Jak obraz za milion dolarów trafił do szafy w Olkuszu

Bartłomiej Kuraś
22.01.2010 , aktualizacja: 22.01.2010 12:46
A A A Drukuj
Niejeden miłośnik malarstwa zazdrości Cieluchowi, że przez blisko dekadę miał tylko dla siebie obraz Claude Moneta - Plaża w Pourville. W szafie w Olkuszu.
Zdjęcie obrazu Claude'a Moneta - Plaża w Pourville
Fot. Muzeum Narodowe w Poznaniu
Zdjęcie obrazu Claude'a Moneta - Plaża w Pourville
Obraz Claude'a Moneta - Plaża w Pourville - w Muzeum Narodowym w Poznaniu
Fot. Tomasz Kamiński / Agencja Gazeta
Obraz Claude'a Moneta - Plaża w Pourville - w Muzeum Narodowym w Poznaniu
Obraz Moneta przywieźli w środę do prokuratury antyterroryści
Fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gzaeta
Obraz Moneta przywieźli w środę do prokuratury antyterroryści
Olkusz. Niespełna 40-tysięczne miasto położone w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej z zachowanymi fragmentami średniowiecznej starówki. Skaliste wzniesienia rozpościerające się wokół miasta są całkiem przyjemne dla oka, o ile lubi się pagórkowate przestrzenie. Miejscowi artyści chętnie malują ten pejzaż, a efekt ich pracy można zobaczyć w kilku tutejszych galeriach. I nabyć - ceny przystępne, już od kilkuset złotych za płótno.

Ale od tygodnia myśli olkuszan zaprząta zupełnie inny pejzaż: obraz "Plaża w Pourville" pędzla Francuza Claude'a Moneta, wart przynajmniej milion dolarów.

Obraz lepszy od blondynki

Claude Monet nigdy nie odwiedził Olkusza. Gdyby kiedyś w przeszłości trafił w te strony, to z pewnością obrazy przedstawiające w gasnącym popołudniowym słońcu wapienie Jury Krakowsko-Częstochowskiej byłyby dzisiaj równie sławne, jak inne jego impresjonistyczne dzieła.

Ale i tak dzięki twórczości wielkiego francuskiego malarza, Olkusz trafił w połowie stycznia tego roku do światowej historii sztuki.

- Teraz trzeba będzie zmienić w podręcznikach rozdziały dotyczące losów jednego z obrazów Moneta. I poświęcić przynajmniej akapit temu, że impresjonistyczny widok "Plaża w Pourville" z 1882 roku przez blisko całą pierwszą dekadę XXI wieku był przechowywany w naszym Olkuszu - zauważa Stanisław Stach, prowadzący olkuską galerię Biura Wystaw Artystycznych. - Choć okoliczności, w jakich jedyny znajdujący się w Polsce obraz Moneta trafił do Olkusza nie są może zbyt chwalebne, to jednak mimo wszystko Olkusz stał się teraz na chwilę znany w świecie z powodu malarstwa - dodaje.

Pan Stanisław Stach, na którego znajomi w mieście mówią Stachu Stach, sam maluje i wystawia swoje prace. W Olkuszu jest powszechnie znany jako miłośnik sztuki. Pewnie dlatego, gdy we wrześniu 2000 r. trop z Muzeum Narodowego w Poznaniu - skąd skradziono impresjonistyczny pejzaż Moneta - zaprowadził śledczych do Olkusza, pierwsze kroki skierowali właśnie do pana Stacha. Wypytywali, czy to może on podał się za olkuskiego studenta Akademii Sztuk Pięknych, który zapragnął przez kilka godzin wykonywać szkice w muzeum. A w rzeczywistości, zamiast szkicować, wstawił w ramy namalowany na tekturze niezbyt dokładny falsyfikat obrazu Claude'a Moneta, by wynieść niepostrzeżenie oryginał. Pan Stach zaprzeczył, miał żelazne alibi. Trop się urwał.

- Już wtedy sposób kradzieży obrazu wydał mi się niezwykle pomysłowy, przypominający kryminalne wyczyny fikcyjnego włamywacza-dżentelmena Arsena Lupina - wspomina Stanisław Stach. - Nie dziwię się, że policjanci pojawili się u mnie. Bo takiego czynu faktycznie mógł dopuścić się ktoś zafascynowany sztuką. Jedni zakochują się w pięknych blondynkach, a inni w pięknych obrazach. Jestem sobie w stanie wyobrazić, że tak właśnie mogło być w tym przypadku. Sprawca kradzieży, choć oczywiście popełnił grzech, zadbał, by obrazowi nic się nie stało. Nie spieniężył go. Przez dziewięć lat mógł oglądać to wielkie dzieło, kiedy tylko zapragnął. To marzenie wielu pasjonatów malarstwa. Chciałbym kiedyś poznać tego człowieka, bo jestem ciekaw jego osobowości... - zamyśla się.

Mało co wychodziło

Słynna "Plaża w Pourville" do wtorku 12 stycznia od ponad dziewięciu lat spoczywała spokojnie w skrytce w szafie, w mieszkaniu na pierwszym piętrze betonowego bloku przy ul. Strzelców Olkuskich. Szare blokowisko kilkudziesięciu czteropiętrowych, identycznych budynków rozrzucone jest na paru hektarach południowych obrzeży Olkusza.

Tutaj wychowywał się Robert Z., którego oskarżono o kradzież. Do dzisiaj mieszkają tu jego rodzice. Twierdzą, że choć przez tyle lat w ich domu było schowane wielkie dzieło malarskie, to nic im syn o tym nie powiedział. Tylko sam często czegoś szukał w jednym z pokoi. W pokoju z szafą.

Pewnie mówią prawdę, bo kiedy do ich drzwi pokrytych brązową dyktą zastukali policjanci i po przeszukaniu znaleźli obraz wart przynajmniej milion dolarów, to ojciec Roberta poczuł się słabo. Jego mama cały czas nie może uwierzyć w to, co się stało. Oczy ma zmęczone z niewyspania.

- To musi być jakaś pomyłka - mówi cicho, uchylając drzwi mieszkania. Nie zaprasza do środka, bo w domu bałagan, po tym wszystkim nie ma siły sprzątać.

W to, że takiej zuchwałej kradzieży dopuścił się mający dzisiaj 41 lat Robert, nie mogą też do końca uwierzyć jego koledzy z osiedla.

- Odkąd pamiętam to miał ksywkę Cieluch albo Cielak, jeszcze w technikum budowlanym, które kończył pod koniec lat 80. To od tego, że był taki ślamazarny i za bardzo nic mu się nie udawało. Nie miał żadnej inwencji, własnego zdania, bez pomysłu na życie. Bez stałego zajęcia, nie potrafił nic porządnie zrobić. Dorabiał na budowach, zwykle na czarno - opowiada rówieśnik Cielucha. - Trochę tam coś próbował kręcić z osiedlowymi chłopakami spod ciemnej gwiazdy, jakimiś dilerami, wódkę z nimi pił, może żeby łatwo jakiś grosz skombinować. Ale na włamy nie chodził - dodaje.

Olkuska policja potwierdza.

- Z rodziną Z. nie było dotąd większych kłopotów - zapewnia młodszy aspirant Dariusz Nabagło, dzielnicowy tej części Olkusza.

Mimo to Robert Z. z powodu swoich podejrzanych kontaktów był znany stróżom prawa. Raz nawet pobrali mu odciski palców, bo ktoś zeznał, że mu Cieluch groził. Zarzuty nie potwierdziły się, ale odciski palców zostały na zawsze w policyjnych kartotekach. Takie same odciski, jak te zostawione podczas kradzieży w poznańskim muzeum na ramie obrazu Moneta.

Zapomniał o alimentach

Przed paroma laty, już po kradzieży obrazu, Robert zamieszkał kilka ulic dalej od swoich rodziców. Przeprowadził się do mieszkania swojej żony na osiedlu Młodych.

Podziel się

  • 8 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów