Głosy z sieci: o Krakowie i jego mieszkańcach

Magdalena Kursa
2010-03-05 , aktualizacja: 05.03.2010 12:20
A A A Drukuj
Prawie tysiąc internetowych komentarzy. Emocjonalnych i refleksyjnych. Dyskusja o nowych i starych krakowskich mieszczanach osiągnęła w internecie, na forum gazety, temperaturę wrzenia...
W kawiarni Noworolski
Fot. WOJCIECH MATUSIK / AG
W kawiarni Noworolski
Les Couleurs
Fot. Adam Golec / AG
Les Couleurs
ZOBACZ TAKŻE
Dostało się i zasiedziałym krakusom, i przyjezdnym. Na ogół jednak starzy i nowi nie kłócili się przesadnie ze sobą. Większość zakorzenionych mieszkańców przyznawała, że przyjezdni rozwijają miasto. Przyjezdni zaś podkreślali, że do Krakowa przyciągnęła ich właśnie tradycja i atmosfera miasta. Przeważały głosy, że miejsce urodzenia jest drugorzędne, dziś o byciu krakowskim mieszczaninem decyduje specyficzny styl życia i myślenia.

Prawie dwa tygodnie temu rozpoczęliśmy na łamach "Gazety" debatę o tożsamości krakowian. Pod hasłem "Uwaga krakowianie, nadchodzą nowi mieszczanie" zwracaliśmy uwagę, że przez ostatnie 20 lat Kraków zmienił się nie do poznania. Do kamienicy symbolicznej Pani Dulskiej wdarł się "świat" - w mieście jest coraz więcej przyjezdnych, także cudzoziemców. Dzięki temu Kraków staje się coraz bardziej otwarty i tolerancyjny. I bliżej mu - przynajmniej w ambicjach - do Berlina czy Londynu, niż do mocno zapyziałego XIX-wiecznego miasteczka, zamkniętego w obrębie Plant.

Gen "K"

Twierdzenie, że krakowskich mieszczan o trzypokoleniowej tradycji nie ma już zbyt wielu, okazało się tezą na wyrost. Z internetowych wpisów wynika, że krakowskie mieszczaństwo ma się całkiem dobrze. Nawet jeśli liczy sobie po 20, 30 lat i pije kawę na Kazimierzu. "Lubię być krakowską mieszczką. Lubię tę lekko przydymioną atmosferę Krakowa. Ale obawiam się, że aby to lubić, trzeba mieć te parę pokoleń krewnych pochowanych w okolicach kaplicy na Rakowicach. Nie musi się każdemu podobać" (Magusia ).

Szczególnie wiele emocji i ponad 200 komentarzy wzbudziły listy pani Bereniki Rewickiej, która twierdziła, że mieszczanin krakowski to ktoś, kto "zapełnia muzea, sale koncertowe w filharmonii i operze oraz kawiarnie w centrum". Według niej napływowej społeczności, np. studenckiej, nie można nazwać krakowskimi mieszczanami. Ktoś inny ubolewał, że tradycyjne krakowskie mieszczaństwo jest "zastępowane przez nowobogackich napływowych, którzy chodzą do multikina i galerii handlowych". Nic więc dziwnego, że w stronę krakowskich mieszczan posypały się gromy.

„Właśnie takich krakowian nie znoszę. Pretensjonalni, z zadartym nosem, wiecznie narzekający. Oni nie usiądą przy jednym stoliku z »plebsem «. Spędziłem w tym mieście sporo czasu, nigdy nie miałem problemu z dogadaniem się z ludźmi, z wyjątkiem krakusów, którzy na powitanie informowali mnie, że są z Krakowa od kilku pokoleń” (the_rapist ).

„W Krakowie szczególnie zadziwia połączenie rzekomej ogłady, wykształcenia, etosu inteligenckiego, z jakimś koszmarnym zamknięciem na (wszelką) odmienność. Dla mnie to klasyczna definicja pseudointeligencji. Na zewnątrz fortepiany w salonie, książki na półkach (czy ze zrozumieniem przeczytane?), a w środku pielęgnacja wyłącznie »swoich światów «. I brak jakiejkolwiek ciekawości tego, co na zewnątrz” (n ).

Pojawiły się też spekulacje, że „dulszczyzna” to zjawisko związane z wiekiem. „Nie jestem z Krakowa, ale mieszkam tu od prawie 10 lat. Większość moich znajomych pochodzi z Krakowa, wiek 25-35; są to wspaniali ludzie, otwarci. Obłąkańczo kochający swoje miasto - co zawsze mnie nieco bawi, ale jest też bardzo sympatyczne. Tymczasem ich rodzice, dziadkowie, ciocie, wujkowie? Tu już sprawa się gmatwa. Bez względu na status materialny: pseudo-Kossak musi wisieć na ścianie, nos zadarty wysoko, maniery dyskusyjne, spojrzenie z ukosa, niechęć do każdego, kto nie jest przynajmniej trzy pokolenia wstecz z Krakowa. Naprawdę, nie wiem, skąd ta różnica pokoleniowa, może jak się dobija pięćdziesiątki i się jest z tego miasta, to nagle uaktywnia się »gen K «? Że tylko właśnie Ryneczek, gołąbeczki, kawiarenki na Rynku, antykwariaty, filharmonia, parasol i kapelusz fantazyjny na głowie. Co nowe, przyjezdne, to zło, począwszy od studentów po ciemnoskórych turystów. Krakowscy emeryci nie uderzają z nudów w klimaty radiomaryjne, mają innego konika: szowinizm lokalny. Są mistrzami Polski w tej dziedzinie”.

Z drugiej strony piewcami zalet krakowskiego mieszczaństwa okazali się nie tylko sami zainteresowani, ale też przyjezdni. „W Krakowie mieszkam zaledwie rok. Antropologia kulturowa to moja pasja. Krakowscy mieszczanie to skarb tego miasta, który jest organizmem żywym i stale pracuje nad jakością życia mieszkańców. Niewiele miast było w Polsce budowanych pokoleniowo. To miasto było dosłownie zbudowane przez inteligencję, bo inteligencja to zarówno inżynierowie, jak i artyści z odbiorcami swojej sztuki. Wzruszam się, gdy słyszę od kolegi, że tu właśnie jest most zbudowany przez jego dziadka. Gdyż przez zawirowania wojenne w Polsce nie ma zbyt wielu takich miast” (Asia z Pomorza ).

„Nie negujcie ich postawy, oni są odpowiedzialni częściowo za to, że Kraków przez cały PRL utrzymał swój XIX-wieczny klimat, który po części przyciąga tu ludzi. Nie zapominajcie, że niektóre kawiarnie są w Krakowie po 100, 80 lat, właśnie dzięki takiemu mieszczaństwu” (qq ).

Przyjezdni zbudowali Kraków

Bez względu na miejsce urodzenia, większość forumowiczów dostrzega, że to właśnie przyjezdni tworzą siłę miast, w tym Krakowa. Wielokrotnie przez forum przewijała się teza, że gdyby nie przyjezdni, Kraków byłby pipidówką. I że atutem miasta jest też gęsto zaludniony i całkiem dobrze wyedukowany region. Przytaczano nazwiska wybitnych krakowian, którzy nie urodzili się w Krakowie, jak Jan Kanty Pawluśkiewicz, Piotr Skrzynecki, Krzysztof Penderecki, Zbigniew Preisner, Jan Nowicki, Krystyna Zachwatowicz, Tadeusz Kantor, Krystian Lupa, Stanisław Lem, Stanisław Dziwisz, Maciej Maleńczuk...

„Kraków zbudowali w większej części ludzie »z zewnątrz «. Pochodzący z Wilna Jagiellonowie wznieśli zamek; przybyły z Włoch Berrecci - kaplicę Zygmuntowską; a i większość najwspanialszych zabytków w tym mieście - Włosi, Niemcy, lub też inni »sztuk mistrzowie «. Kraków był zawsze miastem otwartym na ludzi z zewnątrz. W tym, jak mi się wydaje, tkwi geniusz tego miejsca, otwartego na innych. Jak mawiał Witkacy: najwięksi artyści rodzą się na prowincji” (Teodor ).

„Spójrzcie na Nowy Jork, tam połowa mieszkańców nie urodziła się w NY, ba, oni nie urodzili się nawet w USA” (bob ).

„To, że Kraków prezentuje się bardziej »europejsko” od wielu innych polskich miast, a na ulicach widać tu więcej inteligentnych twarzy niż gdzie indziej, zawdzięczamy głównie studentom. To oni nadają i od wieków nadawali ton naszemu miastu. Środowisko inteligenckie było prężne głównie dzięki temu, że dołączali do niego najzdolniejsi absolwenci spoza Krakowa” (ala ).

Zakorzenieni w Krakowie mieszczanie, w większości też deklarowali otwartość na przyjezdnych.

„Jestem krakowianinem już od paru pokoleń, ale zawsze byłem uczony tego, że jako stolica kultury i centrum rozwoju myśli Kraków jest miejscem otwartym, chętnym wciągnąć do tak zwanej »bohemy” wszystkich ludzi utalentowanych, kreatywnych i otwartych na świat” (Macket ).

"Urodziłem się w Krakowie, ale nie mam do tego miasta stosunku bezkrytycznego ani tym bardziej nie czuję się lepszy niż przyjezdni - uważam nawet, że bez naturalnego przepływu ludzi, myśli, pomysłów Kraków bardzo dużo by stracił. 90 proc. rektorów naszych krakowskich uczelni urodziło się poza Krakowem. Dyrektorzy teatrów, muzeów, placówek oświatowych, szkolnych, szpitali, ordynatorzy, szefowie straży miejskiej, krakowskiej policji, księża, arcybiskup, dziennikarze, szefowie sądów, prokuratorzy - 60-70 procent z nich nie urodziło się w Krakowie, lecz wpływają w znacznym stopniu na jego wizerunek i klimat" (antos ).

Otwartość urodzonych krakowian docenili krakowianie z krótszym stażem. „Mieszkam w Krakowie od 8 lat, nikt nigdy nie zarzucił mi tego, że nie skończyłem liceum w Krakowie i że moi rodzice tutaj nie mieszkają. Nikt! I myślę, że właśnie to świadczy o otwartości tego miasta. Przyjeżdżasz na studia do Krakowa i czujesz się jak u siebie. Nikt, w przeciwieństwie do Warszawy, nie wypytuje cię, od kiedy tu mieszkasz. Zauważcie, że jak ktoś się zapyta osobę mieszkającą w Warszawie od 10 lat, skąd pochodzi - ta odpowie, że z Łodzi, Gdańska, Radomia itp. A w podobnej sytuacji w Krakowie zawsze pierwszą odpowiedzią będzie Kraków i raczej nikt normalny u nas z tego powodu się nie oburza, nawet jeżeli to nie do końca jest prawdą - ale za to świadczy to o przywiązaniu do miasta. I tym Kraków może się szczycić, a nie wysokim lub niskim »gay index «„ (AMA ).

Mieszczańskie Podgórze

Z internetowych wpisów widać, jak bardzo rozrasta się centrum Krakowa i jak bardzo krakowianie - nowi i starzy - identyfikują się ze swoimi dzielnicami. Miłośników Podgórza bardzo oburzyło wyznanie mieszczanki, która nigdy nie poszłaby na kawę do Podgórza.

"Właśnie przyjechałem dwa lata temu z urzędniczej Warszawy i uwielbiam Podgórze, chodzę do Drukarni na kawę o każdej porze i czekam na kładkę w miejscu starego mostu, abym mógł ruszyć rowerkiem po knajpkach Kazimierza" (Habe Podgorskie ).

„To ja, poznaniak, jakoś nie do końca mam w głowie poukładane, skoro uwielbiam pewną kawiarnię na... Podgórzu, gdzie czuję się trochę jak na kochanych Jeżycach, a na randki chodzę tylko na... Kazimierz. Dużo tracisz Mieszczanko, dusząc się w tym swoim fyrtlu »mieszczańskim «„ (ziutek ).

„Żadna szanująca się Wolna Podgórzanka nie powie o sobie »krakowianka «„ (WKMP ).

"Ja mieszkałam na Kazimierzu. Do Podgórza chodziliśmy z rodzicami na spacery do parku, na stadion Korony. Potem z moim synkiem i mężem kontynuowałam te tradycje (było blisko, tylko przez most). Nie mam nic przeciwko żadnej dzielnicy, jestem rodowitą kazimierzanką, ale pewne miejsca się preferuje i tak już jest" (Krysia ).

"Nie mieszkam w 100-letniej kamienicy, nie chodzę po skrzypiących starych parkietach, nie patrzę przez wielkie okna na krakowskie ulice i nie mam domu naszpikowanego antykami, ale nic nie przekreśli tego, że moi rodzice z tego mieszkania (z prawie Nowej Huty!) chodzili do Piwnicy pod Baranami, na kawę i sernik do Hawełki, Wierzynka, Wentzla czy na spacer po Rynku, że w dowodzie osobistym ja i wstecz kilka pokoleń mojej rodziny mamy wpisane jako miejsce urodzenia Kraków. I ja również jestem dumna z mojego Krakowa. Co więcej - kocham to miasto całym sercem" (krakowianka ).

Koniec tkanki miejskiej

Ciekawy wątek to dyskusja nad "miejskością" i "krakowskością" poszczególnych fragmentów miasta, a także nad tym, gdzie przebiegają symboliczne granice miasta? Czy osiedlowe sypialnie to również Kraków?

„Miasto kończy się tam, gdzie kończy się »tkanka” miejska, a nie tam, gdzie stoi tablica. W Krakowie tkanka ta kończy się w promieniu 10 minut rowerem od pomnika Mickiewicza” (lord.wiader ).

„Dla wielu osób Kraków kończy się na przedwojennych granicach, dalej to przedmieścia, tyle że administracyjnie związane z Krakowem, ale nie mające charakteru miejskiego ani krakowskiego. ( ) Miasto ma ulice główne, gdzie jest zwarta zabudowa, na dole sklepy, lokale usługowe, w bocznych ulicach stoją kamienice czy podobna zabudowa, a gdzieniegdzie mniejsze domy prywatne, dzielnice willowe. Takie jak osiedle oficerskie (gdzie Kraków się kończy) czy Salwator. Reszta to nie miasto. Po mieście można chodzić. A jaka jest przyjemność chodzenia po osiedlu Dywizjonu 303? Jedynie stara Nowa Huta ma miejski charakter i to chyba była ostatnia część miasta, która została zaplanowana jak miasto. Swoją drogą sam uważam, że mieszkam na obrzeżach Krakowa, choć to centrum (okolice Ariańskiej), ale tam się kończył XIX-wieczny Kraków” (czasami krakus ).

„Centrum Krakowa już dawno nie zamyka się wokół Plant. Generalnie, niestety, dalej zamyka się wokół drugiej obwodnicy, ale w zależności od definicji sięga dla wielu ludzi dalej. Spędzenie wolnego czasu? Nie tylko Rynek i Kazimierz, ale także Błonia, kopiec, parki; dla studentów i nie tylko: miasteczko studenckie. Zakupy? Centra handlowe poza drugą obwodnicą np. Bonarka i inne centra na trzeciej obwodnicy czy wylotówkach. Sprawy biznesu? Za parę lat Zabłocie i wiele innych miejsc spoza drugiej obwodnicy. Rozdarty Kraków? Ale teraz wszystko wraz z człowiekiem włącznie jest rozdarte. Mnogość spraw, poglądów politycznych, faktów, opinii. Takie są nowoczesne czasy” (Dober ).

Krakus i jego kawa

Jacy są krakowianie - starzy i nowi? Przede wszystkim kochają swoje miasto i mają słabość do jego klimatów. „Jestem krakusem z urodzenia i nie wyobrażam sobie mieszkania w innym mieście. Tu jest kawałek mojej duszy, tu czuję się jak u siebie. Zauważam oczywiście wady miasta czy błędy w zarządzaniu (gdzie był Główny Architekt Miasta, gdy projektowano oświetlenie na kominie »Las Bonarkas «???). O niepowtarzalności decydują »smaczki «, które wpływają na naszą wyobraźnię (mgły na plantach jesiennym wieczorem, Brama Floriańska opustoszała późną nocą, zapomniane uliczki i zaułki Kazimierza, Katedra Wawelska itp). Ludzie z Krakowa (w większości) tak mają, a że czasem próbują definiować to, co nie jest do końca definiowalne, usiłując przypisać Krakowowi »magiczność” na różne sposoby” (Piotrrr ).

„Mnie Kraków się podoba właśnie przez kontrasty i nie do końca określony charakter! Ni to konserwatywny, ni to nowoczesny, ale ogólnie super! Setki kościołów i setki knajp - tego nie ma nigdzie na świecie!” (mama Szymka ).

Takich głosów uwielbienia jest więcej, choć oczywiście zdarzają się też pragmatycy, dla których miasto na pewno nie jest magiczne, zwłaszcza w chwilach, gdy jadą do pracy zatłoczonym MPK. Był też głos, że Kraków nie oferuje niczego poza knajpami dla rozwydrzonych studentów.

Dla wielu internautów wyznacznikiem krakowskości jest nie miejsce urodzenia, ale udział w życiu miasta.

„Oczywiście że tzw. mieszczanin krakowski, utożsamiany z mieszkańcami »centrum « chodzącymi na kawę do kawiarni czy zapełniającymi premiery teatralne i kinowe, stanowi integralną części tego miasta, ale równie ważna wydaje się rola tych »spoza centrum «, równie chętnie chodzących na premiery, koncerty, pijących kawę w kawiarniach, etc., a w wielu wypadkach mających ciekawsze i świeższe spojrzenie na »krakowskie” sprawy. Bycie krakowianinem utożsamiam z tolerancją i otwartością na nowe” (Teodor ).

„W Krakowie większość osób chodzi do filharmonii lub opery nie dlatego, aby ich tam zobaczono. Krakus nie chodzi do kawiarni się lansować, lecz wypić swoją herbatkę. Książek też raczej nie dobiera się grzbietami. Kraków też się zmienia - dziś większość krakusów mieszka dość daleko od Rynku - i »do miasta « trzeba zrobić wyprawę. Ton miastu nadają dziś studenci i turyści. Rzadko już spotyka się w knajpie połączone stoliki, przy których siedzi grupa studentów z asystentem (a nawet z profesorem). Jako krakus ubolewam, że Misteria Paschalia zrobiły się modne, bo cena karnetu wzrosła z 550 do 900 zł... I ludzie jadą na koncerty ekspresami! (tbarbasz ).

„Dla mnie ten »Kraków «, o którym jest mowa w »Uwaga mieszczanie... « tworzą właśnie Ci ludzie »pijący kawę na Brackiej «. Jest to oczywiście pewne uproszczenie. O Krakowie krąży mit, że »tu wszyscy się znają «, ale to wcale mit nie jest. Tylko kto się zna? No ci, co »biorą udział w życiu miasta « (tak, to też brzmi durnie), czyli bywają. Na premierach, wernisażach, w kinach studyjnych czy w tych »kultowych « knajpach. I takim bywalcem może być jakiś pan Wojtek czy Marek, mimo że przyjechał tu pięć albo dwa lata temu. A pan Adam, który mieszka od urodzenia, ale codziennie po pracy wraca do domu i włącza TV nie będzie tym »krakowianinem «„ (Stały bywalec ).

"Pierwszorzędne znaczenie ma natomiast fakt, co ten w Krakowie i poza nim urodzony jest gotów dla tego miasta zrobić" (Ma-ryja ).

"Nie każdy mieszkaniec Krakowa jest krakusem i nie każdy krakus musi być mieszkańcem Krakowa. Krakus to pewien etos i pewien poziom, do którego nie każdy może dorosnąć, ale nikomu nie można tego zabronić" (guru133 ).

Podziel się

  • 5 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu