Zapiski na biletach: Ławica dorszy

Michał Olszewski, "Tygodnik Powszechny"
2010-05-21 , aktualizacja: 21.05.2010 19:57
A A A Drukuj
Zdarzyło się ostatnio kilka jazd w starym stylu, z niewiadomą, zimnem i przyspieszonym biciem serca.
Michał Olszewski
Michał Olszewski
Najpierw powrót z Żywca do Krakowa. Nie wiedziałem, że rzekomy skrót przez Międzybrodzie Bialskie jest jedną z pułapek, których unikają wszyscy miłośnicy jazdy na ślepo: na mapie trasa 948 wygląda przyzwoicie, jak alternatywa dla podróży przez przedmieścia Bielska, ale w rzeczywistości okazuje się martwym pasem dziurawego asfaltu. Pozostaje autostop, ech, znowu podwożenia po kilka kilometrów, szybkie rozmowy z kierowcami, szybkie pożegnania i ta męcząca świadomość, że po kilku chwilach od trzaśnięcia drzwiami postać dobroczyńcy niechybnie rozmyje się i zacznie tracić na wyrazistości. Znowu twarze będą przelatywać przed oczami i powrócą niejasne podejrzenia, że jest jazda autostopem, szarpana, ucięta w pół zdania, symbolem większej całości.

A potem żółty autobus toczy się w korku, macham ręką, kierowca nawet nie zwalnia, tylko otwiera drzwi, a w środku, w środku, proszę państwa, jest prawdziwie domowo. Z tyłu wisi wielka flaga Chorwacji. Nad głową kierowcy bujają się w łagodnym tańcu maskotki z różnych stron: wisi tam nieco już przybrudzone pluszowe słońce z napisem "Mierzeja Wiślana", na każdym promieniu inna nazwa nadmorskiej miejscowości; wisi pęk smycz ze spartakiad, festiwali i zawodów; tańczą puchate stworzenia, lalki i laleczki, a obok telewizora ktoś przykleił płytę kompaktową. Taki taniec lubię. To mnie ociepla i sprawia, że uśmiech wyłazi na gębę, ponieważ zachodzi nieoczekiwana intymność. Kiedyś wkładali za szyby plastikowe kwiaty, proporczyki miast oraz klubów, teraz w modzie są maskotki, ale sens chyba ten sam.

Niedługo później jedziemy z Mają do Lublina. Rzecz ma miejsce 15 maja 2010, o godzinie 14.15. Tutaj maskotek nie ma i gra toczy się o wyższe stawki, ponieważ kierowca z 40 pasażerami na pokładzie oprócz prowadzenia pojazdu ma szereg innych zajęć, widzimy je wyraźnie, siedząc na najbliższych siedzeniach. Ma CB, więc mówi co jakiś czas teksty w rodzaju "uwaga, w Antolce suszą, uwaga, przed Kielcami dwie kijanki po cywilnemu, szerokości życzę"; ma telefon komórkowy bez zestawu głośnomówiącego, co sprawia, że kierownicą zawiaduje bardzo często jedna ręka, nawet podczas wyprzedzania; doskwiera mu też najwyraźniej samotność, więc od Radomia do Lublina zagaduje w inteligentny sposób młodą pasażerkę. W pewnym momencie idzie nawet na całość i postanawia wyprzedzić ciężarówkę, mimo że z naprzeciwka nadjeżdża auto osobowe, które w ostatniej chwili umyka na pobocze. Nie pytajcie, czy wyprzedzając rozmawia przez CB, telefon i czy opowiada coś tej dziewczynie, nie pamiętam, bo inne rzeczy miałem wówczas przed oczami.

Potem Lublin o pierwszej nad ranem, ulewa, drzewa przy ulicach miotają się jak wściekłe, są podobno miasta ogrody, ale Lublin to raczej miasto las, tracimy orientację, nieznane korporacje taksówkowe oferują usługi, czeka na nas konspiracyjny lokal w wieżowcu daleko od centrum, klucz do domofonu nie pasuje, przed umówionymi drzwiami stoją bambosze, klucz do drzwi nie pasuje, w windzie pachnie facetem, który wraca z trzeciej zmiany, może nie ten wieżowiec? Biegniemy w ulewie między blokami, niebo ma złowieszczy kolor, w innych windach pachnie tym samym mężczyzną, świeci ta sama jarzeniówka.

I finisz: poranny powrót deficytowym pociągiem z Lublina. Pusto, zimno, kraj wypełnia się po brzegi deszczem, ona skulona pod śpiworem, jakbyśmy znowu mieli po 15 lat i znowu dopadły nas szczególnie deszczowe wakacje. W takich chwilach trudno powiedzieć, gdzie kończy się sen, a zaczyna prawdziwy świat, co jest wspomnieniem, a co konfabulacją. Czy można wskakiwać do autobusu w biegu? Czy dobrze pamiętam, że kierowca autobusu do Lublina nie miał głowy i prowadził nas przez kraj sam korpus? Czy istnieje miasto las? Czy Puławy i Pionki istnieją naprawdę, skoro tamtej niedzieli na ich miejscu kłębiła się mgła? A może jechaliśmy przez zapomnianą odnogę Atlantyku?

Przysięgam, na własne oczy widziałem, jak za szybą przepłynęła ławica tłustych dorszy.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu