyrósł betonowy wrzód o regularnym kształcie.
Schron przetrwał wojnę w stanie nienaruszonym. Już po wyzwoleniu mieszkańcy obsadzili go drzewami. W cieniu drzew stanęły ławeczki, żeby było gdzie przysiąść w oczekiwaniu na PKS. Oświęcim z tamtych lat to podobno smutne miasto, skryte w głębokim cieniu obozu.
Pod koniec lat 60. drzewa zniknęły i pełną parą ruszyła budowa. W Oświęcimiu lały się asfalt i cement, budowano bloki, szpital, dworzec. Schron posłużył za podporę domu handlowego Tęcza, w którym oświęcimianie mogli nabyć emalię z Olkusza, wózek dla dziecka, jesionkę i garnitur na ślub. Wrzód zniknął, przykryty architekturą komercyjną środkowego PRL-u, jakiej pełno do dzisiaj w każdym zakątku naszej krainy. Mówisz "Tęcza" i wszystko staje się jasne. Przeszklone, horyzontalne budynki od Augustowa po Jelenią Górę, od Szczecina po Ustrzyki Dolne, Salon Pana, Salon Pani, Tęcza, Zorza, Uniwersam, na pierwszym piętrze stoiska z krawiectwem ciężkim, dziwnie podobne do muzeów, pamiętamy przecież, z jakim pietyzmem i nabożeństwem klienci brali w palce materiał albo okręcali się przed lustrami w przymierzalniach; na parterze dział spożywczy, a w nim mleko w butelkach. Dla wielu oświęcimian optymistyczna Tęcza była symbolem tego, co w urządzonej na nowo ojczyźnie najlepsze.
Jeszcze później wokół Tęczy zrobiło się naprawdę kolorowo, zakwitły tam parasole z nazwami browarów, stanęły ławeczki, było słychać muzykę i niejedno piwo tam przeżyłem z przyjaciółmi. Na szybach pojawiły się napisy "Wszystko po 4 zł". Podobno część młodych oświęcimian nie miała pojęcia, że pije piwo pod ścianą bunkra.
Od kilku lat lokalne władze debatowały też, czy budynek powinien zostać, czy też zburzyć go do dna. Zwyciężyła koncepcja, którą pięknie ujęła w 2006 roku radna Grażyna Kopeć: "Przedmiotowy bunkier z wielu przyczyn powinien być rozebrany". Dlaczego? Dopowiedzmy. Ponieważ szpeci, ponieważ nie pozwala nam zobaczyć, jak pięknie wyglądał Oświęcim kiedyś. Ponieważ odstrasza turystów. Ponieważ przypomina o wojnie oraz o komunizmie, nie wiadomo nawet, o czym bardziej, bo przecież jest to konstrukcja piętrowa i zawikłana, typowo polski palimpsest, nie wiadomo już do końca, gdzie kończy się Niemiec, a zaczyna komunista, gdzie naprawa zapalniczek, a gdzie stanowisko CKM-u. Ponieważ istnieje w Oświęcimiu bardzo żywe przekonanie, że gdyby nie wojna i obóz, miasto to byłoby potęgą na skalę europejską, a nadal obecny cień wojny odrzuca inwestorów, którzy w innym przypadku zjechaliby tu ze wszystkich stron ze swoimi fabrykami i pieniędzmi. Ponieważ jest w Oświęcimiu ciągle silne marzenie, by miasto nie było kojarzone z obozem i wojną jako taką, by obecność obozu nie wpływała nań w żaden sposób. Miasto ma być miłą dla oka atrakcją turystyczną, leniwym i pięknym cudem myśli galicyjskiej sprzed wojny, napisałbym nawet, że przenikniętym duchem Schulza, ale nie napiszę, bo Schulz również oznacza wojnę. Kryje się w tych przekonaniach tragizm ludzi, którzy nie potrafią zaakceptować faktu, że ich miasto rodzinne już zawsze będzie dodatkiem do obozu koncentracyjnego.
Zacytujmy lokalne wydanie „Gazety Krakowskiej” z 9.12.2009: „ »Ten bunkier wszystkim nam kojarzy się z wojną, czyli z tym co najgorsze - mówi Józef Figura z osiedla Stare Miasto w Oświęcimiu. - Dla mieszkańców miasta historia tamtego okresu jest szczególnie bolesna «. Dodaje, że cieszy się, że wychodząc z domu, nie będzie musiał każdego dnia patrzeć na ten znienawidzony symbol niemieckiej okupacji”.
Ani bunkra, ani Tęczy już nie ma. Nie szpecą, nie przypominają, nie są wrzodem ani niczym innym, zostały jedynie na zdjęciach.
Są natomiast pierwsze sygnały, co będzie podziwiał Józef Figura w centrum Oświęcimia. Swój pomysł zaprezentowali ostatnio projektanci z Gliwic. Zamiast wojny i komunizmu będzie scena dla artystów, oprócz tego trochę drzew, trochę ławek, fontanna i oświetlenie wmontowane w nową płytę rynku.
Na pierwszy rzut oka to przezroczysta, minimalna architektura, bez zadęcia i specjalnych ambicji. Miejsca na cień również w niej jakby mniej.
Choć to ostatnie musi być złudzeniem.
Schron przetrwał wojnę w stanie nienaruszonym. Już po wyzwoleniu mieszkańcy obsadzili go drzewami. W cieniu drzew stanęły ławeczki, żeby było gdzie przysiąść w oczekiwaniu na PKS. Oświęcim z tamtych lat to podobno smutne miasto, skryte w głębokim cieniu obozu.
Pod koniec lat 60. drzewa zniknęły i pełną parą ruszyła budowa. W Oświęcimiu lały się asfalt i cement, budowano bloki, szpital, dworzec. Schron posłużył za podporę domu handlowego Tęcza, w którym oświęcimianie mogli nabyć emalię z Olkusza, wózek dla dziecka, jesionkę i garnitur na ślub. Wrzód zniknął, przykryty architekturą komercyjną środkowego PRL-u, jakiej pełno do dzisiaj w każdym zakątku naszej krainy. Mówisz "Tęcza" i wszystko staje się jasne. Przeszklone, horyzontalne budynki od Augustowa po Jelenią Górę, od Szczecina po Ustrzyki Dolne, Salon Pana, Salon Pani, Tęcza, Zorza, Uniwersam, na pierwszym piętrze stoiska z krawiectwem ciężkim, dziwnie podobne do muzeów, pamiętamy przecież, z jakim pietyzmem i nabożeństwem klienci brali w palce materiał albo okręcali się przed lustrami w przymierzalniach; na parterze dział spożywczy, a w nim mleko w butelkach. Dla wielu oświęcimian optymistyczna Tęcza była symbolem tego, co w urządzonej na nowo ojczyźnie najlepsze.
Jeszcze później wokół Tęczy zrobiło się naprawdę kolorowo, zakwitły tam parasole z nazwami browarów, stanęły ławeczki, było słychać muzykę i niejedno piwo tam przeżyłem z przyjaciółmi. Na szybach pojawiły się napisy "Wszystko po 4 zł". Podobno część młodych oświęcimian nie miała pojęcia, że pije piwo pod ścianą bunkra.
Od kilku lat lokalne władze debatowały też, czy budynek powinien zostać, czy też zburzyć go do dna. Zwyciężyła koncepcja, którą pięknie ujęła w 2006 roku radna Grażyna Kopeć: "Przedmiotowy bunkier z wielu przyczyn powinien być rozebrany". Dlaczego? Dopowiedzmy. Ponieważ szpeci, ponieważ nie pozwala nam zobaczyć, jak pięknie wyglądał Oświęcim kiedyś. Ponieważ odstrasza turystów. Ponieważ przypomina o wojnie oraz o komunizmie, nie wiadomo nawet, o czym bardziej, bo przecież jest to konstrukcja piętrowa i zawikłana, typowo polski palimpsest, nie wiadomo już do końca, gdzie kończy się Niemiec, a zaczyna komunista, gdzie naprawa zapalniczek, a gdzie stanowisko CKM-u. Ponieważ istnieje w Oświęcimiu bardzo żywe przekonanie, że gdyby nie wojna i obóz, miasto to byłoby potęgą na skalę europejską, a nadal obecny cień wojny odrzuca inwestorów, którzy w innym przypadku zjechaliby tu ze wszystkich stron ze swoimi fabrykami i pieniędzmi. Ponieważ jest w Oświęcimiu ciągle silne marzenie, by miasto nie było kojarzone z obozem i wojną jako taką, by obecność obozu nie wpływała nań w żaden sposób. Miasto ma być miłą dla oka atrakcją turystyczną, leniwym i pięknym cudem myśli galicyjskiej sprzed wojny, napisałbym nawet, że przenikniętym duchem Schulza, ale nie napiszę, bo Schulz również oznacza wojnę. Kryje się w tych przekonaniach tragizm ludzi, którzy nie potrafią zaakceptować faktu, że ich miasto rodzinne już zawsze będzie dodatkiem do obozu koncentracyjnego.
Zacytujmy lokalne wydanie „Gazety Krakowskiej” z 9.12.2009: „ »Ten bunkier wszystkim nam kojarzy się z wojną, czyli z tym co najgorsze - mówi Józef Figura z osiedla Stare Miasto w Oświęcimiu. - Dla mieszkańców miasta historia tamtego okresu jest szczególnie bolesna «. Dodaje, że cieszy się, że wychodząc z domu, nie będzie musiał każdego dnia patrzeć na ten znienawidzony symbol niemieckiej okupacji”.
Ani bunkra, ani Tęczy już nie ma. Nie szpecą, nie przypominają, nie są wrzodem ani niczym innym, zostały jedynie na zdjęciach.
Są natomiast pierwsze sygnały, co będzie podziwiał Józef Figura w centrum Oświęcimia. Swój pomysł zaprezentowali ostatnio projektanci z Gliwic. Zamiast wojny i komunizmu będzie scena dla artystów, oprócz tego trochę drzew, trochę ławek, fontanna i oświetlenie wmontowane w nową płytę rynku.
Na pierwszy rzut oka to przezroczysta, minimalna architektura, bez zadęcia i specjalnych ambicji. Miejsca na cień również w niej jakby mniej.
Choć to ostatnie musi być złudzeniem.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień



