Cracovia nie ma ani cudotwórców, ani premii
2009-10-27
, aktualizacja: 27.10.2009 22:27
"Pasy" znalazły się w fatalnej sytuacji. Piłkarze liczą na charyzmę trenera Oresta Lenczyka, ale w trakcie meczów na boisku nie widać liderów. - Jeśli nie szkoleniowiec, to kto? Cudotwórców nie ma - przekonuje napastnik Radosław Matusiak.
ZOBACZ TAKŻE
- Wojciechowski o piłkarzu Polonii: Durny Węgier. Idiota (28-10-09, 11:14)
- Świerczewski niechciany w Lubinie (28-10-09, 09:09)
- Legia znów bez Chinyamy (28-10-09, 08:39)
Piłkarze Cracovii nie wygrali od siedmiu kolejek, a w niedzielę nie dali rady słabej Odrze Wodzisław. - Jak zobaczyłem w szatni poobijanych zawodników, to nie mogłem mieć wątpliwości, że się starali. Nie potrafię ich jednak zmotywować, by walczyli tak jak Odra, czyli ostro i z pianą na ustach - tłumaczył po meczu Lenczyk.
Po porażce w Wodzisławiu sytuacja drużyny jest dramatyczna. Nie pomogły spotkania Janusza Filipiaka, prezesa klubu z Lenczykiem. - Forma? Do wyleczenia - żartował wczoraj jeden z zawodników, ale jego koledzy są podminowani. Nie tylko nie wygrywają, ale i - zgodnie z zapisami w kontraktach - drużyna nie dostaje premii za mecze (bo zajmuje miejsce poniżej 10.).
- Atmosfera nie może być dobra. Przegrywamy, brakuje nam impulsu w postaci trzech punktów. Co o nas piszą? Nie czytam gazet, bo to bardziej przeszkadza niż pomaga - mówi ze smutkiem Matusiak, największa gwiazda zespołu.
Z kolei Lenczyk narzeka na brak liderów. Po meczu w Wodzisławiu krytykował nie tylko swojego ulubieńca Matusiaka, ale i Dariusza Pawlusińskiego. Wydaje się, że piłkarze zostali przytłoczeni charyzmą trenera. Podczas treningów są zapatrzeni w Lenczyka, w rozmowach określają go mianem "nauczyciela", "przewodnika" i "autorytetu". Jednak podczas kolejnych spotkań spoglądają bezradnie w kierunku ławki rezerwowych. - Co mamy zrobić? Jeśli nie on, to kto? Cudotwórców już nie ma - argumentuje Matusiak.
Lenczyk tylko pozornie jest spokojny. - Psychologia nie zna pojęcia dołek - wyjaśniał wczoraj dziennikarzom. Sam zresztą nieraz podkreślał, że nie jest zwolennikiem zatrudnienia psychologa.
Szkoleniowiec robi dobrą minę do złej gry, bo i jego nie opuszcza pech. Na piątkowe spotkanie z PGE GKS-em Bełchatów stracił dwóch zawodników. Michał Goliński naciągnął mięsień dwugłowy, a Jakub Grzegorzewski ma problem z kostką.
Matusiak zachowuje zimną krew i przywołuje "bełchatowskie" czasy. - Tam też Lenczyk nie miał rewelacyjnego początku, ale na wiosnę pięliśmy się w górę, a potem zostaliśmy wicemistrzem kraju. Budowanie zespołu to sprawa długofalowa. Liczę, że za dwie, trzy kolejki pojawią się efekty naszej pracy - podkreśla snajper.
Do zajęć wrócił Tomasz Moskała. Z kolei Lenczyk zmienił treningi i postawił na zajęcia ogólnorozwojowe, urozmaicone gierką w dziada.
Po porażce w Wodzisławiu sytuacja drużyny jest dramatyczna. Nie pomogły spotkania Janusza Filipiaka, prezesa klubu z Lenczykiem. - Forma? Do wyleczenia - żartował wczoraj jeden z zawodników, ale jego koledzy są podminowani. Nie tylko nie wygrywają, ale i - zgodnie z zapisami w kontraktach - drużyna nie dostaje premii za mecze (bo zajmuje miejsce poniżej 10.).
- Atmosfera nie może być dobra. Przegrywamy, brakuje nam impulsu w postaci trzech punktów. Co o nas piszą? Nie czytam gazet, bo to bardziej przeszkadza niż pomaga - mówi ze smutkiem Matusiak, największa gwiazda zespołu.
Z kolei Lenczyk narzeka na brak liderów. Po meczu w Wodzisławiu krytykował nie tylko swojego ulubieńca Matusiaka, ale i Dariusza Pawlusińskiego. Wydaje się, że piłkarze zostali przytłoczeni charyzmą trenera. Podczas treningów są zapatrzeni w Lenczyka, w rozmowach określają go mianem "nauczyciela", "przewodnika" i "autorytetu". Jednak podczas kolejnych spotkań spoglądają bezradnie w kierunku ławki rezerwowych. - Co mamy zrobić? Jeśli nie on, to kto? Cudotwórców już nie ma - argumentuje Matusiak.
Lenczyk tylko pozornie jest spokojny. - Psychologia nie zna pojęcia dołek - wyjaśniał wczoraj dziennikarzom. Sam zresztą nieraz podkreślał, że nie jest zwolennikiem zatrudnienia psychologa.
Szkoleniowiec robi dobrą minę do złej gry, bo i jego nie opuszcza pech. Na piątkowe spotkanie z PGE GKS-em Bełchatów stracił dwóch zawodników. Michał Goliński naciągnął mięsień dwugłowy, a Jakub Grzegorzewski ma problem z kostką.
Matusiak zachowuje zimną krew i przywołuje "bełchatowskie" czasy. - Tam też Lenczyk nie miał rewelacyjnego początku, ale na wiosnę pięliśmy się w górę, a potem zostaliśmy wicemistrzem kraju. Budowanie zespołu to sprawa długofalowa. Liczę, że za dwie, trzy kolejki pojawią się efekty naszej pracy - podkreśla snajper.
Do zajęć wrócił Tomasz Moskała. Z kolei Lenczyk zmienił treningi i postawił na zajęcia ogólnorozwojowe, urozmaicone gierką w dziada.
- 3 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień






