Wyspiańskiego tanio sprzedam. Fałszywego
14.09.2011
, aktualizacja: 13.09.2011 21:53
Prokuratura postawiła przed sądem tarnowianina, który na aukcjach internetowych oferował podróbki dzieł znanych polskich malarzy. W internecie handel falsyfikatami kwitnie.
ZOBACZ TAKŻE
- Nowy szeryf wygania policjantów zza biurek (23-09-11, 08:00)
- Licencja na okradanie pasażerów taksówki (23-09-11, 07:00)
- Rzekomy kawaler ożenił się po raz drugi (17-09-11, 07:00)
- Badali promieniowanie, wyszli z biżuterią (16-09-11, 05:00)
- Tajemnicze losy listów gen. Józefa Bema (12-09-11, 09:00)
- Malarka z Proszowic zatrzęsła rynkiem dzieł sztuki (09-04-11, 09:00)
Witkacy, Tadeusz Makowski, Teodor Axentowicz, Jerzy Nowosielski - to ich dzieła najczęściej są w Polsce podrabiane.
Nie inaczej było w przypadku obrazów i grafik oferowanych przez 50-letniego tarnowianina. Na aukcjach internetowych, ale też i poza siecią wystawiał do sprzedaży dzieła czołowych polskich malarzy i grafików. W jego portfolio roiło się od znanych nazwisk: Stanisława Wyspiańskiego, Mai Berezowskiej, ale też właśnie Axentowicza czy Makowskiego. Jego ofiarą padło 17 kolekcjonerów z całej Polski. Za grafiki płacili od kilkuset do 1,6 tys. zł, za obrazy mniej znanych artystów z przełomu XIX i XX w. do kilku tysięcy. Płótna mistrzów kosztowały od 4 do 10 tysięcy zł. Z ustaleń śledczych wynika, że Jackowi Z. udało się w ten sposób wprowadzić na rynek ponad 30 podrobionych obrazów i grafik.
Na trop oszusta tarnowscy policjanci wpadli przypadkowo, gdy badali sprawę pożaru sprzed kilku lat. 50-letni tarnowianin był podejrzanym. Podczas przesłuchania jednego z mężczyzn zamieszanych w sprawę, usłyszeli: - Dostawałem od Jacka Z. falsyfikaty obrazów do sprzedaży.
Policjanci i prokuratorzy ruszyli tym tropem. Okazało się, że Jacek Z. działał przez kilka lat pod przykryciem prowadzonego przez żonę antykwariatu ze starociami. Część obrazów i grafik oferował do sprzedaży w internetowych serwisach aukcyjnych. Klientów łowił też wśród osób odwiedzających antykwariat. - Wszystkich nabywców zapewniał, że oferowane dzieła są autentyczne - mówi prokurator Elżbieta Potoczek-Bara z tarnowskiej prokuratury.
- Gdy klient ma wątpliwości, oszuści tłumaczą, że ktoś znalazł nieznane dotąd dzieło artysty podczas porządkowania starości na strychu. I to często przekonuje, zwłaszcza w przypadku malarzy, których dorobek jest rozproszony - opowiada śledczy znający kulisy rynku falsyfikatów.
Ale fałszerze zdają sobie sprawę, że coraz częstsze doniesienia w mediach o podróbkach dzieł sztuki zalewających rynek, powodują, że niektórzy kupujący ostrożnie podchodzą do takich "okazji". Ale i na to oszuści znaleźli sposób. Jacek Z., by uniknąć podejrzeń, pokazywał kupującym świadectwa potwierdzające autentyczność obrazów wystawione rzekomo przez historyków sztuki. Policja zaczęła je sprawdzać. Okazało się, że na niektórych była podpisana nieżyjąca już od 30 lat pracownica Muzeum Narodowego. Z daty na dokumentach wynikało, że certyfikaty zostały wystawione w latach 70. Pod lupę wzięli je więc specjaliści od badania pisma. I okazało się, że daty i podpisy widniejące na dokumentach (sporządzonych na maszynie) są sfałszowane. I na dodatek pracownica Muzeum Narodowego nigdy nie wystawiała prywatnie tego typu certyfikatów. Śledczy ustalili też, że autorem pozostałych świadectw była osoba, która - wbrew informacjom na dokumentach - nie była absolwentem wyższej uczelni i nie jest znana w środowisku historyków sztuki.
Policjanci dotarli też do osób, które padły ofiarą oszusta. Eksperci zbadali zakupione przez nich dzieła i potwierdzili, że to falsyfikaty.
Śledczy próbowali wytropić ich źródło. Bezskutecznie. Jacek Z. choć przyznał się do oszustwa, twierdził jedynie, że obrazy i grafiki kupił "od jakiegoś mężczyzny w Krakowie".
To niejedyne w Małopolsce śledztwo dotyczące sprzedaży fałszywych obrazów. Krakowska prokuratura od wiosny bada sprawę podrobionych dzieł Starowieyskiego, Makowskiego, Nowosielskiego i Kislinga, które w internecie sprzedawała 34-letnia mieszkanka podkrakowskiej miejscowości. Razem z nią wpadła jej znajoma malarka - pomocnica w przestępczym procederze. Policja szacuje, że obydwie kobiety wprowadziły do obrotu kilkaset sfałszowanych dzieł polskich artystów. Śledztwo zostało niedawno przedłużone. - Sprawdzamy jeszcze inne transakcje w internetowych serwisach aukcyjnych - mówi prokurator Bogusława Marcinkowska z krakowskiej prokuratury.
Nie inaczej było w przypadku obrazów i grafik oferowanych przez 50-letniego tarnowianina. Na aukcjach internetowych, ale też i poza siecią wystawiał do sprzedaży dzieła czołowych polskich malarzy i grafików. W jego portfolio roiło się od znanych nazwisk: Stanisława Wyspiańskiego, Mai Berezowskiej, ale też właśnie Axentowicza czy Makowskiego. Jego ofiarą padło 17 kolekcjonerów z całej Polski. Za grafiki płacili od kilkuset do 1,6 tys. zł, za obrazy mniej znanych artystów z przełomu XIX i XX w. do kilku tysięcy. Płótna mistrzów kosztowały od 4 do 10 tysięcy zł. Z ustaleń śledczych wynika, że Jackowi Z. udało się w ten sposób wprowadzić na rynek ponad 30 podrobionych obrazów i grafik.
Na trop oszusta tarnowscy policjanci wpadli przypadkowo, gdy badali sprawę pożaru sprzed kilku lat. 50-letni tarnowianin był podejrzanym. Podczas przesłuchania jednego z mężczyzn zamieszanych w sprawę, usłyszeli: - Dostawałem od Jacka Z. falsyfikaty obrazów do sprzedaży.
Policjanci i prokuratorzy ruszyli tym tropem. Okazało się, że Jacek Z. działał przez kilka lat pod przykryciem prowadzonego przez żonę antykwariatu ze starociami. Część obrazów i grafik oferował do sprzedaży w internetowych serwisach aukcyjnych. Klientów łowił też wśród osób odwiedzających antykwariat. - Wszystkich nabywców zapewniał, że oferowane dzieła są autentyczne - mówi prokurator Elżbieta Potoczek-Bara z tarnowskiej prokuratury.
- Gdy klient ma wątpliwości, oszuści tłumaczą, że ktoś znalazł nieznane dotąd dzieło artysty podczas porządkowania starości na strychu. I to często przekonuje, zwłaszcza w przypadku malarzy, których dorobek jest rozproszony - opowiada śledczy znający kulisy rynku falsyfikatów.
Ale fałszerze zdają sobie sprawę, że coraz częstsze doniesienia w mediach o podróbkach dzieł sztuki zalewających rynek, powodują, że niektórzy kupujący ostrożnie podchodzą do takich "okazji". Ale i na to oszuści znaleźli sposób. Jacek Z., by uniknąć podejrzeń, pokazywał kupującym świadectwa potwierdzające autentyczność obrazów wystawione rzekomo przez historyków sztuki. Policja zaczęła je sprawdzać. Okazało się, że na niektórych była podpisana nieżyjąca już od 30 lat pracownica Muzeum Narodowego. Z daty na dokumentach wynikało, że certyfikaty zostały wystawione w latach 70. Pod lupę wzięli je więc specjaliści od badania pisma. I okazało się, że daty i podpisy widniejące na dokumentach (sporządzonych na maszynie) są sfałszowane. I na dodatek pracownica Muzeum Narodowego nigdy nie wystawiała prywatnie tego typu certyfikatów. Śledczy ustalili też, że autorem pozostałych świadectw była osoba, która - wbrew informacjom na dokumentach - nie była absolwentem wyższej uczelni i nie jest znana w środowisku historyków sztuki.
Policjanci dotarli też do osób, które padły ofiarą oszusta. Eksperci zbadali zakupione przez nich dzieła i potwierdzili, że to falsyfikaty.
Śledczy próbowali wytropić ich źródło. Bezskutecznie. Jacek Z. choć przyznał się do oszustwa, twierdził jedynie, że obrazy i grafiki kupił "od jakiegoś mężczyzny w Krakowie".
To niejedyne w Małopolsce śledztwo dotyczące sprzedaży fałszywych obrazów. Krakowska prokuratura od wiosny bada sprawę podrobionych dzieł Starowieyskiego, Makowskiego, Nowosielskiego i Kislinga, które w internecie sprzedawała 34-letnia mieszkanka podkrakowskiej miejscowości. Razem z nią wpadła jej znajoma malarka - pomocnica w przestępczym procederze. Policja szacuje, że obydwie kobiety wprowadziły do obrotu kilkaset sfałszowanych dzieł polskich artystów. Śledztwo zostało niedawno przedłużone. - Sprawdzamy jeszcze inne transakcje w internetowych serwisach aukcyjnych - mówi prokurator Bogusława Marcinkowska z krakowskiej prokuratury.
- 4 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Szklany kort do squasha stanie koło ...
- Górka Narodowa wywalczyła zmiany w komunikacji
- Pedofil fotografował 8-latkę w szpitalnej ...
- Squattersi z ul. Zamoyskiego zatrzymani ...
- Porażony prądem kilka godzin leżał na łące
- Centrum grzęźnie w korkach, przerwy w ...
- Budowali autostradę A4. Teraz zwalniają ...





