Kraków to walka dwóch żywiołów: otwartości i ksenofobii
2010-03-26
, aktualizacja: 26.03.2010 18:27
Jesteśmy w Krakowie bardziej mobilni niż kiedyś, bardziej otwarci na świat i na spotkanie z "innym". Nie mam jednak pewności, czy jesteśmy przygotowani np. na meczet na placu na Stawach. W Krakowie zmagają się obecnie dwa żywioły: metropolitarność i otwartość z zapyziałością, prowincjonalizmem i przejawami ksenofobii. To jak walka postu z karnawałem - mówi prof. Jacek Purchla*
ZOBACZ TAKŻE
- Cudzoziemiec wierny klaustrofobicznemu miastu (05-04-10, 16:00)
- Opowieść prawdziwa o narożnej kamienicy w Krakowie (04-04-10, 15:00)
- Dzisiaj krakowianinem zostaje się za zasługi (04-04-10, 12:00)
- Krakowska nowa burżuazja i kultura popularna (05-04-10, 09:00)
- Nowi krakowianie Juliusza Leo. Jacy byli 100 lat temu? (26-03-10, 18:52)
- Tożsamości nie nabywa się poprzez urodzenie w mieście (26-03-10, 18:46)
- Krakowscy mieszczanie i ich ulubione miejsca (12-03-10, 15:34)
- Gdzie teraz bywacie mieszczanie? Tworzymy mapę! (07-03-10, 23:00)
- Głosy z sieci: o Krakowie i jego mieszkańcach (05-03-10, 12:20)
- Konkurs na limeryk o kołtunie rozstrzygnięty! (05-03-10, 09:00)
- Listy. Niech każdy odkrywa Kraków po swojemu (04-03-10, 15:41)
- Listy. Jesteśmy temu miastu potrzebni (04-03-10, 09:00)
- Wolne zawody w Krakowie, kariera w Warszawie (04-03-10, 00:18)
- Mieszczanie, których Kraków nie chce i nie potrzebuje (03-03-10, 10:00)
- Nowych krakowskich mieszczan portret własny (27-02-10, 18:09)
- Konkurs: Trafcie w sedno krakowskiego kołtuństwa! (26-02-10, 12:24)
- Dumny krakowianin wzdycha: jaki ten Kraków straszny! (25-02-10, 22:57)
- Józef Paczyński, więzień nr 121: Byłem fryzjerem Hössa (29-01-10, 11:54)
Magdalena Kursa: Jak historyk Krakowa i ekonomista odczytuje rewolucyjne zmiany, którym nasze miasto podlega w ostatnich latach? Zmienili się też sami krakowianie?
Prof. Jacek Purchla: Kraków jak nigdy wcześniej w historii przeżywa gwałtowną i wielowymiarową zmianę. Trudno w jej trakcie pokusić się o pełną diagnozę zachodzących zjawisk i ich społecznych skutków. To prawdziwa rewolucja. Składa się na nią splot trzech wielkich procesów: transformacji ustrojowej, globalizacji oraz integracji europejskiej, ale także znacząca zmiana pokoleniowa!
Przypomnijmy sobie obraz Krakowa z lat 80. sportretowany przez Jerzego Pilcha i Jerzego Stuhra w filmie "Spis cudzołożnic". To miasto pogrążone w marazmie, izolacji. Groteska, w której mieszczańskość oznaczała zanurzenie się w przeszłości. Codzienne trawienie tradycyjnych wartości było lekarstwem przed postępującą sowietyzacją i degradacją. Przyszłości nie było, więc patrzyliśmy w przeszłość. Lata 80. były ostatnim etapem "matejkowskiego" Krakowa. Dziedzictwo "podpierało" wówczas nasze mocno zakorzenione poczucie europejskiej tożsamości. Było opozycją do siermięgi dnia powszedniego i egzotycznej subkultury, jaką stworzył tzw. realny socjalizm.
Dziś bez kompleksów patrzymy na świat. Staliśmy się bardziej otwarci, demokratyczni, mniej konserwatywni.
- Bez wątpienia. Kraków wszedł w wiek XX jako rezerwat quasi-feudalnych stosunków społecznych. Miał najwyższy wskaźnik służby domowej wśród wszystkich miast monarchii Austro-Węgierskiej. Przedindustrialne miasto pozbawione było nieomal całkowicie burżuazji. W tym "gnieździe Stańczyków" dominowało ponad 200 rodzin arystokratycznych i szlacheckich. Pod pomnikiem Mickiewicza odbywał się jeszcze w okresie międzywojennym swoisty "targ niewolników". Zbierały się tam przybyłe do miasta, szukające pracy kandydatki na gosposie. W okresie międzywojennym podstawową jednostką mieszkalną wciąż była kamienica czynszowa. Kraków nie miał osiedli mieszkaniowych, choćby takich jak warszawski Żoliborz. Nieliczne przykłady tzw. budownictwa społecznego z lat 30. to bloki przy ulicy Praskiej i Prusa. Projektowali je architekci warszawscy, bo krakowscy byli zajęci zleceniami od mieszczaństwa.
Swoisty egalitaryzm przyniosły Krakowowi dopiero powojenne blokowiska.
- Blokowiska zrównały profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego z klasą robotniczą. Paradoks Krakowa tkwi w tym, że miasto, które jest symbolem kontynuacji, przeżyło w XX wieku dwie rewolucje demograficzne. W czasie drugiej wojny światowej Holocaust przerwał wielokulturową tradycję miasta. Budowa Nowej Huty oznaczała nie tylko spóźnioną industrializację, ale wielkie procesy migracyjne. Miały one radykalnie zmienić społeczne oblicze Krakowa, będącego dla reżimu esencją mieszczańskości.
Kolejną rewolucję przyniosła krakowskim mieszczanom transformacja 89 roku.
- Przez transformację ustrojową Kraków przeszedł łagodniej niż miasta przemysłowe - właśnie dzięki mieszczańskości. Kwitnący np. dziś "przemysł biesiadny", te wszystkie restauracje, kawiarnie, kluby nie wzięły się z próżni. Nastąpiło po prostu skomercjalizowanie istniejącej tu wcześniej jeszcze przedwojennej mieszczańskiej kultury i stylu życia - swoisty "powrót od blokowiska do miasta". W samym Krakowie następują intensywne zmiany - miasto młodnieje, zmienia strukturę wykształcenia i strukturę zawodową. Z drugiej strony, choć na ulicach rządzi młodzież, nieformalną władzę w mieście trzymają korporacje zawodowe: lekarze, prawnicy, świat nauki i kultury, kler. W tym tkwi zresztą urok i wada Krakowa. Te światy przenikają się z nowym Krakowem, ale jednocześnie żyją jakby obok niego. Często rodzi się z tego kreatywne napięcie. Jesteśmy w Krakowie bardziej mobilni niż kiedyś, bardziej otwarci na świat i na spotkanie z "innym". Nie mam jednak pewności, czy jesteśmy przygotowani np. na meczet na placu na Stawach. W Krakowie zmagają się obecnie dwa żywioły: metropolitarność i otwartość z zapyziałością, prowincjonalizmem i przejawami ksenofobii. To jak walka postu z karnawałem. Generalnie jednak, dzisiejsi krakowianie są w sensie mentalnym zupełnie innym społeczeństwem. Mentalności dzisiejszego 20-latka nie da się porównać z mentalnością Jacka Purchli, gdy był w tym wieku.
W czym tkwi różnica?
- Dzisiejsi młodzi krakowianie nie mają żadnych kompleksów (a także pokory wobec starszych generacji), są obywatelami świata. Pewni siebie. Wypad Ryanairem na weekend do Londynu czy Paryża nie jest dla nich żadnym problemem. Coraz więcej ludzi w wieku 20 lat wyprowadza się z domu, wynajmują garsonierę w centrum. Studenci są kosmopolityczni. Dramatycznie obniżył się poziom kultury historycznej. Wiem, co mówię, bo jestem belfrem - jedna ze studentek przekonywała mnie ostatnio podczas egzaminu, że trzeciego rozbioru Polski dokonały NRD i Związek Radziecki!
Straszne! Jak interpretuje Pan określenie nowi mieszczanie?
- Kojarzy mi się z ukształtowanym w latach 80. zachodnim modelem konsumpcji, który dotarł do polskich miast. Ma to związek z mentalną zmianą krakowian: walka o indywidualny sukces wypiera dziś postawę obywatelską i działanie służące dobru wspólnemu.
Ale według socjologów Pawła Kubickiego i Marcina Galenta, to właśnie nowi mieszczanie, dla których podstawą tożsamości jest życie w mieście, angażują się w przeróżne organizacje pozarządowe działające np. na rzecz ich dzielnic.
- Prawdą jest, że ci nowi mieszczanie wyręczają często samorząd w trosce o dobro wspólne. Nie chcę, by to zabrzmiało jak oskarżenie, ale w roku 1989 nie sądziłem, że odrodzony samorząd będzie tak bardzo różny od tego w czasach autonomii galicyjskiej. Nasza nowa klasa polityczna stworzyła model samorządowy, zupełnie nieadekwatny do wyzwań stojących przed dużymi miastami. Ustawa o samorządzie napisana została w roku 1990 pod gminę wiejską. To "upcimienie Krakowa" jest powodem wielu patologii w rozwoju naszego miasta. Jego potencjał, a także energię jego mieszkańców dusi dziś w dodatku wulgarny centralizm.
Równocześnie Kraków rozrasta się i podobnie jak przed stu laty, staje dziś przed ważnymi pytaniami o swoje granice. To czytelna analogia do czasów narodzin Wielkiego Krakowa za prezydentury Juliusza Leo. Dziś Krakowa nie można redukować do granic administracyjnych gminy. Po przejściu przez fazę wielkiego blokowiska, krakowianie przesiedli się z tramwajów do swoich nowych limuzyn i zaczęli budować domy za miastem. Użytkownikami miasta są dziś nie tylko krakowianie zameldowani w nim, ale też mieszkańcy gmin ościennych. Miasto traci na tym ekonomicznie. Dlatego m.in. tak pilnie potrzebna jest dzisiaj nowa wizja Wielkiego Krakowa i skuteczniejsze instrumenty zarządzania tym skomplikowanym organizmem.
Krakowski samorząd rzeczywiście cechuje znikoma kreatywność urbanistyczna. Na naszym forum internetowym nie brakowało ubolewań, że typowa tkanka miejska kończy się dziś tam, gdzie przed wybuchem drugiej wojny.
- Kraków ma dzisiaj wielu zdolnych urbanistów, ale nie ma urbanistyki. Przestrzenią rządzą dzisiaj "prawnicy i deweloperzy". Samorząd jest często zaledwie statystą, bo na pewno nie kreatorem wartościowej urbanistyki. To choroba, która toczy dzisiaj wszystkie polskie miasta. W Krakowie, który w trudnym okresie dwudziestolecia międzywojennego wybił się np. na kreację urbanistyczną Alei Trzech Wieszczów, to szczególnie drastyczny regres cywilizacyjny. To dlatego również nowi mieszczanie-obywatele próbują brać sprawy miasta w swoje ręce poza samorządem. To ważny sygnał.
Kraków, znajdujący się w kulturowej przestrzeni Europy Środkowej, najbliższe związki miał tradycyjnie z miastami tego obszaru: Wiedniem, Lwowem. Nowi mieszczanie chętniej latają jednak do Londynu czy Berlina.
- Między jednym a drugim nie ma sprzeczności. Władysław Bartoszewski na pytanie, kim jest, odpowiada: Polakiem, katolikiem, warszawiakiem, Europejczykiem. W czasach, gdy urbanizacja skupia się w największych węzłach sieci, interakcja mieszkańców jest czymś naturalnym. Berlin na naszych oczach staje się - po Londynie i Paryżu - trzecim miastem globalnym Europy. Kraków wchodzi w strefę oddziaływania Berlina, z którym - bo nie z Warszawą - połączony jest dziś autostradą. Z drugiej strony Kraków wciąż jest esencją Europy Środkowej, leży w samym sercu tego regionu jako jedyna niestołeczna metropolia pomiędzy: Warszawą, Berlinem, Pragą, Wiedniem, Bratysławą i Budapesztem. To nasza ciągle słabo wykorzystana szansa!
Prof. Jacek Purchla: Kraków jak nigdy wcześniej w historii przeżywa gwałtowną i wielowymiarową zmianę. Trudno w jej trakcie pokusić się o pełną diagnozę zachodzących zjawisk i ich społecznych skutków. To prawdziwa rewolucja. Składa się na nią splot trzech wielkich procesów: transformacji ustrojowej, globalizacji oraz integracji europejskiej, ale także znacząca zmiana pokoleniowa!
Przypomnijmy sobie obraz Krakowa z lat 80. sportretowany przez Jerzego Pilcha i Jerzego Stuhra w filmie "Spis cudzołożnic". To miasto pogrążone w marazmie, izolacji. Groteska, w której mieszczańskość oznaczała zanurzenie się w przeszłości. Codzienne trawienie tradycyjnych wartości było lekarstwem przed postępującą sowietyzacją i degradacją. Przyszłości nie było, więc patrzyliśmy w przeszłość. Lata 80. były ostatnim etapem "matejkowskiego" Krakowa. Dziedzictwo "podpierało" wówczas nasze mocno zakorzenione poczucie europejskiej tożsamości. Było opozycją do siermięgi dnia powszedniego i egzotycznej subkultury, jaką stworzył tzw. realny socjalizm.
Dziś bez kompleksów patrzymy na świat. Staliśmy się bardziej otwarci, demokratyczni, mniej konserwatywni.
- Bez wątpienia. Kraków wszedł w wiek XX jako rezerwat quasi-feudalnych stosunków społecznych. Miał najwyższy wskaźnik służby domowej wśród wszystkich miast monarchii Austro-Węgierskiej. Przedindustrialne miasto pozbawione było nieomal całkowicie burżuazji. W tym "gnieździe Stańczyków" dominowało ponad 200 rodzin arystokratycznych i szlacheckich. Pod pomnikiem Mickiewicza odbywał się jeszcze w okresie międzywojennym swoisty "targ niewolników". Zbierały się tam przybyłe do miasta, szukające pracy kandydatki na gosposie. W okresie międzywojennym podstawową jednostką mieszkalną wciąż była kamienica czynszowa. Kraków nie miał osiedli mieszkaniowych, choćby takich jak warszawski Żoliborz. Nieliczne przykłady tzw. budownictwa społecznego z lat 30. to bloki przy ulicy Praskiej i Prusa. Projektowali je architekci warszawscy, bo krakowscy byli zajęci zleceniami od mieszczaństwa.
Swoisty egalitaryzm przyniosły Krakowowi dopiero powojenne blokowiska.
- Blokowiska zrównały profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego z klasą robotniczą. Paradoks Krakowa tkwi w tym, że miasto, które jest symbolem kontynuacji, przeżyło w XX wieku dwie rewolucje demograficzne. W czasie drugiej wojny światowej Holocaust przerwał wielokulturową tradycję miasta. Budowa Nowej Huty oznaczała nie tylko spóźnioną industrializację, ale wielkie procesy migracyjne. Miały one radykalnie zmienić społeczne oblicze Krakowa, będącego dla reżimu esencją mieszczańskości.
Kolejną rewolucję przyniosła krakowskim mieszczanom transformacja 89 roku.
- Przez transformację ustrojową Kraków przeszedł łagodniej niż miasta przemysłowe - właśnie dzięki mieszczańskości. Kwitnący np. dziś "przemysł biesiadny", te wszystkie restauracje, kawiarnie, kluby nie wzięły się z próżni. Nastąpiło po prostu skomercjalizowanie istniejącej tu wcześniej jeszcze przedwojennej mieszczańskiej kultury i stylu życia - swoisty "powrót od blokowiska do miasta". W samym Krakowie następują intensywne zmiany - miasto młodnieje, zmienia strukturę wykształcenia i strukturę zawodową. Z drugiej strony, choć na ulicach rządzi młodzież, nieformalną władzę w mieście trzymają korporacje zawodowe: lekarze, prawnicy, świat nauki i kultury, kler. W tym tkwi zresztą urok i wada Krakowa. Te światy przenikają się z nowym Krakowem, ale jednocześnie żyją jakby obok niego. Często rodzi się z tego kreatywne napięcie. Jesteśmy w Krakowie bardziej mobilni niż kiedyś, bardziej otwarci na świat i na spotkanie z "innym". Nie mam jednak pewności, czy jesteśmy przygotowani np. na meczet na placu na Stawach. W Krakowie zmagają się obecnie dwa żywioły: metropolitarność i otwartość z zapyziałością, prowincjonalizmem i przejawami ksenofobii. To jak walka postu z karnawałem. Generalnie jednak, dzisiejsi krakowianie są w sensie mentalnym zupełnie innym społeczeństwem. Mentalności dzisiejszego 20-latka nie da się porównać z mentalnością Jacka Purchli, gdy był w tym wieku.
W czym tkwi różnica?
- Dzisiejsi młodzi krakowianie nie mają żadnych kompleksów (a także pokory wobec starszych generacji), są obywatelami świata. Pewni siebie. Wypad Ryanairem na weekend do Londynu czy Paryża nie jest dla nich żadnym problemem. Coraz więcej ludzi w wieku 20 lat wyprowadza się z domu, wynajmują garsonierę w centrum. Studenci są kosmopolityczni. Dramatycznie obniżył się poziom kultury historycznej. Wiem, co mówię, bo jestem belfrem - jedna ze studentek przekonywała mnie ostatnio podczas egzaminu, że trzeciego rozbioru Polski dokonały NRD i Związek Radziecki!
Straszne! Jak interpretuje Pan określenie nowi mieszczanie?
- Kojarzy mi się z ukształtowanym w latach 80. zachodnim modelem konsumpcji, który dotarł do polskich miast. Ma to związek z mentalną zmianą krakowian: walka o indywidualny sukces wypiera dziś postawę obywatelską i działanie służące dobru wspólnemu.
Ale według socjologów Pawła Kubickiego i Marcina Galenta, to właśnie nowi mieszczanie, dla których podstawą tożsamości jest życie w mieście, angażują się w przeróżne organizacje pozarządowe działające np. na rzecz ich dzielnic.
- Prawdą jest, że ci nowi mieszczanie wyręczają często samorząd w trosce o dobro wspólne. Nie chcę, by to zabrzmiało jak oskarżenie, ale w roku 1989 nie sądziłem, że odrodzony samorząd będzie tak bardzo różny od tego w czasach autonomii galicyjskiej. Nasza nowa klasa polityczna stworzyła model samorządowy, zupełnie nieadekwatny do wyzwań stojących przed dużymi miastami. Ustawa o samorządzie napisana została w roku 1990 pod gminę wiejską. To "upcimienie Krakowa" jest powodem wielu patologii w rozwoju naszego miasta. Jego potencjał, a także energię jego mieszkańców dusi dziś w dodatku wulgarny centralizm.
Równocześnie Kraków rozrasta się i podobnie jak przed stu laty, staje dziś przed ważnymi pytaniami o swoje granice. To czytelna analogia do czasów narodzin Wielkiego Krakowa za prezydentury Juliusza Leo. Dziś Krakowa nie można redukować do granic administracyjnych gminy. Po przejściu przez fazę wielkiego blokowiska, krakowianie przesiedli się z tramwajów do swoich nowych limuzyn i zaczęli budować domy za miastem. Użytkownikami miasta są dziś nie tylko krakowianie zameldowani w nim, ale też mieszkańcy gmin ościennych. Miasto traci na tym ekonomicznie. Dlatego m.in. tak pilnie potrzebna jest dzisiaj nowa wizja Wielkiego Krakowa i skuteczniejsze instrumenty zarządzania tym skomplikowanym organizmem.
Krakowski samorząd rzeczywiście cechuje znikoma kreatywność urbanistyczna. Na naszym forum internetowym nie brakowało ubolewań, że typowa tkanka miejska kończy się dziś tam, gdzie przed wybuchem drugiej wojny.
- Kraków ma dzisiaj wielu zdolnych urbanistów, ale nie ma urbanistyki. Przestrzenią rządzą dzisiaj "prawnicy i deweloperzy". Samorząd jest często zaledwie statystą, bo na pewno nie kreatorem wartościowej urbanistyki. To choroba, która toczy dzisiaj wszystkie polskie miasta. W Krakowie, który w trudnym okresie dwudziestolecia międzywojennego wybił się np. na kreację urbanistyczną Alei Trzech Wieszczów, to szczególnie drastyczny regres cywilizacyjny. To dlatego również nowi mieszczanie-obywatele próbują brać sprawy miasta w swoje ręce poza samorządem. To ważny sygnał.
Kraków, znajdujący się w kulturowej przestrzeni Europy Środkowej, najbliższe związki miał tradycyjnie z miastami tego obszaru: Wiedniem, Lwowem. Nowi mieszczanie chętniej latają jednak do Londynu czy Berlina.
- Między jednym a drugim nie ma sprzeczności. Władysław Bartoszewski na pytanie, kim jest, odpowiada: Polakiem, katolikiem, warszawiakiem, Europejczykiem. W czasach, gdy urbanizacja skupia się w największych węzłach sieci, interakcja mieszkańców jest czymś naturalnym. Berlin na naszych oczach staje się - po Londynie i Paryżu - trzecim miastem globalnym Europy. Kraków wchodzi w strefę oddziaływania Berlina, z którym - bo nie z Warszawą - połączony jest dziś autostradą. Z drugiej strony Kraków wciąż jest esencją Europy Środkowej, leży w samym sercu tego regionu jako jedyna niestołeczna metropolia pomiędzy: Warszawą, Berlinem, Pragą, Wiedniem, Bratysławą i Budapesztem. To nasza ciągle słabo wykorzystana szansa!
Niektórzy uważają, że pojęcie Europy Środkowej było etykietą zastępczą w czasach, gdy próbowaliśmy odróżnić się od imperium sowieckiego.
- Pewno tak, dlatego dziś na tej nucie gra np. Lwów. Bo Europa Środkowa to kwestia światopoglądu. Nam to pojęcie nie jest już potrzebne do odkrywania samych siebie, ale możemy wykorzystać je marketingowo. Po naszym wejściu do Unii rośnie zainteresowanie Europą Środkową, np. w krajach Azji i Pacyfiku. W Międzynarodowym Centrum Kultury będziemy gościć wkrótce grupę japońskich profesorów, którzy chcą przemierzyć drogę z Krakowa do Wilna w poszukiwaniu dziedzictwa Europy Jagiellonów. Hindusów będziemy szkolić w zakresie ochrony i konserwacji zabytków. Bo pomaga nam w tym mit Europy Środkowej jako regionu ciągle pogrążonego w rozpamiętywaniu przeszłości.
Czy w epoce globalizacji i integracji krakowian różni coś od np. wrocławian?
- Jeśli chodzi o wady powszechne, to trudno przypisywać je mieszkańcom jednego miasta. Dulszczyzna na przykład jest wszechogarniająca, choć na gruncie obyczajowym chyba się z niej w dużym stopniu wyleczyliśmy, nawet w Krakowie. Krakowianie z powodu swej nieprzerwanej tradycji mieszczańskiej są na pewno mniej podatni na ryzyko, przyzwyczajeni do ciepełka. Widać to w podejściu do architektury współczesnej. Na przykład dobudowa nowoczesnego skrzydła do kamienicy przy Rynku 25, w której mieści się Międzynarodowe Centrum Kultury wzbudza emocje. Wielu naszych gości jest autentycznie zachwyconych tym eksperymentem, ale spora grupa "prawdziwych mieszczan" uznała to za obrazoburcze. Przyzwyczaili się po prostu do traktowania Krakowa jako muzeum historii Polski pod gołym niebem.
A jak powinniśmy traktować Kraków?
- Sukces miasta i jego mieszkańców jest z pewnością weryfikowany przez podatność na zmianę i stosunek do nowoczesności. Co wcale nie musi oznaczać konfliktu z tradycją. Kraków jak tlenu potrzebuje dziś świeżej krwi. Nie pełni dziś ważnych funkcji administracyjnych, finansowych, komunikacyjnych. Nie jest wielkim ośrodkiem produkcyjnym. Przestał też być - jak przed wojną w epoce "Ilustrowanego Kuriera Codziennego - ważnym centrum mediów. Dziś wielką siłą Krakowa są przede wszystkim dwa elementy. Pierwszy to dziedzictwo kulturowe i będąca jego pochodną najsilniejsza w Polsce marka miasta. Zapewnia to Krakowowi nie tylko wysoką rozpoznawalność w świecie i komfort mieszczańskiego życia, ale i sukces turystyczny ostatnich lat. Drugi to potencjał akademicki. To dzięki niemu Kraków jest młodym miastem. Te dwa światy są wobec siebie komplementarne. Fala młodych ludzi rozmiękcza dziś to "prawdziwe mieszczaństwo", które jak nigdzie w Polsce wyszło z lekcji komunizmu obronną ręką i dziś też broni swoich pozycji. Przyjezdni z reguły zwiększają potencjał kreatywności miasta. Pozostaje tylko pytanie, czy miasto wykorzystuje ten potencjał i czy ma politykę "na zagospodarowanie" tych młodych ludzi.
Jak Kraków asymiluje przyjezdnych i czy odczuwalne jest napięcie między nimi a rodowitymi krakowianami? W naszej dyskusji o nowych mieszczanach właśnie ta kwestia wzbudziła najwięcej sporów.
- To pytanie przywołuje moją pamięć sprzed 20 lat, kiedy po upadku komunizmu wybory samorządowe 1990 roku właśnie w naszym mieście najszybciej i najgłębiej ujawniły "pęknięcie" mentalne. W Krakowie de facto istniały wtedy dwa miasta w mieście: "Stary Kraków" i "Nowa Huta". Choć w latach 80. Kraków i Huta występowały wspólnie pod sztandarem "Solidarności" przeciw reżimowi Jaruzelskiego, to już na przełomie roku 1989 i 1990 w Komitecie Obywatelskim ujawniły się wyraźne animozje i nieufność pomiędzy "starym" a "nowym" Krakowem. Rodząca się wówczas demokracja stała się pierwszą okazją dla weryfikacji skutków politycznej dwubiegunowości Krakowa po komunizmie. To dowód na tezę, że w Krakowie do statusu krakauera prowadzi długa i kręta droga. Czy "nowi mieszczanie" potrafią ją skrócić?
Pana ulubione miejsca w Krakowie? Każdego dnia z okien swojego gabinetu spogląda Pan na Rynek...
- Dlatego każdego dnia mogę docenić wyjątkowość tego miasta i tego miejsca. To niezwykłe "obserwatorium" pozwala też śledzić fascynującą zmianę, od której rozpoczęliśmy naszą rozmowę. Bo przecież po roku 1989 z kamienic przy Rynku zostali wygnani "starzy" mieszczanie. Tę niezwykłą przestrzeń "kolonizują" dziś nowi mieszczanie. Przypomnijmy, że w roku 1257 koloniści - nowi mieszczanie - nie tylko wytyczyli ten plac, ale stworzyli też wizję miasta, która ciągle przesądza o miejscu Krakowa w Europie.
* Prof. Jacek Purchla - dyrektor Międzynarodowego Centrum Kultury, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego i Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, ekonomista i historyk sztuki. Autor książek poświęconych rozwojowi Krakowa.
- Pewno tak, dlatego dziś na tej nucie gra np. Lwów. Bo Europa Środkowa to kwestia światopoglądu. Nam to pojęcie nie jest już potrzebne do odkrywania samych siebie, ale możemy wykorzystać je marketingowo. Po naszym wejściu do Unii rośnie zainteresowanie Europą Środkową, np. w krajach Azji i Pacyfiku. W Międzynarodowym Centrum Kultury będziemy gościć wkrótce grupę japońskich profesorów, którzy chcą przemierzyć drogę z Krakowa do Wilna w poszukiwaniu dziedzictwa Europy Jagiellonów. Hindusów będziemy szkolić w zakresie ochrony i konserwacji zabytków. Bo pomaga nam w tym mit Europy Środkowej jako regionu ciągle pogrążonego w rozpamiętywaniu przeszłości.
Czy w epoce globalizacji i integracji krakowian różni coś od np. wrocławian?
- Jeśli chodzi o wady powszechne, to trudno przypisywać je mieszkańcom jednego miasta. Dulszczyzna na przykład jest wszechogarniająca, choć na gruncie obyczajowym chyba się z niej w dużym stopniu wyleczyliśmy, nawet w Krakowie. Krakowianie z powodu swej nieprzerwanej tradycji mieszczańskiej są na pewno mniej podatni na ryzyko, przyzwyczajeni do ciepełka. Widać to w podejściu do architektury współczesnej. Na przykład dobudowa nowoczesnego skrzydła do kamienicy przy Rynku 25, w której mieści się Międzynarodowe Centrum Kultury wzbudza emocje. Wielu naszych gości jest autentycznie zachwyconych tym eksperymentem, ale spora grupa "prawdziwych mieszczan" uznała to za obrazoburcze. Przyzwyczaili się po prostu do traktowania Krakowa jako muzeum historii Polski pod gołym niebem.
A jak powinniśmy traktować Kraków?
- Sukces miasta i jego mieszkańców jest z pewnością weryfikowany przez podatność na zmianę i stosunek do nowoczesności. Co wcale nie musi oznaczać konfliktu z tradycją. Kraków jak tlenu potrzebuje dziś świeżej krwi. Nie pełni dziś ważnych funkcji administracyjnych, finansowych, komunikacyjnych. Nie jest wielkim ośrodkiem produkcyjnym. Przestał też być - jak przed wojną w epoce "Ilustrowanego Kuriera Codziennego - ważnym centrum mediów. Dziś wielką siłą Krakowa są przede wszystkim dwa elementy. Pierwszy to dziedzictwo kulturowe i będąca jego pochodną najsilniejsza w Polsce marka miasta. Zapewnia to Krakowowi nie tylko wysoką rozpoznawalność w świecie i komfort mieszczańskiego życia, ale i sukces turystyczny ostatnich lat. Drugi to potencjał akademicki. To dzięki niemu Kraków jest młodym miastem. Te dwa światy są wobec siebie komplementarne. Fala młodych ludzi rozmiękcza dziś to "prawdziwe mieszczaństwo", które jak nigdzie w Polsce wyszło z lekcji komunizmu obronną ręką i dziś też broni swoich pozycji. Przyjezdni z reguły zwiększają potencjał kreatywności miasta. Pozostaje tylko pytanie, czy miasto wykorzystuje ten potencjał i czy ma politykę "na zagospodarowanie" tych młodych ludzi.
Jak Kraków asymiluje przyjezdnych i czy odczuwalne jest napięcie między nimi a rodowitymi krakowianami? W naszej dyskusji o nowych mieszczanach właśnie ta kwestia wzbudziła najwięcej sporów.
- To pytanie przywołuje moją pamięć sprzed 20 lat, kiedy po upadku komunizmu wybory samorządowe 1990 roku właśnie w naszym mieście najszybciej i najgłębiej ujawniły "pęknięcie" mentalne. W Krakowie de facto istniały wtedy dwa miasta w mieście: "Stary Kraków" i "Nowa Huta". Choć w latach 80. Kraków i Huta występowały wspólnie pod sztandarem "Solidarności" przeciw reżimowi Jaruzelskiego, to już na przełomie roku 1989 i 1990 w Komitecie Obywatelskim ujawniły się wyraźne animozje i nieufność pomiędzy "starym" a "nowym" Krakowem. Rodząca się wówczas demokracja stała się pierwszą okazją dla weryfikacji skutków politycznej dwubiegunowości Krakowa po komunizmie. To dowód na tezę, że w Krakowie do statusu krakauera prowadzi długa i kręta droga. Czy "nowi mieszczanie" potrafią ją skrócić?
Pana ulubione miejsca w Krakowie? Każdego dnia z okien swojego gabinetu spogląda Pan na Rynek...
- Dlatego każdego dnia mogę docenić wyjątkowość tego miasta i tego miejsca. To niezwykłe "obserwatorium" pozwala też śledzić fascynującą zmianę, od której rozpoczęliśmy naszą rozmowę. Bo przecież po roku 1989 z kamienic przy Rynku zostali wygnani "starzy" mieszczanie. Tę niezwykłą przestrzeń "kolonizują" dziś nowi mieszczanie. Przypomnijmy, że w roku 1257 koloniści - nowi mieszczanie - nie tylko wytyczyli ten plac, ale stworzyli też wizję miasta, która ciągle przesądza o miejscu Krakowa w Europie.
* Prof. Jacek Purchla - dyrektor Międzynarodowego Centrum Kultury, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego i Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, ekonomista i historyk sztuki. Autor książek poświęconych rozwojowi Krakowa.
- 22 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
14 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień






